wtorek, 15 lutego 2011

Videosnajper

W nowym cyklu filmowych recenzji - do których zaleca się podejść z psychiatrycznym przymrużeniem oka - swoje kąśliwe lubo życzliwe opinie wyrażać będą naprzemiennie Autor i Seth.

****film wyborowy, znakomity i unikalny jeśli nie z powodu niepowtarzalnego scenariusza, to z przyczyn wywołanych emocji albo refleksji. Bardzo dobre kino, które ubarwia - a może wzbogaca życie znużonych wyzwaniami Ziemian. Trzeba obejrzeć! Bo będziemy sprawdzać. Osoba przyłapana na zignorowaniu tego emisyjno-odbiorczego obowiązku natychmiast pod pręgierz. A potem na pal.

***film dobry, zasługuje więc na umiarkowaną uwagę. Scenariusz i gra aktorska są co najmniej przyzwoite, czasem nawet trafia nam się dość popularna, acz nieco przebrzmiała jak ta dynia halloweenowa obsada. Ogólnie film niczym nie poraża, ale też nie jest nudny i można go obejrzeć trzymając za rękę ukochaną osobę lub maskotkę - dzieląc się wrażeniami typu parskanie końskie tudzież chrumkanie wieprzowe. Niezłe kino.

**jeśli marnować czas, to pytanie, w jaki sposób. Można na przykład obejrzeć przeciętny film. Ot, po to, by powieki umęczyć akcją ratunkową, gdy skłonne będą odcinać oczy od jałowego obrazu - co w końcu sen zbawienny sprowadzi. Przy filmie dwugwiazdkowym jest to gwarantowane. Nieciekawa akcja, kukiełkowe efekty specjalne albo kukiełkowe pokazy emocji, i scenariusz jeśli nie wtórny to odrzucająco mierny. Jednym słowem lepiej udać się na działkę i plewić rozrosły perz lub rzucić się głową do studzienki ściekowej w poszukiwaniu monet średniowiecznych, miast tracić czas na filmy kategorii S (nie mylić przypadkiem z komunistycznymi restauracjami klasy S, które były w tym czasie najwyższym standardem).

*wyobraźcie sobie, że układacie się wygodnie w fotelu z filiżanką kawy i herbatnikami. Ukontentowani wkładacie płytę do odtwarzacza DVD (albo videokasetę do magnetowidu) i rozpoczynacie upragniony seans filmowy. Przez pierwsze 5 minut patrzycie z umiarkowanym zaciekawieniem, albowiem nic specjalnego się nie dzieje. Po następnych 10 minutach zrywacie się z krzykiem obcojęzycznym z fotela, rozlewając na siebie kawę i rozgniatając ciasteczka. Macie ochotę anihilować telewizor i uciec z domu. Namawiacie sąsiada, by wszedł do Waszego domu i wyłączył to przerażające socjopatycznym przekazem ustrojstwo. Jednym słowem, tragedia, wstyd, sromota i porubstwo. Niektórych heretyków palono, niektórych obwieszano rzymskim sposobem na słupach sieci trakcyjnej, innych uczono pływać kraulem po uprzednim upchnięciu ciała w podomkę ze smoły ostudzonej. Dziś heretyków się nie goni, a oni kręcą filmy.

płaskie EEG. Obejrzenie tego filmu, ewidentnie martwego już od pierwszych linijek scenariusza, grozi także widzowi zatrzymaniem akcji mózgu, serca i trzustki, którą w ramach "podciągnięcia filmu" będzie się z desperacją zasypywać snickersami bądź kulkami Lindta. Zaprawdę szkoda fal mózgowych. Jedyny pożytek z posiadania kopii filmu, jaki widzimy, to wyświetlić go na telebimach w przypadku inwazji Marsjan. Może litościwie (lub ze zniesmaczenia) odwołają podbój i odlecą.


Pirania 3D **
2010 horror

Angielskojęzyczna Wikipedia podaje co prawda, że Piranha 3D jest filmem z nurtu akcja/komedia. Nie mogę się z takim zaklasyfikowaniem zgodzić, bo po prostu zbyt wiele tu scen drastycznych ponad wszelki umiar. Zaprawdę, takiego filmu jeszcze nie widziałem, a liczbę obejrzanych horrorów szacuję na jakieś 800 tytułów. "Pirania 3D" jest filmem osobliwym. Po pierwsze: liczbę osób, którym nie życzy się bycia zjedzonym przez piranie, zmieściłem na palcach jednej ręki. Może o to chodziło twórcom? Moją ocenę zaniża głównie napompowanie obrazu masami amerykańskich nastolatków tępo skoncentrowanych na seksizmie i zdziczałym imprezowaniu. Słowo "cycki" można próbować liczyć - ale po co. Eksponowany erotyzm z odcieniem porno? Jest, oczywiście. Gdy piranie nadpływają, są niczym narzędzie reformacji obyczajowej. Ławicy małych morderców wypatruje się tęsknie niczym wiatru odnowy.

