niedziela, 13 marca 2011

Konkurs urodzinowy - opowiadanie czwarte

Teraz przedstawiam historię nadesłaną przez ONO Socjopatyczne. Jakie ONO - taka historia, mógłbym powiedzieć... jako komplement, oczywiście. Opowiadanie jest krwawe, napawa dreszczem i na chwilę przepełniło mnie grafofobią (lęk przed pisaniem), ailurofobią (lękiem przed kotami) oraz - to najgorsze - ginofobią (lękiem przed kobietami). Na szczęście przeszły wszystkie te fobie i znów cieszę się urokami życia pośród piór gęsich, kotów-ocelotów i kobiet... makabrystek. Hm. Zapraszam do lektury.


Nadesłało
: ONO Socjopatyczne








Wena

Siedziała skulona na łóżku i czekała na wenę. Nic. Nic jej nie przychodziło do głowy, nawet pierwsze zdanie opowiadania.
- Nie mogę dać plamy...! Chociaż coś! O Boże, zlituj się nade mną i wbij mi do łba jakiś pomysł! - mówiła sama do siebie cichutkim błagalnym głosem.
Nic.
- Herbatka. Zrobię sobię herbatkę...wyciszę się, to mi pomoże - wesoło już tym razem powiedziała do śpiącej obok niej tłustej kotki.
Poszły obie.
Leżała na łóżku, spojrzała na pustą już szklankę i na równie pustą kartkę. Nerwowo gryzła paznokcie prawej ręki.
Był piękny majowy poranek... Obudziła się przy jego boku i pomyślała o swoim wielkim szczęściu....
- NIE NIE NIE!!! Do jasnej cholery to ma być kryminał a nie romansidło! - wykrzyczała sama do siebie - Jeszcze raz.
Był piękny majowy poranek... Obudziła się przy jego boku i pomyślała o swoim wielkim szczęściu, nie zdając sobie sprawy, że leży obok martwego człowieka...
- Ok, może być na początek - powiedziała do grubej kotki, która się leniwie przeciągała, leżąc u jej stóp.
Nerwowo podgryzała na zmianę to paznokcie, to długopis; nie zdawała sobie sprawy, że połowa jej twarzy jest umazana w tuszu z obgryzionego wkładu a z palca wskazującego cieknie krew. Obgryzła go. Zmasakrowała go i gapiąc się w to jedno zdanie na kartce. Zabrała się za środkowy. Po godzinie ociekała krwią.
Wciąż nie pisała. Jej oddech był nerwowy, płytki, oczy przekrwione od płaczu, a głos zachrypł od krzyków. Skończyły jej się paznokcie u rak. Spojrzała na stopy. Miała pieknie zadbane, delikatne i pomalowane na srebrno paznokcie. Nie zastanawiała się długo. Przyciągnęła stopę do ust i chrupnęło...
Po półgodzinie krew na jej rękach już delikatnie przyschła, za to na stopach była świeża. Wszystkie palce były zakrwawione, opuchnięte i bolały. Bolały ją niemiłosiernie. Pusta, brudna kartka leżała na podłodze, nie była już ważna. Nie istniała dla niej. Siedziała na swoim łóżku i bujała się, jakby miała chorobę sierocą.
- I co dalej...? - Pomyślała - Co teraz mam robić? Paznokcie się skończyły...
Nagle błysnęła jej myśl. Zwinnie wstała z łóżka, rozejrzała się po pokoju. Miała szaleństwo w oczach...
- Kici kici...
Kotka instynktownie uciekła w popłochu.

17 komentarzy:

  1. Powyższy incydent dowodzi, że udział w Konkursie Urodzinowym ogłoszonym przez Autora JEST NIEBEZPIECZNY. Przecież gdy za bardzo zależy... Ilu uczestników skonsumowało sobie i pochwyconym domownikom kończyny? Głowy? Zawartość głów?...
    Nigdy się już tego nie dowiemy.

    OdpowiedzUsuń
  2. No fajnie... Może jakaś medytacja, snickers albo kanapka ze smalcem?
    Kocie paznokcie mogą być niebezpieczne...
    Dobrze napisane, tylko lekko przegięte w stronę macabry- czyli tak, jak lubię. Gratuluję.
    Ewa Ł.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję Pani Ewo. To dla mnie zaszczyt usłyszeć takie słowa, gdyż to moje pierwsze opowiadanie jakie napisałam. Wcześniej były tylko rozprawki z języka polskiego ale to dawno dawno...:)ONO

    OdpowiedzUsuń
  4. Czy w tych rozprawkach ginęli ludzie?
    ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Niestety nie pozwalali mi na to :) ONO

    OdpowiedzUsuń
  6. UfFfF... ONO, ale nie określiłaś się z wyborem. Pani Ewa rzuciła ofertę dość terapeutyczną; medytacja, snickers czy smalec?

    OdpowiedzUsuń
  7. Medytować nie lubię, orzeszków ziemnych też nie lubię, więc biorę smalec (ze skwareczkami mam nadzieję):)ONO

    OdpowiedzUsuń
  8. szkoda ze ja takiej glowy nie mam do pisania jak wy:D ONO doprawdy powiadam ci, po takim pomyśle bała bym sie z tobą zadawać:) to opowiadanie było dla mnie debeściarskie!!! mam nadzieje ze ONO nie ma kota;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Z tego, co wiem, to owszem, ma... Tylko już pewnie bez pazurów...Opowiadanie dobrze wyważone, z dobrym nastrojem w tle. Naprawdę super! Jeśli naprawdę pierwsze, to warto rozwijać talent.
    Smalec jest chyba najgorszy dla bioder.
    Ewa Ł.

    OdpowiedzUsuń
  10. Bibi - tenkju wery macz i wierz mi na słowo, mam szaleństwo w oczach, strach ze mną przebywać w jednym pomieszczeniu :)
    Pani Ewo, Pani również dziękuję. A co do smalcu to będę go wcierać we włosy, dobrze robi na włosy :)

    OdpowiedzUsuń
  11. ONO , oj oj rzeczywiscie pomysł normalnie rodem z kosmosu:) Marcelowi sie podobało i to strasznie, hihi.... Takiego opowiadania sie chyba nikt nie spodziewał!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  12. Dzięki Marcel :)ONO

    OdpowiedzUsuń
  13. Ale ONO smalec we włosy????? a gdzie te czasy kiedy go jadłeś z chlebem i ogórkiem przy piwie???? wtedy we włosy nie wcierałaś:)hi hi hi

    OdpowiedzUsuń
  14. Hmmm...Marcelu...czy my się znamy??? Ty Chamie jeden TY!!! :)

    OdpowiedzUsuń
  15. bez nienawiści do smalcu....

    OdpowiedzUsuń
  16. To smalec zjadamy a na włosy majonez :D

    OdpowiedzUsuń
  17. ONO szmalec sie mówi szmalec:D :D :D

    OdpowiedzUsuń