piątek, 24 czerwca 2011

Seria zabójstw w Finlandii

Doktor Seth, jak już wiemy, nie sypia. Ani w nocy - co kazałoby go podejrzewać o wampiryzm (brrr) - ani w nocy - co kazałoby go podejrzewać o człowieczeństwo (brrr!). W dzień operuje, w nocy pisze. Operuje pochwyconych pacjentów, a przy ich braku, całkiem zresztą zrozumiałym, operuje sam siebie. Dla wprawy i fasonu, jak z humorem zaznacza, zaszywając rany cięte - a czasem i kłute, bo przy operacji bywa nerwowo.
W dzień pisze. Ostatnio Muminki - dziś kolejna część ich dramatycznych perypetii. Skądinąd wiadomo, że łaknący cięć i przeszczepów dr Seth wziął pod nóż jedno z opowiadań naszej Ewy. Które? Dropy nie wiedzą. Kiedy skończy ów zabieg parodii? Chupacabry milczą.
A skoro milczą - zerknijmy do Rozpadliny Muminków. Co tam się znów wyprawia, do cholery...?

Nadesłał: dr Seth








Masakra w Rozpadlinie Muminków

Był środek pięknej, lipcowej nocy. W Rozpadlinie Muminków wszystkie stworzonka, duże i małe, spały spokojnym, rozkosznym snem. Tylko Ryjek chrapał rozgłośnie, budząc co chwila Bufkę, która w tym momencie wybuchała płaczem - ale ponieważ spali na samej górze, nie zakłócali słodkiego snu nikomu.
Już prawie świtało, kiedy nagle w Domu rozległ się potworny, mrożący krew w żyłach krzyk, przechodzący w tragiczny jęk. Wszyscy zerwali się nagle na nogi, przewracając różne sprzęty po drodze. Nawet Mała Mi złorzecząc okropnie, wyplątała się z kłębka wełny.
Krzyk miał miejsce na dole, w piwnicy. Nie ulegało więc żadnej wątpliwości, że pochodził od Piżmowca. Cala rodzina i wszyscy pomieszkujący tymczasowo zbiegli na dól. Piżmowiec stal jęcząc okropnie i bił się jakąś mapą kosmosu po głowie.
- Co się stało?!- Tatuś Muminka opanował się pierwszy, i zrobił marsową minę. Kolejny wymysł o beznadziejnej, nadchodzącej trąbie powietrznej, lub spadającej prosto na dom gwieździe doprowadził go do szewskiej pasji.
- Kometa! Kometa spadnie jutro prosto na dom i wszystkich nas rozgniecie jak pomarańcze!
- Ależ Piżmowcu, po co tyle nerwów i zrywanie ze snu całej rodziny? Przecież przepowiadasz już to siódmy raz, nie mogłeś poczekać, aż wszyscy się wyśpią?- z delikatnym wyrzutem spytała Mama Muminka.
- Właśnie! Wy mi nigdy nie wierzycie, a tymczasem dzisiaj w południe, a właściwie dokładnie o 12.01 i trzy sekundy później kometa spadnie i spali całą Rozpadlinę Muminków! Jeszcze pożałujecie, że mnie nie posłuchaliście! - złowróżbnym tonem powiedział Piżmowiec.
Była 6.15 rano i dwie sekundy później. Wszyscy stwierdzili pomrukując gniewnie, że nie ma sensu już iść do łóżek. Mama Muminka opanowała sytuację, zapraszając wszystkich do salonu na gorącą herbatę i ciastka.
Po ósmej rano Ryjek stwierdził miłosiernie, co było kompletnie nie w jego stylu, że zaniesie Piżmowcowi coś do zjedzenia. Zszedł do piwnicy z dzbankiem świeżej, źródlanej wody i dwoma kromkami chleba z dżemem na tacy.
- Przyniosłem ci jedzenie - mruknął Ryjek, rozglądając się dookoła. Położył tacę na podłodze i zobaczył porzuconą mapę kosmosu. Szukał dalej, lecz bezskutecznie.
Piżmowiec znikł.
Była 8.29 i siedemnaście sekund później.
Pokrzepiwszy się ciasteczkami i herbatą, Migotek usiłował zwołać zebranie w sprawie zniknięcia Piżmowca, ale został zignorowany. Wszyscy mieli już dość zebrań w sprawach typu poszarzałe liście, zagubienie widelca przez Mimblę (Mimbla upierała się, że to Gapsa "zapomniała" go położyć na stole, gdy wychodziła) i innych podobnych "bardzo poważnych" spraw wymyślanych przez Migotka.
Mama Muminka poszła do kuchni wstawić ziemniaki na obiad, Tatuś Muminka zaczął wykańczać swój model latarni morskiej, a młodzież rozbiegła się po okolicy. Muminek z Panną Migotką i Too-Tiki poszli nad wodę popływać, Mimbla poszła odwiedzić Gapsę, a Filifionka wygodnie usadowiona w bujanym fotelu rozmyślała, kiedy wreszcie przyjdzie jakaś katastrofa, bo już dawno nic ciekawego się nie działo. Był piękny, słoneczny dzień.
O 12.00 i pięć sekund później Piżmowiec wszedł do kuchni, gdzie Mama Muminka przygotowywała indyka na obiad.
Dokładnie o 12.00 i trzy sekundy później Piżmowiec jednym ciosem maczety ściął Mamusi Muminka głowę. Następnie poszedł do drewutni, gdzie miotaczem ognia spalił wszystko, co było w środku, włącznie z Tatusiem Muminka.
Filifionka, siedząca wciąż w bujanym fotelu na werandzie, została wzięta od tyłu. Sznurek do bielizny udusił ją szybko i skutecznie.
