czwartek, 28 kwietnia 2011

Nowy makabrysta w towarzystwie nemejskim...

...się zjawił. Nazywa się Kruka. Nieznanym pozostaje owej persony płeć, wyznanie, ilość bokobrodów i stosunek do francuskojęzycznych tablic w Quebecu. Ale cóż z tego? Grunt, że poczucie humoru przeciera szlak jak sam mamut cesarski; miażdżąc piechotę armii konwenansu. Styl, jakość i owo poczucie oceńcie sami, przystępując do lektury.
A Krukę namawiam, by za ciosem iść...

Nadesłał/a/: Kruka





Czyn
nik ludzki

Zygmunt stał w korytarzu przed lustrem. Wokół jego tułowia, ramion, nóg i głowy wił się, niczym tradycyjny japoński tatuaż członków jakuzy, kolorowy całun. Wyraźnie zafrasowany spojrzał najpierw na przyklejoną do lustra kartkę z instrukcjami, następnie na małżonkę Karolinę i wymamrotał:
– Może jednak trzeba się było uczyć jak wiązać krawat.
Karolina, jak co wieczór, siedziała na sofie nucąc kołysanki o skrzatach i kotkach, wycinając wielkimi krawieckimi nożycami ze sporej płachty lnu skomplikowane formy na sukienki i koszulki dla ich 2-miesięcznej córeczki - Laponii. Wyglądała na zamyśloną i jednocześnie skupioną na kolejnych precyzyjnych cięciach ostrych jak brzytwa nożyc. Delikatnie uśmiechnięta kontynuowała pracę, gdy wprost przed nią wyrósł Zygmunt.
- Już wiem jak wiązać to cholerstwo - wyrzucił z siebie jednym tchem.
Cholerstwem okazała się być specjalna, pięciometrowa afrykańska chusta do noszenia niemowląt. Chustę otrzymali w prezencie od sąsiadów, Tomka i Kasi, prowadzących gospodarstwo agroturystyczne w sąsiedniej dolinie. Przyjaźnili się nawet jakiś czas, dopóki nie okazało się, że znajomi myją zęby pastą z fluorem. Wówczas Karolina nakazała Zygmuntowi zerwać wszelkie kontakty z sąsiadami. Za choćby kartkę pocztową z wakacji w Rybniku zagroziła sądem grodzkim.
- Nie będą nam zakłócać pola obronnego truciznami – powiedziała, wykreślając z kalendarza zaplanowane terminy wizyt towarzyskich z Tomkiem i Kasią.
Ale chustę zachowali, uprzednio badając na obecność izotopów i metali ciężkich.
- Patrz! Krawata wciąż wiązać nie umiem, ale chustę już opanowałem! - kontynuował z wypiekami na pucułowatych jak baloniki policzkach Zygmunt. - Trochę mi zeszło, zanim opanowałem węzły! – wykrzyczał podekscytowany – to wszystko dla Ciebie Kochanie i dla naszego skarbeńka.
Karolina odłożyła nożyce i uśmiechnęła się serdecznie.
- Wycinanki skończone - powiedziała chłodno – pamiętasz kochany, jak sporządzaliśmy listę niebezpieczeństw, które dookoła czyhają na Laponię? Niebezpieczeństw, które wspólnie postanowiliśmy wyplewić z jej życia?
- Oczywiście, Karolino. Wykluczanie kolejnych pozycji z listy sprowadziło nas tutaj w Bieszczady, daleko od trucizn cywilizacyjnych. Porzuciliśmy swoje dotychczasowe życie w stolicy, sprzedaliśmy przestronny apartament na Nowym Świecie, z uwagi na przeciągi pozbyliśmy się kabrioletu na rzecz bezpiecznej i niezawodnej Łady Niva, zmieniliśmy dietę na w pełni organiczną i odrzuciliśmy całą chemię z naszego życia. Na liście znalazły się niebezpieczne spinki i guziki w ubrankach dla dzieci. Dlatego wycinasz sukienki i koszulki z lnu i ekologicznej bawełny. Na liście znalazł się też radioaktywny plastik chiński, co przywiodło nas do pomysłu z chustą. Te plastikowe chińskie nosidełka to istny Czernobyl radiacyjny. I a propos chusty to patrz, już umiem...
- To nie wszystko - przerwała mu Karolina – lista zawiera jeszcze dwie pozycje do wykreślenia.
- Ale chustę już zawiążę, nawet z zamkniętymi oczami w porannym zatłoczonym PKSie do Ustrzyk ...
- Na liście zostały jeszcze noże, brzytwy i scyzory – przerwała stanowczo Karolina – oraz czynnik ludzki.
- Ależ to już załatwione. Zarost golę dwugłowicowym Remingtonem, tym, którego dostałem od cioci Bonny z Łeby. Wszystkie brzytwy usunąłem...
- Nie wszystkie – wtrąciła szybko Karolina, patrząc na leżące na stole nożyce.
- No i ostatni niepożądany punkt na liście - czynnik ludzki, usunęliśmy z życia Laponii wraz z nafluorowanymi agroterrorystami - Tomkiem i Kasią – zakończył Zygmunt.
- Czyżby? – Karolina nie odrywała hipnotycznego wzroku od nożyc.
- Załatwione więc - nie zważając na odpowiedź małżonki rzucił Zygmunt - a teraz zobacz, jak nasza córeczka słodko wygląda zawiązana na te sprytne supełki. Tutaj główkę schowana, plecki podtrzymane, tylko po bokach nóżki tak śmiesznie wystają - kontynuował Zygmunt, wykręcając nóżki Laponii pod nieprawdopodobnym kątem tak mocno, że nagle rozległ się suchy trzask łamanych kości oraz słodkie mlaśnięcie odrywanego ciała. Zygmunt stał spetryfikowany, w dłoniach trzymając oderwane nóżki, z których sączyła się krew, gęsta niczym dobrej jakości ketchup. Laponia całkiem niewzruszona utratą kończyn spała zawinięta, jak to ujął Zygmunt, „w supełki”. Zmarszczyła tylko nosek, być może podrażniony nowymi doznaniami zapachowymi.
A Zygmunt trwał w katatonii trzymając w uniesionych ramionach zakrwawione nóżki. Wyraz jego twarzy był ambiwalentnie nieodgadniony, z jednej strony duchowo uniesiony, z drugiej histerycznie roztrzęsiony. Jakby dowiedział się, że wygrał na loterii w chwilę po zażyciu śmiertelnej dawki Pavulonu.
Karolina przeniosła wzrok na męża.
- Nie jest załatwione. Na liście wciąż są scyzory. Trzeba je schować w bezpieczne miejsce. – Bardzo spokojnie, biorąc pod uwagę zaistniałe okoliczności, powiedziała Karolina, biorąc do ręki nożyce.
Trzymając otwarte nożyce przed sobą, Karolina podniosła się z fotela. W jednej chwili cała krew odpłynęła z twarzy Zygmunta. Najpierw kąciki sinych ust drgnęły histerycznie. Potem cała pucułowata twarz kilkukrotnie gwałtownie się zmarszczyła i pogniotła jak kartka papieru. Policzki już nie wyglądały jak baloniki. Raczej jak kule wygniecione z szarego papieru toaletowego.
- To był żart – wybuchł spanikowany Zygmunt – Zobacz, to są nogi lalki Honoraty, którą z powodu braku atestu miałem wyrzucić...
- Oczywiście, że lalki Honoraty – Karolina zrobiła krok w stronę męża. Nożyce wyglądały w jej dłoniach jak nagie Miecze Grunwaldzkie.
- A krew to ketchup od Kotlina, ten ze słoika, a nie plastiku – bełkotał Zygmunt
- Kotlin ma konserwanty – Karolina zmrużyła oczy
- Zobacz, to są prawdziwe nóżki Laponii, schowałem je gdzieś w węzłach chusty – szarpiąc się z chustą, spanikowany Zygmunt krzyknął tak głośno, że córka się obudziła i rozpłakała.
- I cóż żeś zrobił, głupcze. Dziecko obudziłeś. – Karolina odłożyła Miecze Grunwaldzkie i wyciągnęła ręce po córkę. - Daj mi ją. Teraz muszę ją uspokoić i nakarmić. A ty schowaj nożyce do skrzyni na scyzory i zamknij na kłódkę to będziemy mogli je wykreślić z listy.
„Co do pucołowatego czynnika ludzkiego z wypiekami na pogniecionych policzkach z papieru toaletowego, to muszę się jeszcze zastanowić. Niełatwo w dzisiejszych czasach o męża z poczuciem humoru. Więc na razie zostawię go na liście...” - postanowiła w myślach Karolina.