Po drugie: ilość krwi ulanej należy uznać za akwen, który obszarem wzbogaciłby Mazury i ucieszył żeglarzy. Sporo makabry już widziałem, lecz tu zakrawa na jakiś rekord krwiotrysku, który twórcy chcieli pobić. Moim zdaniem laur zdobyli. Film jest bardzo drastyczny, podkreślam to, by jakichś pacholąt osoby zachęcone moją recenzją na seans nie zaciągnęły. Co byłoby pułapką psychiatryczną. Ogryzione krwawo ciała, wyszarpywane gałki oczne - przetaczają się po monitorze jak to konfetti w Sylwestra. Nie zabraknie nawet przyrodzenia zademonstrowanego jako trofeum piranii.
Scena ataku na wody przybrzeżne, wytłoczone nastolatkami bimbającymi na ostrzeżenia policji, jest istnym kuriozum ludzkiej wyobraźni ukierunkowanej na szok i makabrę. Nagromadzenie przerażających scen okaleczania i śmierci miesza się z groteską, która zadziwia, acz i rozbawia. Nie zabraknie ludzi wybiegających z wody mimo utraty mięśni nóg czy rozrywania kobiety na pół w ramach ewakuacji. Akcja - podała wspomniana Wikipedia. Owszem, jest akcja: policja toczy mężny bój z rybami; strzela do niej z broni palnej lub mieli za pomocą wyrwanego z łodzi motoru. Zabrakło technik kung-fu w tej spartańskiej wojnie i prób negocjacji z przywódcami stada.
Masakra u brzegu pozostaje sceną niezapomnianą. Towarzysząca mi w seansie osoba rzekła z niedowierzaniem: Normandia! Owszem, skojarzenie z Szeregowcem Ryanem ma swoiste uzasadnienie...
Epatowanie odrzynanymi kończynami i ogryzionymi szkieletami nie jest aż tak bardzo konieczne, by horror miał klimat i mroził krew. Tu jednak się epatuje. Tradycyjnie też epatuje się osobami głupimi i pozbawionymi instynktu samozachowawczego. Do tego męczy się widza kultem silikonowych piersi i całym tym skupieniem ideowym młodzieży na imprezie i seksie. To ściąga moją ocenę w dół, na samo nieomal dno. Całkiem blisko szczeliny, z której wypłynęły owe piranie plejstoceńskie. Daję jednak 2 gwiazdki, bo film ma swoje walory. Po pierwsze gra - bardzo dobrze - Elisabeth Shue, w której zakochałem się, gdy była jeszcze nastolatką w "Karate Kid". Elisabeth nie traci urody i uroku, i chyba każdy film uratuje od kreski elektroencefalografu. Po drugie, swój sympatyczny epizod odcisnął i Christopher Lloyd, niezapomniany szaleniec naukowy z Powrotu do przyszłości. Tu zdaje się być tym samym nieomal naukowym szaleńcem. Co dalej: plenery, sceneria i efekty specjalne przydają uroku. No i te sceny groteskowe; cóż, jest się z czego pośmiać. Ale będę życzliwie szczery: lepiej powtórzyć sobie "Zemstę po latach" lub "Egzorcystę".
Albo "Bruneta wieczorową porą".
Autor.

16 komentarzy:

  1. nie przepadam za horrorami.ale chetnie sie dowiem która bohaterka gotowych na wszystko najbardziej sie spodobala panu autorowi?czytałem wątki o panu i pisało że lubi pan ten serial. ja i moja rodzina jesteśmy także jego wielkimi fanami i nie przegapilismy ani jednego odcinka.pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam:))
    Najbardziej podoba mi się Gabrielle Solis. Ale z kolei wyjątkowo lubię Bree van de Kamp;-).

    OdpowiedzUsuń
  3. Marcel najbardziej lubi Gabrielle-jak by ktoś pytał....

    OdpowiedzUsuń
  4. Autor to nawet lubi Polki, co wyglądają jak Mrs Solis;-)
    (między innymi, oczywiście)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale Marcel to chyba raczej wygląda jak Zack Young niż jak Mrs Solis...bynajmniej ja tak Marcela widzę oczyma wyobraźni :) Ono

    OdpowiedzUsuń
  6. Skoro tak, to nie będzie bombonierki dla Marcela-Zacka.
    ONO - nadal czekam na opowiadanie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ono już jest na etapie składania z używanych części maszyny do pisania. Gdy już nazbiera wszystkie literki, to napisze :)ONO

    OdpowiedzUsuń
  8. Okej. Możesz pożyczać ode mnie Q,^, # i $.
    Nie za darmo, oczywiście.

    OdpowiedzUsuń
  9. dobra...tylko że ONO czasem gubi literki, więc nie wie kiedy i czy odda I pisze się Okiej a nie Okej.

    OdpowiedzUsuń
  10. Okiej uznajemy jako miły uszom akcent lwowski.
    I tarnopolski.

    OdpowiedzUsuń
  11. mogę sie zalożyć że ONO urodziwe jest jak Pani MaCluskey!!!!!!!!!Marcel!

    OdpowiedzUsuń
  12. dlaczego recenzje samych takich dziwnych filmów? da autor nam np. Legalną Blondynkę:) Tylko mnie kochaj:)
    Dziewczyny z drużyny- wszystki milion części:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Recenzje dziwnych filmów wynikają z dziwności Autora, do czego proszę się przyzwyczaić. Świat bez dziwaków i upiorów za bardzo odurzałby ziołami indyjskimi.
    Ale te filmy, które proponujesz... Niewykluczone:).

    OdpowiedzUsuń
  14. A...... ja tam wole balet mongolski i basta!

    OdpowiedzUsuń
  15. to mongoły chodza na balet???

    OdpowiedzUsuń
  16. A ja jestem fanem Boczka (i całego serialu zresztą - oglądam codziennie).

    OdpowiedzUsuń