niedziela, 1 maja 2011

Lebensraum małżeńskie czyli ponura rzeczywistość ujawniona przez ONO Socjopatyczne

Lebensraum znaczy przestrzeń życiowa. Od wieków tłukli się o nią Macedończycy, Partowie, Rzymianie, Teutoni, Anglicy... Wszystkim im to z grubsza przeszło. Zwłaszcza Macedończykom, którzy już sarissami - najdłuższymi kopiami w historii wojen ludzkich - nie wymachują. No, chyba że w domu.
A jednak od tysięcy lat Pewna Niezłomna Siła wciąż walczy o przestrzeń życiową wszelkimi dostępnymi środkami, wydzierając ją mężczyznom.
Kobiety.
I to nawet te kochające.
Ba! zwłaszcza kochające! Mężczyźni kochani są rabowani wprost bez pohamowania, pewnie... z miłości.
Frapujące. Zresztą - przeczytajcie historię z życia wziętą.


Nadesłało:
ONO Socjopatyczne









Andżelika. Walka o przestrzeń.

Andżelika pewnej niedzieli otworzyła swoją szafę i z zakłopotaniem stwierdziła:
- Hmmmm... już nie mam tu miejsca.
Obok stała druga, identyczna szafa. Niestety - jej męża.
- Gdybym tak upchała jego ubrania w walizki pod łóżkiem, mogłabym powiesić tu parę łaszków.
Kilka chwil później.
- Zapomnij! - rozległ się krzyk, który zapewne usłyszała nawet wścibska sąsiadka na górze. - Nie będę trzymał ubrań pod łóżkiem. Jak ty to sobie wyobrażasz, że będę co rano podnosił łóżko do góry, wysuwał walizkę i wyciągał koszulkę?! Nie kupuj tego tyle! Kto to słyszał, mieć tyle ubrań. Może wynająć mam mieszkanie obok, na twoje ubranka, co?!
- W sumie niegłupi pomysł - rozmarzyła się Andżelika.
- To była ironia, nie wywąchałaś jej? - powiedział.
- Wywąchałam, wywąchałam - powiedziała obrażonym głosem i położyła się na łóżku.
Leżała i myślała nad jakimś sensownym rozwiązaniem. Jak miała pozbyć się jego ubrań?
- Gdybym pozbyła się jego, tym samym pozbyłabym się ubrań - mruczała sama do siebie. - Nieeee, to chore, o czym ja w ogóle myślę.
Szybko rozwiała myśli o jednym zamaszystym ruchu siekierką.
Już i tak zabrała mu szuflady i jego bieliznę upchała w jednej małej szufladce. On co rano z trudem ją otwiera przez nadmiar leżących w niej rzeczy.
- A gdybym tak.... - wstała szybko z łóżka i wzięła z szafy pięć najstarszych koszulek męża.
- Potrzebuję ścierek do podłogi, a one się już nie nadają do noszenia - pomachała mu nimi przed nosem
- Ale... ale to koszulki... one są jeszcze w miarę dobre - protestował.
- Nie nadają się, mówię. Kupisz sobie nowe, kiedyś. A te spodnie z dziurą na nodze też już możesz wyrzucić, prawda. To już nie modne mieć dziury w spodniach. I przynieś bluzy wszystkie to ci je wypiorę, stęchlizną jedzie z tej szafy twojej.
Emiliar grzecznie przyniósł swoje cztery bluzy. Wrzuciła je do pralki i ustawiła temperaturę na dziewięćdziesiąt stopni.
- No wiesz, lepiej się dopiorą - powiedziała.
Emiliar jedynie pokiwał głową. Nie spodziewał się, że godzinę później Andżelika ze smutną minką powiadomi go, że chyba pralka się psuje, bo strasznie rozciągnęła i zniszczyła jego bluzy. I teraz musi je wyrzucić.
- Ale nie martw się, kupisz sobie nowe, kiedyś - pogłaskała go po głowie - A ja teraz wyprasuję ci ładnie koszule i koszulki. Niech sobie takie ładne i wyprasowane wiszą w szafie, dobrze?
Znów kiwnął głową. Nie spodziewał się, że Andżelika po chwili przyjdzie i powie, że ma mały problem, bo żelazko niestety przykleiło się do wykładziny w salonie i resztki tego, co przywarło do żelazka, wprasowało się w koszulę i dwie koszulki.
- Nie martw się, kupimy nowe, kiedyś.
Szafa prawie wolna. A to co zostało, zmieściło się w małą torbę podróżną pod łóżkiem. Nie trzeba było podnosić łóżka, żeby ją wyciągnąć.
Następnego dnia Andżelika stwierdziła, że ma już wystarczająco miejsca w szafie.
Ale za to pomyślała, że ma zbyt mało miejsca w łóżku.
- Hmmmm... gdzie jest ta siekierka?!

