piątek, 1 lipca 2011

Kinotraumatyzacja

My, ludzie, zabrnęliśmy w tak męczący, wysysający spokój i energię narożnik cywilizacji, że potrzeba oderwania, ucieczki w relaks i rozrywkę - stała się paca. Uciekamy do kin, muzeów, parków, cukierni, biedaszybów - gdziekolwiek tylko poczujemy się odcięci od rwącego nurtu zobowiązań.
Przeklęta cywilizacja!
No tak. Tylko z jednym trzeba uważać. Mianowicie - z wyborem osoby, która ma nam (ewentualnie!) w takim zakątku regeneracji towarzyszyć. Bardzo ważne!
Bo cały relaks i szansa na endorfiny wezmą w łeb rogaty, jeśli:
1. ...do kina zaprosimy narkoleptyka. Wszak pół filmu przechrapie - a drugie pół też nam (i innym) zepsuje budzeniem się z trwożliwym krzykiem. Bo przecież każdy, kto budzi się w ciemnym, huczącym miejscu, wpada w popłoch...
2. ...do muzeum zaciągniemy dziadka, co z mundurem legionisty się nie rozstaje od wojny z bolszewikiem, panie dzieju. I pomyślcie, co będzie, gdy dziadek legionowy osłabnie tym całym dreptaniem pośród gablot z maximami i ckm-ami Vickers. Przecież gdy tylko weźmiemy dziadka na ręce (lub kark) i skierujemy się ku wyjściu, krzyk się alarmujący rozlegnie, że gwałtu, eksponat wynoszą!
3. ...do parku weźmiemy drwala, w dodatku drwala usiekierowionego. Nim zdołamy paraliż przełamać - a co dopiero przełamać drwala - błyskawicznie taki fachowiec umiłowany w rżnięciu, powali 30-40% parkowego drzewostanu!...
4. ...do cukierni wprowadzimy trzech przyjaciół: cukrzyka, witarianina i dentystę. Przecież ofertę pączka utopionego w lukrze uznają za cyniczną potwarz i dworowanie z ich kondycji, filozofii lub statusu. Najpewniej pobiją nas, podtopią lukrem, a lokal - w przypływie uzasadnionego gniewu - zdemolują. Rozbiją szyby, stoły i cukiernika. Może nawet zapoczątkują II Noc Kryształową...
5. ...do biedaszybu wciągniemy znajomego, który dopiero co najadł się jajek, grochu i fasoli. A czym grozi nagromadzenie wodoru i metanu w podziemnym chodniku, wiemy wszyscy...

Reasumując: może lepiej poszukiwać relaksu i wyciszenia samotnie, bo... Bo... A zresztą - przeczytajcie poniższą historię.

