czwartek, 10 marca 2011

Videosnajper: Halloween 2, 3, 4, 5, 6, 20... i Basta (Rhymes)!

Dziś rozprawiamy się z całą (oprócz pierwszej, wcześniej ocenionej już części) serią "Halloween", jednym z najbardziej kultowych cykli filmowego horroru. Przy czym sympatia i uznanie dla Michaela Myersa za działalność społeczną nie oznacza przymykania oczu na wady produktu. Proszę nie czytać poniższych recenzji dzieciom, hobbitom ani Amiszom pukającym do drzwi z ofertą sprzedaży paciorków tudzież kandelabrów. Jest ponuro, drastycznie i makabrycznie. A nawet beznadziejnie.
W cyklu filmowych recenzji - do których zaleca się podejść z psychiatrycznym przymrużeniem oka - swoje swobodnie kąśliwe lubo życzliwe opinie naprzemiennie wyrażają Autor i Seth.
*****film, który wstrząsnął jestestwem Recenzenta. Może nawet zmienił jego życie. A jeśli nie wstrząsnął, to przydał endorfiny przydającej husarskich skrzydeł i buławy hetmana Pioruna-Radziwiłła. Pięć gwiazdek zawsze będzie notą skrajnie subiektywnej miary. Ale też wcale tego nie ukrywamy. Jedno jest pewne: jeśli podzielasz tę królewską notę za dany film, nadajesz na tych samych falach, co Recenzent. Intrygujące i niebezpieczne...

****film wyborowy, znakomity i unikalny jeśli nie z powodu niepowtarzalnego scenariusza, to z przyczyn wywołanych emocji albo refleksji. Bardzo dobre kino, które ubarwia - a może wzbogaca życie znużonych wyzwaniami Ziemian. Trzeba obejrzeć! Bo będziemy sprawdzać. Osoba przyłapana na zignorowaniu tego emisyjno-odbiorczego obowiązku natychmiast pod pręgierz. A potem na pal. Z pala zaś pod plandekę żuka i karna wywózka na Ganimedes (księżyc Jowisza).

***film dobry, choć nie powala i do ukłonu dziękczynnego dla twórców nie zachęca. Wszak nie są Rujewitami i nie popisali się dziełem rewolucyjnym. Ale rozrywka nie potrzebuje ambicji na miarę "O obrotach ciał niebieskich"! Warto obejrzeć - bo warto się odprężać i czas umilać. Polecamy.

**jeśli marnować czas, to pytanie w jaki sposób. Bo można na przykład schodzić z karbidówką do studzienki ściekowej i poszukiwać monet średniowiecznych. Albo ujść misyjnie w Bieszczady i oczyszczać je z perzu, rdestu i trampów północnoamerykańskich. Przy czym czynności takie miałyby więcej sensu niż obejrzenie tak ocenionego filmu. Pod rozwagę.

*niektórych heretyków palono, niektórych obwieszano rzymskim sposobem na słupach sieci trakcyjnej, innych uczono pływać kraulem po uprzednim upchnięciu ciała w podomkę ze smoły ostudzonej. Dziś heretyków się nie goni, a oni kręcą filmy.

płaskie EEG. Obejrzenie tego filmu, ewidentnie martwego już od pierwszych linijek scenariusza, grozi także widzowi zatrzymaniem akcji mózgu, serca i trzustki, którą w ramach "podciągnięcia filmu" będzie się z desperacją zasypywać snickersami bądź kulkami Lindta. Zaprawdę szkoda fal mózgowych. Jedyny pożytek z posiadania kopii filmu, jaki widzimy, to wyświetlić go na telebimach w przypadku inwazji Marsjan. Może litościwie (lub ze zniesmaczenia) odwołają podbój i odlecą.


