poniedziałek, 19 września 2011

Ziemia labiryntami stoi

Jest ich całkiem dużo, a pewnie wiele jeszcze czeka na odkrycie, wraz ze stosami szkieletów zapędzonych w brawurze śmiałków i - być może - kufrów wypełnionych szmaragdami i złotem.
Albo choć forintami.
Herodot, który, zdaje się, już nie żyje, podaje na przykład, że jest* jakiś potężny, zadziwiający labirynt nieopodal egipskiego Miasta Krokodyli. Inne źródła mówią wprost, że labirynt, albo potężne machiny energetyczne pozaziemskiego pochodzenia, leżą zasypane pod Sfinksem.
Kolejne źródła - jeszcze bardziej wprost - podają, że pewne siły wiedzą o tym od dawna i cynicznie blokują dostęp do miejsca archeologom i co szlachetniejszym badaczom.
No cóż, zawsze tak przecież jest, że pewne siły pilnują układu, który pozwala przedłużać ich wpływ i kontrolę, czyż nie?
Pozostaje cierpliwie czekać, że ktoś w końcu z pełną determinacją - godną Indiany Jones'a - zrobi jakiś wykop pod Sfinksem i ogłosi prawdę przełomu.
Póki co, trapią nas zdecydowanie bardziej labirynty życiowe, ot, socjologiczne, polityczne, hydrologiczne, sejsmiczne**, mimiczne i inne jakieś iczne... Ot, pułapki, wiry, korkociągi, w jakie nam się wpada.
Poniżej refleksyjno-socjologiczne opowiadanie, nadesłane przez Re-Eunice. Ciekawe, czy spodobałoby się Herodotowi.
I pewnym siłom.

*jest - forma stwierdzająca stan istnienia formy życia lub materii, przechodząca w formę był tudzież w każdym razie był w przypadku zasypania /formy życia lub materii/ siedmioma tysiącami kamazów piasku.
Ewentualnie 9000 liazami żwiru.
Polskich starów i jelczów nie bierzemy tu pod rachubę. Ich zdolności zasypujące (zasypywcze?) w warunkach egipskich nie zostały oficjalnie potwierdzone.

**labirynty sejsmiczne - (pol) pułapki rozstawiane w gmachu sejmowym.


Nadesłała: Re-Eunice
Labirynt

Emily siedziała na podłodze z podkurczonymi nogami, plecami opierając się o ścianę. Cierpiała. Po jej pięknej twarzy obficie płynęły łzy. Była spocona, włosy miała w nieładzie, na nogach nie miała butów. Trzęsła się cała, na przemian zaciskała zęby, klęła i głośno szlochała. Przeżywała kolejny atak paniki, czując, że za chwilę w ogóle straci kontrolę nad sobą i popadnie w obłęd. Marzyła tylko o jednym - wyjść stąd jak najprędzej, zaczerpnąć świeżego powietrza, pobiec przed siebie, pragnęła przestrzeni. Ale nie potrafiła stąd się wydostać i coś, co miało być ekscytującą przygodą, stało się koszmarem, nie do zniesienia.

Trudno jej było to wszystko pojąć. Przyszli z mężem do parku rozrywki, gdzie ich uwagę przykuła wielka świetlna reklama nowo otwartego Domu Horroru wraz z jego główną atrakcją - Labiryntem. "Sprawdź siebie, spróbuj jak najszybciej znaleźć wyjście" - zachęcała świetlna reklama. Mąż widząc jej zainteresowanie, zachęcał ją - spróbujesz? Ależ oczywiście, zawsze, kiedy mogła mu udowodnić, że jest dzielna i odważna, nie wahała się podjąć wyzwania. W ten sposób się tu znalazła. Przy wejściu musiała zostawić zegarek i telefon komórkowy, zostały jej w torebce osobiste drobiazgi i kosmetyki. Otworzono przed nią drzwi i Emily ruszyła w głąb obitego szaro-brunatną wykładziną od podłogi po sufit korytarza. I tak szła przed siebie aż do rozwidlenia, gdzie miała do wyboru wejścia do dwóch takich samych korytarzy, jak w klasycznym labiryncie. Oczywiście, gdy zorientowała się, że nie pójdzie jej tak łatwo, próbowała różnych sztuczek. Rzucała na podłogę chusteczki, żeby oznaczyć drogę. Nic z tego, ktoś czuwał i sprzątał wszystko z podłogi. Pomyślała, że w ścianie muszą być ukryte drzwi, przesuwała, więc ręką po ścianie próbując natrafić na nie. Nie znalazła ich. Błądziła, więc łudząco podobnymi korytarzami, aż poczuła suchość w gardle i zaczęło się jej kręcić w głowie. Wtedy zdjęła buty i zostawiła na podłodze torebkę. Oczywiście chodząc w kółko tymi przerażającymi już ją korytarzami nie natrafiła na swoje rzeczy. Postanowiła się poddać i zaczęła głośno krzyczeć, że rezygnuje i chce, żeby ją stąd wypuszczono. Odpowiedziała jej cisza. Wtedy Emily na dobre zaczęła się bać, zrozumiała, że to nie rozrywka, ale prawdziwy horror i musi podjąć rzeczywistą walkę o własne ocalenie.

