niedziela, 22 maja 2011

Sąsiadki faraona

O czym mowa? Ano o mrożącym krew w aortach substytucie źle-sławnych mrówek faraona. Czy znacie ten koszmar niepowstrzymanego najazdu? Ja pamiętam. Lata 80. cenię za muzykę - uwielbiam ją za pozytywne, radosne brzmienie - lecz lata owe pamiętam jeszcze jako epokę inwazji czerwonych (czy też żółtorudych) mrówek. Ich hufce były liczne, a w miejsce rozpaczliwie atakowanych i dziesiątkowanych oddziałów wstępowały kolejne... i kolejne...
Wchodziły we wszystko. Dosłownie. Jeszcze rok czy dwa po upadku PRL-u nie mogłem wyzbyć się codziennego, traumatycznego odruchu strząsania kromek chleba (o stół) - albowiem tylko w ten sposób można było mieć pewność, że kęs wędrujący do ust nie będzie wzbogacony o naturalny odpowiednik aspartamu, czyli Monomorium pharaonis. Odruch ten jeszcze czasem mi się przydarza.
No cóż. Historia. A i Egipt daleko. Inwazje mrówek faraonowych chyba już dawnego impetu nie posiadają. Wydaje się, że ich zdolności uderzenia i okupacji szerokoterytorialnej przeminęły.
Istnieje jednak inne poważne niebezpieczeństwo. Zagrożenie nie do zignorowania. Stare jak świat, a co najmniej jak piramida faraona Cheopsa.
Tym zagrożeniem jest sąsiadka. Szczególnie sąsiadka intensywnie zainteresowana i skoncentrowana na mężczyźnie żonatym. Taka sąsiadka jest natrętem, najeźdźcą, intruzem, a wręcz intruderem.
Jeśli żyjecie w błogości i spokoju, gdyż o mrówkach faraona ani słychać, pamiętajcie zachować czujność: wszak mogą jeszcze nadciągnąć sąsiadki (lub sąsiedzi) faraona...
I cóż wtedy?
Poczytajmy najnowszą historię o Andżelice i Emiliarze.

