poniedziałek, 14 marca 2011

Konkurs urodzinowy - opowiadanie piąte, szóste i siódme

Po kilku historiach, które mniej lub bardziej ociekały krwią, dziś chciałbym zaprezentować Wam twórczość Pana Stefana Ociosana, który przysłał mi 3 bardzo krótkie i bardzo specyficzne opowiadania. Tym samym zapraszam Was na Dziki Zachód. A raczej: Przeddziki Zachód, bo Dzikim uczynił go dopiero napływ białoskórych łowców skórek bobrowych i nuggetów. Jestem wielkim, ale to wielkim miłośnikiem kultury Indian północnoamerykańskich. Myślę nawet, że należałoby to uzasadnić reinkarnacyjnie. Dlatego zdecydowałem opublikować poniższe historyjki, choć nie do końca rozumiem ich przesłanie, a styl wydaje się kontrowersyjny.
Ale Lwy lubią oryginalność... A ponad wszystkim kpinę i zabawę. A te są gwarantowane.
Stefan Ociosan zabiera nas na łowiska Indian, gdzie toczą się szczególne walki międzyplemienne.
Kawa zaparzona? Ruszamy...


Nadesłał: Stefan Ociosan



Wojna Apaczów z Szoszonami


Apacze, tuż po stłuczeniu Komanczów i Kiowów, natarli z rozpędu na Szoszonów. Obóz napadniętych pogrążony był we śnie, a zwyczaj wystawiania wart uważali Szoszoni za fanaberie i zabobon europejski.
Apacze narobili dużo hałasu, wbiegając między namioty, popiskując dziewczęco, strasząc konie i szarpiąc wyskakujących obrońców za włosy i frędzle piżam. Sytuacja zdawała się krytyczna. Apaczów było co prawda dwa razy mniej, byli zmęczeni, podpici i całą ich broń stanowiły ledwie trzy dzidy. Ale też długi marsz zwycięstw tych sprytnych wojowników nie opierał się na broni materialnej.
- Szpony-Szoszony! - zaczęli wołać Apacze. - Szpony-Szoszony!
Tak straszliwe porównanie zabiło natychmiast połowę wrażliwych obrońców, przewrócili się w strasznych konwulsjach. Pierwsi Apacze już zabierali się za rabunek koni i wykładzin z ekskluzywnych wigwamów wodzów.
- Szampony! Szampony! - wołali napastnicy złośliwie.
Dwóch wodzów szoszońskich zemdlało po tak okrutnej obeldze.
Ale z wigwamu, który wciąż opierał się nawale koniokradów Apaczów, wychynęła zafrapowana twarz najstarszego wodza plemienia. Wódz ten, pomarszczony jak bryndza, potoczył wokół przenikliwym spojrzeniem, po czym nagle krzyknął:
- Apaszki! Apaszki!
Rozległy się kwiki! Apacze uciekali w panice!
- Apaszki! Apaszki! - podchwycili żywo obrońcy.
Do reszty rozgromieni Apacze z kwikiem rzucili się do ucieczki, a Szoszoni zwycięsko pognali za nimi.
Uratowali konie, kobiety, no i wykładziny.


