piątek, 29 lipca 2011

Poradnik Wakacyjny część trzecia - ostatnia

Muszę się przyznać, iż mnie w tym roku wakacje także dopadną. Moja recepta na wypoczynek, to całkowite odcięcie się od spraw zawodowych i ograniczenie do absolutnego minimum korzystania z komputera i Internetu.
Autor serwuje nam tym razem receptę na odcięcie się od portali społecznościowych.
A jak poradził sobie Hodon - bohater najnowszego opowiadania p.t. Fejsbut możecie jak zawsze sprawdzić sami.






Fejsbut


Hodon usiadł przed komputerem. Był bardzo ciekaw, czy przybyło mu zaproszeń od znajomych na Fejsbucie. Założył konto dzień wcześniej i rozesłał ostrożne wici – zaprosił dwóch bliskich przyjaciół. A reszta niech się stara, wszak Hodon swój honor i wartość ma. W końcu był pisarzem. Niech jego zapraszają!
Hodon zachichotał, trochę głośniej niż zamierzał. Szybko zerknął przez lewe ramię. Jego narzeczona Alicja spała jednak twardo. Zawsze spała twardo. Mógłby bezkarnie przebrać ją w strój pierrota i to bez zbędnej delikatności w ruchach. Alicji nie budziły hałas i szarpanie ciała, Alicję budził świt. Gdy słońce rzucało pierwszą zsiniałą forpocztę światła na uśpione miasto, jego narzeczona nagle otwierała oczy.
Przytomne i wielkie.
Jak lalka.
Albo cyborg.
I w sekundę jak taki cyborg wstawała.
Osobliwe. Dla wielu mogłoby oznaczać patologię, a może strach.
Dla niego było po prostu rozbrajające. Wszak każdy człowiek wyróżnia się z tłumu jakimś dziwactwem. Jeśli nie genetycznym, to psychicznym. I tyle. A Alicja była wrażliwą, oddaną, kruczoczarną pięknością, którą miał za kilka dni poślubić.
Monitor zabrzęczał i rozjaśnił się. Hodon czekał niecierpliwie z palcami zawieszonymi nad klawiszami. Może to sprawiła poświata, może niecierpliwość, lecz sam widział te palce jako istne gorgonie szpony.
Do założenia konta na Fejsbucie wcale się po prawdzie nie kwapił. Uważał, że konto na rodzimej Mojej Szkole w zupełności mu wystarczało. Fejsbut wszedł do Polski nagle, niczym kolejne, pozasłowiańskie zjawisko trendy, porywając natychmiast wszystkich, którzy koniecznie chcieli trendy być.
- Śmieszni ci ludzie – mówił do Alicji jeszcze miesiąc wcześniej. - Zawsze idą bezmyślnie za jakąś falą jak taka trzódka zaalarmowana sensacją. Pamiętasz falę euforii na te hochlandy zawijane w folię? Każdy tylko te hochlandy kupował... A kto dziś je ma w lodówce? Wszyscy ochłonęli i wrócili do polskiej Goudy i Podlaskiego. Albo ta fala histerii za autami z Zachodu... Przecież ci szaleńcy dokonali holokaustu na zasłużonych, pięknych zresztą fiatach, wartburgach i syrenach, podpalając je zdradziecko tudzież porzucając w lesie. Dziś lasy roją się od szkieletów porzuconych samochodów, które bez wdzięczności wyrżnięto. Żeby być, psiakrew, trendy... Żeby jeździć audi czy BMW. A teraz włosy rwą na głowie, bo za taką warszawę czy fiata 125 płacą majątek.
Hodon niekoniecznie musiał być trendy. Zresztą już samo to słowo drażniło go jak moskit nocną porą.
- No i weź teraz ten cały Fejsbut, psiakrew – rozkładał ręce. - Od kilku lat mamy Moją Szkołę, czysto polski portal pielęgnujący rodzinny kościec, sentyment, no i więzi z przyjaciółmi rozrzuconymi po świecie. Po co nam ten cały nachalny Fejsbut?
- No wiesz – chrząknęła narzeczona. - Pozwala mimo wszystko utrzymywać kontakty z poznanymi cudzoziemcami.
