środa, 13 kwietnia 2011

Pod ogniem wydumanych oskarżeń czyli przebojowe opowiadanie doktora Marcela

Zaprawdę przebojowe - a nie zwykłem zadziwić się byle królikiem z cylindra wyciągniętym. Doktor Marcel nie tylko błyskotliwie leczy pacjentów przy pomocy tortur - on po prostu kapitalnie pisze. Humor i ubieranie rzeczy w słowa w pełni trafia w moje czarnomakabryczne preferencje.
Nie przedłużając tej przedmowy, wszak Breżniewem nie jestem, zapraszam do świetnej lektury!


Nadesłał: dr Marcel








Przesłuchanie


Serce waliło mi jak szalone. Na czole czułam krople potu, robiło mi się nie dobrze!! Obok mnie mój mąż... martwy!!! Ręce powykręcane miał na wszystkie strony. Oczy przeszyte krwią.
Wstałam, wycierając ciało z krwi obrusem, który ściągnęłam ze stolika nocnego. Złapałam za telefon i powiadomiłam policję.
Przyjechali bardzo szybko. Otworzyłam im zamknięte na klucz drzwi. Obejrzeli zwłoki mojego męża, zrobili rozpoznanie, czy jak to się tam nazywa, po domu - po czym komendant naszej stołecznej policji z uśmiechem na twarzy oznajmił mi:
- Pani mąż nie żyje!!
"ŁAŁ" - pomyślałam.
- Został zamordowany - dodał po chwili.
- No podejrzewam, że śmiercią naturalną to on nie umarł, skoro jego ciało powykręcane jest jak precel!!! - opryskliwie skomentowałam.
- Ma także trzy rany kłute... w głowę, dłoń i stopę... Włamania nie było, drzwi zamknięte, zamek cały, a okna nienaruszone! Śmiem więc twierdzić, że zamordowała pani swojego męża...
Zaniemówiłam. Jak mogłabym zabić mojego, kochanego Marceliusza!! Przecież był miłością mojego życia, jego sensem i całym mym światem... Niedorzeczne oskarżenia...