21 komentarzy:

  1. Angelika posuwa się coraz dalej...czyżby dojść miało do krwawej makabry? Ostatecznie łóżko to taka intymna przestrzeń...

    OdpowiedzUsuń
  2. No właśnie intymna... i czas ją oczyścić.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ucięte palce...wystają z garnka na parówki...wypadają z lodówki...tańczą po podłodze...palce palce w całym domu...ucięte...okrwawione...

    OdpowiedzUsuń
  4. Zjawa Wyjcowa dobrze opisuje warunki panujące w naszym szpitalu. To bardzo wesoły szpital.
    Choć może doktor Marcel przesadza z dobroczynnością? 40 operacji dziennie? Ludzie znikają...
    Ewo, sprawa groźna. Ja się zastanawiam, czy chciałbym być mężem Angeliki. Bo to taka niebezpieczna kobieta jest... i fascynująca.

    OdpowiedzUsuń
  5. Właśnie obejrzałem "Rytuał" i jestem pod wrażeniem mimo sprzecznych opinii wielu oglądających.Znakomita jak zwykle rola Hopkinsa.Polecam.

    Ryczący Bawół.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzięki za rekomendację. Postaram się obejrzeć jak najszybciej. Anthony Hopkins jest już mroczny sam w sobie, więc obiecuję sobie wiele.

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja obejrzałam "Wenecję" Kolskiego. A to horror prawdziwy, niezmyślony. Trzeci dzień rozmyślam sobie nad nim i ciągle mam o czym.

    OdpowiedzUsuń
  8. Rozumiem, że warto? Bo ja do polskich produkcji posocjalistycznych podchodzę bez entuzjazmu, raczej po odpowiednio silnej zachęcie.
    A najchętniej to polskie przedwojenne włączam...

    OdpowiedzUsuń
  9. to sie nam szykuje jakaś dłuższa seria przygod Andżeliki chyba???!!! no przynajmniej mam taka nadzieje, bo to w deche babka jest!!!!!:P

    OdpowiedzUsuń
  10. Tak, całkiem w dechę morderczyni.

    OdpowiedzUsuń
  11. A ja mam serię polskich filmów, które zaparły mi dech ostatnio np "Młyn i krzyż L. Majewskiego i "Mała matura" J. Majewskiego , no i jeszcze J.J.Kolskiego "Afonia i pszczoły"(jest w internecie). Ale "Wenecja " przebija wszystkie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Doszły mnie słuchy, że "Afonia..." jest dość schizofrenicznym filmem, raczej pozbawionym sensu, składu i ładu. I uzasadnienia.
    Podkreślę jednak, że to nie moja opinia, acz to, co usłyszałem o treści, odcięło mnie od wszelkich chęci obejrzenia tego filmu.

    OdpowiedzUsuń
  13. "Afonia" jest o wszechmocnej potrzebie miłości i rozczarowaniu, kiedy przychodzi, a nie jest prawdziwa. Film jest bardzo składny i uzasadniony. Kręcony w Kotlinie Kłodzkiej-doskonałe zdjęcia i aktorstwo. Aha... I rzucają w nim kotami...No, może nie dosłownie, ale to przez kotka trafia się nieszczęście...I kotki chodzą po szynach...

    OdpowiedzUsuń
  14. Hmm, jeśli tylko kotów nie dotyka żadne nieszczęście śmiertelne, to sprawa otwarta.

    OdpowiedzUsuń
  15. A ja polecam ALTERNATYWY!!! Ubaw po pachy!

    OdpowiedzUsuń
  16. ONO "Alternatywy" to mój serial ukochany!!... mam go na dysku ... i delektuję się kiedy tylko zapragnie ma dusza:-)))

    OdpowiedzUsuń
  17. Do młodzieży to dociera? Jak to drzewiej w komunizmie bywało?

    OdpowiedzUsuń
  18. Ha ha ...do młodzieży!? ;-)) no tej starszej dociera...dociera...komunizm nie taki obcy!

    OdpowiedzUsuń
  19. "Alternatywy 4" najlepsze na świecie!!

    OdpowiedzUsuń
  20. Wtedy to był Lebensraum!M2, M4, rury wpoprzek salonu, krzywe ściany, cieknące krany, śmierdzące zsypy...

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie zapominajmy o turystycznych nalotach mrówek faraona...

    OdpowiedzUsuń