czwartek, 10 marca 2011

Konkurs urodzinowy - nadesłane opowiadania Gości Strony

Moi drodzy! Od dziś wrzucam po jednym lubo dwa opowiadania. Ponieważ przyszło ich nadspodziewanie sporo, wybrałem aż 9 do wydruku na osławionym Home, które to Home wszystkim nam służy za salon uroczych spotkań przy kawie i biszkoptach. Zdecydowałem wydrukować te, które są zabawne, makabryczne lub po prostu sympatyczne. Przy czym makabryczne też może być sympatyczne, jak zaznaczają moi doktorzy. A ja im ufam.
Zaufasz każdemu, kto pomacha ci przed oczami wypłowiałą księgą z napisem Chińskie tortury na jeńcach, chłopach z łapanek i nieufnych pacjentach, wypróbowane w XVIII wieku i nie do końca skuteczne.
Siedmiu opowiadań nie zakwalifikowałem. Sprawiły na mnie osobliwe wrażenia. Niektóre pisano prawdopodobnie gdzieś poza planetą. I chyba ręką kogoś stamtąd właśnie. Inne zdawały się być przepisem na trotyl do rozsadzenia kopalni srebra. Jedno pobrzmiewało jak spóźniona odezwa Traugutta do powstańców. Ale większość jest z nami:). Dziękuję za udział w konkursie!
Zaparzcie kawę i odprężajcie się lekturą. Po to powstały dla Was Lwy Nemejskie.

Nadesłała: Ewa Łokuciejewska


Waran



Oglądał po raz ósmy „Piąty element”. Od tygodnia nie wyszedł z mieszkania, nie przebierał się i nie mył.

- Widziałam wczoraj taki film…

- Daj spokój, matka… Te twoje seriale…

- To nie był serial… Przyrodniczy był…

- Matka… Co mnie to obchodzi?

- A powinno, synu, powinno…

Jadł chipsy paprykowe z „Biedronki” i popijał colą z dwupaka - tydzień temu była promocja.

Matka przynosiła mu obiady, choć tego nienawidził i absolutnie jej zabronił.

- Mówiłem, że nie będę tego jadł, nie jestem głodny…

- Głupstwa gadasz, musisz jeść. Człowiek musi jeść. A ty żresz te chipsy tylko, rozchorujesz się…

- I co z tego? I tak nie pracuję. Na zwolnienie nie pójdę…

- Kiedyś coś znajdziesz…

- Tak? A niby gdzie? Daj spokój, mama…

Postawiła garnek na gazie i wlała w niego zupę ze słoika.

- Pomidorową lubisz…

Głuche bulgotanie i chlupot klusek spowodował, że bezwiednie ślina napłynęła mu do ust. Wkurzyło go to - przełknął.

- Lubię i co z tego?

Po chwili jednak jego głos znacznie złagodniał.

- To jaki ten film obejrzałaś?

Odstawił miskę z resztką chipsów na ławę i wytarł tłuste palce w koc na kanapie, pod swoim tyłkiem. Milla Jovovich, jako Leeloo właśnie płakała, bo poznała okrutną historię ludzkości. Obrazy wojen i masakr w zawrotnym tempie migały przed jej oczami, czy też bezpośrednio w mózgu, a po delikatnej, ale dziwnie dzikiej twarzy, płynęły łzy.

- Co?- przykręciła nieco kurek gazu - Aaaa, taki tam… O smokach.

- Litości, matka, o czym?

- No o tych takich zwierzętach, z Comodo, czy jakoś tak?

- Z czego?

- No… Z Comodo. Taka wyspa, chyba…

- A… Smokach… O waranach pewnie…

- No tak, o wa… waranach, synu…

- Nie mów do mnie „synu”, nie cierpię tego…

- A ja nie lubię ”Matka”…

- Przecież nie będę mówił „Jadziu”, jak ojciec…

-„ Mamo”, normalnie „Mamo” masz mówić…

- Dobra, już nie truj… I co z tymi waranami?

Kręciła się nadal po kuchni, chyba próbowała posprzątać. Słyszał tylko postukiwania i strzepywanie ścierki.

- Aaaa… Facet spał na piętrze w swoim własnym łóżku i wa… No…

- Waran…

- No tak… waran, waran go użarł w nogę…

- To bez sensu, mat… mama, warany nie atakują ludzi…

- No właśnie, sy… Nie atakują. Normalnie nie.

- To nie było normalnie? A co było inaczej?

- Nie zmieniał skarpetek.

- Co? Zgłupiałaś, matka? Czy co?

- No tak, Jasiu, tak, tak… Tak właśnie było.

- Dobra… Waran skarpet nie zmieniał. I co?

- Nie waran, tylko ten chłopak….

- Jasne, matka, daj spokój.

Postawiła talerz z gorącą zupą na ławie przed nim i telewizorem.

- Poważnie mówię. Podobno to ten sam smród jest! No… Tego… Gnijącego mięsa i skarpetek…

Przysiadła sobie, jak zwykle skromniutko i ze ścierką w ręce na brzeżku kanapy. Przysunęła mu łyżkę pod łokieć.

- No co ty? I to go zwabiło?

- No właśnie. Na pierwsze piętro wlazł! Wyobrażasz sobie? Na szczęście tylko go no… nadgryzł…

- No co ty?

- No… Nie zabił…

- Pewnie tak… Waran jak się przekonał, że nie ścierwo, to uciekł?

- No… Nie powiedzieli, jak to dokładnie było. Ten chłopak… Przeżył na pewno, bo opowiadał… Przyznał się do tych skarpet…

Zapadła dłuższa chwila ciszy przerywanej jego siorbaniem.

- Nie martw się, mamo, tu nie ma waranów….

- Oj synu, zrobiłbyś coś z sobą…

- Dobra zupka…

- Wiem, że lubisz pomidorową. Jaśku.

- Tylko ty taką robisz, mamo…

13 komentarzy:

  1. Pani Ewo!!!! Ale się ubawiłam tym, opowiadanko jest świetne! Ten dialog między nimi jest niesamowicie zabawny i realistyczny, jak dla mnie mógłby się ciągnąć bez końca a ja bym czytała! Gratuluję pomysłu!

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo mi miło!Nie bardzo wierzę w swoje umiejętności żartobliwego pisania...A bardzo bym chciała...
    Ewa Łokuciejewska

    OdpowiedzUsuń
  3. Ależ tu nie ma żadnych wątpliwości, Pani Ewo! Dialog rzeczywiście jest wiarygodny psychologicznie i jakby z życia wzięty. I jak widać, nie zawsze trzeba makabry i krwi utoczonej. Ciepły humor z lekką groteską pysznie odpręża:).

    OdpowiedzUsuń
  4. To niechże Pani uwierzy...pierwszą fankę już Pani ma :)

    OdpowiedzUsuń
  5. To wspaniale mieć fankę! Nowe uczucie do kolekcji. Piszę takie opowiadanka, w których jest coś do jedzenia. W tym -pomidorowa. Miałam wątpliwości, czy to jest "czarny humor" i czy mieszczę się w konwencji...

    OdpowiedzUsuń
  6. Konwencja czarnego humoru jest szeroko rozgałęziona;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak a propos uwielbiam opowiadania, w których coś do konsumpcji podają. I filmy. "Świat według Kiepskich" kręci się wokół stołu (co prawda zazwyczaj zastawionego herbatą i paluszkami), więc nakręca apetyt. A mistrzowskim napędzaczem apetytu jest stara i zapomniana książka Aleksandra Minkowskiego "Gruby"...

    OdpowiedzUsuń
  8. Gdzie jeszcze można poczytać Pani twórczość?

    OdpowiedzUsuń
  9. Ano właściwie nigdzie. Te opowiadania pisze sobie od lat i tyle. Czasem komuś pokazuję.Wydałam w Radwanie ksiażkę pt. "Anhedonia", ale rzecz jest o depresji, wiec raczej mało radosna...A przecież chyba nie muszę wiecznie na smutno...

    OdpowiedzUsuń
  10. Powinna Pani założyć bloga i wrzucać tam opowiadanka zamiast do szuflady. ONO.

    OdpowiedzUsuń
  11. tak troche zbiło mnie to opowiadanie, jak myślałam ze sie rozkręca to się skończyło:) ale teksty fajne nawet....

    OdpowiedzUsuń
  12. To chyba niezła myśl, chyba faktycznie wrzucę je na bloga. Niektóre są dłuższe...
    Zapraszam.
    Ewa Łokuciejewska
    http://anhedoniaewalokuciejewska.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. marcelowi tez sie podoba...

    OdpowiedzUsuń