Halloween II **** ****
1981 horr
or
Kontynuacja filmu, który opisałem w poprzednim Videosnajperze. Kontynuacja znakomita, przy czym objawiająca ciekawy pomysł: akcja rozpoczyna się dokładnie w tym samym momencie, w którym kończy się dramat Halloweenu 1... Jest zatem nadal ponura noc halloweenowa roku 1978. Śliczna Jamie Lee Curtis trafia do szpitala. Nietrudno przewidzieć, że Michael Myers też tam trafi, przy czym nie jako pacjent, lecz jako zamiłowany, acz niezręczny chirurg. Nowatorskie sceny uśmiercania musiały w roku 1981 szokować co wrażliwsze dziewczęta z campusów, dziś mogą wywoływać wstrząs nie większy niż zafrasowanie Misia Uszatka z powodu zaginionej główki białej kapusty. John Carpenter nadal urzeka i elektryzuje swoją muzyką, choć miejscami odnosiłem wrażenie, że z rozwijaniem wątków tej muzyki niepotrzebnie się w swoim entuzjazmie rozpędzał - bo klasyczny główny wątek nie podlega - nigdy nie podlegnie - detronizacji. Klimat grozy i napięcia oraz atmosfera beznadziejnego zagrożenia, którego nikt i nic nie odeprze - utrzymane. Bardzo dobry film, szczególnie na noce przełomu października i listopada. Autor.

Halloween III: Sezon czarownicy **** ***
1982 horror
Bardzo specyficzny i bardzo interesujący film. Jako że oderwany od historii Michaela Myersa, rozczarował wielu fanów tego potwora, dziś jednak, zważywszy nasilenie afer spiskowych, przeżywa drugą młodość. Tyle się mówi o zatruwaniu ludzi fluorem w wodzie pitnej czy za pomocą chemtrails wypuszczanych przez aeroplany, albo o takich mikrochipach, którymi iluminaci mają chęć nas wszystkich kontrolować... Halloween III przeraża pomysłem tej właśnie miary. Dynie wyprzedawane ku ogólnej uciesze dorosłych i pacholąt nie są takimi sobie zwykłymi dyniami... Groza tym większa, że ofiarami mają paść dzieci właśnie. Film miał sporo gromiących opinii, ale ja go polecam z kilku powodów. Po pierwsze: nastrój nadchodzącego kataklizmu - jest zaprawdę mrocznie, posępnie i właściwie beznadziejnie. Znakomicie stymuluje taką atmosferę muzyka Johna Carpentera, który jest ojcem (producentem/kompozytorem) i tego filmu. Po drugie: ponurzy mordercy typu faceci w czerni tudzież zabójcy CIA. To zawsze czyni thriller. Po trzecie: Tom Atkins. To aktor pokroju Toma Sellecka czy Liama Neesona: poczciwa twarz każe natychmiast obdarzyć takich sympatią i zaufaniem. I szczerze żałować, gdy kłopoty okażą się ponad ich siły... Tom Atkins wywalczył czwartą gwiazdkę dla filmu za dwie mistrzowskie sceny. Pierwsza: kiedy musiał uczynić coś niemożliwego - przekazać dramatyczną prośbę przez słuchawkę, w dodatku brzmiącą raczej niedorzecznie, w chwili, gdy okoliczności zmuszały go do ściszenia głosu. Potworne - ale jak kunsztownie odegrane. Po drugie: nigdy nie zapomnicie krzyku, który Tom Atkins wyda z siebie w końcowej scenie. Przeszywający na wylot niczym włócznia świętego Maurycego. Kunszt! Uwaga! Z Halloweenem III wiąże się poważne niebezpieczeństwo, zasługujące na miano klątwy. Pierwszy raz obejrzałem film w 1992 roku. Otóż nigdy - nigdy - nie udało mi się uwolnić mej pamięci od przewodniego wątku muzycznego filmu; pozornie wesołej, optymistycznej piosenki halloweenowej, która w rzeczywistości musi być jakimś szyderczym, złowieszczym zaklęciem infekującym umysł. Przez całe lata kilka razy w roku przyłapywałem się na bezwiednym nuceniu tej piosenki... A teraz, kiedy już prawie się od klątwy uwolniłem, powtórzyłem seans i codziennie śpiewam, prześladując domowników. I kiedy ktoś dzwoni na moją komórkę, też słychać tę straszną piosenkę: Happy, happy Halloween, Halloween, Halloween... Autor.