*****

Wieźli mnie na komisariat ponad godzinę, choć był dwie przecznice od mojego domu, w końcu zamknęli mnie w areszcie. Nad ranem wezwano mnie na przesłuchanie...
- Imię i nazwisko??? - zapytał oschle policjant o bardzo poważnej i stanowczej twarzy.
- Maria Matylda Magdalena Myszkowska.
Popatrzył na mnie podejrzliwie, jakby chciał coś powiedzieć, ale tylko zapisał i na dłuższą chwilę zapadła cisza.
- Czy zabiła pani swojego męża???
- Nie!!! - odpowiedziałam stanowczo.
- To czemu nie żyje???
- Jak to czemu? Bo go ktoś zabił. Ktoś się włamał i zabił go, do cholery! Może kominem wszedł, nie wiem!!
- Kominem, proszę pani, to tylko Święty Mikołaj wchodzi!
- Nie ma Świętego Mikołaja, idioto!! On nie istnieje! - warknęłam pełna gniewu.
Policjant jakby zbladł... Oczy napłynęły mu łzami, po czym zrobił się czerwony jak burak. Przeraził mnie! Wstał pospiesznie z krzesła, niezdarnie pociągnął nosem i już prawie wychodził z sali przesłuchań - gdy nagle krzyknął, a raczej pisnął przeraźliwie cienkim głosem:
- To ciekawy jestem, kto co wigilię zostawia nam pączki i lukrowane laseczki pod choinką w komendzie!!
Matko, policja wierzy w Mikołaja!!
Po dziesięciu minutach wbiegł wściekły komendant, trzasnął drzwiami i krzyknął:
- Śmiem postawić pani zarzut morderstwa i psychicznego znęcania się nad moimi ludźmi! Proszę nic już nie mówić, musimy spisać protokół. Mój podwładny nie jest w stanie po tym, co pani mu powiedziała, więc ja to zrobię!
- Dobrze... - nie śmiałam już powiedzieć nic więcej.
- Czy zabiła pani Marceliusza Myszkowskiego - swojego męża??
- Nie!! - znowu stanowczo.
- Więc jak to się stało, że nie żyje?? Skoro to nie pani, to musiała pani coś widzieć... Co się stało? Kto to zrobił?
- Nie wiem. Spałam. A jak się obudziłam, to on już był taki spreclowany!!
- Dobrze. Alibi pani nie ma, męża pani nie ma, nic pani nie ma! Za to dożywocie ma pani gwarantowane!!! Gdyż mamy na panią mnóstwo dowodów!
Zaciekawiona nastawiłam uszu, by posłuchać jakimi to dowodami policja będzie mnie straszyć.
- Pani odciski palców były na jego zegarku...
- Ano były, były. Dziś rano wymieniałam mu baterie, bo przecież sam, jak wymieniał ostatnio, to przez pół godziny kombinował, jak maja się tam zmieścić dwa paluszki!!
- Pracuje pani w piekarni??
- Tak - odpowiedziałam, trochę zdziwiona tym pytaniem.
- To by tłumaczyło preclowaty kształt zwłok.
- Och, na Boga!!! - krzyknęłam lekko poirytowana.
- A propos Boga! Do kościoła pani nie chodzi, wiem, bo ksiądz mi mówił. A i księdza po kolędzie pani nie wpuszcza! Niewierząca - tym bardziej śmiem twierdzić, że morderczyni!
Z szeroko otworzonymi oczami patrzyłam na tego mężczyznę, nie dowierzając, że to naprawdę są jego dowody!
- Ale...
- Nie przerywa mi pani, to nie wszystko - mam więcej dowodów! A mianowicie: fryzjerka telefonowała, że na jutro ma pani zamówione farbowanie i cięcie! Nic by to pani nie dało! I tak byśmy panią złapali, jesteśmy niezawodni, proszę pani!
- Chryste, co pan wygaduje!!!
- Cicho! Właściciel wypożyczalni doniósł nam, że co weekend przychodzi pani po filmy kryminalne i horrory... Chęć patrzenia na ludzką krzywdę, tak to rozumiem. A co za tym idzie? Przybliża to panią maksymalnie do profilu mordercy!!! Myślę, że tyle dowodów w pełni wystarczy!
- Ehh.... Idioci!! - jedynie to mogłam z siebie wydusić w tej chwili...
- Jak pani śmie obrażać komendanta!!!
- To jest policja??? Nasze miasto musi polegać na bandzie kretynów w śmiesznych niebieskich ubrankach! Pod moim łóżkiem leży nóż z odciskami moich palców i krwią mojego męża! Na szafce nocnej leży aparat ze zdjęciem, na którym widać jak wyłamuję mężowi ręce! Na komodzie leży list, w którym piszę, że to ja go zabiłam, bo flukał do umywalki.

24 komentarze:

  1. Pierwsza!!!
    MArcel, ja zwyczajnie się ze śmiechu popłakałam czytając to. Teksty masz niesamowite. Wymyśliłaś to wspaniale. Jestem z Ciebie dumna!!! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. "- To ciekawy jestem, kto co wigilię zostawia nam pączki i lukrowane laseczki pod choinką w komendzie!!"
    oraz:
    "jak się obudziłam, to on już był taki spreclowany"
    oto przykłady na poczucie humoru dr Marcela.
    Nie rozumiem, czemu pacjenci przed nim uciekają.

    OdpowiedzUsuń
  3. Brawo Marcel, jestem pod wrażeniem, usmiałem się jak uciekająca kobyła:))

    OdpowiedzUsuń
  4. Doktorze Sethiu, Pan się opamięta. Ten okrwawiony kitel, który Pan nosi, zobowiązuje do powagi, to nie jakowyś kubrak arlekina, cekinami pobrzękujący.
    I myślę, że nie warto flukać w obecności doktora Marcela. Mam dziwne wrażenie, że on tego nie lubi i może podjąć kroki likwidujące flukanta.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dr Marcel na pewno jest kobietą. Nienawidzi flukania do umywalki.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo wnikliwe spostrzeżenie, Ewo. Choć dodam, że ja też jestem przeciwnikiem flukaństwa. Nie uprawiam go, a flukantów zwalczam wszelkimi metodami.

    OdpowiedzUsuń
  7. Bo pewnie i wojownik może mieć coś z kobiecej natury i vice versa...