- Alleluja. Znasz ich choć z pięciu? Ciekaw jestem, ilu Polaków rzuciło się na Fejsbut z tej właśnie przyczyny. Bo ja podejrzewam, że...
- ...chcieli być trendy? - Alicja roześmiała się. - Misiu, czy ty musisz sobie czymś takim głowę zawracać? Niedługo nasz ślub, martw się kolorem garnituru i jadłem dla gości. A konta na Fejsbucie zakładać nie musisz.
- Nie muszę i nie założę! - oświadczył nastroszony jak kogut przed walką.
A jednak złamał się. Tydzień przed ślubem zadzwonił jego wydawca, Eryk Manili z wydawnictwa Candida.
- No co z panem, Hodonie? - rzucił tonem wyrzutu.
- Noo... wszystko gra, panie redaktorze. Właśnie kończę Wykopcie mi aeroplan króla Maciusia. A Nie ufajcie Draculi idzie coraz lepiej. Wczoraj poszedł dwudziesty egzemplarz.
- Bardzo dobrze, ale ja nie o tym. Chodzi mi o pana konto na Fejsbucie.
- Ależ ja nie mam konta na Fejsbucie.
- No właśnie. Nie ma pan.
- ?
- Gdy tymczasem wszyscy moi autorzy już mają. Nawet stara Bartoszowa, co wspomnienia o Prusakach i bombardowaniu Kalisza pisze.
- Hmm, no tak, ale ja już mam konto, na Mojej Szkole. I jestem bardzo zadowolony.
- Wybaczy pan, panie Hodonie, ale takie konto nie wygląda poważnie. Sam pan wie, że ludzie ładują tam na zmianę albo zdjęcia z Egiptu, albo cycki wyskakujące z biustonoszy. A pan reprezentuje siebie. A przede wszystkim mnie. To znaczy: Candidę.
- Ale co to za różnica? - wybąkał zaskoczony Hodon.
- Taka, że Fejsbut jest trendy. Pan nie jest Papcio Chmiel, żeby trzymać adapter na półce, pan jest - a raczej, zakładam, CHCE BYĆ - celebrytą. Chce pan być?
- Nie – wypalił odruchowo Hodon, który słowa celebryta nie znosił tak samo, jak słowa trendy. - To znaczy... niekoniecznie...
- W dzisiejszych czasach podział jest prosty – głos wydawcy pobrzmiał chłodem. - Albo jest pan trendy i drapieżnie prze pod jupiter, albo siedzi w kącie i popiskuje ze szczęścia nad dwudziestym egzemplarzem książki. Sprzedanym po trzech latach od publikacji. Tego pan chce?
- Nie...
- Myśli pan, że czytelnik będzie pana szukał pomiędzy zdjęciami piramid i cycków? A o tym, że w przyszłym roku wchodzimy przez Amazon na rynek brytyjski, pomyślał pan? Przecież chce pan zacząć zarabiać z książek? Czy też dzielić nadal czas na pisanie i kładzenie kostki brukowej? Bo narzeczona pańska jest śliczna i po cholerę ma być sama godzinami, sam pan wie, jak to życie nieraz...
Hodon złamał się i założył konto.
Wczoraj.
Oczywiście konta na Mojej Szkole nie zlikwidował. Miał tam 80 znajomych, a poza tym polski portal był estetyczny; piękne, ciepłe barwy czyniły miły oku klimat, gdy tymczasem utrzymany w bieli i granacie Fejsbut zdawał się zimny, surowy i niedopracowany. Co gorsza, mimo dwóch godzin ćwiczeń, wciąż miał kłopot z wyszukaniem znajomych czy wysłaniem wiadomości. Na Mojej Szkole udręki nie do pomyślenia.
Witaj, Hodonie nasz, na Fejsbucie, wiodącym portalu planety!
Hodon westchnął i wszedł na swoje konto. I aż oczy szeroko otworzył ze zdziwienia. Dwunastu ludzi zaprasza go na „znajomego”! Połowy z nic nie znał. Ale co tam. Jest pisarzem i sławę własną i Candidy trzeba szerzyć. Zresztą uprzejmość rzecz ważna... Hodon przyjął wszystkie zaproszenia z satysfakcją. A potem znów rozejrzał się po całej stronie. Nadal raziła go chaosem i surowością.
