sobota, 21 maja 2011

Samoobrona ku samozagładzie

Po chwilach zafrapowania przy okazji Fok na Przejściu powracamy na oficjalny, urzędowy, a przede wszystkim radosny i promienny tor mordu i przemocy. Mam nadzieję, że Foki... przejrzyście ukazały moje mój stosunek do Indian i do zwierząt, jednakże Lwy powstały, by rozbawiać, toteż przez kolejne 1500 odsłon tym będziemy się właśnie zajmować. Potem zwołamy konsylium chirurgiczne, które zdecyduje co dalej. Poufnie zdradzę, że mam konsylium w kieszeni i postanowią to, co im zagram. A zagram im makabrę, groteskę i absurd na kolejne 150 000 odsłon.
Rozpędźmy zatem ten bobslej czarnego humoru. Seria o Andżelice i Emiliarze staje się kultową. W każdym razie dla mnie. ONO Socjopatyczne zaskakuje mnie stylem i swobodą ironii. Taka swoboda czyni kobietę anakondą - z każdego Spartanina zaś uczyni Emiliara, co próbuje czmychnąć z niedoli swej żółtym canoe... A może w gruncie rzeczy Emiliar jest całkiem szczęśliwy ze swoją żoną?
Wszak charakterną anakondą jest.
Poniższą część serii uważam za najlepszą z dotychczas publikowanych.

Nadesłało: ONO Socjopatyczne







Andżelika. Kung-fu

Emiliar siedział na kanapie i oglądał po raz chyba setny "Wejście smoka", co chwilę robiąc pauzę i naśladując ruchy swojego Mistrza. Dźwięki jego też naśladował, niestety.
Niestety dla Andżeliki, która rozmawiała z koleżanką na Skype, a owe dźwięki, przypominające raczej skrzeczenie wkurzonej wrony, przeszkadzały jej w rozmowie.
- Oddzwonię później, ok? - powiedziała do koleżanki.
- No dobrze, to zadzwoń, jak już będziesz sama w domu - odpowiedział głos z komputera.
- To pa pa pa pa.
Rozłączyła się.
- Emiliar, możesz tak nie skrzeczeć, gdy rozmawiam?! - powiedziała, śmiejąc się z pozycji Emiliara, którą właśnie próbował przełożyć z ekranu telewizora na własne ciało.
- To Bruce, Andżeliko, to Mistrz.
- On Mistrz, to prawda. A ty jego skrzecząca parodia - zaśmiała się, gdy Emiliar podchodził do niej z tym dziwnym wymachiwaniem rąk, które nazywał kung-fu.
- Spróbuj mnie uderzyć, spróbuj mnie trafić. Mnie - nowe wcielenie Bruce'a Lee. Jestem szybki i zwinny, żaden cios przeciwnika nie wejdzie w moje stalowe ciało. Jestem zbyt szybki, zbyt czujny!
- Daj spokój, paznokcie malowałam przed chwilą.
Dając krok do przodu, Andżelika jednak zdecydowała zadać cios, który idealnie trafił w splot słoneczny.
- No co ty! Miałeś być szybki - zaśmiała się, gdy zwijał się z bólu.
- Nie byłem przygotowany! - troszkę się nafukał.
- To myślisz, że przeciwnik będzie cię łaskawie informował, że za moment zada ci cios?
- Ty nie jesteś przeciwnikiem tylko... A, dobra, nieważne. Ale wiedz, że to nawet bolało. Silna jesteś.
Andżelika opuściła salon. Emiliar wrócił do telewizora i pozycji z nienaturalnie wygiętymi kończynami.
- Andżelikaaaaa! Wróć jeszcze na chwilę!
Wróciła.
- To pozycja obrony "Płonący Smok" tylko zapomniałem sobie odpauzować film, a nie mogę dosięgnąć pilota - spojrzał na nią błagalnie.
- To się było rozplątać, Supełku i sobie wziąć - odpauzowała. - A wyglądasz raczej jak płonąca kaczka.
Dwie godziny później Emiliar, pozostając w szale sztuk walki, przyszedł do Andżeliki i bardzo dumnie rzekł:
- Opanowałem nową technikę. Stań tu i spróbuj zadać mi cios. Obiecuję, że obrona moja będzie delikatna i nie stanie ci się krzywda.
- No proszę cię...
- No chodź. Uderz mnie - powiedział pewny siebie.
Andżelika stanęła na przeciwko niego. Zmierzyła go wzrokiem od czubka głowy po stopy, szukając wolnych przestrzeni, które mogłaby zaatakować. Emiliar natomiast, w pozycji bojowej, skupiony czekał na cios. Ręce miał wysunięte do przodu, pięści zaciśnięte, a nogi lekko ugięte. Zmierzyli się wzrokiem.
Sekundę później słychać było tylko głośne pacnięcie. Emiliar złapał się za czoło.
- Zapomniałeś czoła schować, złotko.
- Ale to nie fair. To, po pierwsze, było za szybko - nie byłem przygotowany - a po drugie zaskoczyłaś mnie, bo myślałem, że uderzysz w tors.
- Uderzaj, gdy nie jest przygotowany; zjawiaj się tam, gdzie się tego nie spodziewa - zacytowała Mistrza z ironicznym uśmiechem.
- Muszę dopracować technikę - załamał ręce.
Kolejne dni mijały spokojniej. Emiliar ćwiczył na sali treningowej, nie na Andżelice. W domu jedynie przed lustrem powtarzał techniki, od czasu do czasu nakręcając się urywkami "Wejścia Smoka". Grzebał w internecie, poszukując metod, dzięki którym stanie się szybszy i lepszy. Chyba nawet zapomniał o tej podwójnej kompromitacji, która stała się ich słodką tajemnicą. Pewnie w myślach już ze sto razy prosił Andżelikę, by nikomu nie mówiła. Nie powiedziała. Była to ich cichosza.
W czwartkowe popołudnie, gdy wrócił z kolejnego treningu, był bardzo zadowolony.
- Co tam? - spytała zaciekawiona, co wprawiło go w ten wyjątkowo dobry nastrój.
- Hektor jest słaby.A on trenuje już ponad dwa lata. Ćwiczyliśmy i na dziesięć ciosów weszły mu zaledwie dwa. Resztę zbiłem tą nową techniką.
- Jaką? - Szczerze ją to zaciekawiło.
- Musisz mieć ręce ułożone do pozycji bojowej Wing Chun, tak, by cios, niezależnie skąd był zadany, został zbity.
Stanął w tej pozycji. Dość dziwnie wyglądał. Ale rzeczywiście, obejrzała go od góry do dołu i naprawdę nie było zbyt wiele miejsc, by uderzyć.
Mimo to uderzyła, a jej chuda rączka wślizgnęła się zwinnie między nastawione ręce, waląc w żebra.
- To kiepska ta pozycja - powiedziała.
I w tej samej chwili zaczęła tego żałować bo Emiliar zrobił się czerwony ze złości. Oboje wiedzieli, że on zwyczajnie nie zdążył się obronić.
- Pozycja nie jest kiepska, tylko nie chciałem zrobić ci krzywdy, dlatego nie broniłem. A na następny raz - nie uderzaj tak mocno, to boli.
Zamknął się w łazience, gdzie spędził prawie trzy godziny. Gdy wyszedł, widać było, że ciągle jest obrażony. Usiadł obok niej na kanapie.
- Wiesz co, nie zejdę z drogi wielkiego wojownika - zapowiedział dumny. - Ale zrujnowałaś mi kung-fu, tak więc od dziś będę kleił modele samolotów. WOJENNE. Z Pierwszej Wojny Światowej. Ale w to mi się już nie wtrącaj, jeśli możesz.

