czwartek, 10 lutego 2011

Mój syn Lew Nemejski - Rozdział I



Albo Anubis. Albo Tytan. A nawet bóg: Posejdon, Zeus, Ra, Gaja... Różne postacie wybiera sobie w szczęśliwych zabawach mój syn Jakub. Trzy tygodnie temu oświadczył, że jest bogiem miłości. Wzruszył moje ojcowskie serce sam taki pomysł - bo przecież mogło moje dziecko ogłosić się bogiem czegokolwiek: wojny, zemsty, duchów, ciemności... Tymczasem sześcioletni mój smyk użył słowa miłość. Ciepło mi się zrobiło na sercu i bardzo pomysł pochwaliłem. Każdego ojca cieszy, gdy przekonuje się, że podświadomość pacholęcia mu przypisanego uwalnia słowa i pomysły potwierdzające szczęśliwą pozycję i spełnienie tegoż pacholęcia w kręgu rodziny. Znacie ów niezawodny certyfikat na to, czy dziecko czuje się szczęśliwe w takim kręgu? Każcie mu narysować rodzinę. I tu nie ma zmiłuj. Albo twarze są na rysunku uśmiechnięte - albo nie.
Uff, rysunki Kuby pełne są twarzy uśmiechniętych. Powiesiłem jeden taki na ścianie i upajam się nim.
Ojcowsko.
Tak. Chwilę jednak po ogłoszeniu się bogiem miłości, syn mój zrobił znacząco groźną minę: bóg miłości jest szczodry i wspaniałomyślny dla swoich wyznawców (oraz wyznawców bogów sojuszniczych), ale dla wrogów jest wciąż siłą bezlitosnego, wojennego zmiażdżenia. Komu nie pobłaża mój syn-bóg? Otóż bogom złym i oczywiście ich wyznawcom, tak fatalnie zbłąkanym w swych wyborach. Do wrogów złych stanowczo zalicza greckiego Hadesa i egipskiego Seta. Ja - ojciec wciągnięty w tę zabawę - mam kategoryczny zakaz odgrywania Hadesa. I innych złych.
Mogę być bogiem zaprzyjaźnionym.
Piszę ów post, tak niezwyczajnie oderwany od pogorzelisk makabry, by powiedzieć Wam, że przestrzeń umysłu i serca dziecka niezmiennie i stale, i rosnąco mnie fascynuje. Urzeka.
Mój syn interesuje się herosami, potworami i bogami miologicznymi od roku. Lubię patrzeć, gdy znajomi i krewni pytają Kubę, co to jest hippokamp czy cyklop, jak walczy centaur, jak wygląda i z jakich komponentów składa się chimera tudzież jakiej niehumanitarnej broni używa taka Meduza.
I dlaczego Herakles nie miał łatwo z Lwem Nemejskim.
Lubię - bo widzę wtedy jak syn mój się ożywia. Tłumaczy. Opowiada.
Pięcio-sześcioletni umysł objawia pasję.
Fascynujące.
Zaprawdę, dzięki temu, że syn mój pokazał mi, jak wielką przestrzeń kryje umysł kilkuletniego dziecka, jeszcze baczniej, ciekawiej, patrzę także po innych dzieciach i chłonę ich bogactwo.
Fascynujące.
Co jednak nie mniej urzekające: kilkulatek ubarwia świat dorosłemu - ubarwia, oczyszcza i uszczęśliwia - nie tylko wyobraźnią i dalece zaawansowaną eksploracją życia - lecz także i poczuciem humoru. Oraz - to oczywiste - niezwykłym doborem słów, kombinacjami, słownymi hybrydami, hm, chimerami?...
Oto kilka przykładów na to, co dzieci wnoszą w życie dorosłych, usztywnionych wieczną wojną z nie do końca mitologicznymi potworami w rodzaju Budżetu, Zdrady, Rachunku, Porzucenia, Fałszu, Hipokryzji, Zazdrości, Rabunku, Choroby...:
W Sylwestra roku 2008 Jakub miał lat prawie 4. Po raz pierwszy dotrwał do północy, do Nowego Roku. Założyliśmy, że padnie - ale daliśmy mu świętować według sił własnych i uznania.
Nie padł. O północy rysował na podłodze z zapamiętaniem. Gdy mama nachyliła się nad nim, podniósł głowę i wesoło oznajmił;
- Rysuję jak trzeba!
- Jak trzeba?
- Zapisz to moje śmieszne słowo!
Jeszcze przed końcem owego roku lokator dzielący z nami wtedy apartament otrzymał świąteczną paczkę z Polski. Kuba dostał od niego 2 czekolady, co chyba rozkręciło cokolwiek jego oczekiwania (roszczenia??), bo z zadowoleniem skwitował:
- Marcinku, dzięki, bracie, żeś się podzielił na dwóch tą paczką!
Aktywność sylwestrowa przeciągała się, więc o godzinie 1.30 zaproponowałem głośno:
