piątek, 6 maja 2011

Tháining mé, chonaic mé, d'erigh mé!* - czyli husaria na stoku celtyckim

We wtorek sierpnia trzeciego, zdobyłem zuchwałym, a dynamicznym Blitzkriegiem drugą z najwyższych gór hrabstwa Mayo. Mount Nephin ma raptem 806 metrów wysokości, toteż taki Giewont przyjąłby go w towarzystwo raczej na pachołka - mimo to podbój owego pachołka i tak uciechę i satysfakcję przyniósł.
Do podstępnego ataku na górę mayową nakłonił mnie mój irlandzki przyjaciel Damian Birrane, niezawodny partner w dowcipie i kung-fu.





To ostatni rzut oka na niewzruszoną pozycję przeciwnika z jednostki zmotoryzowanej. Chwilę później spieszona husaria wsparta celtyckim ruszeniem górskim, szturmowała zbocze z animuszem.







W pełni sił i mobilizacji. Atak na Mount Nephin był klasycznym aktem zdradzieckiej inwazji. Nie poprzedziło go oficjalne wypowiedzenie wojny ni wymówienie traktatu gospodarczo-ekologicznego.
Zaproponowałem zdobycie góry biegiem, po cymeryjsku. Damian wziął to za żart.
Jeszcze u podnóża góry moja prawa stopa zatonęła w osobliwej brązowej mazi. Jak się szybko okazało, całe otoczenie góry fortyfikowało rozlewisko zamaskowane budzącymi zaufanie - prędko utracone - zgęstniałymi kępami trawy.
Wkrótce los prawego buta podzielił i lewy. Wilgoć szybko zatem wdarła się w mój ekwipunek i towarzyszyła mi już do końca.

Na pewnych odcinkach natarcia robiło się stromo i pomaganie sobie uchwytami, uprzejmie oferowanymi przez naturę, stawało się nieomal nieodzowne. Ta uprzejmość okazała się jeszcze jednym fortelem, co zrozumiałem, gdy jeden taki uchwyt pozostał mi w dłoni - a w podłożu już nie. Mimo tego aktu sabotażu łaskawie odłożyłem ów korzonek-ususzonek na miejsce.
Myśl, że dla kolejnego wspinacza może ta pułapka zakończyć się mniej pomyślnie, przyszła zbyt późno.




Za nami - a raczej: pod nami - coraz więcej anektowanej przestrzeni. Widok na hrabstwo Mayo, jeziora i Ocean Atlantycki olśniewa.
Ale do szczytu wciąż daleko.
Stromizna zmusiła nas do przemiany w kozice słowackie. Byliśmy więc kozicami i parliśmy w górę bez ociągania, bo napotkana samotna owca okazała nam duże, chyba dość matrymonialne zainteresowanie.





Mniej więcej w połowie drogi zrobiliśmy pauzę śniadaniową, taki tam piknik pod wiszącą skałą (ale nikt nie zaginął). Oddziały celtyckie posilały się sandwiczami, husaria - zamiast na tradycyjny termos z kawą i kanapkę z szynką i serem - postawiła na strawę witariańską: surową kukurydzę, paprykę i banana.








Przyroda nie znosi rutyny. Tym razem etap kamienny. Kilka kroków dalej wywołałem lawinę, która jednak nie zmiotła ani mojego druha, ani żadnej z poniższych osad.








Chwilę później Damian zaprosił mnie do tradycyjnej zabawy. W "Komecie nad Doliną Muminków" strącanie głazów miało dramatyczne skutki; my ich uniknęliśmy. Damian stoczył pięć kamieni, ja dwa. Moje pierwsze pchnięcie z pewnością przyniosłoby zwycięstwo w zawodach... tyle, że w Hobbitonie, i to trawionym głodem masowym i pomorem. Gdy już sromota Słowiańszczyzny na górze mayowej wisiała w powietrzu, drugi rzut przyniósł zadziwienie i rekord; kamień toczył się i toczył... Gdy już wydawało się, że zniknął, zamarł, nagle wyskakiwał spod skrytego w dole nawisu, by nadal toczyć się kozimi skokami w dół.