Coś jednak przyuważył.
Radoo! Ta aplikacja pozwoli Tobie nawiązać więcej serdecznych znajomości! Odkryjesz siebie światu! :))
Jego ręka zawisła w niezdecydowaniu nad klawiaturą. Czy ja tego potrzebuję? - pomyślał. - Przecież to jakaś bzdura jest...
Albo jest pan trendy i drapieżnie prze pod jupiter...
Hodon westchnął i uruchomił aplikację niechętnym ruchem.
Witamy w Radoo!!! :))) Od teraz będziesz mógł poznawać nowe, samotne osoby z okolic Kętrzyna!
Samotne osoby?? Hodon zerknął spłoszony na Alicję. Oczywiście spała w całkowitym oderwaniu od spraw żywych. I turbulencji narzeczonego, który czym prędzej zamknął laptopa.
- W cholerę z tym wszystkim!!
*
Następnego wieczoru Hodon był już skłonny pójść spać razem z Alicją, która nigdy z tym nie zwlekała. Był bardzo znużony aktywnym dniem. Położył 4000 kostek i napisał cały czwarty rozdział do Wykopcie mi aeroplan króla Maciusia. Pierwotnie tytuł miał brzmieć Wykopcie mi aeroplan króla Maciusia z bagien biebrzańskich, ale wydawca stanowczo zgromił ten zamysł.
- Oszalał pan, Hodonie? - rzekł wprost, jak to miał w zwyczaju. - Tytuł dłuższy niż rozdział zatopi pańską książkę jak torpeda Mary Celeste. Skrócić, wywalić te bagna. Będzie lepiej brzmieć, bo symbolicznie, wieloznacznie.
- Ale Mary Celeste chyba nie zatonęła od torpedy, panie redaktorze – chrząknął Hodon, który źle znosił nieścisłości i nonszalancję uprawianą na historii. - Ona chyba zaginęła w mgłach atlantyckich...
- Mary Celeste to książka Edwarda Wybączka. Romans. Wydałem ją rok temu. Ja na to mówię Mary Celeste, ale pełen tytuł brzmi dokładnie tak: Mary Celeste odrzuca bufiaste rękawy i bicykl, szykując się na wojnę z Burami.
- O, Jezu...
- No właśnie. O tym mówię. Proszę wywalić te bagna.
Wywalił bagna. Po kolacji napisał czwarty rozdział, a teraz zastygł w połowie drogi do łóżka niczym dyskobol pozujący rzeźbiarzowi. Po czym wolnym ruchem odwrócił się i pomaszerował do biurka.
- Jestem pisarzem – wymruczał. - Osobą publiczną. Mam obowiązek codziennego sprawdzania poczty.
I była poczta. Najpierw uporał się z Moją Szkołą, co akurat zawsze czynił z przyjemnością. Miał nawet dwa nowe zaproszenia: od Towarzystwa Ezoterycznego i Ligi Ochrony Fok i Waleni. Nie przypuszczał, by prędko doczekał się takich grup na Fejsbucie.
Gdy wszedł w konto na tym drugim portalu, oniemiał oszołomiony. Dwadzieścia zaproszeń! I nie znał ani jednej z tych osób... Co to za ludzie z Marsa i Urana – pomyślał z humorem, przyjmując wszystkich na znajomych. Oprócz zaproszeń w skrzynce była jeszcze jedna wiadomość. Radoo-j się jeszcze bardziej. Uruchom nowe, wspaniałe możliwości!
Nowe, wspaniałe możliwości... To niby co? E, chromolić – skrzywił się. Przejrzał z kolei konto Radoo. Od wczoraj odwiedziło go siedem kobiet i dwóch mężczyzn. Większość ze względnych okolic Kętrzyna, aczkolwiek zastanawiał mieszkaniec Brisbane oraz obywatelka Filipin.
Ale w końcu to Fejsbut. Odkryjesz siebie światu!
Trzy osoby uznały, że Hodon jest interesujący i że chcą się z nim spotkać możliwie szybko.