Nadesłał:
Stefan Ociosan




Wojna Apaczów z Szoszonami 2


Rozzuchwaleni wielkim i szybko rozsławionym zwycięstwem nad Apaczami, już dwa tygodnie później wybrali się Szoszoni na wyprawę wojenną, aby "Apaczom odebrać konie". Nie siląc się nawet na zdejmowanie łuków z pleców,wpadli Szoszoni w gwarny obóz wrogów w samo południe.
- Apaszki! Apaszki! - zawołali szyderczo.
I rozczarowali się niemile. Nieprzyjaciele zamiast uciekać i padać, radośnie szczerzyli zęby!
- Już na nas to nie działa! - krzyknął z pogardliwym śmiechem wódz Apaczów.
Ręce opadły Szoszonom, którzy genetycznie nie byli przygotowani na podstęp i nonszalancję.
- Szyszaki! Szyszaki! - rozległy się triumfalne nawoływania wokół porażonych najeźdźców.
To była panika! Nikt jeszcze nie nazwał Szoszonów Szyszakami! Wpadając na siebie z trwodze, ranili się nawzajem w beznadziejnej próbie przebicia na wolność. Lecz byli wszak otoczeni... Skalpy Szoszonów wesoło podfruwały w powietrzu.
Klęska zdawała się już przesądzoną, gdy nagle znany nam pomarszczony jak bryndza wódz szoszoński rozepchnął tłoczących się wokół niego Apaczów i gromko wrzasnął:
- Abażury! Abażury!!
To był pogrom! Większość wstrząśniętych Apaczów natychmiast straciła przytomność, a resztę zakłuto dla dobrego przykładu. Kara za "Szyszaki" okazała się okrutna. Wybito wszystkich żywych, po czym natychmiast, dla pewności, dokonano masowej egzekucji na martwych. Wywieziono wszystkie kobiety, paciorki i wykładziny. Ze złości zawalono też pueblo górujące nad obozem, co na zawsze zniechęciło Indian do wznoszenia blokowisk.


Nadesłał: Stefan Ociosan


Wojna Szoszonów
z Panasztami


Cięty język Szoszonów paraliżował wszystkie okoliczne plemiona, toteż większość poddawała się natychmiast, gdy tylko wysłannik szoszoński pojawiał się we wiosce i otwierał usta. Tylko nieliczne wsie postawiły opór, co ściągnęło na nie żałosny los.
Ostatnim niepodbitym szczepem okazali się Panasztowie. Słynęli z męstwa, ale nikt nie widział i nie słyszał ich w walce od dwustu lat. To musiało zachęcić drapieżnych Szoszonów, którzy tym razem bez uprzedzenia zaatakowali Panasztów głęboką nocą.
- Pasztety! Pasztety! - wołali bez litości napastnicy.
Rozbudzonych takim afrontem Panasztów czekał niezwłocznie kolejny cios.
- Paszkwile! Paszkwile!
Doświadczeni wojownicy Panasztów usiłowali coś wykrztusić, lecz usta zamknęła im kolejna salwa zniewag:
- Paszołwony! Paszołwony!
Jeszcze nigdy machina wojenna Szoszonów nie była tak rozbudowana i miażdżąca! Zawaliły się wigwamy Panasztów, oni sami też się zresztą zawalili, w tym połowa z pękniętymi sercami. Hańbiąca klęska obrońców zdawała się już nieuniknioną, gdy nagle stary, pomarszczony jak camembert wódz Panasztów wykrzyknął:
- SZALETY!!!
To był szok! Szoszoni z płaczem rzucali się na ziemię, wielu odbiegło w ciemność z chichotem oszalałej hieny.
- Szalety! Szalety! - pastwili się radośnie Panasztowie.
Czaszka starego wodza Szoszona, pomarszczonego jak bryndza, eksplodowała ze zgrozy. Broniących jego ciała wojowników natychmiast powalono obelgami i dobito włóczniami.
Zwycięstwo Panasztów nad Szoszonami zadziwiło szczepy z prerii i Gór Skalistych. Do dziś uchodzi za największą bitwę stoczoną między Indianami oraz za majstersztyk strategii w warunkach nocnych i sztuki kontruderzenia w momencie przesądzonej porażki.
Była to też i bitwa ostatnia. Wkrótce potem nadeszła epoka Białego Złotofila i niezwykłe batalie Indian przeszły do historii. A szkoda!

51 komentarzy:

  1. Nie no, rozbawiło mnie to przeokrutnie...:)

    OdpowiedzUsuń
  2. A mnie zafrasowało... Jeśli Indianie mieli tak wyrafinowany warsztat wojenny... na Swaroga, jak oni mogli ulec tym białym opojom?
    Powyższe historie dowodzą, że oprócz znanej nam broni i męstwa, Indianie wnosili na pole walki śmiercionośny słownik impertynencji. Szkoda, że zabrakło go nam w 1939.

    OdpowiedzUsuń
  3. Szampony, apaszki, szalety...,to się nazywa wyrafinowany język.Moim zdaniem jest to obraza całej indiańskiej kultury.Ludzi tych cechuje zawziętość,charyzma a nade wszystko HONOR.Opowiadania tego typu ani nie śmieszą ani bawią.W skali 1 do 10 (-1).

