środa, 15 grudnia 2010

Randka w mroku czyli komedie polskie

Rzadko i z pewną taką nieśmiałością sięgam po "pokomunistyczną" komedię polską - broń Boże do kina iść! Rzadko. Raczej trzymam się starych, PRL-owskich komedii.
"Randkę w ciemno" obejrzałem dziś odważnie z dwiema osobami. Oznacza to, że film ów, nowy polski film komediowy, poddany został ocenie - wyjściowo życzliwej - trzech słowiańskich mózgów, których dysfunkcji nic jak dotąd nie potwierdza. I jakież to konkluzje mózgi te wyciągnęły podczas seansu, jakież pytania im się frapująco nasuwały? Otóż i zatem: że polskie komedie NIE ŚMIESZĄ. Od roku 1989 mniej więcej. Że kopiują ochoczo komedie amerykańskie, co jednak udaje się TYLKO świetnie oddaną kamerą i soundtrackiem. A to za mało, BY ŚMIECH WIDZA WYWOŁAĆ. Ba, to najmniej istotne przy takim gatunku filmu, jak się wydaje. Dalej: scenariusz polskiej komedii po raz kolejny odnaleźliśmy jako niespójny, beztreściwy, a wręcz niedorzeczny. I po co to wątków stłoczenie? Tu nasunęło nam się dość zgodne podejrzenie: by wypchać film aktorami (połowa ZBĘDNA), co każdemu pozwala gratyfikację pobrać "po znajomości" i znów zaistnieć, i znów przetrwać kilka miesięcy... Jakkolwiek rozumiem kwestie wsparcia w czasach kryzysu, to skopanie i rozchwianie i rybie jakieś wzdęcie scenariusza w tegoż konsekwencji jest po prostu niewybaczalne z punktu widzenia odbiorcy. A kryzysowi jaskrawo zresztą przeczy wypchanie kolejnego filmu ekskluzywnymi autami i w ogóle jakimś klimatem yuppie, nie wspominając, że połowa akcji w knajpach się toczy, co nie za bardzo słowiańskie, raczej celtyckie, brytońskie... Ciekawe, że w komediach amerykańskich wciąż jeżdżą z polotem Golfami II i Beetle'ami?
Pomińmy już fakt, że ze strony psychicznej, emocjonalnej, uczuciowej, scenariusz jest... really silly, wszak to komedia, nie podręcznik psychologii. Okej - ale w tym grzech podstawowy, że komedia ma bawić scenami i dialogiem, a takich rarytasów nie dano.
Pod koniec wszystkich troje kolejna kwestia nas zaintrygowała: czy film zarobił na zwrot kosztów?
I jeszcze jedno dramatyczne zadam tu pytanie:
DLACZEGO W TEJ I INNYCH POLSKICH KOMEDIACH KOBIETY TAK ORDYNARNIE SIĘ WYRAŻAJĄ???
Ani to zabawne, ani stymulujące poziom społeczny. Chamstwa językowego, zwłaszcza kobiet, tolerować nie zamierzam. Z tego powodu wyłączyłem po 10 minutach "Lejdis" i pogrzebałem pół metra pod ziemią bezpowrotnie i wręcz na amen. I takiż los pogrzebania spotka odtąd każdą polską komedię, w której aktor, zamiast mnie rozśmieszyć, sypnie bluzgiem. A zwłaszcza kobieta.
Nadal oglądam komedie PRL-owskie...
Au-Thor.

3 komentarze:

  1. Zyga się zgadza. Współczesne kino polskie o zabarwieniu humorystycznym nie istnieje, a właściwie istnieje. Paradoksalnie bowiem, o ile pojęcie "komedia" ześmierdło od czasu eksodusu czerwonych na ogródki działkowe, o tyle pojawiło się nowe zjawisko rozśmieszające do łez - dramaty, kino akcji, sci-fi, z pominięciem kilku sztuk przez przypadek pewnie niewspółczesnych. A wszystko to przez gazy i robale w części około jelitowej rzemieślników filmowych. Już tłumaczę.
    Robale i gazy w d… biorą się z dobrobytu, z nadkonsumpcji, z lenistwa objawiającego się przyrastaniem części ikeowych do części zadnich. Humanoid o przerośniętym ego siada, żre, obrasta sadłem, a jelita trawi metan, zaródź wszelka i mikroimplozje. Te z kolei doprowadzają do zaburzeń równowagi, do pewnej destabilizacji psychomotorycznej i człowiek robi się nerwowy. Im mocniej go wzdyma, im więcej czerwi penetruje tkanki miękkie, tym człowiek demokratyczno-kapitalistyczny bardziej dostaje na łeb. Wynikiem tego jest komunikacja beztreściowa, bo sens jakikolwiek by on pierwotnie nie był, finalnie utyka w procesie defekacji. Skoro wszystko jest pod ręką, to nie ma po co się wysilać. Ambicja to towar deficytowy i sama w sobie nie jest już żadnym modus operandi. Celem jest tak się w życiu (rzyci?) ustawić, aby paliwa do samo-zagazowywania się nie zabrakło, a więc „kasa misiu, kasa”.
    Dlaczego komedie nie śmieszą? Bo dziś każdy się wdzięczy do kamery i w tym tylko ma interes, by zrobić byznes. Kiedyś z kolei frajdą była sama możliwość wypowiedzenia się i jak bóg da, uniknięcie półkowania. Kiedyś kino było szaradą, partią szachów z cenzurą i widzem, wymuszało używanie rozumu, podtekstów, den potrójnych, witzu piętrowego. Dziś używa się apartamentów, tych samych opatrzonych gąb i produkt placementu jako treści. Idea jest taka, by wypłynąć, tj. wskoczyć na okładki, bo facjata ulokowana na obwolucie gwarancją jest mamony dopływu. Do tego celu potrzebny jest popyt na produkt wytworzony, a więc treść musi być łatwą w odbiorze, aby klientela była szeroka. Więc Autor rację ma – komedie nie śmieszą. Komedie się przełącza, ignoruje i przemilcza gdyż są płytą wiórową, tanią i generalnie nieszkodliwą.
    CDN...