Pokręcił głową. Jak zwykle obejrzał się na Alicję. Oczywiście spała. Zawsze spała, lecz nie potrafił zwalczyć tego odruchu niepokoju. Chyba miał nadwrażliwe sumienie...
Ale też Alicja była tak śliczna i oddana, jak zasadnicza.
- Cała jestem twoja – zaznaczyła w dniu zaręczyn. - Lecz pamiętaj: najmniejsze wychylenie barometru w kierunku innej kobiety sprowadzi sztormy.
Hodon pilnował barometru. Kochał narzeczoną nad życie.
Oczywiście zignorował to całe zainteresowanie swoją osobą ze strony użytkowników Radoo. To było nawet miłe, ale zbędne, nawet kłopotliwe. Ani mu w głowie flirty.
No i ślub za dwa dni.
Żałował, że w ogóle uruchomił sobie to całe Radoo. Zwyczajny kanał randkowy, pełen zdjęć roznegliżowanych ludzi, skłonnych zaszaleć bez zobowiązań. Po prostu kolejny śmietnik w poczcie komputera.
Uruchom nowe, wspaniałe możliwości!
Hmm, ostatecznie... Co mu szkodzi to aplikować i sprawdzić, o co chodzi? Może faktycznie pozyska jakieś ciekawe formy kontaktu z ludźmi? Czytelnikami? Było to mimo wszystko intrygujące...
Uruchom nowe, wspaniałe możliwości!
Hodon nabrał powietrza i wcisnął przycisk myszy.
Gratulujemy! Właśnie rozesłałeś zaproszenie do flirtu na Radoo wszystkim swoim znajomym z Fejsbuta. :))
Hodona oblał zimny pot. Zmartwiałą twarzą patrzył w ekran. Do flirtu?! Kur... przecież to poszło do wszystkich! Co powie redaktor Manili, człowiek żonaty? Na pewno zadzwoni wściekły; jest wrażliwy na punkcie prestiżu i odpowiedzialności... Co powie jego przyjaciel, pastor Żabczyński? Co powie Marta, siostra Alicji?
C o  p o w i e  A l i c j a.
Z trudem powstrzymał pięść wznoszącą się do ciosu w monitor. Odkąd wydano mu Nie ufajcie Draculi, kurczowo dbał o reputację i trzymał się wyważonych kroków. A tymczasem to zaproszenie do Radoo zrobi z niego błazna!
Odchylił się i zaklął z wściekłą rozpaczą. Trochę jak diabeł podtapiany w kadzielnicy.
Następną godzinę spędził na bezskutecznych wysiłkach wyrejestrowania się z Radoo.
Nieprawidłowe hasło.
Hasło było z całą pewnością prawidłowe.
Nieprawidłowe hasło.
Nieprawidłowe hasło.
Podaj właściwe hasło.
Zweryfikuj hasło.
Nie podszywaj się.
Po godzinie napisał e-mail, w którym zaakcentował czerwonym kolorem skandal i podam sprawę do sądu, jeśli do jutra nie..., i umęczony poszedł do łóżka. Kiedy wtulił się w Alicję, poczuł, że odżywa.
*
Przez cały dzień czuł napięcie. Pokłócił się z brukarzami z ekipy, warknął na Alicję, gdy wspomniała, że suknia ślubna kosztowała 2.500 złotych, nie odebrał trzech telefonów od redaktora... no i aż do nocy bał się włączyć komputer.
Zrobił to po północy. Czekał z bijącym sercem.
Twoje konto na Radoo zostało zlikwidowane. Przepraszamy za niedociągnięcia, ale dopiero ulepszamy portal. W każdej chwili możesz do nas wrócić i uaktywnić ponownie konto. Uruchomisz tym samym nowe, zupełnie unikalne możliwości i...
- Jest! - krzyknął radośnie, nieomal słysząc łomot kamienia, które wypadło z serca na podłogę. - Jest!!
Spojrzał na śpiącą narzeczoną i uśmiechnął się z ulgą i prawdziwą radością. Nie będzie sztormów.
