poniedziałek, 25 kwietnia 2011

Znikąd pomocy, znikąd wsparcia - wielkanocna opowieść Socjopatycznego ONO

Wciąż mamy Wielkanoc, to i opowiadania publikujemy utrzymane w świątecznym klimacie. ONO Socjopatyczne zdążyło ze swoją opowieścią. Przeczytałem. I tak sobie zafrapowany domniemałem, że opowieść ta nie jest tylko taką sobie fikcją-imaginacją...
Dlatego słowa użyte w tej historii - znikąd pomocy, znikąd wsparcia - ogłaszam za najbardziej dramatyczne ze wszystkich użytych dotąd na naszych Nemejskich Lwach.
A poniższa opowieść niech będzie ostrzeżeniem...

Nadesłało: ONO Socjopatyczne






Andżelika. Jajka faszerowane.

Niedziela. Była ciągle w szale gotowania świątecznego i nie sposób było ją z tego wyrwać. Ugotowane jajka na twardo właśnie studziły się pod strumieniem zimnej wody, a pieczarki na farsz do nich stały w tej małej słodziutkiej porcelanowej miseczce, którą tak uwielbiała.
- Czas już je obierać - mruczała sama do siebie. - Ja się nie wyrobię, nie wyrobię się znowu, do jasnej cholery. Ale jajka faszerowane muszą być i koniec.
Znała dobry sposób, by obierać je ze skorupek, najpierw ostukując z każdej strony, a potem zanurzając w zimnej wodzie, gdzie nabiera się woda pod skorupkę i wtedy lekko i ładnie odchodzi od jaja. I tak też zaczęła.
- No co jest? - znów zamruczała spokojnym głosem do siebie samej. W kuchni radio grało dość głośno, a to dodawało jej energii do pracy, więc jej mruczenie pod nosem słyszała tylko ona. Jajko nie chciało się obierać. Skorupka nie odchodziła ładnie. Wzięła kolejne i to samo. Po czwartej sztuce już była zdrowo rozdrażniona i bardzo brutalnie zgniotła na wpół obrane jajko w dłoni.
- Ciebie nie będzie na świętach! - wrzasnęła do rozgniecionego w dłoniach jajka.
Kolejne to samo. Na dwanaście ugotowanych jajek, miała zaledwie jedno, z którego też nie była zadowolona.
Gdyby człowiekowi mogła iść ze złości para z nosa, ona zaparowałaby już całą kuchnię z salonem. Andżelika była wściekła. W duszy grzmiała na to całe gotowanie i święta, na te swoje obowiązki i najbardziej na te jajka. Wrzuciła wszystko do garnka, brudnego jeszcze po bigosie i z całej siły zaczęła dźgać to nożem, tworząc pastę jajeczno-skorupkowo-pieczarkową.
- Święta, święta, święta, dupa, a nie święta. Ja wam dam jajka faszerowane, ja wam je zrobię, znikąd pomocy, znikąd wsparcia.
Wstała rano, by zrobić dla nich te jajka, dokończyć gotowanie i zrobić się na tak zwane bóstwo. Po pięciu minutach brutalnego karania jajek wyglądała tragicznie, makijaż ściekał jej, twarz była cała w tej dziwnej, nerwowo wypracowanej nożem masie.
Nie było już mowy o udanych świętach. Gdy jej mąż Emiliar i brat Konfacy usiedli do śniadania, żaden z nich nie miał odwagi spytać co się stało. Każdemu z nich z hukiem nałożyła na talerz po łyżce masy jajecznej.
- Jajka faszerowane - powiedziała spokojniej już, odgarniając włosy.
- Jajka? Ale to...
- Jeść jajka! - wrzasnęła na całe gardło, wbijając nóż w stół. - Proszę jeść jajka faszerowane - dodała już spokojnie i grzecznie.
Nie mieli odwagi odmówić. Odwagę odbierał im wbity w stół nóż. Nie spuszczali obaj z niego oczu.
Andżelika usiadła na swoim miejscu, nalała sobie kawy z dzbanka i spokojnie piła, słuchając jak chłopakom skorupki jajek chrupią z każdym kęsem.
- Wesołych Świąt, chłopcy - dodała uśmiechając się jak aniołek. Oni jednak wciąż widzieli obłęd w oczach. Jedli dalej.

18 komentarzy:

  1. Nie wiem, co na to nasz zacny Żal Anonim, ale ja jestem ujęty!
    I będę pomagał przy tym obieraniu jaj...

    OdpowiedzUsuń
  2. Biedna Andżelika...istotnie żadnej pomocy, żadnego wsparcia...
    "- Ciebie nie będzie na świętach! - wrzasnęła do rozgniecionego w dłoniach jajka." rozbawiło mnie przepotwornie:))

    OdpowiedzUsuń
  3. ONO!!!!!! teraz ja jestem z Ciebie dumna jak cholera!!!!Wyśmiałam sie przy tym strasznie, do tego wyobrazając sobie Andżelikę i jej jajka albo chłopców jedzacych "jajka faszerowane" i ich miny mało w gatki nie narobiłam ze śmiechu:D

    OdpowiedzUsuń
  4. hihihiihihiihihih siuuuuuper to jest!!!! znikąd pomocy, znikąd wsparcia!!!!! bede tego używac teraz co dzień:)

    OdpowiedzUsuń
  5. .....przy tym opowiadaniu to ten Anonim moze te swoje zgryzoty w buty wsadzic!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziękuję i bardzo się cieszę, że się podobało i rozbawiło :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ewo, profesor Tombak bezpardonowo obala mit dobroczynności mleka. Poza jego ewidentną szkodliwością dla osób dorosłych, przyswajalność wapnia z tego legendarnego źródła wynosi... około 10%.
    Podczas gdy ze SKORUPEK JAJA KURZEGO ok. 90%.
    Warto zmielić wygotowane skorupki, jeść łyżeczkę dziennie (np. na kanapce) i powiedzieć "Do widzenia" pannie Osteoporozie.
    Ja jej tak mówię. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. mleko jest szkodliwe dla zdrowia, ciężko strawne, męczy żołądek, nerki, powoduje zapalenie uszu, obciąża jelita, wywołuje alergie i w ogóle jest fujjj....... pij mleko bedziesz....


    kaleką!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  9. Dlatego podział jest prosty. Mleko służy mleczarzom, krew wampirom, a ludziom... sok z marchwi i zielona herbata.

    OdpowiedzUsuń
  10. E.....ja tam wole petrygo.

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetna sprawa. Czym to zagryzać najlepiej?

    OdpowiedzUsuń
  12. Paluszkami maczanymi w bigosie...oczywiście!

    OdpowiedzUsuń
  13. ;( Pomieszałam Autorze krew wampirów z sokiem, zieloną herbatą i mlekiem dla ludzi!...nie popiłam petrygo i chyba się rozpuszczam !!!
    i znikam!
    Autor wybaczy? ;-(((

    OdpowiedzUsuń
  14. Anonim!paluszki ma się rozumieć Twoje!a bigos z..?

    OdpowiedzUsuń
  15. Proszę mi nie znikać, na litość boską! Potrzebuję pełen personel; pacjentów przybywa, leków ubywa... Jesteś, Gamo, potrzebna na sali operacyjnej, bo doktor Seth i doktor Marcel trochę się zdekoncentrowali - rozrzucają bierki nad otwartą czaszką pacjenta.
    I pchełki.

    OdpowiedzUsuń
  16. Tak moje oczywiście lekko przesiąknięte skarpetkowym smrodkiem.

    OdpowiedzUsuń