Nadesłało: ONO Socjopatyczne




Andżelik
a. Kino

Walentynki. Andżelika cały dzień w pracy zastanawiała się jak mogą dziś spędzić wieczór. Wróciła do domu. Czekając na powrót Emiliara, wzięła prysznic, zrobiła makijaż i fajną fryzurę.
- Jestem! - krzyknął w wejściu.
- Ja też jestem – wyszła z łazienki i uśmiechnęła się miło. – Więc, Emiliarze, restauracja, opera, teatr?
- Kino, Andżeliko. Kupiłem bilety do kina.
- Kino? Taka fryzura, sukienka, makijaż, a ty mnie chcesz zabrać w ciemne miejsce? - lekko się rozczarowała.
- Tak, kino. I nie marudź. Są Walentynki.
Pół godziny później wyszli już z domu i po piętnastu minutach marszu dotarli na miejsce.
- „Święty interes”? Polski film? - zapytała Andżelika.
- Lubisz komedie przecież.
- Ale nie polskie – była już lekko zrezygnowana.
- Będzie fajna, czytałem recenzje - próbował ją rozkręcić.
- No dobra, to kup jeszcze popcorn i dużą colę w ramach tego prezentu walentynkowego – uśmiechnęła się.
Siedzieli już na sali. Prócz popcornu i coli Emiliar jeszcze kupił paczkę krówek ciągutek i paluszki.
Czekali krótko na zgaśnięcie świateł. Sala była prawie pełna, tylko kila miejsc przed nimi zostało wolnych.
Film się zaczął. Niestety „zaczął się” też Emiliar:
- Film jest o dwóch braciach...
- Cicho! Przecież zaraz zobaczę o czym jest film, po co mi to mówisz! - stuknęła się w czoło.
- Gdzie jest mój popcorn? - zapytał ją cichuteńko.
- A gdzie go postawiłeś? Pomacaj po podłodze.
- Ty masz swój?
- Mam. Nie gadaj!
Znalazł popcorn. Zanim to się stało, rozsypał sobie połowę, bo macając po ziemi ręką, łokciem przewrócił kubełek.
- Ten jest hazardzistą – powiedział pokazując palcem na jedną z postaci na ekranie.
- Wiem! No przecież oglądam! Nie gadaj!
Pięć minut później.
- Rozpakować krówki, czy paluszki? - spytał sympatycznie.
- Rozpakuj co wolisz.
Andżelika nie znosiła rozmawiania na filmie. Ani rozmawiania, ani szelestów. A Emiliar właśnie walczył z opakowaniem od krówek, robiąc hałas na całe kino. Z dala dobiegł zdenerwowany głos:
- Czy może się pan uciszyć z tymi szelestami?!
- Proszę nie rozmawiać na filmie! - odkrzyknął Emiliar, który ciągle zaciekle próbował rozpakować cukierki. – Ale mu powiedziałem, nie?! Szturchnął łokciem Andżelikę.
- Dajżesz mi te krówki! - wyrwała mu opakowanie. Zajęło jej sekundę, by rozpakować je bezszelestnie.
- Dobra w tym jesteś – powiedział.
- Zalep się nimi i może wtedy będziesz cicho!
I miała rację. Nie mówił, słychać było jedynie jego mlaskanie. Zjadł naraz chyba z pół torby. Ale najważniejsze, że nie gadał. Film nie należał do najlepszych, ale jak już przyszła tu, chciała go obejrzeć w ciszy.
- Daj mi coli, daj mi coli, zalepiłem się!
Bez słowa podała mu kubek z colą. Pijąc przez słomkę, z buzią pełną ciągnących cukierków, rozśmieszył się jakimś gagiem i zakrztusił. Kaszlał na całą salę. Andżelika stukała go w plecy, kazała podnieść ręce do góry, kazała dalej pić. Cokolwiek. Aby już wreszcie przestał kasłać i robić zamieszanie na całe kino.
- Wyjdź i się wykaszl – powiedziała rozzłoszczona.
- Już przeszło – udało mu się odpowiedzieć. Po czym kaszlał jeszcze z dobre dwie minuty i chyba nieświadomy tego, co robi, złapał za rękę pana siedzącego obok, myśląc, że to żona.
- Zapomnij o paluszkach, nie będę cię tu reanimować co piętnaście minut. Wszyscy się na nas gapią, jakby mieli nas za chwilę zabić!
- Okej, siedzę już cicho .
Siedział w sumie cicho. Nie jadł już krówek, bo w czasie ataku kaszlu posypały się po ziemi. Uwagę Andżeliki jednak co chwilę odwracał fakt, że Emiliara rozśmieszają mało śmieszne żarty lub momenty, gdy tych żartów nie ma, a gdy cała sala płacze ze śmiechu, on siedzi niewzruszony. W ciągu tego czasu, kilka razy ponownie zwrócił uwagę reszty sali, gdy śmiał się jak szalony, właśnie w nieśmiesznych momentach. Raz się nawet rozpłakał.
- Przecież to głupia komedyjka. Nie rycz! - zdziwiła się.
- Daj chusteczkę – chlipał cichutko.
Andżelika bezszelestnie i dyskretnie przegrzebała swoją torebkę i stwierdziła:
- Zapomniałam zabrać.
Jej zdziwienie jeszcze się zwiększyło, gdy Emiliar zaczął dookoła siebie przepytywać ludzi, czy mają chusteczki higieniczne. Ktoś się zlitował i dał mu wreszcie. Dziękując za nią, Emiliar próbował wciągnąć parę siedzącą za nim do rozmowy o tym, że na sali jest za głośno i za ciemno. Andżelika na szczęście przerwała mu.
- Bądź cicho!
Baz słowa się odwrócił, wysmarkał nos w chusteczkę i oglądał dalej.
- Swędzi mnie stopa, ale to jak – wyszeptał do ucha Andżelice.
Nie odpowiedziała. Rzuciła jedynie karcące spojrzenie. Po kilkunastu sekundach z niedowierzaniem patrzyła, jak Emiliar ściąga but, potem skarpetkę i z zaangażowaniem drapie się po lewej stopie. Pan w okularach, zajmujący miejsce obok Emiliara, również przyglądał się z niedowierzaniem.
Schylił się po raz chyba setny dziś w stronę podłogi, próbując coś wymacać.
- Andżeliko, cholera ale tu ciemno – powiedział szeptem.
Cisza.
- Andżeliko, zgubiłem skarpetkę, widziałaś może?
Podniósł się i spojrzał w jej stronę.
Andżeliki już nie było.

11 komentarzy:

  1. a ona chciała iść z nim do teatru!!!!!!!!!!!!!!




    :D

    OdpowiedzUsuń
  2. znowu nie mogę sie zalogować:(

    OdpowiedzUsuń
  3. Pani Ewo, oczywiście, że Emiliar ma pierwowzór. Tylko...nie mogę powiedzieć kto nim jest, bo się Autor na mnie obrazi i mnie stąd wyrzuci z hukiem ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Marcel...nie mam siły do Ciebie!!! :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak, doktorze Marcel, proszę się jednak trochę ogarnąć. Jak Pan chce budzić zaufanie u pacjentów, jak Pan się w kwestii logowania plączesz niczym szaleniec w kaftanie?
    ONO - a więc to ja? Ja zainspirowałem?
    I nigdzie nie mogę znaleźć swoich pamiętników!! ;-p

    OdpowiedzUsuń
  6. Zaczynam myśleć, że każdy facet ma coś z Emiliara. Dobrze, że przynajmniej mojego nie swędzą w kinie stopy.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dr.Marcel ! mamy tę sama przypadłość ;)też ostatnio nie mogę się zalogować !

    ONO ... a gdzie skoczyłaś jak zostawiłaś Emiliara w kinie? ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Black Ghost, podejrzewasz ONO o tak dramatyczny żywot? ;-)

    OdpowiedzUsuń