piątek, 20 maja 2011

Videosnajper - syrenia łza w oku pirackim

W cyklu filmowych recenzji - do których zaleca się podejść z psychiatrycznym przymrużeniem oka - swoje swobodnie kąśliwe lubo życzliwe opinie naprzemiennie wyrażają Autor i zarejestrowani Goście Lwów.
*****film, który wstrząsnął jestestwem Recenzenta. Może nawet zmienił jego życie. A jeśli nie wstrząsnął, to przydał endorfiny przydającej husarskich skrzydeł i buławy hetmana Pioruna-Radziwiłła. Pięć gwiazdek zawsze będzie notą skrajnie subiektywnej miary. Ale też wcale tego nie ukrywamy. Jedno jest pewne: jeśli podzielasz tę królewską notę za dany film, nadajesz na tych samych falach, co Recenzent. Intrygujące i niebezpieczne...

****film wyborowy, znakomity i unikalny jeśli nie z powodu niepowtarzalnego scenariusza, to z przyczyn wywołanych emocji albo refleksji. Bardzo dobre kino, które ubarwia - a może wzbogaca życie znużonych wyzwaniami Ziemian. Trzeba obejrzeć! Bo będziemy sprawdzać. Osoba przyłapana na zignorowaniu tego emisyjno-odbiorczego obowiązku natychmiast pod pręgierz. A potem na pal. Z pala zaś pod plandekę żuka i karna wywózka na Ganimedes (księżyc Jowisza).

***film dobry, choć nie powala i do ukłonu dziękczynnego dla twórców nie zachęca. Wszak nie są Rujewitami i nie popisali się dziełem rewolucyjnym. Ale rozrywka nie potrzebuje ambicji na miarę "O obrotach ciał niebieskich"! Warto obejrzeć - bo warto się odprężać i czas umilać. Polecamy.

**jeśli marnować czas, to pytanie w jaki sposób. Bo można na przykład schodzić z karbidówką do studzienki ściekowej i poszukiwać monet średniowiecznych. Albo ujść misyjnie w Bieszczady i oczyszczać je z perzu, rdestu i trampów północnoamerykańskich. Przy czym czynności takie miałyby więcej sensu niż obejrzenie tak ocenionego filmu. Pod rozwagę.

*niektórych heretyków palono, niektórych obwieszano rzymskim sposobem na słupach sieci trakcyjnej, innych uczono pływać kraulem po uprzednim upchnięciu ciała w podomkę ze smoły ostudzonej. Dziś heretyków się nie goni, a oni kręcą filmy.

płaskie EEG. Obejrzenie tego filmu, ewidentnie martwego już od pierwszych linijek scenariusza, grozi także widzowi zatrzymaniem akcji mózgu, serca i trzustki, którą w ramach "podciągnięcia filmu" będzie się z desperacją zasypywać snickersami bądź kulkami Lindta. Zaprawdę szkoda fal mózgowych. Jedyny pożytek z posiadania kopii filmu, jaki widzimy, to wyświetlić go na telebimach w przypadku inwazji Marsjan. Może litościwie (lub ze zniesmaczenia) odwołają podbój i odlecą.


Piraci z Karaibów: Na nieznanych wodach****
przygodowy, USA 2011
Czwarta odsłona pirackich brewerii Jacka Sparrowa oraz towarzyszących mu istot (jak zwykle mniej lub bardziej dziwacznych) nie przyniesie zawodu i rzutów pudełkami popcornu w ekran. Tudzież w bileterów. Oczywiście daleki jestem od ujawniania wiodącej treści i zakończeń filmów; w rzeczy samej za takie faux pas osobiście obwieszałbym recenzentów na gałęzi lipowej. Kiedyś magazyn Cinema spartolił mi w ten sposób Braveheart, co zakończyło dla mnie erę czytania tak Cinemy, jak wszelkich recenzji w ogóle.
Będę więc namawiał do szturmu na kino z powodów, które mnie samego na gałąź lipową nie narażą. A zatem fantastyczna ekipa aktorska; przede wszystkim Johnny Depp i Penelope Cruz, której oczy są jak te studnie z japońskiego filmu Krąg - z tym, że w te akurat studnie chce się wejść bardzo chętnie... Osobiście ujęty jeszcze jestem rewelacyjną rolą Iana McShane;a jako Czarnobrodego.
Muzyka Hansa Zimmera zbiera czasem słowo krytyki za wtórność, ale ja się pod tą krytyką nie podpisuję. Muzyka jest znakomita i podwaja efekt i emocje, podobieństwa zaś wątków zimmerowskich między różnymi "jego" filmami nigdy mi w niczym nie przeszkadzały. Choć - po prawdzie - odnosiłem miejscami zabawne wrażenie, że Zimmer podładowuje niesłychanie unoszące tony pod sceny banalnej całkiem utarczki, gdy tymczasem - gdyby przymknąć oczy - zdawać by się mogło, że na ekranie rozgrywa się Odsiecz Wiedeńska, a nie pojedynek dwuosobowy czy skoki pośród dorożek londyńskich... Jednakoż kino przygody i rekreacji widowiskowej swoje prawa ma, a przymrużenie oka jest tu oczywistością.
Każda z części poprzedzających Na nieznanych wodach zachwycała plenerami i cudami natury, wydawać by się zatem mogło, że tym razem trudno liczyć na westchnienia nad czymś świeżym. Nic podobnego - będziecie olśnieni.
By ostatecznie rekomendować film, pozwolę sobie - z dystansem saperskim - zdradzić tylko jedno. Otóż występują tam syreny. I - nie ujawniając ani przeznaczenia, ani przebiegu, ani zwieńczenia wątku syreniego - powiem Wam, że jest to arcydzieło. Nie widziałem lepszej, bardziej pomysłowej i bogatej sceny filmowej z syrenami. Zbija z nóg i z płetw.
Czy polecam Piratów z Karaibów zapędzonych na wody nieznane? No przecież od pierwszych słów tej recenzji! Choćby dla tchnienia przygody, które każdy w sercu nosi od swego pierwszego kroku na tej planecie, aż do ostatniego. I dla humoru czarnego, a czarny humor zawsze polecam, nawet pod wodą i przez sen.
I sam niedługo już zmuszony będę powtórnie wybrać się do kina na Piratów... Albowiem zakochałem się w syrenie.
Będziecie wiedzieć, w której, gdy tylko obejrzycie film. Autor.

4 komentarze:

  1. tak zazdroszcze wam ze widzieliscie ten film już:( a te syreny jeszcze bardziej mnie nakręciły, bo zanm piratów i moim zdaniem w kazdej czesci każda postac, scena fantastycznie zrobiona, więc te syreny musza być wspaniałe!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Johnny Depp to jest mmmmm.... niebawem też się muszę wybrać....aż mnie skręca;))

    OdpowiedzUsuń
  3. Johnny Depp może być twój ale od Jacka Sparrowa z daleka!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń