sobota, 7 maja 2011

Męstwo kapeluszowe czyli niezwykła bitwa w opowiadaniu doktora Marcela

W tarapaty popaść łatwo. Świat pełen jest zasadzek i rzezimieszków. Trzeba mieć zatem fart, by w chwili nieszczęścia sojusznika pozyskać. Fart, powtarzam...

Nadesłał: dr Marcel




Kapelusz i mleko


Pan Bobek dumnie spacerował po ulicach swojego miasta, w nowym, błyszczącym płaszczu i
świetnie dobranym do niego nowym kapeluszu.
Oszczędzał osiem miesięcy na te wyjątkowe zakupy i teraz, przy blasku ulicznych latarni, gdy wyszedł na spacer, czuł się i wyglądał świetnie!
Radosny i uśmiechnięty, przykucnął obok małego kotka. Widział, że zwierzę jest głodne, więc wyciągnął z kieszeni pół parówki cielęcej, którą zawsze podgryzał podczas wieczornych spacerów, i ofiarował ją kotu. Ten, skończywszy posiłek, spojrzał na niego błagalnie, tak jak by chciał oznajmić: "DAWAJ JESZCZE!!!!!"
- Nie mam już nic więcej kiciu... - przyjaźnie oznajmił Pan Bobek.
Kot, widocznie rozgniewany, odwrócił się na swoich czterech piętach i uniósł z wielką elegancją ogon do góry, wystawiając zad w stronę mężczyzny. Nowy brązowy płaszcz pana Bobka, został bezczelnie naznaczony!!!
- Do cholery! Mój płaszcz! Tak mi się odwdzięczasz!! - wołał do uciekającego już kota.
Ocierając się niezdarnie, ruszył w stronę sklepu, by zakupić chusteczki...
- Proszę, co panu podać?? - zapytała młoda ekspedientka o dziwnie błyszczących oczach.
- Chusteczki, najlepiej takie mokre dla dzieci, co się im dupkę nimi wyciera...
- Hi, hi, hi! A co obtarł sobie pan pupkę??
- Głupie żarty!! Poproszę te chusteczki! - krzyknął oburzony.
- A jakie pan sobie życzy? Bo mam zwykłe i takie z aloesem - od tych dupka szybciej sie goi! Hi, hi, hi! - Ekspedientka najwyraźniej była w dobrym humorze.
- Zwykłe poproszę, droga pani! Psychotropów się pani najadła, czy co? - warknął nieprzyjemnie.
W tym samym czasie do sklepu weszła starsza kobieta. Widać było gołym okiem, że z niej herszt baba ze wsi. Jajka w koszyku obijały się o butelki z mlekiem, kiecka do kostek, chustka w polne maki obwiązana w okół głowy jak u taliba, a na nogach obrzydliwie brudne gumowce z resztkami krowiego łajna.
Spojrzała na pana Bobka, robiąc przy tym kwaśną minę.
- Pan śmierdzi!!- oznajmiła, wielce uradowana.
- Nie mniej niż pani!- rzucił oburzony po raz setny tego wieczoru pan Bobek.
- Kotem pan wali na kilometr! Wysterylizuje go pan, to nie będzie na pana szczał!
"Złota rada" - pomyślał mężczyzna, po czym odpowiedział:
- Ja nie mam kota, a pani niech robi lepiej zakupy, a nie wącha obcych mężczyzn!
- Toć to wąchać nie trzeba! Ten pański smród sam wpada w nos! - zachichotała zadowolona.
- Dobrze, czym ja się psiukam, moja sprawa. Pani niech kupuje, bo PKS jeszcze pani ucieknie! - to stwierdzenie widocznie uraziło kobietę, gdyż odeszła szybkim krokiem w stronę lady, gdzie stała ekspedientka.
- Pani nie denerwuje tego pana, bo on dziś zły dzień ma, dupka mu się odparzyła! Hi, hi, hi - wyrzuciła z siebie kolejny żart, wiecznie chichocząca ekspedientka.
Bardzo już zdenerwowany pan Bobek wybiegł ze sklepu. Stanął obok popielnicy, która stała na zewnątrz przy sklepie i delikatnie zaczął czyścić płaszcz, klnąc pod nosem.
