sobota, 14 maja 2011

SS-Wilkołaki czyli co Autor przeczytał, życiem i obłędem ryzykując

Otóż Autor przeczytał książkę (wydawnictwo RADWAN) Marka Ścieszka, pod nie do końca piknikowo-familijnym tytułem Wehrwolf. Ale nie jest to też sequel "Domku na prerii" lecz Groza posępna, bezlitosna, wysysająca z wszelkiej nadziei i mrzonki oporu.
"Wehrwolf" polecam wszystkim, którzy lubią być posępnie uradowani. Ja jestem - i rekomenduję tę mroczną lekturę, unurzaną w klimacie nieuchronnego, a często i nieodpartego zagrożenia - którego to klimatu nie powstydziłby się John Carpenter, ojciec kultowej serii "Halloween". Pochwalić muszę nie tylko treść i atmosferę grozy, w której ją zatopiono - zwróciła moją uwagę elokwencja i bogactwo języka autora. Co więcej, nie sposób przy tym przeoczyć elastyczności owego języka, gdyż styl swobodnie i doskonale dopasowuje się do poszczególnych historii, w zależności od przestrzeni historycznej i geograficznej. Ogromna wiedza Marka Ścieszka i bogactwo odniesień do wielu sfer życia będzie nagrodą chętnie odbieraną przez Czytelnika. Który powinien zaufać autorowi, gdyż niepodważalnie zaznajomiony jest on z pocztem tak klasycznych ikon horroru, jak też całkiem współczesnych, naniesionych dynamiczną falą videogrozy. Co z wielkim ukontentowaniem bardzo szybko sobie odkryłem.
Do moich ulubionych opowiadań zaliczam "Dusiołka", "Cmentarną opowieść", "Prawo kota" czy flagowy "Wehrwolf", aczkolwiek to umowna "elita", bowiem taka "Karuzela" zadziwi niezwykłą wyobraźnią (każdą kolejną stronę będzie się odkrywać z chciwością wampira nachylonego nad wiadrem krwi niegazowanej), przenikliwością, a nawet zdolnością psychoanalizy, zaś "Talent" rozbroi czytelnika - jeśli nie z postronków nerwowych, to z co niektórych umysłu płatów.
Lecz po prawdzie wszystkie zebrane w książce historie będą stwarzać zagrożenie dla śmiałka, który zmierzy się z lekturą nonszalancko wyekwipowany (to jest: bez kołka osinowego, sztucera na kule srebrne czy... drabinki sznurowej wiodącej wprost do zawieszonego w górze aerostatu, by w porę przed Złem rozbudzonym umknąć).
Jeśli szukaliście Grozy, to właśnie ją znaleźliście. Marek Ścieszek jest właściwym człowiekiem na właściwym miejscu. Znajduje się tam, gdzie i Wy wpadniecie, gdy tylko przewrócicie pierwszą stronę książki "Wehrwolf". Strona ta będzie bowiem niczym innym, jak wiekiem odsuwanej sobie krypty.

Osobom będącym skłonnym ostrożnie zerknąć już teraz przez szczelinę w krypcie na twórczość Marka Ścieszka podaję adres Strony tego autora:
http://marekscieszek.bloog.pl/

24 komentarze:

  1. Zachecony zajrzalem i wglebilem sie w opowiadania. Widze, ze Autor dobrze wie, co polecic czytelnikom, bo mi sie podoba. Przypuszczam, ze Autor nie zaleci raczej ksiazki pod tytulem "Fizia Ponczoszanka", takze czekam na dalsze rekomendacje:)

    OdpowiedzUsuń
  2. "Fizię..." zalecałem całkiem niedawno, bo 30 lat temu.

    OdpowiedzUsuń
  3. A "Mapę" dokotor Seth czytał? Bardzo przyjazny nam ton psychiatryczny.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nieznane Siły anihilowały komentarze pod Wehrwolfem. Może były to wilkołaki, a może - to byłoby bardziej prawdopodobne - wampiry, bo one nigdy się z "leśnym pospólstwem" nie lubiły. Ale mogło być gorzej. Wielka Anihilacja mogła spaść na Lwy i ich dzieło radosnej socjopsychiatrii. A może próbowała spaść?
    Tyle - że Lwy się nie dały.
    Namawiam do wizyt na stronie Marka Ścieszka, który co prawda trzyma tam Bestię nienasyconą i straszną - ale ponoć całkiem NEUTRALNĄ wobec Lwów i ich aliantów...

    OdpowiedzUsuń
  6. Były to z pewnością siły niedostatecznie wyekwipowane. Bo jeśli nawet przeciw wilkołakowi pomocnym (choć niekoniecznie wystarczającym) się może okazać srebro w formie opływowej, szybkomknącej, to przeciw Lwom nawet kryptonit nie podoła.