Na tym odcinku wystarczyło obejrzeć się, by stwierdzić, jak wiele zostało za nami. Nie trzeba było z kolei oglądać się, by stwierdzić, że gdzieś zgubiliśmy ciepłą temperaturę wiosenną. Góra, która zrozumiała, że to nie przelewki, sięgnęła po odwody niepodatne na układy i przekupstwo: ziąb arktyczny i wiatr tnący odzież niczym chińska halabarda.







Ta chwila była nieuchronna, więc w końcu nadeszła. Była to chwila frapującego odkrycia reguły wspinaczkowej: im bliżej szczytu - tym szczyt dalej...









Szczyty w Irlandii pełne są kopczyków usypanych z kamieni. Dobry wspinaczkowy zwyczaj nakazuje dorzucić kamień do jednego z takich stosów, by szczęście przyciągnąć. To i dorzuciłem.











Choćbyś 100 lat żył na tym świecie, to i tak od czasu do czasu ujrzysz roślinę, której nie spotkałeś nigdy wcześniej. Czyż nie jest fascynującą ta nasza planeta?








Podbój dokonany. Królowi o zwycięstwie donieście. Albowiem wyżej skrzydło husarii i pod Wiedniem nie zostało wzniesione.
Jak widzicie, szczyt wywiesił białą flagę, stropiony tak dynamicznym szturmem. Położenie flagi wskazuje jednak, że sojusznik góry, wiatr, wiktorii naszej uszanować nie raczył.







Po przybiciu triumfalnej piątki celtycko-słowiańskiej, mimo wiatru i ziąbu arktycznego, zasiedliśmy w milczeniu do kontemplacji. To był czas i miejsce sposobne na myśli specyficzne dla samego siebie. Wygenerowałem ich sporo na sukces i pomyślność tak sobie, jak bliskim.
Pośród radosnych myśli pojawiła się i taka: "Dobrze, że nie jestem polarnikiem". Gdy stała się dominującą, było jasne, że czas odwrotu nadszedł.



Nie muszę chyba dodawać, że górę Mt. Nephin przyłączyłem do Polski, w ramach odszkodowania za Lwów i Chanat Krymski.
I Madagaskar.
Autor.
Tháining mé, chonaic mé, d'erigh mé!* [irl.] - Przybyłem, zobaczyłem, zwyciężyłem!

9 komentarzy:

  1. Oj Husario, Husario... i tak sam w te cud góry, na te piękne pagórki … na to ono natury!!
    Nie możliwy jesteś :-) wspaniała wyprawa…a choć pomyślałeś o nas biednych miastowych?
    Marzę więc myślę … bo …
    „Wiele może się wydarzyć rzeczy niespodziewanych między ustami a brzegiem pucharu…”
    …aż się rozmarzyłam:-)))

    OdpowiedzUsuń
  2. "łono natury" miało być...zeżarło "ł" ...wrrr

    OdpowiedzUsuń
  3. A więc duchy nie tylko krzesła w piramidy ustawiają, dzieciom kucyki zaplątują, ale i czary pokuszenia rozsiewają... Niebezpiecznie. Nie ma egzorcysty w Nemei...

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj rozsiewają ...rozsiwają:-)
    A po co egzorcysta? Autor niech klimatu nie psuje! ...czary..czary...mary..bęc!

    OdpowiedzUsuń
  5. No i już nie chcę egzorcysty. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja mam za oknem Jaworowy, (1032 m npm), ale z niego nie widać Oceanu...

    OdpowiedzUsuń
  7. Ewo! zazdroszczę widoku.. bo ja mam za oknem widok na 4-ro piętrowy szyt bloku z jednej i z 4-ro drugiej strony! maszkara!!! ... dobrze, że zieleń łagodzi me oczy:))

    OdpowiedzUsuń
  8. No to nic dziwnego, że jesteś Black Ghost...

    OdpowiedzUsuń