- To może my idziemy spać, a Kuba niech się bawi w pokoju.
Kuba nigdy nie chciał zostać sam w takiej sytuacji. Po prostu: wraz ze stadem ochoczo szedł spać. Nie tym razem.
- No dobra, zróbmy to - zgodził się niezmożony czterolatek. - Idźcie spać.
Noc sylwestrowa rodzi - i całkiem słusznie! - nastroje filozoficzne. Bo kiedy, jak nie na przełomie roków? Ciekawe jednak, że nie tylko u dorosłych.
Kiedy rozmawiałem z mamą Kuby, z niespecjalnie optymistycznym akcentem (i zupełnie nieodkrywczo, doprawdy) zauważyłem:
- Życie jest takie, że nie wszystko się udaje.
- Życie jak życie, brachu - wtrącił nieoczekiwanie mój syn.
Ja i mój syn określamy skalę naszej miłości do siebie. Na przykład ja zaczynam, że moja miłość do niego jest wielka jak grapefruit. Na co smyk mój naturalnie odpowiada z przebiciem: "A moja jest wielka jak dynia".
Raz wyznałem:
- Kocham cię jak planeta Mars.
Natychmiast odpłacił czułością;
- Kocham cię jak planeta Snickers.
Dzieci doprawdy rozbrajają. Pewnej nocy lutowej roku 2009 Jakub obudził się, podniósł w łóżku i półprzytomnie zaczął mamrotać:
- Nie, nie, nie...
- Co się, Kubusiu, stało? - spytała mama.
- Żadnych zmian, ciągle to samo i to samo!
Na co rozbrojona mama nakazała;
- Kuba, śpij!
No to położył się i zasnął.
Noc jest magicznym czasem wyciszenia. Dlatego sprzyja medytacjom i analizom. 5 lutego 2009 czteroletni Lew Nemejski, tuż przed zaśnięciem, wymruczał:
- A może my tak naprawdę nie żyjemy, tylko ktoś się nami bawi?
Doprawdy, powyższa refleksja zafrapowała mnie wyjątkowo. Wszak mają dzieci jasny umysł i intuicję, której słuchają, dopóki dorosłość siły tej nie zakłóci, nie podepcze...
Sprawy poważne nad jajecznicą też są poruszane. 7 lutego 09 Kuba rzekł do mamy:
- Kiedy urodzisz mi brata albo koleżankę?
- A skąd ten pomysł?
- Bo tata mi powiedział, że ja mam problem.
Po czym sprecyzował:
- Bo ja go ciągle proszę, żeby się ze mną bawił.
Mając cztery i pięć lat Kuba opanował sztukę manipulacji, którą na Ziemi lepiej znać, w istocie. Kiedy nie bardzo wierzył, że tradycyjna metoda odciągnie mnie od zajęcia, bym skupił się na nim, zaczynał manewr dyplomatyczny:
- Potrzebowałbym kogoś do bawienia - sygnalizował niewinnie.
- Na przykład kogo?- pytałem.
- Kogoś przystojnego.
Ha! Jakże mogłem nie poddać się manipulacji tak uroczej?
Ale nie zawsze mały Lew prawi mi komplementy:
- Jesteś skamieliną - stwierdził wiosną 2009.
Potrafi jednak błyskawicznie, z kamienną twarzą pokerzysty przetransformować krytyczną uwagę w słowo pocieszenia. W maju tego samego roku rzekł w łazience do pewnej niewiasty:
- Ale masz gruby brzuch!
- Nie mów tak, bo mi smutno.
- Jakby trochę schudł.
Mój syn zapowiada się na mężczyznę charyzmatycznego i, jak sądzę, pewnego swych wyborów i pragnień mężczyznę na miarę Leonidasa. Bo już jako czterolatek zapytał:
- Kiedy będę już duży?
- A czemu chcesz już być duży?
- Bo tęsknię już, żeby mieć żonę.
- A co byś robił z tą żoną?
- Całowałbym się z nią, kłócił, i pokazałaby mi wszystko; czym sika i cycki...
I na tym zakończę tę pierwszą część historii o moim małym Lwie Nemejskim.
Nie pisałem tego posta, by podkreślać unikalność mego dziecięcia - każdy rodzic posiada i postrzega swoje dziecko jako unikalne, co jest właściwym ujęciem sprawy. Podziwiam wiele dzieci. To jednak z moim synem jestem połączony w kręgu. Razem kroczymy ścieżką, która ma swój cel... Napisałem posta, by zdradzić Wam, że umysł i serce dziecka sprawiają, że inaczej patrzę na świat. Często dzięki słowom i czynom mojego syna, wyłączam te wszystkie rozpędzone, umęczone, zatopione w spalinach generatory mojego jestestwa. Zwalniam. Myślę.
Eksploruję sedno.
Tylko jeden generator pracuje nieprzerwanie. Ten w sercu. Ten stymulowany przez mojego syna.
Klawo jest mieć syna.
Autor.