Położyła się na podłodze, próbowała rozluźnić mięśnie, uspokoić oddech, pozornie poddając się rezygnacji. Skupiła się na miarowym, jednostajnym oddechu. Odpoczywała." Wdech, wydech odpoczywam. Wdech, wydech odpoczywam." Powtarzała w myślach. Powoli przychodziło uspokojenie. Przestały napływać niepokojące myśli, oczami wyobraźni zobaczyła zieloną łąkę, a na niej siebie, jako małą dziewczynkę zrywającą kwiaty i biegającą za motylami. Uśmiechnęła się do tego wspomnienia i do tej dziewczynki, która teraz uwięziona w szaro-burych korytarzach walczyła o przetrwanie. Otoczyła tę zagubioną dziewczynkę opieką jak Anioł Stróż. "Zawsze będę z Tobą" - zapewniła ją i otoczyła przyjaznym strumieniem energii. Cud wewnętrznego pojednania napełnił ją siłą i pomimo, że po jej policzkach znowu płynęły łzy, to były one oznaką wzruszenia i pewności, że da sobie radę. Ten labirynt tak naprawdę był podróżą w głąb siebie, świat wewnętrznych lęków i chaosu, nad którym należało zapanować. Stanąć twarzą w twarz ze swoim prawdziwym ja, zrozumieć siebie, przebaczyć sobie błędy swoje i cudze, iść ku światłu.

Emily wstała z podłogi i poprawiła będącą w nieładzie odzież i fryzurę. Ruszyła przed siebie nie otwierając oczu, przesuwając delikatnie ręką po ścianie szła ku wyjściu, które widziała w swoim umyśle. Przestrzenny plan labiryntu widziała z zamkniętymi oczami i po kilku chwilach doszła do wyjścia. Natrafiła ręką na klamkę i otworzyła drzwi. Opłynęła ją fala chłodnego, świeżego powietrza i zapach mokrej trawy po deszczu. Usłyszała oklaski. To mąż ją witał. Bez słowa wzięła od niego buty i torebkę i nie oglądając się na niego poszła w wieczór sama. Wyprostowana z głową uniesioną wysoko, szła w nowym nieznanym dotąd świecie, który przestał być obcy i groźny, w którym miała swoje miejsce, będąc jednocześnie sobą.

"Więc tak smakuje zwycięstwo" - myślała, "Zwycięstwo nad sobą..."

6 komentarzy:

  1. ...zwycięstwo nad sobą!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. bardzo ciekawe opowiadanka tu czytam, wciagające , zabawne akuratne na tak miłe popoludnie! moje uklony!

    OdpowiedzUsuń
  3. Odwzajemniamy ukłony! Oby wizyta nie była ostatnią. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo lubie przygody Emili iszanuje Autorkę, jak i jej twórczość, ale mam jedno ale....:)wydaje mi się ze to troszkę kopia, naszej kochanej Andżeliki, której mi tu nie zmiernie brak i pytam czemu ONO juz nie pisze?????!!!!! ja stawiam na różnorodność (jak u autora: Foki na przejściu, Patologia, Wąż) powtarzające sie wątki stają sie w końcu nudne!popełnił niegdys ten błąd dr.Seth, i dostał baciska za to. Druga wtopa tej że autorki to wielkie podobieństwo jej opowiadania, nie pamietam ktorego, o Emili do opowiadania Dr.Marcela- Morderstwo przy bulwarnej ileś tam- wybaczcie nie pamietam. nie chce być tu negatywną zrzędą (sami wiecie ze nia nigdy nie byłam) ale jak cos mnie irytuje, to musze to wywalic na wierzch:P ale to jest tylko moje zdanie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Zdanie wywalone, przyjmujemy! Wszyscy mamy prawo do śmiechu i wszyscy mamy prawo do batów. I do snickersów lodowych. Howgh.
    Aczkolwiek wtórność każdemu się czasem zdarza, i to niezamierzona... Re-Eunice ma swój bardzo specyficzny styl; jej bohaterka wydaje się być bardzo złożona i nieprzewidywalna.
    Bibi, jak to ONO nie pisze?? Rozejrzyj się. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zapewniam Cię Bibi, że Andżelika i Emily to dwie różne, choć w swej zwariowanej dziwności pozornie podobne istoty. Tak jak w szpitalu pacjenci sączący się w piżamach i stresie wydają nam się podobni. ;-)))
    Re-Eunice

    OdpowiedzUsuń