czwartek, 24 lutego 2011

Horror ocelotem stoi...


...czyli o rzucaniu kotami w filmach.

Frapuje mnie osobliwe upodobanie amerykańskich filmowców do ozdabiania horrorów kotami wyrzucanymi w powietrze. Pomijając fakt, że jako przyjaciel zwierząt bez entuzjazmu podchodzę do takiego ich traktowania, zadaję sobie pytanie: czemu to doprawdy służy?

Pierwsze, co przychodzi mi do głowy, to że ma to widza przestraszyć. Kot bowiem wyskakuje nagle, z kwikiem lub charkotem upiornym, zazwyczaj na bohatera badającego mroczny zakamarek.

Czy jednak na pewno? Obejrzałem setki horrorów. Bodaj 20-30% z nich ozdabiał latający kot. Skoro robił to tak często, to stał się elementem przewidywalnym. Czyli niezaskakującym i niestrasznym.

Po drugie: może kotami rzuca się dla tradycji? Różne wszak kultywuje się tradycje w kinie amerykańskim. Na przykład – pewnie to zauważyliście – zakonnice często suną nad ziemią jak takie magnokrafty, zamiast stąpać z kobiecym wdziękiem. Więc może oceloty fruwają w horrorach dla podtrzymania tradycji. Z szacunku dla filmowców, którzy pierwsi dokonali miotu i wierzyli w to, że miot uczyni grozę.

Co nadal podtrzymuje moje zafrapowanie. Kotem rzucać nie należy; tradycja taka jest barbarzyństwem, a jeśli towarzyszy temu przekonanie, że ja się fruwającego kota wystraszę, to jest to doprawdy infantylne.

Co bowiem nie pomaga w uwiarygodnieniu pomysłu, to fakt, że koci skok jest zazwyczaj w filmie grozy nienaturalny, koślawy, jakiś kaleki – a przecież koty skaczą z gracją mistrzów gimnastycznych, z którą się rodzą. Skok jest ewidentnie sztuczny, bo kotem się rzuca.

Ciekawe, że nie tylko kotami w filmach rzucają. W „Wielkim Szefie” z Bruce'm Lee rzucono na przykład owczarkiem niemieckim. W Bruce'a Lee oczywiście. Rzut był wyjątkowo nieumiejętny i przypuszczam, że pies, który nie był ani kotem, ani ocelotem, na cztery łapy nie spadł.

Proponuję zabawę do końca roku. Nie konkurs, bo za dużo by było tego dobrego. Zabawę. Otóż zapraszam do współudziału w tworzeniu Listy Ocelota - listy filmów, w którym dokonuje się barbarzyńsko-infantylnego miotu kotem (albo zmusza go do wyskoczenia ze schowka). Upolowane tytuły proszę zamieszczać w komentarzach lub przesyłać na mój e-mail, za co dziękuję wylewnie i kapelusza uchylam. Listę zamkniemy 31 grudnia 2011 roku o godzinie 14.41. Pomiędzy uczestnikami zabawy wylosuję egzemplarz „Wpływu na Księżyc”, zbioru makabresek, który podobno mam wydać w drugiej połowie roku.

Uroczyście otwieram Listę Ocelota pierwszym tytułem:

Lista Ocelota

1. Zabójstwa przy Rue Morgue 1986 (wyst.Val Kilmer)

4 komentarze:

  1. Marcel sie zastanawia czy w filmie "Kobieta Kot" przypadkiem nie rzucano kotami, ale Marcel nie jest pewny!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Kotem to jeszcze rzucali w którejś części Strasznego filmu:) tylko zastanawiam sie czy on byl prawdziwy;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Możliwe, że rzucono Kobietą-Kotem. Ale tego po naradzie lwiej postanowiliśmy nie uznawać. Zbyt niski próg genu kociego. Zbyt duży ciężar ładunku ludzkiego. Prawdopodobnie użyto katapulty.
    "Straszny film"? Trzeba by odświeżyć tę uroczo psychiatryczną serię.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie musi być kot ewidentnie rzucony. Koty wepchnięte do śmietników/koksowników/szaf na płaszcze kąpielowe i poprzez gwałtowne otwarcie drzwi tudzież klapy zmuszone do zrywu też zaliczamy. Liczy się akt głupkowatej sceny z kotem jako taki.

    OdpowiedzUsuń