38 komentarzy:

  1. Niech osoba umieszczająca treść na stronie popadnie w skrajny pesymizm, żeby nie napisać - depresję o odcieniu "oderżnę sobie łeb starą zelówką". Niech jego gałki oczne pokryje czarny fungus, a wicienie egzotyczne wwiercą się w mózg, w poszukiwaniu szaleństwa. Przecież kolorki w tekście skutecznie zniechęcają do czytania. Cóż to za niekopete... Niekmopete... brak umiejętności przyobleczenia zacnej treści Autora w odpowiednią formę. Zapalam gromnicę w intencji zczarnobielenia wyobraźnii pana Operatora.
    Widuję na tej stronie Boga i niewątpię, że może on doprowadzić do zbrojnej interwencji wskutek tego kociokwiku.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kolorki pozostaną - jako przypomnienie, by treścią się nie frapować, a bawić. Jeden głos pomstujący i rzucający wiązką fungusów na 100 pozytywnych nie sprawi, bym oblekł Stronę w Szarość Absolutną, bo taka grozi mrokiem w osierdziu i pobudzaniem nostalgii za utraconym Chanatem Krymskim. Kolorki pozostaną. Zalecam Waszmości przestawienie się z herbaty czarnej na zieloną - to poprawia funkcjonowanie kory i gałek ocznych, oraz całego układu nerwowo-splątanego. To zaś z kolei sprawia, że przestają być jakimś dramatycznie drażniącym nieszczęściem DROBIAZGI tak owadzie jak kolorki- zresztą sporadycznie wsączane, doprawdy, woda kapiąca z kranu czy stukot szpilek sąsiadki. Znam ludzi, którzy nie zasną przy lampce ani nie skupią się na oglądaniu telewizji, jeśli poduszka na kanapie krzywo leży. Dramat.
    Kolorki pozostaną. Wyrok jest nieodwołalny. Proszę przyjąć:
    1...za usprawiedliwienie, że kolorki na tak zwanym HOME równoważą Czarną Makabrę na prawej flance - patrz: opowiadania.
    2...za pocieszenie, że do opowiadań kolorki NIGDY nie trafią. Tam panuje MROK WIECZNY.
    Kolorki pozostaną, Mr Monk.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciężko się bawić treścią, której nie widać. Więc nie chodzi tu o gust, choć nie przeczę, że czarna pantera z różowymi pazurami wygląda podobnie jak powyższy tekst. Intryguje mnie również te 100 pozytywnych opinii. Niech się nimi Operator podzieli ze światem. Niech głosy w głowie się wypowiedzą.
    Polecam leczyć obłęd przez smarowanie mózgu gencjaną.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja treść widzę. A nie podejrzewam, by mnie cybernetyczne fotoreceptory wszczepiono podczas porwania na statek Obcych. Gencjanę proszę sobie wypić na zdrowie. Oczyści ciało z toksyn i sfrustrowania, co zastąpi czepialstwo tak beznadziejne życzliwością - ta zaś pozwoli skupić się na treści tak osobistej (wyjątkowo) i radosnej (bo o dzieciach), że kolorki przyjmie Acan nie za kłodę pod powiekami lecz oczywistość i miłą ozdobę. I taktu może przyda? I wyczucia? Nie zawsze pora na kąśliwość, czasem trzeba docenić czyjeś wyznania uczuciowe... Ale trudno o takowe tym, którzy esencji rodzicielskiej nie odkryli. Czego się domyślam.
    Może przyda się wymiana fotoreceptorów. Albo czas zdjąć okulary spawacza. Albo reklamówkę Aldi z głowy. Wtedy sprawność wzrokowa wzrasta.
    Tymczasem proszę przenieść chwilowo swoje użalania na lustro Twardowskiego. Ja z zasady nie kontynuuję dialogu marudnego. Zresztą - kawa mi stygnie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie, to nie. Niech autor sam sobie to czyta i docenia czyjeś wyznania uczuciowe.