    OdpowiedzUsuń
  2. ...CDN
    Ale jednak śmieszy coś, napisałem wcześniej. Cała reszta filmu polskiego śmieszy. Pamiętam jak dziś, jak ryczałem ze śmiechu na Bezsenności W Sieci, filmie piramidalnie głupim, choć niestety bez takiej intencji go nakręcono. Miał mieć głębię. Uzyskał ją wyłącznie w zakresie donośności śmiechu. Albo Sapkowskiego ekranizacja, przetykana smokiem generowanym na baterii R14 i emaliowanym garnku oraz powagą w każdym kretyńskim dialogu. Albo wybitnie idiotyczny Reich, który znokautował mnie był w pierwszej rundzie, a potem przez półtorej godziny podduszał z premedytacją. Film jest to tak pięknie przesadzony, że Pan Reżyser obraził się podczas premiery i opuścił beczącą ze śmiechu publikę. Przykłady można mnożyć. Jest się Autorze z czego śmiać. Jeśli pominąć czysto ludzką zadumę nad asymptotą, do której dąży inteligencja scenarzystów i reżyserów, można spokojnie tuczyć zmarszczki mimiczne. Jest czym.
    I jeszcze jedno spostrzeżenie. Niech Autor zważy na to, że ludzki umysł wspaniale wykrzywia wspomnienia. Pamiętajmy o kontekście! Byliśmy szczawikami, młodzieżą szkolną, gdy to się nam wszystko przetaczało przez głowy. Wtedy wszystko było po kilkakroć zacniejsze i tak też się utrwaliło. Ja z rozrzewnieniem wspominam nawet obowiązkową fluoryzację, zawszawione biwaki harcerskie i brzmienie syreny bosto. Patrzymy na to przez sentyment czasu minionego, gdzie wszystko miało fizyczną wręcz wartość i ekscytowało niewspółmiernie w stosunku do tego, jak dziś odbieramy świat. Teraz są troski, teraz jest znój, świadomość tego-jak-to-wszystko-funkcjonuje (wiem wiem, przeplatany odrobiną fantazji, ale proporcje już nie te). Kiedyś było nieznane, strzelało się z jakiegoś kijaszka jak z karabinu. „Pamiętasz, jak kiedyś…”. Komedie Barei ponad bezsprzeczną komiczność mają tą wartość, że tam jest dzieciństwo, a dzieciństwa ruszyć nie pozwolimy. Na to poprawkę też warto wziąć.
    No i na koniec jeszcze tylko dodam, że dżentelmeni nie rozmawiają o pieniądzach. Pieniądze albo są, albo ich nie ma. I na pewno nie są śmieszne. A dziś można się śmiać tylko z tego, czy ktoś jest bogatym kretynem, czy biednym geniuszem. Albo jak ktoś kogoś okradł. Wszystko to ubabrane w cynizmie klasy posiadającej, menedżerującej, intelektualnie spełnionej, etc. A cynizm najłatwiej ubrać w przekleństwa, wódę, dyskoteki i biurowce. I tak w kółko, aż wystąpią nudności. Myśmy się tym kapitalizmem jeszcze nie najedli, wciąż mentalnie po trosze tkwimy w poprzednim ustroju i trochę też to buractwo na co dzień widać. Czas to zmieni. Komunizm był pyszny, bo rządził w nim absurd. Tysiące spraw każdego dnia opierały się logice. Sam w sobie był scenariuszem i czerpać z niego można było bez końca. A to, że Amerykanie, Anglicy, Francuzi, Szwedzi i inni potrafią nakręcić coś śmiesznego bez komuny wynika tylko z tego, że oni nie roszczą sobie pretensji do posiadania magnetowidu VHS, plazmy i lanosa na kredyt. Oni pieniądze właśnie mają, tak jak my mamy swoją słomę w butach i sensacji z tego nie robią. Tam można jeździć garbusem właśnie, bo cóż, czy to zły samochód?
    Zyga pozdrawia i życzy Wesołych Świąt.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nic, drogi Zygo dopisać tu nie mogę, bo byłoby to beknięciem kozy stroszącej się bródką i rożkiem przeciw szarży somossierskiej, którą byłeś tu wykonałeś przy pomocy argumentacji totalnej - a i przenikliwości zarzucić nic nie sposób. Zgadzam się z wszystkim; te same refleksje i te same skojarzenia mam ja Ci, gdy nad losem polsko-europejskim dumam, jako ten Stańczyk wsparty o parapet bloku z płyty. Ave! I odpowiadam: Wesołych z saska Świąt, by pasy, stolce i framugi poszerzać. Co do pytania o możliwość przestrzeni gościnnotwórczej na Stronie, to tylko pozornie zawisło w próżni: czy jednak jest to możliwe (choćby w kwestiach technicznych), okaże się nie dziś jeszcze i nie jutro - trzeba nam czekać, bo właśnie od wczoraj Operator świętuje Radość Ojcostwa, co wyłącza go chwilowo z obowiązków, a może i nawet z osób cywilizowanie zrównoważonych... AVE, Zygo!
    Aó-tor.

    OdpowiedzUsuń