wtorek, 19 lipca 2011

Trylogia o niefrasobliwości


Bo chyba to właśnie niefrasobliwość odegrała znaczącą rolę w poniższych historiach, przysparzając licznych - bardzo licznych - ofiar. Historie doktora Setha są ociosanowo krótkie, lecz pogrom trudno uznać za zwięzły. Więc warto mieć baczenie na niefrasobliwość. Albowiem opowiadania doktora wprawiają w zadumę i przydają refleksji. Należy przemyśleć kwestie zbyt częstej, beztroskiej toalety, majsterkowania, a nade wszystko - selekcji gości weselnych. Czy akt pokrewieństwa powinien decydować o miejscu na liście? A może jednak poziom kultury i frasobliwość?
Bo niefrasobliwość zawala niebo na głowy.

Nadesłał: dr Seth

Krótka historia o kobiecie w łazience (remix-repism)

Krystyna rozebrała się i weszła do łazienki. Przygotowała suszarkę do włosów, balsam po kąpieli, maseczkę ściągającą do twarzy, lakier do paznokci, cienie do powiek i pincetę do wyskubywania brwi - oraz cążki do wycinania skórek. Potem powiększające lustro. Następnie kilkanaście pomadek do ust, kredek do oczu i tusz do rzęs.

Wybierała się bowiem do warzywniaka po arbuzy i z wielkim niesmakiem myślała o tym, że mogłaby tam pójść i wyglądać nieświeżo, niczym przejrzała dynia. Co też powiedziałyby sąsiadki nazajutrz w maglu?
Usatysfakcjonowana rzuciła okiem na przybory spoczywające na wielkiej tacy, po czym westchnęła radośnie i rozsunęła zasłonę od prysznica.
W wannie stal potwór.
W jednej chwili strumienie krwi i kawałki kości rozprysły się po całej łazience.
No i po co było tyle zabawy z tymi wszystkimi kosmetykami?
Przecież i tak została zjedzona...
*

Krótka historia o zabijaniu 2

Mikołaj był tego dnia bardzo nie w sosie. I dlatego chwycił z warsztatu ojca pistolet do wstrzeliwania gwoździ. Następnie wychylił się przez okno i zaczął strzelać do staruszek i dzieci bawiących się na podwórku. Na gwałtowne próby matki odciągnięcia go od okna opędzał się niczym od brzęczącej upierdliwie muchy, a gdy stracił cierpliwość, strzelił jej prosto w czoło.

Zanim nadjechały radiowozy policji i karetka z literą P, ofiar było dwanaście. Nieszczęsnego Mikołaja zapięto w skórzany kaftan bezpieczeństwa i unieszkodliwiono potężnym zastrzykiem thorazyny. Następnie odwieziono go do azylu bez klamek.
Wiec uważajcie tatusiowie, co trzymacie w swoich schowkach majsterkowicza...
*

Krótka historia jednego pierdnięcia

Przyjęcie weselne trwało w najlepsze. Goście, wesoło podchmieleni, tańczyli, żadnych rozrób nie było, a dzieciarnia, siedząca przy osobnym stole objadała się słodyczami i opijała sokiem porzeczkowym.
Nagle rozochocony wujek Wiesław poderwał się od stołu znad golonki i podbiegł do stołu dziecięcego.
- Zobaczcie, maluchy! Będę puszczał ognie!
Po czym zapalił zapalniczkę, wypiął sie mocno w kierunku płomienia i wydał z siebie potężne, rozgłośne, przeraźliwe pierdnięcie!
Wybuch wstrząsnął całą okolicą. Kawałki sali balowej razem z kawałkami gości weselnych spadały jeszcze przez pół godziny na okoliczne pola i ugory.
No i po co było się wygłupiać? Lepiej było obłapiać pannę młodą w tańcu....

4 komentarze:

  1. Ostatnie opowiadanie podoba mi się najbardziej. I jakoś tak pomyślałem nostalgicznie, acz i z tatarska, o tym tańcowaniu z panną młodą. Et, obłapiłoby się odrobinkę, z dyplomatycznym wyważeniem...

    OdpowiedzUsuń
  2. rzeczywiście ostanie było bombowe:) mi takze sie najbardziej podobało1 pozdawiam Lewki!

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo proszę wszystkich czytelników tej strony o podpisanie petycji w sprawie GMO w polsce
    http://alert-box.org/petycja/ tu ją znajdziecie!!!!!! to tylko chwila a tak wiele moze zmienić.....Dziekuję!

    OdpowiedzUsuń
  4. Autor też może? :) Autor sprzeciwia się kwadratowym arbuzom i niebieskim pomidorom. Natury nie ma co poprawiać. Lepiej poprawiać siebie...

    OdpowiedzUsuń