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej...mnie kolorki nie przeszkadzają...super napisane i skąd ja to znam??? Wiesz, że mamy synów w podobnym wieku? Mój zapuszcza wszystkie włosy, bo kita jednego pasma mu nie wystarcza by być Legolasem...Pozdrawiam. Aha, byłabym zapomniała. Mój Skrzat mając 3 lata poprosił mnie bym mu opowiedział o Bogu... Z mojego wywodu o Yin i Yang, równoważących się energiach męskiej i żeńskiej, zapamiętał prawie wszystko i zrelacjonował to następnego dnia w rozmowie z moim ojcem - "Wiesz dziadku, że energia żeńska jest stworzona dla męskiej?" :):):) Naskalna

    OdpowiedzUsuń
  7. Hm, ciepło napisane:). Tak... Przestrzeń umysłu naszych Skrzatów wszystkich różni się od przestrzeni mnóstwa dorosłych tym, że jest naprawdę-niczym nieograniczona. I czysta. Niczego nie odrzucają tępo-sztywno, BO KTOŚ POWIEDZIAŁ, ŻE... BO TAM NAPISANO, ŻE... słuchają i myślą ze spokojem. Są wodą rzek niezanieczyszczonych;-).
    Pozdrawiam i dziękuję. Za kilka tygodni II rozdział o moim Lwie-Anubisie-Minotaurze;-).

    OdpowiedzUsuń
  8. Myślę że istną SKAMIELINĄ można by nazwać KTOSIA który marudzi w pierwszym poście...za słodko...za kolorowo...Co jeszcze Drogi Marudny Ktosiu? Może że Autor użył za dużo samogłosek w tekście?
    Strzyga.

    OdpowiedzUsuń
  9. O tak, marudny KTOS powinien zaprzyjaznić sie z Grinchem!albo niech założy swojego marudzicielskiego bloga bo na tym nikt go nie potrzebuje....Adi

    OdpowiedzUsuń
  10. bardzo zabawny i fajny rozdzial o małym bogu miłości!dzieci są wspaniałe w tej swojej szczerości i radości zycia!osobie, u której kolorowe literki wzbudzily takie oburzenie, współczuje tak zlego nastawienia,braku życzliwości i miłego słowa.musi chyba żyć w ciemni!w końcu to kolory budują nasz piękny swiat!bez nich wszystko bylo by smutne,kolory dodają życia.dla mnie wszystko może byc pisane różowymi literkami:) od razu mówie że z marudnym ktosiem nie wdaje sie w dyskusje o jego ciemni!
    pozdrowienia dla wszystkich kolorowych literek.

    OdpowiedzUsuń
  11. Dziękuję za głosy:). Cóż, skłonność do kolorowania świata może trochę wynikać z traumatycznej szarości PRL. Obiecuję jednak trzymać się racjonalnego kursu ubarwiania max 8% postu.
    Acz z drugiej strony czy obietnica szaleńca-makabrysty, w dodatku odnosząca się do lewej flanki Strony, zdominowanej przez Absurd i Groteskę w najradośniejszej postaci, czy ta obietnica ma szansę być spełnioną??
    Ma!
    Aż 8%.
    Jestem szalony i strzelam kolorami z muszkietu, bo mnie radość ojcowska roznosi. Wybaczcie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Popłakałam się ze wzruszenia. Wcale nie ironizuję...Jesteś Pan wspaniałym ojcem...

    OdpowiedzUsuń
  13. nie ma co zastanawiać sie nad kolorowymi literkami, jak tu tyle nowych opowiadań do czytania!!!
    a te gary może sie wam wszystkim same zmyja w końcu..nie będę gorsza i herbate tez sobie zrobie! pozdrowienia dla autora!:)

    OdpowiedzUsuń
  14. A herbatniki BE-BE do herbaty Marcel ma?

    OdpowiedzUsuń
  15. Do komentarza powyżej: niestety, sporo sobie zarzucam... Dziękuję BARDZO, ale jeszcze muszę dopracować to i owo.

