piątek, 3 czerwca 2011

Konkurs kolumbijski - opowiadanie czwarte

Po pastiszu dokonanym z chirurgicznym wyrafinowaniem na Herculesie Poirot i Adrianie Monku, dziś na scenę - czy może salę operacyjną - wkracza Stefan Ociosan. Z moim szczególnym - obok porucznika Columbo - ulubieńcem. Z Sherlockiem Holmesem.
I tu zdradzę, że ja tego zimnego, przenikliwego Anglika podziwiam od dziecka. Co więcej, atencja i zafascynowanie nie mijają: oglądam serial, czytam książki; Sherlock Holmes mocno tkwi w mej świadomości. Tak mocno, że wczoraj, targnięty impulsem jakimś brytyjskim,napisałem opowiadanie Sherlock Holmes nad Morzem Szkockim. Za jakiś czas pojawi się na Stronie.
Powiedzmy: gdy Strony Operator opuści kokon.
Hercules Poirot ujmował manierami i groteskowym wyglądem, Columbo zwodził nieporadnością i wizerunkiem dziwaka, by nie rzec: nieudacznika. Adrian Monk konsternował dziwactwami i sterylnością sprowadzającą nietakt i fanaberie.
Tymczasem całkowicie różni się od tych osobliwości Sherlock Holmes; chłodny, gruboskórny, pyszałkowaty, analityczny i bardzo ironiczny tropiciel Albionu.
Zawsze mi imponował.
Zapraszam do lektury. Stefan Ociosan poczucie humoru ma, tego nie podważy nikt przy zdrowych, i nikt przy naruszonych zmysłach. Zapraszam na Baker Street pod numer 221B.

Nadesłał: Stefan Ociosan



Sherlock Holmes
i inspektor Lestrade


W zeszłą sobotę Sherlock Holmes żałośnie pięknie grał na skrzypcach, ja zaś paliłem fajkę i wspominałem ciężkie walki w Afganistanie w 1878. Sielankę przerwał tupot człowieka wbiegającego po schodach. Już za moment mój przyjaciel, nie mający najmniejszych tropów i poszlak, objawić miał swój geniusz i popisać się najszybszym w swojej karierze tempem dedukcji. Jak sam później wyznał, nie mając właściwie żadnych informacji i tropów, mógł tylko błyskawiczne wyciągać wnioski ze słów wypowiadanych przez...
- Sądząc po rozstawieniu stóp i wadze ciała, musi to być inspektor Lestrade – rzekł Holmes, odkładając skrzypce. – Czyżby jakaś wyjątkowo skomplikowana sprawa, kochany Watsonie?
- Oby tak było – odezwałem się z nadzieją. – Cóż za nudny dzień...
Drzwi otwarły się i do naszej bawialni wpadł zziajany inspektor Lestrade.
- Dzień dobry! – zawołał rześko. – Przychodzę w związku z...
- ...morderstwem – wszedł mu słowo Sherlock.
- No tak – Lestrade otworzył szeroko oczy. – Bo właśnie zabito...
- ...dokera nazwiskiem Sanders – ubiegł go Holmes z obojętną miną.
- Właśnie... Ciało znaleziono...
- ...w piekarni na Elm Street.
- Hm, no... – inspektor Lestrade poczerwieniał. – I...
- Zabito go wiosłem.
- Ale...?
- Godzinę przed świtaniem.
- A...
- Mordercą jest Thomas Lipton. Szyper.
- E...
- Znajdzie go pan za pół godziny w Pickwick’s Club przy stoliku numer 9.
- Mr Holmes... Ja...
- Wiem – ziewnął mój przyjaciel. – Pan mnie bardzo, ale to bardzo nie lubi.
Inspektor Lestrade wyszedł bez słowa. Ponieważ jednak tak bardzo czerpał z dedukcji, jak jej nie pojmował, z całej siły trzasnął drzwiami.

5 komentarzy:

  1. Cały Stefan Ociosan. Krótko i bez pardonu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Absolutnie rozumiem inspektora - cudzy geniusz jeszcze w takim wydaniu, jest nad wyraz irytujący. ;-)
    Re-Eunice

    OdpowiedzUsuń
  3. ukłony dla autora, miał Pan rację: teraz sie Pan więcej rozpisał:D

    OdpowiedzUsuń
  4. Dedukcja- sztuka cuda czyniąca. Geniusz znudzony własnym geniuszem.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziekuje bardzo za slowa uznania!

    OdpowiedzUsuń