środa, 16 marca 2011

Konkurs urodzinowy - opowiadanie dziewiąte - ostatnie.

Konkurs urodzinowy, który kazała podyktować mi autoświąteczna fanaberia (zresztą ta sama, która zmusiła mnie do zakupu 2 pudeł ze snickersami), przechodzi na karty historii pokryte mchem i pyłem armatnim. Dziś publikujemy ostatnie opowiadanie ze zgłoszonych na tę okazję. Galerię krwawej wyobraźni Gości Lwów postanowiłem zamknąć mocnym akcentem, by było jasne, że Strona opiewa Czarny Humor, a nie tradycje kurkowe czy hafty strojów łowickich. Koniec wieńczy dzieło, a dzieło było krwawe. Więc któż, jeśli nie Seth?
Tym razem kawę odradzam. Przejście przez lekturę wesprą jedynie napary z melisy, rumianku albo wilczej jagody. Acz ten ostatni polecam tylko golemom. Innych zabiłby jak trucizna, którą jest.
JESZCZE RAZ DZIĘKUJĘ ZA WSPÓLNĄ ZABAWĘ.tym, którzy włączyli się do niej, nadsyłając swoje opowiadania: Ewie Łokuciejewskiej, Stefanowi Ociosanowi, Marcelowi, Bibi, Socjopatycznemu ONEMU oraz Sethowi. Pozostanie zagadką, ilu ludzi posłaliśmy do lecznic psychiatrycznych.
Skoro napar gotowy, zanurzmy się we frapującej wizji autora...


Nadesłał: Seth



Opętani



Tytus miał w tym miesiącu skończyć 18 lat. Rozpierała go z tego powodu taka duma, że mało nie rozpękło go na dwie połowy. Wreszcie będzie mógł robić co chce, nie słuchając natrętnego bzyczenia matki! Wreszcie będzie mógł chodzić na dyskoteki i podrywać chętne dziewczyny!
Nadeszła sobota. Dzień rozrywki. Tytus odważnie, bez wahania, z rękami podpartymi pod boki zszedł do kuchni i rzekł autorytatywnie:
- Mama, wychodzę na dyskotekę. Za kilka dni kończę 18 lat i będę w pełni dorosły. Więc te kilka dni i tak nie robi różnicy. Wychodzę i wrócę rano.
- Nigdzie nie wyjdziesz - warknęła matka, mieszając ogromną warząchwią w garze z zupą pomidorową. - Chłopcy dojrzewają dopiero w wieku 21 lat i prędzej kaktus mi na dłoni wyrośnie niż gdziekolwiek wyjdziesz i będziesz robił złe rzeczy z jakimiś latawicami i niby to niewinnymi podlotkami!
- Ale tylko trzy dni dzielą mnie od osiemnastki! Już dawno moi kumple chodzą na dyskoteki a ty traktujesz mnie jak oseska ciumkającego mleczko ze smoczka! Nie ma w ogóle mowy o dalszym takim traktowaniu!
- Ty gnojku! - wykrzyknęła matka- Wychowywałam cię od małego i co! Wyhodowałam żmiję na własnym łonie!
- Jeśli nie pozwolisz mi dzisiaj wyjść, to rzucę na ciebie urok! - krzyknął Tytus, bo żaden argument innego rodzaju nie przyszedł mu do głowy. Wiedział doskonale, że matka jest bardzo przesądna i sądził, że słowa te odpowiednio zadziałają.
Matka odwróciła się nagle, z warząchwią w dłoni, z wciąż skapującą z niej zupą. Wysyczała:
- Biblia mówi -"Nie pozwolisz żyć czarownicy!" I ja na to nie pozwolę! Czarownik w moim własnym domu!
Zastygła na chwilę, a potem z okropnym wrzaskiem rzuciła się na Tytusa, z całej siły tłukąc go warząchwią po głowie. Tłukła raz po razie, aż zaczęła tryskać krew. Kiedy głowa Tytusa nagle pękła, otwierając czaszkę i mózg w jej wnętrzu, matka zamarła na chwilę.
- Co ja zrobiłam - pomyślała w nagłej panice.
Lecz wkrótce otrząsnęła się z szoku i ponownie wyszeptała - Nie pozwolisz żyć czarownicy...
Po czym rzuciła się pod figurę matki boskiej i zaczęła gorliwie się modlić. Trwała tak przez kilka godzin, kiwając się w przód i tył, wykrzykując słowa wszystkich znanych jej modlitw. Krzyczała bardzo głośno, aż wreszcie zniecierpliwieni sąsiedzi wezwali policję. Radiowóz podjechał pod dom po kilkunastu minutach.
- Znowu awantura domowa - westchnął głośno sierżant O'Reilly.
- No...- odpowiedział równie entuzjastycznie posterunkowy Corgan.
Wysiedli niemrawo z samochodu i podeszli do drzwi domu. Już z odległości kilku metrów słyszeli dzikie wywrzaskiwanie: - Jezu zbaw mnie od czarowników i czarownic! Są wszędzie! O Jezu, zbaw mnie i wskaż każdą czarownicę i czarownika w tym mieście, bo trzeba ich spalić! Albowiem nie pozwolisz żyć czarownicy! Jezusie! Maryjo! Duchu Święty!
I tak bez końca. Funkcjonariusze policji stanowczo weszli do domu, nie fatygując się nawet pukaniem do drzwi, bo kobieta i tak pewnie by ich nie usłyszała. Zaczęli przeszukiwać dom. Nie trwało długo, aż znaleźli zmasakrowane zwłoki Tytusa. Dziki wrzask pochodził prawdopodobnie z salonu. Zakradli się tam z wyciągniętą bronią. Postać kobiety leżała krzyżem na podłodze pod figurą matki boskiej naturalnej wielkości.
- Skuj ją - polecił O'Reilly swojemu partnerowi. Kiedy Corgan pochylił się nad oszalałą kobietą, ta nagle zerwała się i z całej siły wbiła mu palce w oczy. Corgan zaczął strasznie krzyczeć, a z pękniętych gałek ocznych ciekła mu strumieniami krew.
O'Reilly nie miał wyboru. Huknął strzał i kobieta trafiona w głowę upadła ciężko na ziemię. Sierżant wyprowadził wciąż krzyczącego partnera, wsadził do radiowozu i z piskiem opon ruszył do szpitala. Na miejscu natychmiast zajęto się Corganem.
O'Reilly siedział i czekał. Jeździł z Corganem od dwunastu lat, i szczerze mówiąc, chociaż unikał takich myśli, bardzo się do niego przywiązał.
Po bardzo długim czasie i ośmiu wypalonych przez sierżanta, mimo zakazu palenia, papierosów, zza drzwi wyszedł zmęczony lekarz.
- Sierżant O'Reilly? Pan Corgan ciągle pana woła. Oczu nie da się, niestety, uratować.
O'Reilly stał wstrząśnięty. Pomyślał, że już nigdy nigdzie nie pojadą razem na patrol. Wbrew jego wysiłkom, w jego oczach pojawiły się łzy.
- Nie? - wyszeptał
- Nie, nie , nie i nie - odparł dziwnie wesołym głosem lekarz. - Ale możemy mu wszczepić sztuczne oczy, na przykład lalki! Takiej wie pan, co to otwiera i zamyka oczy. To będzie prawdziwy cud medycyny! Będzie co prawda wyglądał nieco lalczynie, lecz cóż to w obliczu takiej straty jak wzrok! - lekarz, wyraźnie podniecony zaczął chichotać.
- Lalczynie? - powtórzył dziwnym głosem O'Reilly.
- O tak, tak ,tak! Sam pan zobaczy, moja córa ma taką lalę ogromną, z wielkimi niebieskimi oczami ozdobionymi pięknymi rzęsami! Operacja dzisiaj o piątej.
- Pan zwariował - powiedział bardzo poważnym tonem O'Reilly i zacisnął dłoń na kaburze Glocka.
- To pan zwariował, ty nędzny pacykarzu! Nawet nie nosisz munduru, co z ciebie za policjant, skoro odmawiasz pomocy koledze!
To powiedziawszy, lekarz zaczął kręcić się wokół własnej osi, aż furkotały poły jego białego fartucha; wyraźnie wyrażał w ten sposób swoją złość.
Zabrzmiał kolejny wystrzał. Tym razem O'Reilly trafił prosto w serce. Wolnym krokiem skierował się do recepcji.
- Gdzie leży pacjent Corgan? - spytał młodej panienki za biurkiem.
- Sala 14 - odparło dziewczę piskliwym głosikiem.
O'Reilly odnalazł salę 14 i długo wpatrywał się w przyjaciela, leżącego w łóżku z obandażowaną głową.
- Lalczyne oczy... nie pozwolę, żeby ci to zrobili, nie pozwolę na to... wybacz, stary druhu...
Rozległ się trzeci wystrzał.
O'Reilly odwrócił się i ciężkim krokiem wyszedł ze szpitala.