Piżmowiec skierował się do salonu, gdzie Mała Mi bawiła się się złotym smokiem w dużym słoju.
- Pokażesz mi go na chwilkę? - spytał Piżmowiec. Mala Mi dała mu słój, nie przeczuwając tego, że zostanie on rozbity z wielką siłą na jej twarzy. Trysnęła krew, smok fruwał szaleńczo po pokoju. Piżmowiec zdjął go jednym strzałem z kuszy, po czym poszedł na tyły domu, gdzie w ogrodzie Mimbla szyła szalik dla wiecznie zakatarzonego Homka. Podszedł do Mimbli.
- Jaki piękny!- zawołał, zupełnie jakby nie był Piżmowcem, tylko dobrą wróżką. Mimbla wstała i wdzięcząc się, podeszła bliżej, chcąc pokazać swoje dzieło. O to właśnie Piżmowcowi chodziło. Chluśnięcie kwasem azotowym z ukrywanego z tyłu słoja załatwiło sprawę szybko i skutecznie. Z twarzy Mimbli, wydającej z siebie okropny charkot, spłynęła skóra, aż można było dostrzec wszystkie kości czaszki. Nie trwało długo, zanim straciła życie.
Powielając pomysł, Piżmowiec zakradł się pod namiot Włóczykija, jednym ciosem maczety rozerwał materiał i wbił ją Włóczykijowi w brzuch, niedbale przy tym ścinając głowę goszczącego akurat w namiocie Homka.
Bufka została powieszona na strychu i kiedy pętla zacisnęła się wokół jej szyi, umierała ze zdziwieniem, że nie może zapłakać rozdzierająco. Co było oczywiste, skoro jej struny głosowe zostały zniszczone w trakcie wieszania.
Piżmowiec bezszelestnie zszedł na dół, do salonu, gdzie Ryjek bawił się tramwajem z morskiej pianki. Potężny nóż kuchenny poderżnął mu gardło, zalewając cały salon strumieniami krwi, bowiem Ryjek miał zawsze trochę za wysokie ciśnienie.
Paszczak został utopiony w studni, gdzie poszukiwał pewnego okazu interesującej ćmy.
Radamsa-Radamsa skończyl marnie, kiedy Piżmowiec podpiłował nogi od szafy, pod którą Radamsa mieszkał. Spod szafy wypłynęło niewiele krwi. No ale też Radamsa był niewielki.
W domu nie było już nikogo. Piżmowiec skierował się zatem ku plaży, gdzie była reszta mieszkańców Domu. Ogarnął wzrokiem sytuację. Migotek, który niespecjalnie przepadał za wodą, opalał się wprost pod zboczem, na którym stał Piżmowiec. Z dużym wysiłkiem podtoczył wielki głaz, po czym zepchnął go wprost na Migotka. Rozległ się gruchot i nastąpił przepiękny wytrysk krwi na jakieś 3 metry od miejsca katastrofy.
- Mówiłem, że spadnie kometa... - mruknął do siebie Piżmowiec.
Panna Migotka, chlapiąca się wesoło w bajorku, które sama wykopała, została plasknięta w twarz meduzą o nazwie osa morska, zabijającą w kilka sekund.
Too-tiki została zlikwidowana w domku na płaszcze kąpielowe. Piżmowiec owinął ją w całości dwoma płaszczami i tak długo tłukł z całej siły młotkiem, aż nie wyczul żadnego ruchu.
Pozostał tylko Muminek. Specjalnie pozostawiony przy życiu. Bo niby kto miałby odkryć wszystkie zwłoki? No przecież nie Buka chyba?
Piżmowiec obserwował jak Muminek, popiskując ze strachu i oszołomienia, odkrył po kolei Pannę Migotkę, Migotka i na końcu Too-Tiki. Obserwował jak Muminek co sił pędzi do Domu, do którego Piżmowiec dotarł z racji swego lenistwa dość długo później.
Muminek leżał w wannie z wodą, z podciętymi żyłami.
- Czy nie mówiłem, że w każdej chwili może przyjść katastrofa?!! - wrzasnął Piżmowiec. - Nigdy mi nie wierzyliście, no i co teraz? Dalej nie wierzycie?! No teraz zapewne tak - Piżmowiec zachichotal i wolnym krokiem poszedł w stronę lasu, zabierajac ze sobą mapę kosmosu i książkę "O beznadziejności wszystkiego".

*********************************

Muminek obudził się z głośnym krzykiem i spadł z łóżka. Wszystko okazało się po prostu koszmarkiem nocnym. Na wszelki wypadek Muminek obszedł cały dom od góry do dołu. Wszyscy mieszkańcy słodko spali.
- Ale czy to przypadkiem nie byl sen proroczy? - przerazil sie nagle. - Co robić, co robić... - popiskiwal z niepokoju.
Wkrótce się uspokoił. Rozwiązanie było tylko jedno...

2 komentarze:

  1. Wstrząsający koszmar... Dobrze, że Tove Jansson nie doczekała epoki remake'ów i pastiszów.
    W każdym razie - dobra rada - każdego kaznodziei, który stanie wam na drodze, wysłuchajcie z kamienną twarzą grzecznej osoby.
    Choćby przepowiadał deszcz czerwonych ryb na środę i inwazję flamingów na Suwalszczyznę na czwartek.
    I trzy sekundy później.

    OdpowiedzUsuń
  2. Muminki w tym wykonaniu sa naprawdę świetne!!!!! salut

    OdpowiedzUsuń