piątek, 15 lipca 2011

Ból-lerbyn

Czas płynie, a rzeki... hm, też płyną, jak się wydaje. Urlop (czy też, jak ktoś woli, bezczelna ucieczka od obowiązków) Autora coraz bliżej. Tymczasem posiadam już dwa opowiadania nadesłane na konkurs sumeryjski. Czekam na dalsze z nadzieją, a dziś kolejna szczypta makabry. Bardzo bezceremonialnej. Jeśli ktoś czytał w dzieciństwie Dzieci z Bullerbyn, to nie przyjmie raczej z radością i zrozumieniem wersji Stefana Ociosana, którą zamieszczam poniżej. Wszyscy znamy Pana Stefana nie od dziś - potrafi wywołać krwawy dramat przy pomocy czterech-pięciu zdań, i uprawia całkiem bezczelną kpinę. Śmiem twierdzić, że nie uznaje też zbyt wielu świętości. No ale po prawdzie czarny humor nie uznaje ich chyba wcale.
Myślę, że przeczytałem Dzieci z Bullerbyn jakieś 50 razy. Może 53. To jedna z najlepszych książek, jakie może przeczytać dziecko. Cóż, napisał ją nie byle kto, bo sama Astrid Lindgren, mistrzyni nad mistrzyniami. Ostatni raz czytałem ową książkę... no, lepiej nie przyznawać może. Całkiem niedawno.
Z treści wnioskuję, że Stefan Ociosan też ją czytał. Ale może nie lubił tak bardzo? A powiedzmy - nie wszystkich. A tym, co ich nie lubił, to dał bobu. Zobaczmy.


Nadesłał: Stefan Ociosan






Roztrzepanie Lisy

Lisa wróciła ze szkoły i doznała szoku.
Lasse leżał pod stołem uduszony starym lassem.
Bosse stygł na strychu obdarty i bosy.
Olle krwawił jak rzeka, spowity w papierowe rolle.
Britta leżała rozryta, zaś Annę udławiono banannem...
Lisa upuściła torbę i zaczęła strasznie krzyczeć. Wymordowano jej rodzeństwo i przyjaciół!!
Nagle zmarszczyła brwi i zamilkłszy, sięgnęła dłonią do torby. Pośród książek i zakładek z książętami, odnalazła zakrwawiony młotek drewniany, gazę nasączoną chloroformem, obieraczkę do cytryn i kamień ze strzępami skóry.
Teraz już wszystko było jasne! Świat nabrał kolorów. Lisa roześmiała się zalotnie, po czym pobiegła do dziadziusia na cukierki - śluzowe, czy śledziowe...

8 komentarzy:

  1. Panie Ociosan, nosz mistrzem Pan jest...Dzieci z Bullerbyn czytalem namietnie. Dzisiaj usmialem sie jak dziki prosiak.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wyrwana szczeka...z ustami pacjenta...oko...wylupione...mocno...wytrzeszczone...lypie...na mnie...z szafki...na buty...

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak, Ewo, zdecydowanie ślazowe. Całe dzieciństwo zastanawiałem się, co to, do licha, za cukierki.
    Mój dziadziuś nie miał takich. Za to babcia miała zawsze pełno landrynek w kryształowej cukiernicy.

    OdpowiedzUsuń
  4. cukier, wywar z kwiatu ślazu, wywar z kwiatu dziewanny, anyż mielony, aromat naturalny z 7 ziół (tymianek, rumianek, bazylia, rozmaryn, mięta pieprzowa, majeranek, szałwia) melasa z trzciny cukrowej, mentol, syrop skrobiowy-to skład cukierków ślazowych- ohyda!

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgaddzam sie, jest Pan mistrzem w tym co robi:) śmiechu co nie miara, a Lesse uczuszona lassem, to od dziś hit lwów!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Pani żartuje z tym składem cukierków ślazowych???

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja dziękuję, że dostarczyłem rozrywki! Kpina krzepi lepiej niż cukier! :))

    S. Ociosan

    OdpowiedzUsuń