wtorek, 1 marca 2011

Głosowanie rozstrzygnięte!

Konkurs polityczno-etnograficzny dobiegł końca, co obwieszczam słuchając gruzińskiej pieśni Suliko, ulubionej pieśni Stalina. Najlepszym opowiadaniem Strony, Lwem Triumfatorem została Patologia. To ciekawe, niekoniecznie zaskakujące... i może nawet niepokojące. Autor jest wdzięczny wszystkim, którzy poświęcili swój czas, przeczytali i zadali sobie fatygę głosującą. Wielkie dzięki!
Niestety, głosujących było więcej niż nagród przetrzymywanych w sejfie obłożonym polem siłowym i blokiem lodu. Przepraszam! Acz na pewno nie jest to ostatnia zabawa, ostatni konkurs na Lwach.
Losowanie przeprowadził zgodnie z ostrzeżeniami kot(ka) Słodka. Wszelkie zarzuty o stronniczość, korupcję czy niedostateczną koncentrację należy kierować do kota.
Albo do tuńczyka, w którym namoczono losy z nazwiskami uczestników. Może tuńczyk był stronniczo zapachowy.
Jeszcze raz dziękuję. Dzięki wam nie piszę do szuflady. A przecież szuflada stanowi część mebla, który prędzej czy później trafia na stos...
Oto osoby nagrodzone, które z radością ogłaszam:
Kamila Grądkiewicz
Katarzyna Pietrow.

Nagrodę (niebezpieczną psychiatrycznie), czyli egzemplarz "Lwów Nemejskich" Autor prześle każdej z wymienionych osób natychmiast po otrzymaniu e-mailu z adresem.
Mam nadzieję, że lektura zawodu nie przyniesie i poltergeista na włości nie sprowadzi.
Gratuluję!
Autor.
I jego poltergeisty.

4 komentarze:

  1. Ono gratuluje, ale smutną minkę ma bo nie wygrało :-(

    OdpowiedzUsuń
  2. ja liczyłam na Dziada Siekierkowego..... ale nie zdążyłam zagłosować:( FANKA

    OdpowiedzUsuń
  3. FANKA ma mało czasu na odwiedzanie lwów ale jak już zasiądzie to jednej nocy caly blog od gory do dołu przeczyta:) niestety takie życie, ciężka praca odrywa mnie od przyjemności!!! pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ono - mam wyrzuty sumienia teraz. I jestem zły na tuńczyki. I zastanawiam się, czy nie wypowiedzieć tuńczykom paktu o nieagresji, który zawarłem z nimi w lipcu 2009 roku.
    FANKO - ja też chciałem zagłosować na "Dziada..." - spytałem nawet siebie, czy mogę. I co? Ja Autor odburknąłem sobie niegrzecznie: "Oszalałeś, durniu? Nie możesz! Napisałeś to!". Okazało się tym samym, że Autor udaje miłego, szarmanckiego dżentelmena a la Eugeniusz Bodo, a jak nikt nie widzi, to odnosi się do siebie impertynencko...
    A bardziej serio: FANKO, cieszę się, że jesteś, że wracasz w wolnych chwilach... Życzę Ci lżejszej tej pracy. Ale najważniejsze, że - jak widzę - nie opuszcza Cię pozytywna energia!

    OdpowiedzUsuń