środa, 13 kwietnia 2011

Tańczący z wilkami *****
western, USA 1990
Jest kilka, może i kilkanaście takich filmów, które przynajmniej raz w życiu obejrzeć trzeba. Choćby i po to, żeby się nad tym życiem zadumać. Tańczący z wilkami Kevina Costnera (najlepsza zresztą jego rola, śmiem twierdzić) to dzieło, które wypadałoby obejrzeć nie raz, ale dowolnie więcej. Do czego jednak mimo wszystko nie będę namawiał z dwóch powodów. Po pierwsze, jest to film długi. Odważnie długi, biorąc pod uwagę komercyjne wymogi dynamizmu kinowego i najzupełniej niekomercyjną i niedynamiczną tego dzieła zawartość. Więc tu kapelusz z głowy po raz pierwszy. A zdjąć należałoby ich tuziny.
Po drugie: jakkolwiek piękny, jest to i film bardzo ciężki, dla osób wrażliwych na niesprawiedliwość, przemoc i krzywdę, po prostu przygniatający. Po seansie moje ciało psychiczne zdawało się być z pala męczeńskiego zdjętym.
Mimo to warto. Warto obejrzeć, powtarzać - powiedzmy, co 10 lat.
Tańczący z wilkami może niektórym wydawać się rozwleczony, ospały, zbyt rozciągnięty choćby ze względu na poświęcenie uwagi przyrodzie. Tylko w ten sposób można było jednak w pełni oddać atmosferę i rzeczywistość świata, który już nie istnieje, pochłonięty przez brutalną kawalerię ekspansji i bezduszną wobec rozgrywek ludzkości historię. A jest to świat piękny, urzekający, porywający zaklęciem tak silnym, że ci, którzy mają choć w części duszę indiańską, będą z oporem wyzwalać się z tego świata, by wrócić w realną przestrzeń.
Będą też szczególnie wzruszeni i zgnębieni tępymi, bezlitosnymi aktami napierających na świat indiański Białych, i krzywdą i nieuchronną niestety porażką - a wręcz kulturową anihilacją autochtonów.
Są w Tańczącym z wilkami sceny unikalne, piękne, zapadające w pamięć. Choćby mozolny, niezwykle fascynujący proces nawiązywania przyjaźni między człowiekiem, a wilkiem. Urzekają także pierwsze ostrożne kontakty między białym samotnikiem Johnem Dunbarem (Kevin Costner), a plemieniem Siuksów. Nie brakuje przy tym - zaprawdę - rozbrajających akcentów humorystycznych.
I to podkreślam: uderza mentalność Indian, których z rozpędu nazwałby ktoś ludźmi prostymi. Owszem; ich logiczność jest prostolinijna. Co jest tylko zaletą. Sposób myślenia, pojmowania świata, wnioskowania Indian, ludzi żyjących w harmonii z naturą i planetą, jest zupełnie inny niż postawa Białych, którzy lubią sprawy komplikować i często brną w osobliwe, wymyślne filozofie nawet wobec spraw błahych. Warto przyjrzeć się przy okazji seansu, jak przenikliwie i bez popadania w trwogę czy hipokryzję Siuksowie odnoszą się do wydarzeń, które ich bezpośrednio dotyczą. Ujmujące i budzące szacunek.
Żal zresztą także: ostateczna klęska i sponiewieranie tych wyjątkowych ludzi jest bowiem nieuchronnością, której smutny cień będzie nam towarzyszył od początku do samego końca.
Film wzrusza, ściska serce. Sceny, gdy Biali strzelają do zwierząt, będą dla ludzi wrażliwych trudne do zniesienia.
Ja sam miałem odruch rozglądania się za tomahawkiem, by włączyć się w akcję i skrajnie tępych żołnierzy Unii roztłuc jak kukły ceramiczne, które z serca i rozumu przypominali.
Scena z martwymi bizonami - dziełem Białych - poraża.
Pożegnalny akt przyjaźni, okazany Johnowi Dunbarowi ze strony wojownika Wiatr we Włosach ścisnął mi serce i przydał wzruszenia.
Tańczący z wilkami nie jest filmem wesołym. Ale, jak już wcześniej napisałem, wnosi świadectwo unikalne - dla kultury Indian, i upadku, który jej przyniósł najgorszy gatunek białego człowieka - bezdomnych, wędrujących za zdobyczami szumowin, które nie miały poszanowania ani dla gospodarzy pożeranych terytoriów, ani dla przyrody. Nieszczęściem jest fakt, że szumowiny te zdominowały nie tylko sfery traperów, farmerów, wszelkich niepowstrzymanych osadników - ale i sferę armii. A to wojsko wszak rozdaje karty. Tu rozdano cyniczne karty zagłady.
Jest to jednak i film piękny. Nigdy nie zapomnicie tej muzyki, tej prerii energetyzującej wolnością i harmonią. Nigdy nie zapomnicie oczu wilka.
Warto na chwilę zostać Siuksem. Autor.

13 komentarzy:

  1. mój ulubioooony film!!!!!! rewelacaj!!!!!! polecam!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też polecam. Baaaardzo się wzruszyłam.
    małyzsurzw ęis ozdraaaB .macelop żet aJ
    :) nudzę się :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ?mogrurihc ecpezc I ?ezreipop ymażip motnejcap otk A ?ęis zsizduN

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten film ma mnóstwo przesłąń i jest magicznie zrealizowany

    OdpowiedzUsuń
  5. Oczywiście! Kiedy ostatni raz oglądałaś, Ewo?
    Bo wiesz, co 10 lat trzeba powtórzyć (taki "E.T." co pięć) - nowe zarządzenia Sanacji-Uzurpacji Nemeyskiey.

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam książkę i...nie wiem , co lepsze. To się nazywa kongenialne.Teraz powtórzyłam sobie film i nadal kocham scenę z oczyszczaniem stawu. No i miłości...

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. Scena z oczyszczaniem stawu jest budująca, w przeciwieństwie - wielkim, druzgocącym przeciwieństwie - do sceny, w której ten staw odsłania się nam po raz pierwszy.

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo budująca-facet, sam z siebie, zrobił porządek po bezmyślnych ohydnych ucywilizowanych troglodytach- dla mnie- scena przedstawiająca męskość doskonałą.

    OdpowiedzUsuń
  10. Męskość doskonałą - dobrze ujęte, rzeczywiście.
    Film zawiera mnóstwo wymownych i emocjonalnych scen, to stanowi jego siłę. Mi podoba się pożegnanie Wiatru we Włosach:).

    OdpowiedzUsuń
  11. W ogóle- film o tym, że ważne jest JAK się żyje.Że to nie jest nieistotne, że jesteśmy odpowiedzialni za to JAK żyjemy. No i smutny... Bo żyjemy bez sensu, często...

    OdpowiedzUsuń
  12. Oboje jesteśmy fanami tego filmu, Ewo. Znowu coś nas łączy:).
    Po takim "ciężkim" filmie zalecana jest kuracja odtruwająca z przygnębienia: 5 komedii z Chevy Chase'm.

    OdpowiedzUsuń