    OdpowiedzUsuń
  16. Moim zdaniem powinien Pan pisać takie rzeczy. Historie o synku są doskonałe, trochę je dopracować i "czapki z głów"

    OdpowiedzUsuń
  17. Dziękuję serdecznie. Póki co, tkwię w mackach Czarnego Humoru... gdzie nie ma miejsca na dzieci ukochane... brr...
    Ale pewnego dnia, kto tam wie...

    OdpowiedzUsuń
  18. No nie ma miejsca, dziwię się, że jeszcze żona się panu nie obraziła za uciętą rękę...

    OdpowiedzUsuń
  19. No przecież przyszyli.
    I szydełkuje.

    OdpowiedzUsuń
  20. Czy jest Pan zainteresowany wywiadem z realnym kosmitą...to nie jest żart,mówię całkiem poważnie.
    Na razie obcy przebywa u mnie w domu ale chciałbym go przedstawić szerszemu gronu.Pan jest nastawiony pozytywnie do tych spraw dlatego pytam.Nie chce od razu wprowadzać wojska,i tych z rządu bo sam Pan rozumie...

    OdpowiedzUsuń
  21. To ciekawa propozycja. Zawiadomienie polskiego rządu i wojska to jak zawiadomienie Pentagonu. To już nie czasy dumnej sanacji, która nikomu w pas się nie kłaniała i nie pozwalała sobie wraków z dna bałtyckiego podbierać.
    Owszem, proszę podać adres i termin. I menu, jeśli nie oczekuję zbyt wiele.
    Ale tylko pod warunkiem, jeśli Obcy nie jest Szarakiem, salamandrytą ani jaszczurowatym. Bo oni są jednak dość groźni. Wykradają srebra i narządy.

    OdpowiedzUsuń
  22. Hmm...sprawa troszeczkę się komplikuje o tyle,że pracuje Pan za Granią.Jednak jest to temat niecierpiący zwłoki i jestem gotowy przetransportować kosmitę do Pana w sportowej torbie podróżnej,oczywiście za zgodą.Jedyny mankament jaki się pojawia to to,że ów obcy wydaje z siebie dość niesmaczne dzwięki kojarzone...no wie Pan z czym.Czy jak dolecimy na lotnisko jest Pan gotów nas odebrać nie bacząc na to co kosmita wyrabia w torbie?


    TOP SECRET

    OdpowiedzUsuń
  23. No cóż, lepsza torba sportowa niż rosyjska kraciasta. Jest szansa, że się uda nie wzbudzić podejrzeń. Na wszelki wypadek sugeruję przywalić na czoło kosmity (zakładam, że jest skrępowany drutem miedzianym i odurzony chloroformem) naklejkę MADE IN MALAYSIA. Będę tam i odbiorę kosmitę na badania, jeśli jednak za tymi dźwiękami stoi coś więcej, jakaś produkcja organiczna, to nic z tego nie będzie.
    PS - jeśli to Szarak, chętnie go pokroję, lecz jeśli E.T. - sugeruję dać mu paczkę M&M i wypuścić do lasu. Niech sobie skrzypy i paprocie zbiera.

    OdpowiedzUsuń
  24. No...szary to on jest,ale Pan nie myśli że ja mam zająca.Z tymi badaniami też należy uważać bo on nie znosi środków chemicznych.Powiem wprost jedyny kłopot to prutanie ale zastanawiam się czy to nie jest ich ojczysty język?

    OdpowiedzUsuń
  25. Wie pan, nie wszystko szarak co Szarak. Proszę sobie wpisać na google Szarak z Zeta Reticuli, a przeżyje Pan wstrząs. Gwarantuję. I Oni tu są... Na Trygława, oni tu są...
    To może być ich ojczysty język. Czyli ambaras. Bo skąd tłumacza?

    OdpowiedzUsuń
  26. Marcel składa się w ofierze... to jest: w ofercie na tłumacza?

    OdpowiedzUsuń
  27. Pan nadal żartuje...a ja piszę całkiem serio.Kosmita jest siedzi obok mnie i popija kwaśne mleko.

    OdpowiedzUsuń
  28. Przepraszam za niewybredne żarty. To pod wpływem sacharozy ze snickersów, która na dobę przejęła władzę nad płatami mózgowymi. Teraz już serio. Proszę opisać mi kosmitę, postaram się zidentyfikować rasę i planetę.
    Może nawet kosmity zamiary.

    OdpowiedzUsuń
  29. Ten Kosmita dziwnie przypomina moich uczniów z Technikum...