Nadesłało: ONO Socjopatyczne









Andżelika. Sąsiadka


-Wróciłam! - krzyknęła od wejścia Andżelika.
Weszła do salonu obładowana zakupami i na chwilę, bardzo zaskoczona widokiem, zamarła.
Emiliar siedział w kuchni przy stole, a naprzeciw niego KOBIETA, której do tej pory Andżelika nie widziała na oczy.
Oboje poderwali się z krzeseł. Emiliar, rzecz jasna, rozlewając herbatę.
- To jest Marta; wprowadziła się do mieszkania po Agnieszce i Arku. Nasza nowa sąsiadka.
Marta w tym czasie z głupawym uśmiechem - tak go oceniła Andżelika - wyciągnęła do niej dłoń na powitanie.
- Wybacz - powiedziała Andżelika, podnosząc torby - nie mam trzeciej ręki, żeby się przywitać. Andżelika jestem.
- Marta.
Usiadła na swoje miejsce. Emiliar wytarł już do końca rozlaną herbatę i nerwowo, nie wiedząc czemu, zaczął szukać sobie miejsca, ale już tym razem z dala od sąsiadki.
- Bę... bę... będziecie mogły się zaprzyjaźnić i znów będziesz miała z kim pić kawki, jak to bywało z Agnieszką.
Odwróciwszy wzrok na Martę, dodał, że Andżelice brakuje wspólnego czasu z Agnieszką, bo z nikim się tak nie dogadywała jak z nią.
- Będę się zbierała - powiedziała Marta, wstając. - Jeszcze mam kilka kartonów do rozpakowania.
- Noooo... to idź rozpakować - z fałszywym, ale dającym do zrozumienia uśmiechem powiedziała Andżelika.
- Zapraszam na kawę do siebie. - Rzuciła każdemu z domowników po pożegnalnym spojrzeniu, ale tylko Emiliar odpowiedział cukierkowym uśmiechem.
- Aha, mam jeszcze prośbę. Czy mógłbys mi, Emiliarze, pomóc przestawić szafę? Ale to jutro, bo dziś jeszcze te kartony...
- Nie ma problemu, służę pomocą - krzyknął do Marty, która była już w holu.
- No to paaaaa...
I zamknęła za sobą drzwi.
- A może by chciała, żeby kark jej przestawić zamiast tej szafy??? - powiedziała Andżelika
- Nie bądź złośliwa. To bardzo miła dziewczyna. Może naprawdę się z nią zaprzyjaź....
I po raz drugi rozlał herbatę.
- Powinieneś pić z kubka-niekapka, takiego dla dzieci - zaśmiała się.
***
Siedzieli wieczorem na kanapie, gdy Andżelika usłyszała cichutkie pukanie do drzwi.
- Ktoś puka - powiedziała nasłuchując.
Emiliar wstał i poszedł.
Gdy usłyszała głos sąsiadki, wyrwała jak strzała do drzwi.
- Mam mały problem - mówiła Marta - z ustawieniem ciepłej wody.
- I...? - spytała Andżelika, która pojawiła się tam niczym zjawa - nie wiadomo kiedy dokładnie.
- Mogłabym was prosić o pomoc?
- Oczywiście, sami dobrze nie wiemy jak to działa, ale spróbujemy - oznajmił radośnie Emiliar.
- Ledwo sobie umiesz sznurówki zawiązać, a chcesz rozwiązać zagadkę systemu grzewczego w budynku? - spytała z ironią Andżelika
W mieszkaniu Marty Emiliar wychodził z siebie, by dojść do tego na czym ten system polega. Andżelika patrzyła z boku, oczywiście wiedząc już od wejścia, jak owy system działa, ale pary z ust nie puściła nawet, gdy Emiliar ustawił go w ten sposób, że biedne dziewczę musiało zbankrutować na opłatach za grzanie wody w bojlerze.
***
W ciągu kilku następnych dni wizyty Marty i prośby o pomoc stały się nie do wytrzymania dla Andżeliki. Widziała w tym coś więcej niż tylko prośby o pomoc. Dobrze, że Emiliar jest mało spostrzegawczy.
- Zaprosiłem Martę na popołudniową kawę, mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko? Ona tak sama, bez faceta, szkoda mi jej, że tak musi... - mówił jakby dostał słowotoku
- A Ty co, Święty Emiliar od samotnych sąsiadek?! - wydarła się.
Straciła już cierpliwość.
- Chyba troszkę przesadzasz, Andżeliko - próbował ją uspokoić.
- Żadnej kawy, żadnej sąsiadki dziś nie chcę tu widzieć. Poza tym mam robotę.
- Jaką?
- Muszę... yyyy... muszę wypolerować noże. Muszę się troszkę zrelaksować.
Emiliar wiedział, że polerowaniem swojego kompletu noży Tagged, Andżelika uspokaja nerwy. Wolał już siedzieć cicho.
- To ja zadzwonię do niej i odwołam kawę - powiedział cichutko.
- ZADZWONIĘ??? To ty już nawet masz jej numer? Ja ledwo pamiętam jej imię, a ty już dysponujesz jej numerem telefonu?!!
Była wściekła. Nawet nie zauważyła, gdy wbiła w stół jeden z noży. Za to Emiliar zauważył to doskonale i tylko przełknął ślinę.
- Dobrze, to nie zadzwonię.
***
W czwartek Andżelika miała wolne. Emiliar był w pracy, więc od rana miała czas tylko dla siebie. W planach miała również porządki i ugotowanie czegoś dobrego. Siedząc przy porannej kawce usłyszała dźwięk przychodzącej wiadomości. Dźwięk telefonu Emiliara. Nie byłaby sobą, gdyby nie przeczytała sms-a.
Wiadomość była od Marty.
Jesli jestescie w domu mozecie zawitac na sniadanko.
Jesli jestes sam Emiliarze, rowniez zapraszam.
Buziaczki :*
- O, nie!!! Przegięłaś sąsiadeczko! - powiedziała, wpatrując się ciągle w treść sms-a.
Wybrała numer Marty i gdy ta odebrała z ptasim śpiewem na ustach, powiedziała:
- No witaj kochana! Emiliar jest w pracy, ale ja mam dziś wolne i chętnie wlecę na kawkę, mogę? To fajnie, jestem za moment. I wezmę ze sobą moją kolekcję noży, pochwalę ci się nimi. Spodobają ci się.
Wzięła noże i jak czołg przedarła się przez drzwi sąsiadki. Pukanie uznała za zbędne. Zamknęła za sobą drzwi.
***
- Wróciłem! - krzyknął Emiliar - Ale zapachy! Mmmmm... Lubię jak masz wolne, wtedy jest zawsze pyszny obiadek. Ale zapachy.
Zerknął do garnka i pocałował ją w policzek.
- Siadaj, nałożę ci.
Emiliar usiadł i w tej samej chwili Andżelika podała mu ten pachnący gulasz.
- Pyszny! Jest na prawdę pyszny. Z czego to?
- Z kury.
- Mogę liczyć na dokładkę?
- Jasne, dużo wyszło. Cały garnek i jeszcze zamroziłam dwadzieścia słoików.
- Tyle gulaszu aż z jednej kury?
- Taaaaa, bo to głupia kura była, Emiliarze.

6 komentarzy:

  1. ...i to ONO sie tak rozbrykalo;) no prosze!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Seria o Andżelice podbija już pół Europy i jakiś pas Pirenejów, o ile mi dropy trzeźwo donoszą.
    Ja w każdym razie jestem podbity.
    I chyba daruję już sobie to kung-fu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bibi!!! No wreszcie jesteś :) Bardzo się cieszę!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ono no no..... rozbrykane nasze ono ze hej!!! a my uwielbiamyyyyy wręcz bohaterkę Agnelikę- kobietę z fantazją;) hihihi Bibi czytaj pierwsze części na starych postach:P

    OdpowiedzUsuń
  5. ONO!.. kochana jesteś! uwielbiam Andżelikę i nieporadnego Emiliara...:D

    OdpowiedzUsuń
  6. Cieszę się, że podoba się! ONO S.

    OdpowiedzUsuń