Uspokoił się. Teraz dopiero przystąpił do rutynowych zabiegów. Najpierw sprawdził pocztę na Arterii.pl, potem wiadomości na Mojej Szkole... I tam jedna go zafrapowała. Przyjaciel z liceum, Mirek, napisał mu tak:
Siema, starcze! :)
Pamiętasz swoją wielką licealną miłość? (niespełnioną, biedaku, hihihi)
Dorota mieszka naprzeciw mnie, wyszła za kusznika krzyżackiego....
No, wiesz, gość co roku pod Grunwald jeździ. Należy do Stowarzyszenia Miłośników Rycerstwa Zakonu NMP. Pomyślałbyś? Kochałeś się w tej stalowej dziewicy, która była jak forteca (Malbork, hihihihi), a ją sobie jakiś Krzyżak dziabnął... ;-))
Ale jest dobra nowina! Krzyżak popił ze mną i zdradził, że oni sobie świńskie foty wrzucają na neta, he! Sprawdziłem, prawda! :) No i co? Chciałbyś sobie zobaczyć wdzięki Dorotki? Przecież trzy lata o tym marzyłeś... Żal było na ciebie patrzeć, chłopie! Należy ci się jakieś odszkodowanie! ;-) Tu masz link do stronki dydusie.pl, wejdź i wpisz sobie dorotka.i.oz. Pozdro!!!
Aha – gratulacje weselne! Zapraszałeś, ale nie dam rady. I pamiętaj, nie wrzucaj fot swojej królewny w Sieć – wszystko się rozchodzi bardziej niż byś przypuszczał...
Ave. Mirek
Hodon zamyślił się. No tak... Piętnaście lat temu świata poza Dorotą nie widział... Ale to przeszłość. Właściwie iluzja. Hormonalna iluzja, z której czas i powiększający się rozum za uszy wyciągają. Dorota, owszem, była najładniejsza w szkole, w każdym razie on tak wtedy uważał... I rzeczywiście, marzył, desperacko marzył o tym, by ją pocałować, i żeby ujrzeć jej...
Tu masz link...
Wspomnienie emocji i tego usilnego pragnienia wróciło jakoś wyraźniej, intensywniej. Poczuł ukłucie w sercu i zerknął na Alicję. Spała snem głębokim. I niewątpliwie ufnym. Poczuł się draniem, kiedy odszukał kursorem link.
Nic się przecież nie stanie, jeśli choć raz zobaczy piersi swojej pierwszej miłości...
Zwłaszcza, że niespecjalnie chciała zasłonić je przed światem, skoro...
Witamy na stronie PornoWalec!! Kto raz wszedł, nigdy nie wyjdzie, porwany uciechą masowego zdziczenia! Dezerterów zgnieciemy, zmiażdżymy, sprasujemy!!
Hodon potrząsnął głową niczym żubr uderzony toporem. Ohydne zdjęcia wirowały, atakowały ze wszystkich stron, pikowały ku jego plączącym się oczom niczym samoloty nurkujące do bombardowania.
Mamuśki-mulatki z aryjskimi skautami!
Murzyńskie Azjatki z Australii odsłonią ci więcej!
Spójrz, do czego zdolna jest amerykańska dziewica zamknięta w klatce z nosorożcem!
Targnięty wstrętem i przerażeniem Hodon prędko umknął wzrokiem do góry, by zamknąć stronę.
I omal nie padł jak gromem rażony.
Nad wielkim nagłówkiem PornoWalec wyraźnie przesuwał się napis z graficznym stylem Fejsbuta: Hodon Koloński jest właśnie z nami! Napisz mu wiadomość lub zagadnij na Forum!:)
Hodon wydał z siebie ni to jęk, ni chrapnięcie odyńca zdławionego wnykami. Czym prędzej zamknął stronę i wrócił do konta na Fejsbucie. W zasadzie był nawet wylogowany... Ale gdyby nawet nie – to jakim cudem, techniką, prawem, czelnością Fejsbut śledził jego kroki w Sieci i DEMASKOWAŁ JE?!
Długo siedział skamieniały i zatrwożony.
Nad ranem położył się koło Alicji z wyrzutami sumienia. Nawet jej nie dotknął.
*
Na dzień przed ślubem Hodon podjął decyzję. Dokładnie uczynił to w sklepie z telewizorami.