    OdpowiedzUsuń
  30. Kosmita który jest obecnie u mnie jest koloru czarnego,ma wielkie oczy koloru różowego i dwa wystające zęby przypominające trochę królicze.Najdziwniejszy jest narząd słuchu gdyż posiada troje uszu.nie jest to klasyczny typ o jakim myślą wszyscy ale naprawdę ma frapujący wygląd.Zachowanie również budzi sporo emocji bo poza wspomnianym prutaniem..a może gadaniem ochoczo reaguje na widok pań w mocherowych beretach.Kiedyś jadąc autobusem z moim domniemanym przyjacielem ukrytym w torbie niechcący dojrzał babę w mocherze i z radości prutał przez jakieś 2 minuty.Ciekawe co myśleli sobie inni pasażerowie...

    OdpowiedzUsuń
  31. Primo: umówmy się, że możemy obśmiewać beret jako taki - na przykład leżący sobie na ławeczce w parku i wypełniony pieczarkami. Ale nie wyśmiewamy Starszych Pań. Bez względu na to, w co wierzą i co deklarują - i co noszą. Zresztą co Starsza Pani ma niby nosić? Hełm typu hiszpańskiego? Jestem orędownikiem szacunku dla Osób Starszych, które z każdą dekadą dostają coraz mocniej po kręgach i duchu, i w ogóle wydaje się, że starość to kara jakaś - może za życie??
    Secundo: wychodzi mi - a właśnie wyrysowałem wykres kredą ukradzioną ze szkoły podstawowej numer 3 w Gnieźnie - że kosmita pochodzi z Plejad. Co rokuje dobrze. Plejadanie trochę biadolą nad naszym zbłądzeniem i marnym losem Ziemi, ale w gruncie rzeczy dobrze nam życzą i obiecują pomoc w przypadku inwazji Szaraków albo asteroidy na kolizyjnym. Jest więc dobrze!
    Infantylne zachowanie kosmity może wynikać z jego wieku. Plejadanie do ukończenia 64 000 lat gaworzą i rozrywają śliniaki. Taki wiek.

    OdpowiedzUsuń
  32. Chciałbym z Panem przeprowadzić wywiad!

    Andrzej Strzelba.

    OdpowiedzUsuń
  33. Ma Pan sławę rozmówcy-nosferatu, który tak dalece szanuje gościa,że zadaje mu błyskawiczny ciąg ran szarpanych, kłutych i wybuchowych - i to wszystko podobno językiem. W tej sytuacji zgadzam się z przyjemnością, na wszelki tylko wypadek na spotkanie podtoczę się w maszynie roboczej, dzięki której porucznik Ripley mogła natłuc Obcemu w filmie "Aliens". Proszę wskazać plac tej zbrodni wzajemnej, dowolne forum, a uzgodniwszy termin - spotkamy się w otoczeniu sekundantów i kapłanów.

    OdpowiedzUsuń
  34. Co Pan ma z tymi kapłanami albo moherami.Ja mam zamiar zadać Panu parę pytań mniej lub bardziej kąśliwych pytań.A co do tej zbroi to przesada....
    Chciałbym wiedzieć jakie jest Pana hobby oprócz pożerania batonów i zabawy w karato.

    OdpowiedzUsuń
  35. Takie opowiadanie ułożył mój syn będąc na początku pierwszej klasy.Oczywiście zawiera ono specyficzne błędy ortograficzne.

    Bredator i opcy byli
    zli ale pewnego dnia
    opcy i bredator byli
    miedzy sobo zli i bili
    się.
    J bredator chronił
    ludzi.
    A opcy nie chronił ludzi.
    Bredator wzią maczukę
    i bił opcego.
    I zabił opcego.

    Proszę nie zważać na błędy bo obce wtedy mu były zasady ortografii.

    OdpowiedzUsuń
  36. A są jakieś błędy? Dobre opowiadanie, bo na faktach. Sporo o tym pisali w "Sputniku" i "Kobiecie Radzieckiej" swego czasu.
    Post powyżej: oprócz pożerania batonów i zabawy w karato mam jeszcze kilka pasji i specyficznych upodobań. Podaję 3 dla swobodnego przykładu:
    1. Wyplatam kubki na kawę z wikliny.
    2. Oddycham tchawkowo.
    3. Przebieram się za Chrisa Angela ("Mindfreak" w polskiej TV), wychodzę z domu i udaję, że to on, a to ja.

    OdpowiedzUsuń
  37. myślę że ten maly robi mniej blędów niż ja teraz...

    OdpowiedzUsuń