wtorek, 24 maja 2011

Nadesłał: Stefan Ociosan






Surowość Chińczyków

Kruchy jak biszkopt Chińczyk wszedł na najwyższy budynek w mieście. Właśnie urodził mu się syn i chciał się tą radosną nowiną podzielić.
Krzyczał, tańcząc w upojeniu.
Przed świtem ktoś zestrzelił natręta.

11 komentarzy:

  1. Jest wybornym kunsztem rozbawić przy pomocy czterech zdań. I rozbawiono mnie.
    Ale też nigdy nie twierdziłem, że moje strefy limbiczne są całkiem w porządku.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, rozbawił Pan czterema zdaniami. Zanim na dobre się rozpędziłam z czytaniem, musiałam je zakończyć. Jak widać, nie trzeba wiele by stworzyć coś wielkiego. I dodam do tego Panie Ociosan, że mój komentarz do Pana opowiadania jest właśnie dłuższy niż samo opowiadanie :) Pozdrawiam i czekan na więcej

    OdpowiedzUsuń
  3. A swoją drogą... nie za bardzo pobłażliwi ci Chińczycy... Chciałem to nawet ująć dosadniej, ale przecież takt i ogłada - trzeba o tym pamiętać...
    Zawsze.
    Wszędzie.
    Acz na dachu i w WC szczególnie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pobłażliwi właśnie, aż do samego rana wytrzymali te krzyki. Ja bym po dwudziestu minutach już do niego szło z maczetą :)

    OdpowiedzUsuń
  5. No tak. Ale to był tatuś, który się cieszył. Tak bardzo się cieszył...

    OdpowiedzUsuń
  6. ja zawsze wiedziałam, że z tymi chinczykami jest cos nie tak:P

    OdpowiedzUsuń
  7. nie mogę sie zalogować ;-/ OOOOONNNNNNNNOOOOOO zrób coś:P

    OdpowiedzUsuń
  8. Dlaczego zabili tatusia? Re-Eunice

    OdpowiedzUsuń
  9. Wow... no bo chińczyk był kruchy;)
    ...a mnie się podobało;) krótko i treściwie!

    OdpowiedzUsuń