piątek, 28 października 2011

Halloweenowe konsumpcjum

Mam już strój. Być może sprawiła to lektura Hallodeath, ale jakoś natchnęło mnie na kostium Śmierci. Ciekawe, czy zapewni mi bezpieczeństwo, gdyby przyszło mijać się na ulicy z tą prawdziwą...
Może lepiej się jednak nie mijać.
Halloween jak każde święto ma swój specyficzny jadłospis... A przynajmniej mógłby mieć.
Pierwsze, co przychodzi na myśl, to słodycze, bo święto jest mocno nakierowane ku dzieciom,a poza tym wychodzą w pole zwarte ich oddziały (ze względu na przebrania należałoby rzec: watahy tudzież hordy) w celu gromadzenia tych słodyczy.
Nie wszyscy jednak garną się do cukru. Słusznie zresztą, bo degeneruje ten drań oczy, nerwy, ścięgna i w ogóle postarza organizm, i każe mu wierzyć, że przeszedł wyprawy krzyżowe i powstania śląskie... No wiedzie nas do ruiny z uśmiechem na lukrowanych ustach. Bez cukru energii jest nawet więcej - sprawdziłem.
Co zatem?
Owszem, można zjeść sznycel z wilkołaka albo - to by nawet pasowało - potrawy bardzo krwiste (co nie znaczy: ruszające członkami), można sięgnąć po menu Hannibala Lectera...
Ja jednak polecam zupę dyniową. Zupę - naprawdę - wyborną.
I tym bardziej będącą rarytasem, że i sezon dyniowy jest krótki, i smak zupy w klimacie Halloween bogatszy.
Zupę tę polecam tym gorliwiej, że przypadnie - absolutnie! - do smaku nie tylko ludziom skłonnym do zabawy w Halloween, ale też tym wszystkim, którzy Halloween ignorują i całą energię poświęcają wspominaniem bliskich, zgodnie z tradycją Święta Zmarłych.
Oto przepis:

1 dynia,
2 marchewki,
ziemniak,
słodki ziemniak (lub batat)
kardamon (2 łyżki)
imbir,
kolendra,
sól,
pieprz

słodka śmietana lub mleko kokosowe

bagietka
!!

Dynię i resztę warzyw obrać ze skórki, pokroić w kostkę, obsmażyć na patelni. Przerzucić do garnka, dodać przyprawy, zalać wodą i gotować. Gdy warzywa zmiękną, zmiksować i dodać śmietanę lub mleko kokosowe. Podawać z bagietką.