- Daję wam 3000 – obwieścił jego teść tydzień wcześniej. - Macie sobie za to kupić telewizor na miarę potrzeb i czasów, które nie są czasami katapult i zegarów słonecznych. Jeśli zostanie reszta, idźcie do kina lub lunaparku. Pa, dzieciaki. Ja prezent ślubny mam z głowy.
Na telewizor wystarczyło 1000 złotych. Alicja w ogóle nie była szczególnie umiłowana w telewizji. Uwielbiała oglądać na DVD stare polskie „Kobry” z Teatru Telewizji. No, a Hodon – oczywiście – ani myślał kupować telewizor wielkości telebimu.
- Kolejna fala histerii – mruczał, maszerując między odbiornikami z narzeczoną pod rękę. - Kolejne, cholera, trendy. Mają tacy salon wielkości toi-toi z PKP, a kupują telewizor większy od wiaty przystanku, żeby świecić nim przed gośćmi!... Jak Nowaczyk kupił „60 cali”,to zaraz po nim Frayer, no a po nim Sierawiccy i Rzeńszenie. Po kiego im ekran kinowy, kiedy z fotela do odbiornika dwa metry? Ludzie są nieznośnie sterowalni i sztuczni, nie sądzisz? - zwrócił się do narzeczonej.
Uśmiechnęła się promiennie.
- To prawda, miśku. Ale po co się tym przejmujesz? Niech każdy kontroluje swój mały świat i pilnuje własnego umiaru, potrzeb i szczęścia. Jutro zostanę twoją żoną. Czy jakiekolwiek fanaberie sąsiadów – do których mają święte prawo – mogą ci ten jedyny dzień przesłonić?
- Oczywiście, że nie – pokręcił głową nad sobą samym. - Nie – objął ją silniej. - Nic nie rzuci mi cienia na tej cudowny dzień, w którym powiem do ciebie: żono.
Trochę się pomylił. A już za chwilę dopadł go pierwszy z cieni. Przechodził właśnie wzdłuż ekranu wielkiego telewizora, na którym chrumkały jakieś prosiaki u koryta. Program rolniczy niespecjalnie ściągnął jego uwagę, ale gdy już zostawił odbiornik za sobą, nagle stanął.
- Co, misiu? - zdziwiła się Alicja.
Hodon spojrzał na nią ze zmarszczonymi brwiami.
- Zdawało mi się, że widziałem swoje nazwisko na ekranie – wydusił.
- Jesteś znanym pisarzem – wyszczerzyła zęby.
- Nie wśród prosiąt...
Powoli cofnął się, topiąc wytężony wzrok w ekranie. Wydawało się, że wypełniają go tylko prosiaki, gdy jednak zrównał się z telewizorem, u góry ekranu natychmiast pojawił się niebieski pasek, który sunął przezeń niczym długa anakonda... idealnie według tempa kroku Hodona.
Hodon Koloński jest z nami na Fejsbucie. Dołącz do nas i zaproś Hodona do znajomych.
- Jezus Maria – wyszeptał wstrząśnięty.
- Co... ? - Alicja urwała, z niedowierzaniem wpatrując się w ekran.
Jej narzeczony przystanął. Napis także znieruchomiał. Gdy cofnął się, napis zrobił to samo, zjeżdżając z ekranu. Wrócił wraz z Hodonem, ledwo ten wysunął buta w obręb stojaka z odbiornikiem.
- Patrz na to – wymruczał do narzeczonej, po czym kilka razy przemaszerował przed telewizorem. Napis za każdym razem szedł za nim we właściwym kierunku, jak wierny, niezmożony pies.
Aż nagle u spodu pojawił się drugi.
Monika Norwęgorz jest z nami na Fejsbucie. Dołącz do nas i zaproś Monikę do znajomych.
- I wiesz – rozległ się za nimi ożywiony głos kobiety – Jadzia jest znowu w ciąży, czytałam na Fejsbucie.
Obejrzeli się. Tuż przy nich przechodziła kobieta w żółtym dresie, trzymająca komórkę przy uchu.
- No i nie pozwalam Marcelowi bawić się z jej dzieciakami. Wiesz, co na Fejsbucie pisali? Że one mają motylicę wątrobową i skazę nabiałową czy coś takiego...