9 komentarzy:

  1. Warto zwrócić uwagę, że każdego z autorów coś wyróżnia. Kto na przykład zwrócił uwagę, że styl opowiadań dr Setha wyróżnia skłonność do morału? Wieńczy takowy nieomal wszystkie dzieła tego dobrodusznego okrutnika.
    W opowiadaniu Kruki też swoisty styl zauważam. Jakkolwiek za wcześnie raczej na szablonowanie, to być może historie Kruki będzie cechowała makabra podawana w sosie chłodu i flegmy brytyjskiej. Zwróćcie uwagę, że choć Zygmunt popada nieomal w trwogę, to jego żona zachowuje monthy-pythonowskie zrównoważenie. Przydaje to specyficznej aury całej historii, kiedy choćby "Przesłuchaniu" dr Marcela groteska i makabra uderzają głośno i emocjonalnie.
    A jednak nikt chyba nie pomyli tej historii z kartką wyrwaną z PRL-owskiego kalendarza, z "imiennikami" na jednej, a przepisem na bułwy francuskie z drugiej strony. Zwracają uwagę jaspisy (by nie nadużywać wyeksploatowanego określenia "perełki") takie jak:
    " (...)usunęliśmy z życia Laponii wraz z nafluorowanymi agroterrorystami (...)"
    czy
    "Policzki (...) wyglądały jak (...) kule wygniecione z szarego papieru toaletowego."
    Odniesienie do cioci Bonny - pamiętacie niedawne dohorrorowanie? - to już jaspis wyraźnie serdecznie ku nam skierowany.
    Więc witamy Krukę serdecznie, i niech pisze dalej!

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmmmm, no cóż, co prawda wolałbym, żeby to były nóżki Laponii, ale i lalka Honorata dobra...:)
    Witamy w gronie makrabreskistów!

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja serdecznie dziękuję w właśnie za to, że to nogi laleczki.Nafluorowani agroterroryści to dostateczna doza grozy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pani Ewo, lalka Honorata niestety nie miała atestu, więc tak czy owak jej czas był policzony.

    A z fluorem to podobno nie ma żartów. Z agroterrorystami tym bardziej ;)

    Bardzo dziękuję Autorowi za gorące przyjęcie w tej osobliwej przestrzeni internetowej, nawiedzanej przez bardzo ciekawe osobistości.

    Ze swojej strony postaram się wnieść od czasu do czasu trochę humoru i podrzucić kolejne urwane nogi lalki Honoraty.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wzruszyłam się facetem wiążącym chustę. Dialogi bardzo smaczne.
    Ostatnio coś mi się obiło, że są freeganiści, u nas kontenerowcami zwani...

    OdpowiedzUsuń
  6. Myślę, że i tak niebawem Karolina wykreśli czynnik ludzki z listy, kwestia czasu :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zwłoki...zwłoki...trupy...ciała są w bieliźniarce...

    OdpowiedzUsuń
  8. Zgadzam się z Tobą ONO Socjopatyczne;)
    Nożyce i scyzory schowane do skrzyni i wykreślone z listy zostały. No cóż pozostały tylko już zęby Zygmunta, bo ktoś musi te płachty lnu na sukienki dla Laponii wydziergać! Ale co będzie jak Zygmunt, aby ostrzyć je - zacznie używać pasty z fluorem?
    Zostanie schowany do skrzyni lub wykreślony z listy jako groźny bez poczucia humoru czynnik ludzki.:))) ...ale cóż czas leczy rany i zapewne inny czynnik ludzki pojawi się w domu Karoliny, oby miał ostre zęby i nie myślał o paście!! i oby Laponia nie urosła zbyt duża bo płachty lnu będą coraz to grubsze....
    :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Black Ghost - ewidentnie widać, że masz potencjał na opowiadanie makabryczne. Czekamy, witając. Witamy, czekając.

    OdpowiedzUsuń