wtorek, 12 lipca 2011

Wojna z Sacharozą

Cukier to straszny wróg. Głównie dlatego, że umie się podlizać i większość z nas go lubi. Straszny, niewygodny przeciwnik. Odporny na salwy z muszkietów, napalm i zasieki przeciwczołgowe. Podlizuje się, przenika i słodzi.
Lecz słodząc - realizuje podstępny plan podboju i eksterminacji. Cukier bowiem, moi drodzy, takie to akty wandalizmu czyni:
- okrada apollinowe ciała z definicji i smukłości
- ciała odapollinizowane okrada z witaminy B1
- osłabia odporność organizmu, wysadzając w powietrze bunkry przeciwwirusowe, jeden po drugim
- degraduje zęby i oczy
- ściąga w pobliże organizmu stado rekinów znanych jako cukrzyca, próchnica, arterioskleroza i wrzody. Atak jednego z tych rekinów może powalić w każdej chwili i na /nie/dobre
- wywołuje logorybiozę; na przykład dotknięty nią cukrohoman może podczas ważnego plenum zacząć przemawiać w języku afrikaans znad Rzeki Pomarańczowej (Oranjerivier-Afrikaans), zamiast po polsku
- powoduje puppotomię, czyli zanik organicznych kończyn, w miejscu których zaczynają kiełkować niezbyt poręczne kończyny gałgankowe, puppetowe lub - w najlepszym razie - marzannowe.
No dobrze. Dwa ostatnie zagrożenia nie są dotąd potwierdzone naukowo i piekarniczo, lecz cała reszta i tak powinna budzić grozę. Nie pozwólmy wyburzać sobie bunkrów. Nie dajmy się wrobić w logorybiozę i puppotomię.
Co najmniej racjonujmy cukier. Bo inaczej popadniemy w uzależnienie... A stąd mały krok dla ludzkości, ale całkiem wielki dla pojedynczego frustrata. Jak w poniższym opowiadaniu...

Nadesłało: ONO Socjopatyczne






Andżelika. Cukier

Weszła do domu a na środku holu przywitał ją czarny, wypełniony śmieciami wór.

Czyżby się wyprowadzał hihi - pomyślała.
Weszła dalej i spytała:
- Co tam jest w tym worku?
- Śmieci. Same śmieci. Czytałem dziś o cukrze i to jest samo zło. Cukier samo zło! Rzucamy go na zawsze! - mówił przejęty.
- To znaczy, że wyrzuciłeś cukier z szafki, czy co?
- Wyrzuciłem wszystko co ma cukier. Czyli cukier z szafki...
- Tak, on bez wątpienia zawiera cukier... - zaśmiała się.
- Andżeliko, proszę, skup się...cukier, ciastka, wyrzuciłem z lodówki sos barbecue, majonez, keczup, z szafki - kisiele, budynie i dżem.
- Wyrzuciłeś mój ananasowy dżem?! Przecież on jest nisko słodzony.
- Ale słodzony. Cukier to zło! - - No dobrze, dobrze. If you say so... - lekko drwiła.
Wieczorem zjedli kolację i zasiadając do filmu Emiliar wyjął z szafki pięć opakowań wafli ryżowych.
- To na zastępstwo. Na filmie trzeba chrupać, a to ładnie chrupie.
Schrupał trzy opakowania i stwierdził, że ma dość. Jednak czegoś mu brakowało.
- Trochę szkoda, że wyniosłem ten worek tak szybko - powiedział.
- Cukier to zło. Zapomniałeś już?
- Racja. Postanowiłem i tego się trzymam - nie jem słodyczy!
***
Kolejnego wieczora wciąż nie było słodyczy. Tak jak sobie obiecali. Andżelika i tak wiecznie na diecie, jadła słodycze tylko raz w tygodniu, więc dla niej kilka dni bez słodkich rarytasów to norma. Dla Emiliara, który czasem wstawał w nocy i po cichu wyjadał z szafki słodycze – to wielki wysiłek. Dzisiejszego wieczora już bardzo silnie czuł brak słodyczy. Siadał na kanapie, wstawał, zglądał po szafkach. Czynności te powtarzał wielokrotnie. Aż wreszcie:
- Dlaczego w tym cholernym domu nie ma nic do jedzenia! - krzyczał na cały blok.
- Bo przecież sam wszystko wyrzuciłeś. Opanuj się.
-Chce coś słodkiego! Daj mi coś! Wiem, że masz.
- Nie mam, skąd mam mieć! Wszystko było w szafce.
- Nic tam nie ma. Wyjadłem okruszki ale mi nie wystarczyło. Proszę, daj mi coś słodkiego. Zła z ciebie kobieta, bo nie masz dla własnego męża nic słodkiego!
- Zjedz sobie wafle ryżowe, jak żeś ich nakupił pół szafy!
- Nie... Ja umrę jak nie zjem czegoś. Chciałbym herbatniki, posmarowałbym je dżemem i posypał cukrem... Andżeliko...
- Idź spać, Emiliar!
***
W środku nocy obudziły ją jakieś hałasy. Spojrzała w lewo, Emiliara nie było. Ulżyło jej. Bo jeśli jego nie ma tu, to znaczy, że hałasy są jego dziełem. Gdyby jednak tu był – to już gorsza sprawa. Cichuteńko wstała i na paluszkach, bezszelestnie zaczaiła się do kuchni. Emiliar wylizywał cukiernicę!
Podeszła do niego od tyłu, z kuchenki chwyciła miedziany rondelek (który dostała od niego na Walentynki) i rąbnęła go w głowę. Padł jak kłoda.
- Chcesz cukru? Oj, to ja ci go dam...! - mówiła do „zwłok”.
Chwyciła za nogi i zaciągnęła do sypialni, nie zwracając uwagi na to, że głowa obija się o progi i futryny.
Obudził się dopiero rano. Nie mógł ruszyć się z miejsca. Ciało miał okablowane. Nad sobą, jeszcze niewyraźnym wzrokiem widział, coś co przypominało mu stojaki do kroplówek. Spojrzał na ręce. Wpadł w panikę.
- Nie szarp się, bo będzie bolało – spokojnie z rogu pokoju dobiegł głos Andżeliki – to kroplówki z glukozy. Chciałeś cukru, to masz i się ciesz. I nigdy więcej, nie mów, że zła ze mnie żona.

4 komentarze:

  1. ONO jesteś WIELKA ;-)
    Emiliar !...chcesz snickersa?....;))

    OdpowiedzUsuń
  2. Emiliar chce na pewno. A ja... no, też ze trzy. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne to było!!!! typowy facet!!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ono bardzo lubie te twoje opowiadania!!

    OdpowiedzUsuń