Jest to doprawdy smaczna zupa; raptem pół godziny temu zjadłem kolejną jej czarkę. Ten smak docenia się o tyle, że kolejna szansa na ów rarytas dopiero za rok. Podobnie jest z zupą grzybową (specjalnej receptury), którą jem na Wigilię. Smak magiczny - nie tylko ze względu na recepturę, ale też właśnie dlatego, że mogę ją zjeść tylko raz w roku. A raczej: chcę ją zjeść tylko raz w roku.
Bo przy tej zupie odczuwam czar Wigilii i całych tych unikalnych świąt.
W Irlandii przyjęto za zwyczaj konsumować podczas Halloween... fistaszki. Jest to całkiem rozbrajające, jeśli zważyć, że w Polsce fistaszki żadnej szczególnej renomy (świątecznej) nie mają, natomiast w Irlandii, poza dniem Halloween, praktycznie się ich nie jada...
W Polsce o halloweenowym zaangażowaniu mas trudno mówić, nie mniej coraz częściej organizuje się Halloween-party, a i domy stosownie dekoruje. A skoro tak - niech nikt nie będzie zdziwiony, gdy patrol przebranych za monstra berbeci zapuka do drzwi i zażąda słodyczy. Należy wtedy okazać serdeczność i dystans do życia (acz zwłaszcza do śmierci!) - częstując berbecie cukrem lub gwineami, nie należy zaś zachowywać się jak Ebenezer Scrooge, co dzieci przeganiał i datków skąpił.
Ja mam zamiar przygotować pewną pulę dla takich patroli. Czy też: watah. Dopiero, gdy pula się wyczerpie, przystąpię do odstraszania kolejnych. Wszak maskę Śmierci mam.
Na pewno pójdę z synem na wielką wyprawę po sacharynowe łupy, sam stając się członkiem hordy. Nie omieszkam też zjeść kolejnej czarki zupy z dyni, no i obejrzeć z dwóch horrorów.
Z ciekawością zerknąłem już w program TV. Telewizja jest instytucją komercyjną, wydawałoby się zatem, że oczekiwania halloweenowo nastawionych widzów - takich jak ja - zostaną spełnione.
I rzeczywiście zostaną.
Na Dwójce na przykład mamy Wojnę fasolową.
Zaś na TV4 komedię włoską. Z kolei TVN 7będzie nas straszył filmem obyczajowym o łyżwiarzach. O TVN nie-7 nawet nie ma co wspominać, jest tam wszystko i nic.
Za to w Kinie Polska Kingsajz.
A mówiąc nieco poważniej - nie jest tak źle. Owszem, kilka horrorów jest, przy czym nic w ofercie nie przebije lubianej przeze mnie stacji TCM, która zaprasza na 3 aż horrory i 1 thriller. Śmiało mogę rzec, że najlepsze jest w tej ofercie (i całej zresztą telewizyjnej tego dnia) słynne Lśnienie, fenomenalny horror z fenomenalnym Jackiem Nicholsonem. Z pewnością jeden z kilku najlepszych filmów grozy, jakie kiedykolwiek widziałem.
Mniejsza jednak z tym. Ja namawiam na zupę z dyni. Jest cudna!
Na koniec tego nocnego postu, który wymusiły na mnie aromaty dyniowe, załączam link do zaprzyjaźnionego portalu Ballyhaunis - warto przeczytać zamieszczone tam dwie śmieszne historie. Uprzedzić muszę, że historie są niebezpiecznie zabawne i nie należy odczytywać ich sobie w kondukcie pogrzebowym.
http://ballyhaunis.bnx.pl/forum/viewthread.php?forum_id=32&thread_id=134 (dział z życia wzięte).
I to tyle. Myślę, że chyba pójdę jeszcze sobie zupy dolać. 2.00 w nocy... To jest całkiem dobra pora na zupę z dyni.

10 komentarzy:

  1. Salut Autorze! - szczególnie za przepis na dyniówę. Muszę tego wypróbować, bom jeszcze tego nie jadł, ale same składniki... - toż to sam cymes! Pozdrawiam i życzę miłych halloweenek! :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Też tego życzę! A zupa cymes, zaprawdę cymes... ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Postaram się ją zrobić, ale już po Wszystkich Świętych, jak uda mi się kupić dynię. Mam nadzieję, że jeszcze będą.

    OdpowiedzUsuń
  4. Służyłbym Ci moją po święcie, ale chyba nie warto: wypatroszona i zęby jakieś diabelskie szczerzy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ta na obrazku jest podobna do mordki Predatora - BTW, w przyszłym tygodniu będzie w TV "Obcy vs Predator 2". Już grzeję DVD-recorder. :)))

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak, niewątpliwe dzieło fana "Predatora". A propos tego filmu - też jestem fanem, co więcej - istny fenomen - jest to jedyny film (mi znany) z lat 80., którego efekty specjalne po 20 latach NIE ZESTARZAŁY SIĘ w ogóle. Fenomen...
    A "Obcy vs. Predator" mam, obie części. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Najgorszy jest "Predator 2" - obrzydliwa jatka bez ładu i składu. Najlepszy oczywiście jest ten pierwszy film ze Schwarzeneggerem. Ciekawy jestem tego drugiego. NB, z lat 80. podoba mi się także "Gatunek". Ten pierwszy.

    OdpowiedzUsuń
  8. Owszem, z reguły kontynuacje zawodzą, spójrzmy choć na "Żołnierzy kosmosu". Ale nie zawsze - bardzo sobie cenię "Obcego" I-III, czwórka już mnie drażniła tym i owym.
    Ale "Predator" rewelacja, oprócz efektów i Arniego w pięknej formie - niesamowity klimat: kamera i muzyka po prostu wpychająca w fotel. Bywają filmy, gdzie wszystko idealnie składa się do kupy.

    OdpowiedzUsuń
  9. No ładnie i tak sam autor te zupkę dyniowa pochłoną ..no no no ...:)
    A obrazek cacuszko ;D

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie sam, ale głównie sam. ;)
    Obrazek cacuszko, ale widziałem równie fajny - dynię a la Gwiazda Śmierci. ;)

    OdpowiedzUsuń