Kobieta w dresie przeszła, a napis jej dotyczący zjechał z ekranu.
Hodon i Alicja spojrzeli po sobie.
- Orwell – wycedził Hodon. - Pieprzony, psiakrew, Orwell.
*
Usiedli oboje przy włączonym komputerze.
- Ale konto na Mojej Szkole zostawiasz sobie? - spytała Alicja.
- Oczywiście – żachnął się. - Jest tam trochę cycków, ale nikt mnie nie prześladuje.
Skrzynka na Fejsbucie pękała w szwach.
- Niesamowite – wymruczał Hodon. - Mam 23 zaproszenia na znajomych od ludzi, których znam, 47 od ludzi, których nie znam, i 51 zaproszeń do gier. Ze znajomymi i nieznajomymi.
- Tych ofert wspólnego grania będzie przybywać lawinowo. Hanka mi mówiła. Istne wariactwo.
- Koniec z tym – rzekł zimno Hodon. - Wyrejestrowuję się z tego bagna biebrzańskiego. Gdzie to zamykanie konta... O, tu chyba. W ustawieniach.
Zamykanie konta.
- Mamy to – ucieszył się Hodon. Przed chwilą poczuł ulgę, że żadna wiadomość ani krzykliwy nagłówek nie zdradziły jego wizyty na PornoWalcu. Teraz zaś pragnął tylko oderwać się od tej całej ośmiornicy zwanej Fejsbutem... Wolność była o krok, mały krok...
Podaj powód likwidacji konta.
- Zaznacz Nie czuję się bezpiecznie – mrugnęła okiem Alicja. - Ja idę do łóżka. Jeśli dołączysz w ciągu dwóch minut, to może nie zaśniemy tak szybko... Mmm?...
Hodon roześmiał się radośnie, po czym przeczytał półgłosem:
- Jesteś pewien, że tego chcesz? Poprawimy się. Stale poprawiamy jakość naszych usług. Już jutro specjalnie dla ciebie uruchomimy nowe, specjalne możliwości... Czy ty to słyszysz, kochanie? - przeniósł uśmiechniętą twarz na Alicję. Odpowiedziała mu pomrukiem spod kołdry. - Nie likwiduj konta pochopnie, Twoi znajomi będą za Tobą tęsknić, a nawet rozpaczać. Lucjan Tomczyk może utracić motywację do treningów przed maratonem wojewódzkim. Mariola Fajdan od dwóch lat leczy depresję i bierze anafranil i seronil. Twoja likwidacja konta może spotęgować jej poczucie osamotnienia, pogłębić depresję i w efekcie wywołać kroki samobójcze... Chryste panie... - złapał się za głowę i tępo patrzył w monitor.
Gdy się pozbierał, Alicja już spała.
- Przeklęci manipulanci – warknął bliski gniewu. - Nigdy mnie nie zatrzymacie. Nigdy! - Przesunął kursor na czerwony napis Ostateczna likwidacja konta (bez względu na konsekwencje). - Żegnam, szpiedzy pana Saurona.
Kliknął myszą.
Podaj hasło.
Podał z uczuciem niepokoju. Uzasadnionym.
Nieprawidłowe hasło.
Powtórzył, starannie kontrolując litery.
Nieprawidłowe hasło.
- Jak to nieprawidłowe – zasapał z bezradną złością.
Nieprawidłowe hasło
Nieprawidłowe hasło.
Podaj właściwe hasło.
Zweryfikuj hasło.
Nie podszywaj się.
Przez godzinę głośno klnący Hodon podawał swoje hasło i weryfikował je idiotycznymi napisami z obrazka. Przez drugą robił to jak automat w tępym milczeniu. Potem się poddał.
Siedział nad laptopem zgarbiony i czuł się jak przekłuty balon. Może nawet tak wyglądał.
Dopóki nie poczuł na sobie delikatnej dłoni.
- Jeszcze nie śpisz? - przeniósł na narzeczoną zmęczone, czerwone oczy.
Uśmiechnęła się łagodnie.
- A co ja: robot, żeby nie zbudzić się, gdy mój przyszły mąż cierpi?