    OdpowiedzUsuń
  8. hehehe fajnie ze Wam sie podobalo, cieszę się bardzo...Pani Ewo, trafila Pani w dziesiątkę;)



    jednak w skutek jakichs siłky nieokreślonych w opowiadaniu zabrakło paru końcowych wersów....ale to nic!!!

    OdpowiedzUsuń
  9. Końcowe wersy może zawierały inne nielubiane rzeczy w łazience- np. niespuszczona deska, niespłukiwanie, skarpetki- za wszystko z osobna można zamordować...

    OdpowiedzUsuń
  10. Śmierć jednej osoby to tragedia, śmierć miliona to statystyka!! Wujcio STALIN!!!

    OdpowiedzUsuń
  11. Spreclowany!!!!!!!!hahahahahahhaha dobre opowiadanko...

    OdpowiedzUsuń
  12. Wychichałam, wyhahałam się do łez ..aż się sama spreclowałam na niższy poziom podłogi...i nie mogli mnie wyprostować!!!
    Brawo Dr Marcel.....

    OdpowiedzUsuń
  13. Gamo, Ty zawsze przychodzisz nocną porą... Podejrzane. Ciekawe, gdzie schowasz swoją trumienkę w szpitalnicy nemejskiej...
    Prawda - dr Marcel bardzo i mnie ubawił. I jak ja mogę opowiadań nadsyłanych nie drukum-publikum? Wszak Lwy Nemejskie mają bawić trupem na wesoło podawanym.
    Ewo - nie popełniam żadnych z tych grzechów; jest nadzieja, że mnie więc bojówki antyflukancyjne nie utłuką.
    Marcelu nasz dr-orze - jeśli nawet chochlik jakiś pożarł część zakończenia, to wyszło to tylko "Przesłuchaniu" na zdrowie. Kończy się z nagła podaną groteską dynamiczną, co tylko głupotę policji podkreśla i zuchwale elastyczny humor autora...

    OdpowiedzUsuń
  14. :-) a za pierwszym filarem w prawo potem w bok i w lewo do końca korytarza potem w prawo dwa kroki w tył i trzy kroki w bok...za trzecim skrętem piaty filar no i teraz w prawo i tam jest taka mała żółta w niebieskie motyle z trupimi wężowymi główkami, głośno się zaśmiewającymi!.... zapraszam!!!
    Autor szanowny przyjdzie dziś w nocy???
    A wtedy ..niebo zajaśnieje gwiazdami, światła pogasną i tylko ta piękna muza grać będzie nam ..bo. ..kiedy idzie noc niesie pustkę i żal, nie wiem czego jest mi brak, kiedy idzie noc mam tak cudowne sny, ale czuję lęk, gdy budzę się z nich, ciało spowił mrok, jest we mnie dziwny niepokój, nie pojmuję skąd się bierze ten stan:D[ http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=nU_g-GGpleI#at=112 ]
    ..życie mogę dać byle choćby przez chwilę być naprawdę i do końca jedną z was, tak, to już czas i każdą cenę zapłacę, nawet jeśli tym zatracę własny los....:PPP

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo dobre opowiadanko-przewrotne i ze smakiem czarnohumorzastym, oby więcej takich na tych stronach.

    OdpowiedzUsuń
  16. Gamo, ja jestem zaintrygowany i zachęcony. Natychmiast wyruszam w poszukiwaniu trumienki.

    OdpowiedzUsuń
  17. Jestem grabarzem oferuje trumny w rozsądnej cenie.
    Zapraszam do mojej hacjendy na skraju lasu gdzie mile ćwierkają ptaszki.

    Zdzichoooo.....

    OdpowiedzUsuń
  18. Trochę to pachnie pułapką.

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie ma obaw w mojej ofercie jest również kremacja ..ale pamiętajcie urna tylko z najtańszego drzewa,które sam osobiście ścinam moją starą piłą motorową.A...,że trup ściele się tu gęsto......


    Zdzichoooo...

    OdpowiedzUsuń
  20. Potrzebujemy pilnie 600 trumien - pacjenci wymierają coś szybciej niż zazwyczaj. Trumny mogą być z azbestem, nieszczelne i zawierać mikrochipy wszczepione przez iluminatów do kontrolowania obywateli [bez względu na status i położenie].
    Cena?

    OdpowiedzUsuń
  21. Trochę drogo, ale bierzemy.

    OdpowiedzUsuń