Halloween 4: Powrót Michaela Myersa**** ***
1988 horror
Fani chcieli powrotu Myersa i Myers wrócił. Czołówka wprowadza w klimat; zmierzch, sugestywne ujęcia wiatraczków podrzucanych wiatrem, świetne ujęcia z kamer zapowiadają mrok i grozę. Film zaczyna się obiecująco - diabeł w białej masce, która ma w sobie więcej człowieczeństwa niż jej właściciel, ucieka z ambulansu zmierzającego do szpitala psychiatrycznego. Dalszy przebieg akcji nie przyniesie rozczarowania, przeciwnie - napięcie będzie narastało. Doskonałe, raczej rzadko udane połączenie dwóch klimatów w jednym filmie: z rozmysłem rozciąganego napięcia typowego dla filmów z końca lat 70. - z efektownym dynamizmem epoki lat 80. Niezmożenie ścigający Michaela Myersa doktor Loomis (Donald Pleasance) budzi podziw i współczucie z racji tak heroicznych, jak beznadziejnych wysiłków. Ale rangę filmu w szczególny sposób podnosi dziewięcioletnia siostrzenica mordercy, której przyjdzie w mrożący krew w żyłach okolicznościach walczyć o przetrwanie. W tej roli niesamowita Danielle Harris, znana później z "Roseanne" (Jessica) czy "Ostatniego skauta". Dla widzów o mocnych nerwach. Autor.

Halloween 5: Zemsta Michaela Myersa**** ****
1989 horror
Zaskakująco dobra kontynuacja, być może część najbardziej trzymająca w napięciu i szególnie mocno elektryzująca niepowstrzymanym marszem śmierci Myersa. Klimat wcześniejszych filmów trochę utracony, ale dramaturgia i świetnie wspierająca ją muzyka czynią efekt z nawiązką. Napięcie od pierwszych sekund filmu, które oprócz słynnej już muzyki, wprowadza świetna graficznie i zdjęciowo czołówka. Danielle Harris przechodzi samą siebie. Oglądając mrożące krew w żyłach sceny z małą dziewczynką walczącą w poruszająco rozpaczliwy sposób o przeżycie, zastanawiałem się, czy kilkuletni aktorzy odgrywający takie sceny nie ocierają się jednak o jakieś małe traumy. Ile przerw trzeba zrobić między ujęciami, ile torebek z żelkami i piszczących wesoło puppetów trzeba wręczyć małemu aktorowi w czasie pracy nad takim horrorem, by nie trafił wskutek wstrząsu tam, skąd Myers z uporem uciekał?... Bardzo dobry film, znakomity dreszczowiec i jedynie logiczne, wyczekiwane i z wdzięcznością przyjęte mroczne zakończenie - beznadziejne dla wszystkich, którzy stawiali opór Michaelowi Myersowi, myląc go z niemrawą Marzanną topioną w Drwęcy. A to diabeł! Który topi sam. Bardzo dobra piąta część zakończyła względnie utrzymany dotąd jednolity styl kręcenia Halloweenu. Kolejne produkcje odstawały już rozwiązaniami i cała aura tak filmu jak samego Myersa sporo na tym straciły. Autor.

Halloween 6: Przekleństwo Michaela Myersa* **
1995 horror
Bardzo dziwna i dość niepokojąca intelektem reżysera kontynuacja horroru Halloween. Do głównego wątku dodano jakąś dziwna sektę druidów, mordującą kobiety i dzieci, a przynajmniej podejmującą takowe próby. Dziwaczna postać w czarnym płaszczu i kapeluszu, pojawiająca się od czasu do czasu i niezwykle psująca akcję (cóż to miało być, konkurencja dla Michaela Myersa?). Film w porównaniu do poprzednich części bardzo dziwny, nieskładny i w ogóle nonsensowny. Seth.



Halloween: 20 lat później*** *****
1998 horror
Ten film zrobił nie byle kto, bo Steve Miner, twórca drugiej i trzeciej części kultowego slashera "Piątku, 13-go". W tej siódmej odsłonie masowych mordów Michaela Myersa brak nie tylko doktora Loomisa, ale nieomal już całkowicie wywianego wiatrem przeszłości klimatu. Film jest jednak całkiem niezły; spory dramatyzm i napięcie, na brak krwawych siklaw też nikt narzekać nie będzie. Przede wszystkim film windują w górę dwie sprawy. Po pierwsze Jamie Lee Curtis, bez której Halloween zawsze tracił. Po drugie: od pierwszych sekund zaskoczył mnie widoczny rozmach i zaangażowanie twórców. Bogate ujęcia z kamer i najbardziej wielowątkowa muzyka jak do pory, zdradzają wysokobudżetową produkcję, która na 500 mil morskich odstaje od takiej poszarpanej sztormami niesprecyzowania części szóstej. Jamie Lee Curtis jest tym razem dyrektorką prywatnej szkoły, w której na czas Halloween zostaje grupa cokolwiek rozbrykanych uczniów. Ani rozbrykanie ani przedłużanie pobytu w szkole nie idzie najwyraźniej w parze z szczęśliwym długim życiem. Michael Myers, który już 20 lat wcześniej zdradził się z umiejętnością prowadzenia (i rabowania zresztą) samochodu, już zbliża się do szkoły... On też będzie brykać, w znany nam sposób. Bardzo dobre zakończenie. Autor.

