środa, 1 czerwca 2011

Konkurs kolumbijski - opowiadanie drugie

Opowiadanie doktora Setha cofnęło nas w przeszłość. Wydaje się, że doktor Marcel też nas wszystkich cofa... A raczej wprowadza w zaskakującą rzeczywistość, gdzie jednak występują te same, frapujące sprawy kryminalne, a także - no cóż... - ludzkie [prawie] dramaty.
Przede wszystkim dramaty.

Nadesłał: dr Marcel





Detektyw
Monkey

Sprawa wydawała się podejrzana. Wielka afera na skalę całego zoo, nie taka jak inne. Na przykład ostatnie zaginięcie bananów Klementyny, które - jak się potem okazało - zjadła w nocy lunatykując, albo zaginięcie piłki Ernesta, która zaplątała się w bambusy. Teraz to była sprawa życia i śmierci; nie ginęły prowiant czy też inne bibeloty przyjaciół Monkey'a, lecz oni sami! Co tydzień, podczas niedzielnej pobudki, małpki spotykała niemiła niespodzianka - zniknięcie kolejnych dwóch lub trzech towarzyszy... Ginęły grube małpiszony, chude, duże i małe, mądre i głupie, jedna za drugą... A liczba ich przyjaciół, którym jeszcze udało się ujść z życiem, z tygodnia na tydzień była coraz mniejsza.
Detektyw Monkey przycupnął na drzewie, spojrzał na banany Monity, które ułożyła na swojej półce z prowiantem (jak każda zresztą małpka).
" Jak nierówno ułożone banany, muszę nauczyć Monitę, jak je układać, by leżały pięknie symetrycznie" - pomyślał, wstrząśnięty tym niechlujstwem.
Ale to nie był czas na takie dyrdymały. Musiał myśleć o śledztwie, to jego najwieksza szansa na ukazanie swoich detektywistycznych umiejetności, no i oczywiście musiał ratować przyjaciół....
Nagle w klatce zrobił się szum, Monkey spojrzał w stronę bramy wejściowej i zobaczył szkolną wycieczkę. Zeskoczył z drzewa i pędem pobiegł do swojej półki, by wyciągnąć maskę lekarską, którą zawsze zakładał podczas pokazów dla dzieci.
- Dzieci są obrzydliwe, mają poklejone buzie od lizaków i ciągle lecą im gile z nosa, no gorsze niż prosiaki, mówię ci, Natalio! - z kwaśną miną, niezaradnie zakładając maskę na pyszczek powiedział do swej najlepszej przyjaciółki.
Teraz przyszedł czas na występy... Przed każdą wycieczką małpy ustawione w rzędzie tańczyły Makarenę.
Monkey nienawidził tej brudnej roboty, lecz dochody z jego ulubionej pracy detektywa nie pozwalały na zaopatrzenie się w banany, rękawiczki i maski - gdyż tych dochodów wcale nie było.
- Zaraz wezmę chusteczkę i wytrę temu szczeniakowi tę gębę. Zobacz, Natalio na niego, no popatrz!
- Oj daj spokój Monkey, tańcz, zaraz pójdą, a my dostaniemy banany!
- Natalio, załóż maskę, bo cię czymś zarażą, zobacz jak oni plują, jak się cieszą!!!