6 komentarzy:

  1. Mam słabość do groteski. Makabra i horror nie wymagają jej, aby stanowić lekturę dobrą. Ale jeśli groteska jest zawarta, wspiera siłę treści, przydaje rozbrojenia i rozbawienia - na tym polega czarny humor. Opowiadania Setha trafiają w moje preferencje czytelnicze całkowicie. "LALCZYNE OCZY", "TO PAN ZWARIOWAŁ, PACYKARZU" i LEKARZ-SZALENIEC TAŃCZĄCY Z ŁOPOTEM ROZWIANEGO KITLA WOKÓŁ WŁASNEJ OSI - pierwsza klasa!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest świetne, choć uważam, że nie przebije pierwszego. A "lalczyne oczy" mnie rozwaliły na łopatki :) Pozdrawiam Autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. bardzo podobały mi sie te dwa opowiadania SETHa:) ale tak jak ONO uwazam ze świnki to debesciary:) kolejny talent nam sie rodzi.....

    OdpowiedzUsuń
  4. Cieszę się bardzo, że moje opowiadanka Wam się spodobały:)
    Niebawem nadciągną następne...

    OdpowiedzUsuń
  5. uważam ze autor tym konkursem odkrył wiele młodych talentow!!! opowiadania sa śmieszne i ciekawe, podziwiam Setha i pana Ociosana to moi faworyci, ale inne opowiadania takze robia wielkie wrażenie! super!FANKA

    OdpowiedzUsuń
  6. Też tak uważam! Dlatego za jakiś czas konkurs będzie powtórzony. Pisanie do szuflady nie jest złe, ale skoro wszystkich nas łączy i bawi czarny humor, to czemu się nie dzielić twórczością?;-)

    OdpowiedzUsuń