środa, 11 maja 2011

W baśniowym świecie lalek

Kamienie mają dusze. Auta mają dusze. Szable polsko-węgierskie także. A lalki? Cóż, skoro jakiś kawałek kwarcytu czy maska citroëna kryją dusze, to lalka tym bardziej. Świat lalek jest uroczym, kojącym światem baśni. Także dla dorosłych.
Lalki nie pojawiły się na Ziemi przypadkiem (kwarcyty i
citroëny też zresztą nie). Są tu po to, by zdejmować z nas ciężary trosk, fałszu i zbrodni, które - nie oszukujmy się - popełniamy wszyscy.
W zamian nie oczekują
wiele. Odrobinę wdzięczności, atencji, toalety... Szczególnie piękne lalki wiktoriańskie potrzebują pielęgnacji i ciepłego słowa. Uważajmy zatem. Bądźmy delikatni i ostrożni w podejściu do tych, i wszelkich innych lalek. Są bardzo wrażliwe.
Wszak kryją w sobie dusze dziecięce...

Nadesłał:
dr Seth



Matka lale
k

Lalencja miała już 65 lat. Mąż dawno temu ją opuścił, mając dość jej zrzędzenia i gderania na temat dzieci, których on kategorycznie nie chciał. To było jakieś 35 lat temu. Od tego czasu Lalencja miała 4 partnerów, niestety nigdy nie zaszła w ciążę. Jak się okazało, miała jakąś wrodzoną wadę budowy, która absolutnie wykluczała zajście w ciążę. Wtedy to się zaczęło. Zaczęła kolekcjonować lalki. Najpierw były to niemowlęta w wózeczkach, z którymi jeździła po mieście, czasem narażając się na dziwne spojrzenia przechodniów, którzy zaglądali do wózka i widzieli sztuczne niemowlę, podczas gdy Lalencja kołysała wózek i śpiewała różne mruczanda.
Z czasem lalki zaczęły zmieniać postać, najpierw na wielkie, szeroko otwierające oczy lale z blond lokami i kokardami we włosach, aż wreszcie Lalencja zaczęła kupować stare, porcelanowe piękne antyki z XVIII i XIX wieku. Te lalki to były istne cuda, mistrzostwo kunsztu. Lalencji nie obchodziło, ze przez następny miesiąc będzie jadła suchy chleb, bo na nic więcej nie będzie jej stać.
Znajomych dawno straciła, bo powoli zaczęli odwracać się od niej, skoro na każde przyjęcie, grilla czy wizytę przynosiła co najmniej 3-4 lalki i krzykliwie kazała się nimi zachwycać, tuląc je czule do piersi.
Któregoś jesiennego wieczora, kiedy było już bardzo ciemno i mocno zacinał deszcz, Lalencja siedziała w fotelu z lalką o imieniu Erynia, tuląc ją i śpiewając jej kołysanki.
Straszna prawda, która dotarła do niej wreszcie po 35 latach, była jak cios siekierą w głowę, To było po prostu niewyobrażalne. Lalencja rozejrzała się po pokoju, w którym stało mnóstwo szaf zapchanych lalkami. Potem pełnym wyrzutu spojrzeniem spojrzała na Erynię i krzyknęła histerycznie:
- Ty wcale nie jesteś dzieckiem! Jesteś tylko zwyczajna lalką! - i rzuciła ja z całej siły na ziemię, tłukąc na drobne kawałki.
Potłuczone zwłoki Erynii w pięknej wiktoriańskiej sukni i czepcu wyglądały żałośnie. Lalencja zerwała się kanapy i z dzikim wrzaskiem zaczęła tłuc i rozrzucać po podłodze lalki poukładane na półkach. Potem z żałosnym płaczem położyła się na kanapie w salonie i wkrótce udręczona spazmami zasnęła.
Obudził ja dziwny odgłos. Ni to skrzypienie, ni to tuptanie, w każdym razie Lalencji wydawało się, ze jest coś mocno nie w porządku. Zapaliła małą lampkę. I zamarła, nie wierząc w to, co widzi. Na nocnym stoliku stała jej ulubiona lalka Katapulcja, ale o ileż zmieniona!
Jej twarz była straszliwie wykrzywiona, wręcz spotworniała z wściekłości. W rączce Katapulcja dzierżyła wielki kuchenny nóż kuchenny.
Lalencja w panice rozejrzała się dookoła. Nie miała żadnych szans. Cały pokój był wypełniony po brzegi lalkami. były wszędzie. Wszystkie wyglądały przerażająco z wykrzywionym groteskowo twarzami. Niektóre miały szeroko otwarte usta, ukazując błyszczące, ostre zęby.
Lalencja poruszyła się niespokojnie. próbując rzucić się do ucieczki. Nagle Katapulcja rzuciła się na nią, rozcinając jej wargi od ucha do ucha. Pozostałe lalki doskakiwały do niej, wyrywając włosy, wydziobując rączkami oczy, inne gryzły z całej siły wyrywając z Lalencji kawały mięsa. Niezbyt długo to trwało. Zakrwawiony, pozbawiony oczu, z poderżniętym gardłem i wyrwanymi wszystkimi włosami trup Lalencji osunął się na podłogę.
2 tygodnie później przyjechała policja i straż reagując na natarczywe telefony sąsiadów skarżących się na przeraźliwy smród z domu Lalencji. Nie doczekawszy się odpowiedzi na walenie w drzwi i krzyki, policja wyważyła drzwi. W salonie ujrzeli rozkładające się zwłoki Lalencji w strasznym stanie. Obeszli całe mieszkanie. Wszędzie na wolnych miejscach siedziały słodko uśmiechnięte lale, lalki i lalusie.
- Jezus...! - wyrwało się ratownikowi z ambulansu, który wszedł do środka razem z policjantami.
Długotrwałe śledztwo nie dało żadnych rezultatów. Drzwi i okna były zaryglowane od środka. Nikt więc nie mógł wejść i zamordować Lalencji. Śledztwo utknęło w martwym punkcie i wkrótce zostało zamknięte.
Jakiż więc z tego wniosek?
Szanuj lalki swoje!

4 komentarze:

  1. Barbarella nie szanowała chyba lalek...


    Stefan Ociosan

    OdpowiedzUsuń
  2. Lalki na stos! Albo do rzeki z tymi małymi czarownicami!!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. <>
    Hmmmm....jedyna wrodzona wada budowy jaka mi przychodzi na myśl to to, że może była mężczyzna, tylko o tym nie wiedziała.

    OdpowiedzUsuń
  4. dr Seth...przez doktora relanium musiałam zapodać swoim trzęsącym się kończynom i uspokoić bicie serca...ach!biedna Lalencja ...65 lat!!!

    Musiałam pozbyć się jedynej mojej lalki pozostawionej dla upamiętnienia badań anatomicznych na niej...był to Ken! ..noże były mi potrzebne,więc musiałam wybierać... pozamykałam wszystkie okna..licho wie co Kenowi w głowie się narodzi w noc dzisiejszą..toż księżyc w pełni...

    Świetnie się czyta te Twoje opowiadania dr Seth...

    OdpowiedzUsuń