*

Gdy nastała noc, Monkey postanowił wymknąć się z małpiego gaju, by ruszyć na teren ludzi i tam poszukać jakiejś pomocy w sprawie zaginięć. Musiał wykopać dołek pod ogrodzeniem, lecz tak brzydził się łopatki Ernesta, ufaflanej w brudnym piachu, że postanowił namówić do pomocy Natalię. Ona, choć niechętnie, gdyż zbudzona w środku nocy, kopała dla detektywa dołek.
Gdy już przejście było gotowe, Monkey zaczął szykować się do drogi. Postanowił wziąć wiele niezbędnych rzeczy, założył maskę - wszak może spotkać każdego - rękawiczki na swoje małpie łapki, lecz - co najdziwniejsze okazało się dla Natalii - Monkey zawinął się cały w bambusowy liść. Który, rzecz jasna, najpierw wyczyścił przy pomocy środka bakteriobójczego i gazy.
Wyglądał jak chodząca sajgonka, lecz tak czuł się najpewniej.
W blasku alejkowych latarni, pędził ile sił w łapach zawinięty w ten liść, aż w końcu dotarł do wielkiej tablicy ogłoszeniowej, która stała się rozwiązaniem całej zagadki!
LIKWIDACJA MAŁPIEGO GAJU!!!
SERDECZNIE PRZEPRASZAMY! ZAPRASZAMY WSZYSTKICH, KTÓRZY CHCĄ NADAL OGLĄDAĆ NASZE TAŃCZĄCE MAŁPKI, DO PRAWDZIWEJ DŻUNGLI
Monkey nie mógł uwierzyć. Jak mogli mu to zrobić! Dżungla, pełna pająków, robaków, much!! A tam zapewne ani łapki na muchy ani lepu!! Kto mu da rękawiczki?? Kto da maski? Kto mu wyczyści pazurki??
Zakręciło mu się w głowie, strach opanował całe ciało, już czuł na sobie obce istoty, którymi się tak brzydził, których specjalnie dla niego tutaj w zoo pozbywali się ludzie!
Tam ludzi nie będzie, więc i on postanowił tam nie trafić. Niestety, nie mógł liczyć na nikogo. "Reszta małp będzie się cieszyć, oni i tak się nie myją, robactwa się nie boją, zobaczą drzewo z bananami i zgłupieją" - pomyślał bardzo strapiony tą sytuacją.
" Ale nierówno ułożony chodnik" - następna jego myśl, już trochę odbiegająca od tematu. Monkey miał już plan. Schował się za pobliskim budynkiem. Łzy napływały mu do oczu, ale wiedział, że musi to zrobić; dżungla była dla niego straszniejsza niż ten czyn, który zamierzał. Wyciągnął ze swej menażki metalowy widelec, którym zawsze usuwał przeszkody napotkane na drodze, polał go spirytusem by zdezynfekować ( spirytus do dezynfekcji zawsze miał przy sobie) i wbił sobie prosto w serce.
Małpie zwłoki legendarnego detektywa Monkey'a osunęły się po zagrzybionej ścianie publicznej toalety... Gdyby tylko o tym wiedział...

*

Natalia z przerażeniem patrzyła na Pannę Sisi, która opiekowała się nimi od małego.
- Chodź, Natalio, nie bój się! Chodź, maleńka.
Natalia zeskoczyła z ciężarówki, którą wieźli ją jakiś czas wraz z Ernestem i Klementyną. Przestraszona i jeszcze ciągle smutna po zniknięciu przyjaciela, nie wiedziała jaki los ją teraz czeka.
Nagle ujrzała piękny widok. Miejsce, jak marzenie dla każdej małpy: ogrodzony i czysty park, z piękną fontanną, pełną przejrzystej wody. Nad bramą wejściową widniał duży zielony napis: PRAWDZIWA DŻUNGLA!!!!!
- Natalio, to twój nowy dom! Piękny, prawda? Macie tu idealne warunki, czysto, dużo miejsca, każda małpka ma własne miejsce do spania! Mamy nawet całoroczny zapas rękawiczek, masek i chusteczek dla Monkey'a, jeśli oczywiście się znajdzie... - smutnym głosem, prawie przez łzy, wycedziła Panna Sisi...

10 komentarzy:

  1. Wstrząsające... A ja myślałem, że to Adrian Monk ma tendencje do dramatyzowania.
    Tymczasem Monkey go przebił.
    Szkoda tych nierozwiązanych spraw, które zostawił. Nie wydaje się, by Natalia mogła prowadzić samodzielnie biuro śledcze.

    OdpowiedzUsuń
  2. Takiego Monka to ja sie nie spodziewałam w ogóle!!!!! fajne!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie ma to jak dźgnąć się sterylnym narzędziem! Tez bym najpierw wyczyściła porządnie. Nie spodziewałam się że z Andriana Monka można zrobić Detektywa Monkeya. Co za pomysł! Nie mam talentu do pisania recenzji, więc powiem tylko że BARDZO MI SIĘ PODOBA!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Proszę nie zaśmiecać przestrzeni postami-widmami. To niepokoi kuracjuszy. I mnie.
    ;-)
    Swoją drogą, pomysł, by wrzucić wątek detektywistyczny między banany... Oryginalne!
    A czy jest szansa na drugą część? "Detektyw Monkey reanimowany"?

    OdpowiedzUsuń
  6. Wyobraźnia granic nie sięga.To jest tak szalone...

    OdpowiedzUsuń
  7. najlepsze zyczenia dla dzieci nemejskich, bo wy jeszcze dzieci jesteście!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziękujemy...wiemy że my dzieci jesteśmy! :))) z życzeń się cieszymy!!! ONO S.

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziękujemy za pamięć w Dniu Dziecka. Okazuje się, że jakaś troskliwa mamina dusza wygrzebała nas w tym wzruszającym celu nawet tu, w psychiatrycznie wyizolowanym półświatku. Kłaniamy się!

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziękuje bardzo, ciesze sie ze opowiadanie zaciekawiło i spodobalo się, a i za zyczenia tez dziekuje

    OdpowiedzUsuń