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj bawią bawią takie opowiadania...i to nawet bardzo :)ONO

    OdpowiedzUsuń
  5. Młodzi ludzie- czytajcie i uczcie się. "Paszołwony", "Paszkwile"...- a nie tylko :k..., s... i ch...

    OdpowiedzUsuń
  6. Powyższy komentarz: trafnie, bardzo trafnie:).
    Myślę, że poczucie humoru wcale nie musi iść w parze a pogardą do plemion indiańskich. Tym bardziej, że opowiadania zdradzają pewne obeznanie, a może i fascynację autora światem Indian. A nie podejrzewam, by Pan Stefan Ociosan miał traperów czy poszukiwaczy złota w rodzinie...
    Sądzę,że po prostu z wielką swobodą podszedł ów autor do żartów, jak i stylu pisarskiego.
    Uprzedzałem jednak, że styl ten jest specyficzny, a to zawsze oznacza uznanie jednych, odrzucenie drugich. Tym pierwszym gratuluję dystansu, tych drugich rozumiem: kultura Indian jest czymś unikalnym w dziejach naszej planety. Nie wiem, czy jakakolwiek cywilizacja stała bliżej Natury, respektując jej prawa. Dziś coraz popularniejsze staje się - wypierając zawodną farmację - ziołolecznictwo oraz bioenergoterapia, a i zdradliwa dieta fastfoodowo-modyfikowana (genetycznie) zaczyna być wypierana przez dietę wspartą na mięsie delikatnym, świeżym, albo już dietę wegetariańską czy witariańską. Tak żyli Indianie. Biali ludzie szukają ponownie drogi do Natury, tej, którą plemiona indiańskie kroczyły przez wiele stuleci. Szkoda, że tych, których dziś się naśladuje, wczoraj wytłuczono.

    OdpowiedzUsuń
  7. Też mnie zawsze wzruszało, że przepraszali bizona za to, że go zabili. Szacunek dla świata, bardzo teraz tego brakuje...

    OdpowiedzUsuń
  8. To prawda. Indianie wierzyli,że musieli jeść mięso, by żyć zdrowo i krzepko, ale też tylko w tym celu zabijali zwierzynę, oddając jej po tym hołd i dziękując Wielkiemu Duchowi. Masowe wybijanie zwierząt nie było im znane. Przybyło na kontynent wraz z Białymi, którzy strzelali do takich bizonów w upojeniu i transie zdziczałych odyńców, którymi byli.

    OdpowiedzUsuń
  9. Lubię Indian.Tecumseh to mój idol. Stefan Ociosan

    OdpowiedzUsuń
  10. Mówi się też "mocny w pysku". W Afryce są plemiona, które walczą na pyskówki- pokonany oddala się w pokoju. To ogólnie niezły pomysł jest. Jest taka scena z mordowaniem bizonów przez Białych na "Tańczącym z wilkami", w ogóle kocham ten film np. scena, jak oczyszcza jeziorko...

    OdpowiedzUsuń
  11. Kimkolwiek jesteś, Powyższy Głosie - dziękuję Ci za przypomnienie o "Tańczącym..."! Już od kilku lat przemyka mi po rubieżach umysłu jak cień wilka... CZAS NAJWYŻSZY odświeżyć to wzruszające dzieło. Nie pamiętam ani 80% filmu, więc uczta będzie wyborna. Acz przy okazji - niestety - pełna smutnych refleksji.
    Ciekawostka z tymi walkami na słowa w Afryce! Świat nie przestanie zadziwiać.
    Proszę zwrócić uwagę, że absurdalne i kpiące historyjki Pana Ociosana ściągnęły ciekawą wymianę opinii i refleksji...

    OdpowiedzUsuń
  12. Panie Tomaszu, czy po prostu Tomku- Ewa Łokuciejewska się kłania. Zdaje się, że już jestem stałą fanką tej strony. Zaczynam myśleć, że ten rodzaj pisania jest także i dla mnie. Jakoś miałam inne wyobrażenia o tym , co to jest czarny humor. Opowiadanka p. Ociosana, wcześniejsze ONO, utwierdzają mnie w pozytywnym duchu.