    OdpowiedzUsuń
  7. Witam serdecznie w naszym Sanatorium, wyciagajac rece trzymajace skalpele i nozyce do sekcji zwlok!
    Opowiadanie "Mapa" podobalo mi sie przewielce, natomiast juz wczoraj pozna noca (no bo TAKICH ksiazek) nie mozna marnowac na swietle dziennym.
    Poki co, przeczytalem "Niemowle" i ukojony bardzo jego happy-endowym zakonczeniem zasnalem slodko.
    @Wehrwolf, niech Pan pisze jak najwiecej, bo oto pojawil sie nowy Krzewiciel Makabry.
    Doswiadczenia medyczne wykonamy pozniej, jak wroci doktor Marcel.

    OdpowiedzUsuń
  8. "Niemowlę" rzeczywiście koi. Potwierdzam. Byłem tak ukojony lekturą, że kładłem się spać zawinięty w dwa koce i otoczony szańcem lamp rozświetlonych.
    Bardzo serdecznie witam Wehrwolfa tak okazale zaznaczonego. Od tej pory ogłaszam przymierze makabryczno-chirurgiczne między Lwami, Wilkołakami, i Bestią.
    Po grób.

    OdpowiedzUsuń
  9. Wehrwolf Chciałam Cię zapoznać z regulaminem strony. Po pierwsze - nie muw tego pszy piekażu, do drugiego nie ma, po trzeciego też nie ma, a po czwarte witamy w krainie absurdalnych komentarzy :)

    OdpowiedzUsuń
  10. W każdym razie nie muw tego pszy pjekażu. To ważne.

    OdpowiedzUsuń
  11. Stanowczo nie muw tego pszy pjekazu. Przeciez ma rozgrzane do czerwonosci piece do wrzucania co krnabrniejszych ludzi.

    OdpowiedzUsuń
  12. I to później nazywają bułkami razowymi...

    OdpowiedzUsuń
  13. Wehrwolf, za opowiadanie pt. "Dziecko" otrzymujesz prawo pierwszenstwa do wykonania gastroskopii:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ha! Wywołaliście wilk(ołak)a z lasu i nawet go godnie przywitaliście. Co prawda specjalizuję się w wiwisekcji przy świetle księżyca, ale nie boję się wyzwań.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja jestem ok księgowości podobno (w którymś poście taką mi funkcję przypisano), więc sobie księguję. Trupy oczywiście księguję.

    OdpowiedzUsuń
  16. To ja się przy świetle księżyca ukaże jako Biała Dama;-)))

    OdpowiedzUsuń
  17. Wehrwolf !..za Zieleń jej oczu ...poddaję się Twojej wiwisekcji przy świetle księżyca:)) ...
    a niech tam!!!
    ONO wpisuj do ksiąg! jam już gotowa!

    OdpowiedzUsuń
  18. Duchu, nie umieraj!!
    Hm. "Duchu, nie umieraj"??

    OdpowiedzUsuń
  19. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  20. A ja właśnie do kawy porannej, ze śmietanką Tesco Coffee Whitener, przeczytałem opowiadanie na przyjaźnie nam kły blogu szczerzącym. Z blogu spływa krew, i to ciepła jeszcze - opowiadanie świeże; jeszcze chrupiące połamanym kośćcem.
    Ale krew nie nasza, kościec też nie - można śmiało wkraczać. Neutralność (słowo "opieka" nie chce przecisnąć mi się przez klawisze) grasująco-czyhającej tam Bestii gwarantowana.
    Opowiadanie pod tytułem "Boromir" - soczyste!!
    Doktorze Setciu, to, zdaje się, pańskie klimaty, mroczno-nazistowskie?
    Bo i moje, i moje...

    OdpowiedzUsuń
  21. Wcale mnie to nie dziwi. Pół człowiek - pół szakal zrozumie pół człowieka - pół wilka. I może się nawet nie pogryzą między sobą.

    Boromira znam osobiście, jak i paru innych zmiennokształtnych.

    OdpowiedzUsuń
  22. Praktyczne znajomości... A i duch patriotyczny nie jest byle wartością.

    OdpowiedzUsuń
  23. Witam!!
    Mój problem polega na tym że jestem tuż po porodzie i nie wiem co mam zrobić.Mój małżonek jest białej karnacji ja jestem biała kobietą a dziecko narodzone wygląda jak typowy czarnoskóry brzdąc rodem z Etiopii.Oświadczam,że nie pracowałam nigdzie za granicą i nie utrzymywałam kontaktów wiadomo jakich z czarnoskórymi.
    Proszę o radę bo cała wioska pokazuje na mnie palcami.

    Teresa

    OdpowiedzUsuń
  24. Tereso. Grozy dodaje niewątpliwie fakt, że kiedy odwrócić owo ciemnoskóre pacholę plecami do góry, w oczy rzuca się otwór na baterie paluszki i napis MADE IN NORTH KOREA.

    OdpowiedzUsuń