- Chyba cię kocham – wymruczał wdzięcznie, wtulając twarz w jej brzuch. Uwielbiał wtulać twarz w brzuch Alicji. Nagle uświadomił sobie, że jest bardzo szczęśliwym człowiekiem.
- Idź spać. Teraz ja nad tym posiedzę.
- Dobrze, słoneczko...Tylko mnie obudź za godzinę, zmienię cię. Dobrze? Na pewno? Obudzisz mnie?...
Wtoczył się w sen niczym kamień w jezioro bez dna.
O świcie oboje otworzyli oczy jak lalki i oboje unieśli się z łóżka mechanicznym ruchem. Przy czym Alicja z tajemniczą miną poszła do łazienki, a Hodon natychmiast włączył komputer.
Twoje konto na Fejsbucie zostało zlikwidowane. Przepraszamy za niedociągnięcia, ale dopiero ulepszamy portal. W każdej chwili możesz do nas wrócić i uaktywnić ponownie konto. Uruchomisz tym samym nowe, zupełnie unikalne możliwości i...
Hodon zamienił się w rączego, młodzieńczo sprężystego daniela i pomknął pod drzwi łazienki. Gdy Alicja wyszła stamtąd z uśmiechem bardziej promiennym niż słońce, rzucił się do niej i objął.
- Chyba cię kocham – rzekł.
- Misiu mój, misiu. Jutro twoje prawo do słowa chyba zostaje dezaktywowane.
*
Pastor Żabczyński patrzył na nich ciepło.
- Możecie nałożyć sobie obrączki – skinął głową.
Hodon ze ściśniętym gardłem wyciągnął obrączki. Nakładając obrączkę swojej żonie, starał się nie zerknąć w jej oczy. Wiedział, że wypełniają je łzy, a gdyby to jeszcze ujrzał, rozkleiłby się zupełnie.
Drgnął, gdy jego przyjaciel pastor chwycił go pod łokieć i konspiracyjnie nachylił się do jego ucha.
- Lepiej już się czujesz, Hodonie?
- To znaczy? - zdziwił się pan młody.
- No, myślę, wiesz – chrząknął pastor – o biegunce i bólu wątroby.
Hodon wytrzeszczył oczy.
- Sk... skąd ty wiesz o tym, do licha? - wyrwało mu się.
Żabczyński uśmiechnął się z pobłażaniem.
- Na Fejsbucie czytałem. Dziś rano.
- Ale... – zszokowany Hodon obejrzał się na żonę. - JAK ONI MOGĄ TO WIEDZIEĆ?? A poza tym... ja zlikwidowałem konto! Zamknąłem. Wczoraj w nocy.
- No wiem – cicho zaśmiał się jego przyjaciel. - Pisali nam o tym. Trzy wiadomości dostałem. Że twoje konto jest chwilowo zamknięte i...
- Jak to chwilowo?! - krzyknął Hodon z rozpaczą.
W kościele zapadła konsternacja. Ojciec panny młodej gniewnie zmarszczył brwi.
Zaś pastor Żabczyński rozłożył ręce z dobrotliwym uśmiechem.
- No pisali tak: Konto Twojego znajomego Hodona Kolońskiego zostało chwilowo zamknięte. W każdej chwili Hodon może do nas wrócić i ponownie aktywować swoje konto. Przypominajcie mu o tym wiadomościami, które będą przekazywane z Fejsbuta na Arterię.pl. Przypominajcie każdego dnia. Dziś nasz stremowany znajomy Hodon bierze ślub. Dokucza mu ból wątroby i fala biegunek od 6.00 rano. Przypominajcie mu, że nie jest sam. Przypominajcie mu, że swoim odejściem unieszczęśliwił wielu ludzi, ale wszyscy wierzymy w jego odpowiedzialny, życzliwy powrót. Hodonowi życzcie też udanej podróży poślubnej na Kretę, co zaplanował w tajemnicy przed rodzicami... No to przypominam, moi kochani. Przypominam i życzę szczęścia na Krecie i w każdym innym miejscu. Niech was Bóg prowadzi.
 
___________________________________________________________

2 komentarze:

  1. Autor, przepraszam...bohater... reaguje bardzo podobnie na Fejsbut.Gratuluję tematu i wykonania.

    OdpowiedzUsuń