    OdpowiedzUsuń
  13. To raduje moje serce, Ewo:). Proszę się zarejestrować, wtedy nie trzeba się domyślać, kto jest autorem uroczych wypowiedzi:)). Czarny humor, cóż, różne ma odsłony. To nieprzewidywalny nurt wezbranej rzeki, która bimba na uporządkowane koryto - zawsze będzie rzucać pływakiem od porażającej makabry, poprzez absurd i groteskę, do łagodnego rozbawienia czy wręcz zaskakującej refleksji... I zgadzam się - to pisanie jest dla Pani. Mam nadzieję zatrzymać tu Panią. Chciałbym, aby Lwy skumulowały jak najwięcej pozytywnych dusz, mimo, iż czasem będą okrywać je mrokiem i powarkiwać... Ale to tylko iluzja, pod którą biją serca przyjazne i szczodre;-)).
    Dziś Stronę wzmacnia energia samego Manitou. HOWGH!

    OdpowiedzUsuń
  14. "To pisanie jest dla Pani" - miałem oczywiście na myśli Pani jako pisarkę (choć czytelniczkę, mam nadzieję, również:)).

    OdpowiedzUsuń
  15. Nauczyłam się od p. Ociosana kojarzenia pomarszczenia z serami- bryndzą(?) i cammembertem. No i wiem już, kim był Tecumseh... Swoją drogą... ten upadek cywilizacji odbył się tak niedawno... Jakie życie jest dziwne...

    OdpowiedzUsuń
  16. Pani Ewo, witam oficjalnie!:). Ujmuje mnie Pani ciepły, elastyczny humor, muszę zaznaczyć!
    Skłonność do refleksji nas łączy. Rzeczywiście potężne cywilizacje Indian obu kontynentów padły tak niedawno... Biorąc z kolei pod uwagę, jak długo funkcjonowało Imperium Rzymskie, to te tak zwane imperia dzisiejsze są niczym pacholęta, przy czym ich żywot nie zapowiada się na szczególnie długi. Świat wchodzi w ciężką fazę kryzysu ekonomiczno-przyrodniczego. Co zresztą przepowiadało wielu indiańskich proroków dawno, dawno temu...

    OdpowiedzUsuń
  17. Pani Ewo, dziękuję, żart umilają życie. S. Ociosan

    OdpowiedzUsuń
  18. Przez te wzruszenia indiańskie się zapominam... oczywiście: EWO (bez Pani):).

    OdpowiedzUsuń
  19. A mnie ujmuje Twoja neutralna ironia, której cieniutkiej linii nie przekroczyłeś, przynajmniej nie byłam świadkiem. Uwielbiam , gdy ludzie dyskutują nad tym, co przeczytali, a to takie rzadkie, także na lekcjach...Czasem myślę, że z dyskusji wynika więcej, niż z samego pisania- takie (bez podtekstów) myślowe zapładnianie...

    OdpowiedzUsuń
  20. A ja dalej będę się upierał ,że wojny na słowa są dobre tylko w tzw bitwach raperów gdzie potok słów ma zastąpić przemoc i nienawiść.Indianie oczywiście pn amerykańscy to zupełnie inna bajka
    HOWGH.(nie chce być zgryżliwy ale nie pasuje mi opowiadanie do ich wizerunku)

    RYCZĄCY BAWÓŁ

    OdpowiedzUsuń
  21. Bo to chyba nie są opowiadania o Indianach, jak dla mnie...To po prostu żart...Żart z podtekstem.
    Ta bitwa na słowa- to stara tradycja- pojedynek Achillesa z Hektorem też zaczyna się od wyzwisk- Achilles nazywa Hektora psem...

    OdpowiedzUsuń
  22. Ryczący Bawole, szanuję Twoje stanowisko. Myślę o jakimś opowiadaniu w duchu indiańskim, zobaczymy;-). Warto też zwrócić uwagę na 2 ostatnie zdania "Wojny Szoszonów z Panasztami" - zachowując kpiący ton, autor wyraźnie żałuje losu Indian, a białych niszczycieli krytykuje.

    OdpowiedzUsuń
  23. Z całym szacunkiem dla Pani Ewy porównanie pojedynku Achillesa z Hektorem jest totalnym nieporozumieniem,chyba nie te tory, każdy pojedynek nawet uliczny z reguły zaczyna się od wyzwisk i obelg.Jestem fanem opowiadań autora ale mam prawo do krytyki..moim zdaniem paszołwony ...,paszkwile i inne oreślenia to lipa.

    OdpowiedzUsuń
  24. Panie Ociosany... zastanawiam się skąd takie pseudo co Pan powie na nową ksywę OSKALPOWANY OCIOSANY!!!

    WIELBICIEL INDIAN

    OdpowiedzUsuń
  25. Chciałam tylko zwrócić uwagę, że opowiadanka są o walce na słowa a nie o Indianerach i odbieranie ich jako atak na kulturę Indian to nieporozumienie. Oczywiście może się podobać albo nie. Tak już jest, że przed pojedynkiem lwy ryczą, psy ujadają a ludzie się wyzywają- także archetyp rycerza- Achilles...Więc niekoniecznie jestem na zupełnie innym torze. Chodzi też o wyższą kulturę wyzywania, którą propaguje p. Ociosan.
    I radziłabym ostrożniej, bo to nie musi być pseudonim i można kogoś niepotrzebnie obrazić...

    OdpowiedzUsuń
  26. Okej jeżeli chodzi o wyższą kulturę wyzywania to ma Pani rację.Tylko to troszeczkę tak wygląda jak by dać gladiatorowi bukiet storczyków i kazać mu pląsać po polance.

    RYCZĄCY BAWÓŁ

    OdpowiedzUsuń
  27. Celna riposta Ryczący Bawole. Trudny temat i blisko do zwyczajnej kichy, ale myślę, że można też w ten sposób sobie żartować, bez szczególnych napięć. Może waśnie chodziło o ten efekt- gladiator ze storczykiem pląsający na polance- dokładnie...

    OdpowiedzUsuń
  28. Moi drodzy, krytykować MOŻNA! Moje psychiatryczne historie również. Chciałbym tylko zwrócić uwagę, że WYJŚCIOWO Strona szerzy HUMOR CZARNY/ABSURDALNY, a nie traktowane z powagą biskupów albiońskich odczyty wartości ludzkich. Te należy sobie wygrzebać między wierszami - choć nie twierdzę, że zawsze takowe są. Natomiast opowiadania P.Ociosana są - nie ma chyba wątpliwości - wygłupem, napisanym niekoniecznie w stylu, który ja preferuję, ale który dopuszcza konwencja humorystyczna Strony. Proszę zatem nie rozliczać autora w tak surowym tonie, przecież napisał coś, co wierzył, że nas rozbawi (swoim absurdem). A Pani Ewa słusznie to zauważa. Zresztą autor podkreśla: lubi Indian i Tecumseha. A to zyskuje mój szacunek.
    Proszę o trochę dystansu, kochani Goście - na Lwach straszy. Są pułapki, zasadzki, prowokacje i wygłupy. Lepsze to na troski życia niż paracetamol czy... vicodin.

    OdpowiedzUsuń
  29. Trochę luuuuuzu ludzie! To TYLKO opowiadania. To TYLKO żart. To TYLKO wygłupy dobrze bawiących się na tej stronie ludzi.
    Pani Ewo...mamy podobne poczucie humoru i dystans :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Wódz Ryczący Bawół może wypalić fajkę pokoju z Panią Ewą ale opowiadania Pana Ociosana go nie śmieszą.Akurat dla mnie temat Indian to coś niezwykłego,mistycznego.

    OdpowiedzUsuń
  31. http://www.youtube.com/watch?v=pPu7sW1Gkck&feature=fvwre
    A w szczególności końcówka.

    OdpowiedzUsuń
  32. Chętnie wypalę mistyczną fajkę pokoju, bo innych nie palę.Wiara w Wielkiego Ducha przenikającego wszystko i we mnie wzbudza szacunek.
    Howgh.
    Tańcząca w mgle niewiedzy.

    OdpowiedzUsuń
  33. Zygę trochę nudzi przynudzanie. Ostatnimi czasy głównie lukrowane pierniczki na stronie. Zlotu i wspólnego śpiewania przy ognisku brakuje. Miały byc pułapki, krew, prowokacje. Słowem - jatka. Są imieniny u cioci Lusi. Autoru - coś trzeba chyba rozpirzyć, niech się lud burzy. Z tego tylko będzie mrok.
    Zyg-zag, wróg-wrag

    OdpowiedzUsuń
  34. http://www.youtube.com/watch?v=ll5MsA6IqpY&feature=fvwre
    W szczególności początek.Tom jest szacun i ciary!

    RYCZĄCY BAWÓŁ

    OdpowiedzUsuń
  35. Uważaj Zyga z taką krytyką.Sam jesteś nudny i mało dowcipny.Moja kontra......nadchodzi.

    OdpowiedzUsuń
  36. Zygo - krwi przybędzie. Zlot i śpiewy... kto wie, czy i taki akt rekreacji nie zostanie w przyszłości ogłoszony? Przydałaby się jednak jakaś wiedźma-ochotniczka na spławianie.
    Ryczący Bawole - szacunek za postawę wobec kultury indiańskiej. Książką, która skradła moje serce dla Indian, był "Mały Bizon". Niezapomniany wstrząs dla ducha.

    OdpowiedzUsuń
  37. Zygo chyba ominąłeś kilka postów, wcale nie nudnych o Tobie :) Szukaj aż znajdziesz, a będziesz miał swój dreszczyk...ONO

    OdpowiedzUsuń
  38. Wiem, czytałem. Brać oazowa w swym sympatycznym hermetyzmie nie szczędzi razów obcym formom wypowiedzi. Ale dreszczy w nich tyle, co w nawoływaniu pod krzyżem.
    Naprawdę nikomu już nie chce się jątrzyć, knuć i spiskować?
    Zyga

    OdpowiedzUsuń
  39. Zyga twoje tanie podpuchy są jak słaby brazylijski serial nudne i monotonne.I nie chodzi tu o styl pisania który ma się do tej strony jak wspomniany wcześniej gladiator z bukietem kwiatów.Proponuję abyś zajął się tym co robisz najlepiej czyli.....markety,tekstylia itd.Jątrzenia,spiskowanie zostaw innym autorom,którzy na łamach tej strony prezentują naprawdę czarny humor.Ty ze swoim stylem zapakuj się w wehikuł czasu odpal maszynę i poszukaj sobie odpowiedniej epoki!!!!!



    RYCZĄCY BAWÓŁ

    OdpowiedzUsuń
  40. Co niniejszym czynię. Pozdrawiam i bawcie się dobrze w swoim towarzystwie.
    Ex-Zyga

    OdpowiedzUsuń
  41. :D :D :D jak dobrze ze pojawił sie znowu ktos z kogo można sie pośmieć:D


    opowiadanie naprawde super!!!! oby tak dalej;-)

    OdpowiedzUsuń
  42. a wraz z nim znowu zawitały nuuuuuuudnnnnneeee, dłłłłłuuuuuuggggiiieee komentarze!!!których nikt do końca i tak nie czyta:)

    OdpowiedzUsuń
  43. ludzie! ludzie! ludzie! ale wy nudzicie!!!Matko... przy tym opowiadaniu boki ze smiechu zrywałam, a przy komentarzach malo na klawiaturze nie zasnełam... najsmieszniejsze opowiadanie, numer jeden na Lwach!

    OdpowiedzUsuń
  44. oczywiscie z nadesłanych numer jeden;-)

    OdpowiedzUsuń
  45. Ale mówisz o Wojnach Indiańskich czy Prosiętach??

    OdpowiedzUsuń
  46. prosięta mają oddzielne komentarze

    OdpowiedzUsuń
  47. i indianie i prosiaki fajne...

    OdpowiedzUsuń
  48. no tak, prawda:))

    OdpowiedzUsuń
  49. :) Zapraszam na limbeck.blog.pl Publikuję tam powieść Epopeja polsko-indiańska... Na pewno trochę w innym stylu niż ta tutaj, ale też jest wiele elementów humorystycznych...

    OdpowiedzUsuń
  50. limbeck.blog... No pewnie, że zajrzymy!

    OdpowiedzUsuń