Nagle poczuł jak coś uderza go w plecy. Z impetem padł na ziemię. Ciągany i przewracany po chodniku, kątem oka zauważył, że jego nowiutki płaszcz szarpie w gębie wielkie psisko. Skuszony do ataku kocim aromatem, rzucił się na biednego mężczyznę.
- Czaruś, Czaruś zostaw tego włóczęgę, bo jeszcze cię czymś zarazi! - słychać było w oddali gruby męski głos.
Pan Bobek, uwolniony już z paszczy potwora, pospiesznie wstał z chodnika. Zauważył, że jego płaszcz, nowy płaszcz, wygląda teraz jeszcze gorzej: cały podarty, brudny w błocie.
Spojrzał na właściciela psa, dużego, umięśnionego i wytatuowanego faceta o nieprzyjemnej twarzy, i powiedział z dumą:
- Nie jestem włóczęgą!
- A to ciekawe, bo wyglądasz i śmierdzisz jak włóczęga, koleś! - powiedział, śmiejąc się, właściciel psa.
- Proszę zabrać tego psa i odejść!
- O nie, nie koleś! Najpierw zaczepiasz mojego psa, kusisz go swoim smrodem, a teraz rozkazujesz nam!! Dawaj kapelusz! - mężczyzna, mówiąc to, przybrał jeszcze groźniejszą minę, wyciągnął z kieszeni nóż i skierował go w stronę pana Bobka.
- Nigdy! Nie oddam! Płaszcz straciłem, kapelusza nie oddam!
Niemal sekundę po tym proteście, pan Bobek zobaczył jak na twarzy bandyty rozbryzguje się kurze jajo. Jedno, drugie, trzecie!!! Twarz napastnika wyglądała już jak jajecznica, ale ten nadal stał na nogach. Wtedy, wielka szklana butla mleka rozbiła mu się na głowie.
- Ty bandyto! Ty chuliganie, wytatuowany smrodzie!!! Ano poszedł mi stąd, ino już!! - Wieśniaczka walczyła jak lwica. Tłukła mleko jedno za drugim, a swoją drewnianą nogą ( co było widać dopiero teraz) odganiała psa.
W końcu, nie wiadomo jakim cudem, wygrała tę bitwę.
- No, wyjdzie już pan z za tej popielnicy, poszli już. Wy miastowi mężczyźni! Hahaha! Macie coś ze zwierzęcej natury: śmierdzicie jak koty i chowacie się jak tchórze!
Pan Bobek nie dowierzał. Ta zgryźliwa, zaniedbana wieśniaczka ze sklepu uratowała mu życie, a co najważniejsze - jego nowy kapelusz!! Chciał ją wyściskać, wycałować ze szczęścia. Wstyd mu było, że tak źle ocenił tak wspaniałą kobietę. Uśmiechnął się do niej serdecznie i zapytał:
- Jak mam się Pani odwdzięczyć? Uratowała mi pani życie!
Kobieta ujęła mocno w rękę ostatnią butelkę z mlekiem, która jej została, przybrała groźną
pozę i oznajmiła:
- Franek, mąż mój, zawsze marzył o takim kapeluszu.....


6 komentarzy:

  1. Dobre, dobre! Biedny pan Bobek...taka radość życia z kapelusza i płaszcza a chwile później taki pech i wszystko zmarnowane. Mógł sobie po domku połazić w tym stroju, zamiast wychodzić na zewnątrz :)Albo na niedzielę zostawić :) ONO S.

    OdpowiedzUsuń
  2. Doktorze Marcelu, czy pomysły pobierasz wprost z mózgów upchniętych w słojach pozabiegowych?

    OdpowiedzUsuń
  3. Czy może to Ciebie spotkało i paradowałeś w nowym kapeluszu i płaszczu,he? ONO S.

    OdpowiedzUsuń
  4. nie licha historia he he he...

    OdpowiedzUsuń
  5. To prawda, wiejskie baby potrafią być wielce krzepkie. Aż trudno pomyśleć, jaki los oczekiwałby Pana Bobka, gdyby tego kapelusza jej nie oddał...(a oddał? czy też ostatnia butla mleka rozplaskła się na jego głowie, roztłukując ją niczym przejrzałą dynię?)

    OdpowiedzUsuń
  6. Życie może być horrorem...Kapelusz nieszczęściem, wiejska baba katem i wybawcą...

    OdpowiedzUsuń