18 komentarzy:

  1. Autor kocha Bruce'a Lee i jest ujęty do głębi każdym nawiązaniem do Mistrza, także parodią.
    A to parodia znakomita.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam na imię Zbysek i chcem powiedzieć że bruce lee to mój pan z lekcji karate,przynajmniej tak nam mówi na terapii a jeżeli ktoś się z tym nie zgadza to on mówi że dostanie cios z mawahy...czy jakoś tam..?!

    kuracjusz

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyprowadź swojego Lee. Mamy ich tu już paru.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam spodnie Lee,które moja konkubina Marzena przyniosła mi do szpitala ,jeżeli ktoś chce bo lubi tego Lee to oddam za skromne 80 zł.

    kuracjusz

    OdpowiedzUsuń
  5. Ha! Szczenięciem będąc, też miałem w planach przyćmić Mistrza kung-fu. Potem jednak mi przeszło, gdzieś tak po trzeciej pełni. Futro tamuje ruchy, nie sprzyja błyskawicznie wyprowadzanym ciosom ;( Pozostał mi pas mistrza w czochraniu się na czas ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Niewątpliwie miał dobrze wyrobioną klatkę...
    To prawda z tą wibrującą pięścią?

    OdpowiedzUsuń
  7. To prawda z tą wirującą pięścią.
    I szybko podnoszoną nogą.
    Wehrwolfie, Tobie w każdym razie podnoszenie stóp na wysokość podbródka ani szybkie bloki ręczne potrzebne nie są. O ile wiem, wilkołaki stosują oszczędny system walki, oparty na dwóch podstawowych technikach:
    1. Pochwycenie upatrzonego ciała w ramiona i rozerwanie.
    2. Pochwycenie upatrzonego ciała w zęby i odgryzienie.
    Głowy.

    OdpowiedzUsuń
  8. Kuracjuszu, oferta jest serdeczna. Ale ja raczej czegoś bardziej kultowego szukam... Nigdzie nie mogę dorwać przeboju lat 80. - dżinsów "marmurków"...

    OdpowiedzUsuń
  9. Autorze, muszę powiedzieć nieskromnie, że w obu technikach posiadam niemałe sukcesy. Taki już ze mnie towarzyski typ, że zawsze dążę do zwarcia.

    A opowiadanko soczyste, jak kopniak z półobrotu :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wwhrwolf nie chwal się nie chwal,że z ciebie taki kozak....a z tym czochraniem polecam szampon dezynfekujący wtedy problem pcheł zniknie na zawsze.


    Ratlerek.chau...chauuuuu!!!

    OdpowiedzUsuń
  11. Ratlerki plączące się pomiędzy lwami mają swoje znaczenie. Wilkołakom strawy nie odmówimy.

    OdpowiedzUsuń
  12. Znam wszystkie swoje pchły, Anonimowy. Z imienia. Szampon im nie straszny. Ostrzegają mnie przed zagrożeniem gdy zwiększa się poziom stężenia srebra w atmosferze. A co do kozaków, a raczej wilkozaków - mam wśród nich kilku krewnych.

    OdpowiedzUsuń
  13. A ja w wypadku konfrontacji mogę lekką kawalerię chupacabr podesłać. ;-)
    Poziom srebra dziś w normie. Tylko pyły wulkaniczne ciągną ku nam, Irlandię już nieomal zakryły. No, ale pyłów to się wilkołacze potwory na pewno nie obawiają... Raczej działają w ich osłonie. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Wehrwolf - dziękuję za "soczystość" przypisaną mojemu opowiadaniu. Cieszę się, że się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Dziękuj wylewnie, ONO - ale z dystansu. Wdzięczne wtulenie się w kosmate ramię Wilkołaka mogłoby okazać się ruchem co prawda serdecznym, ale jakże pochopnym...

    OdpowiedzUsuń
  16. Znakomite...znakomite...!
    Czy ja mogłabym liczyć na kilka lekcji u Andżeliki ..mam pilna potrzebę użycia kilku skutecznych a nader szybkich ciosów ...:D

    OdpowiedzUsuń
  17. Black Ghost: a przeciw komu te ciosy miałyby być zadane?
    ONO: 7 salutów. Andżelika rules. Kłaniam się i...
    ...treningów wspólnych odmawiam.
    Czy to kung-fu, czy badmintona.

    OdpowiedzUsuń