Hallow
een: Zmartwychwstanie* *
2002 horror
Gdyby ten film skończył się po piętnastu minutach, byłby wyborną kontynuacją znanego nam Halloween i związanej z nim elektryzującej makabry. Niestety, z jakichś nieznanych przyczyn film ten po piętnastu minutach się nie skończył, z każdą kolejną zaczynając ściągać na dno zanieczyszczonego kanału portowego tak samego siebie, jak moją cierpliwość. Początek jest w istocie bardzo dobry pod każdym względem. Jest sugestywna, mroczna sceneria, jest Jamie Lee Curtis, i oczywiście sam diabeł wcielony Myers, który nigdy nie zwlekał z czynieniem porządków społecznych. Sam pomysł przywrócenia go do życia bardzo mi się podobał. Po kilkunastu minutach świetnie zapowiadający się film nagle jednak traci jedną ze swoich flagowych podpór. Ot, oderżnięto gałąź, przy czym wcześniej odpadły inne - na przykład niezapomniany Donald Pleasance jako doktor Loomis. Nieoczekiwanie całkowicie zmieniło to nie tylko scenerię, ale w ogóle klimat i styl całego widowiska. Jako nową podporę podstawiono rapera Busta Rhymesa. Okazał się spiżową kulą u nogi dla filmu, całkowicie miażdżąc i tą kulą, i samym ociężałym sobą (zresztą nie tylko fizycznie) klimat horroru. Michael Myers co prawda pojawia się w Haddonfield, ale tym razem oszczędza miastu terroru, ograniczając swoje reformy obyczajowe do młodzieży stłoczonej w jego zrujnowanym domu w ramach swoistego reality show. Pomysł na taki Big Brother zupełnie się nie sprawdza, zważywszy, że równolegle serwuje nam się widoki imprezujących w innym miejscu osobliwych młodzieńców. Napięcia nie ma prawie wcale. Co gorsza, nawet tak niepodważalnie i nierozłącznie podtrzymującą poprzednie części muzykę Carpentera wydziela się teraz kilkoma skąpymi urywkami. Sam Busta Rhymes z nieujawnionych przyczyn nieustannie wykrzywia twarz i wygląda, jakby co dzień przychodził na plan niewyspany. Co więcej z budzącym tak poirytowanie, jak medyczne zafrapowanie upodobaniem nadużywa słowa motherfucker. W rezultacie gdy doszło do starcia między Michaelem Myersem, a Busta Rhymesem, żarliwie kibicowałem temu pierwszemu. Jeśli ktoś lubi tego rapera, dźwięk jego głosu, pasma górskie wykształcane przez jego mięśnie twarzy i spojrzenie oczu - które zastanawiają azjatyckim zawężeniem, może z seansu być kontent. Jeśli ktoś oczekuje natomiast horroru dającego napięcie i dreszcz, to oglądanie "Halloween: Zmartwychwstanie" szczerze odradzam. Lipa! Z odrąbanymi gałęziami. Autor.

5 komentarzy:

  1. Autor jest rasistą i Ba(u)sta! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Autor nie jest. Autor lubi, kocha, szanuje:
    Carla Weathersa, Samuela Jacksona, Eddiego Murphy...

    OdpowiedzUsuń
  3. Coś mi się wydaje że autor z murzyńskich filmów to lubi najbardziej "Wejście Smoka" :)

    OdpowiedzUsuń
  4. E.....ja tam wole Kunta Kinte a w szczególności moment kiedy odcięto mu palce u nóg.

    OdpowiedzUsuń