środa, 16 listopada 2011

Galernicy, a bezrobotni

Nasuwa się pytanie, kto ma/miał gorzej. Czy gorzej mieli galernicy, którzy na rzymskich i innych imperiów okrętach wiosłowali niewolniczo, przyjmując baty i skąpe pokarmy, czy gorzej mają ci, którzy dziś z teczką własnych CV od biblii grubszą przeczesują miasto w desperackim pragnieniu pozyskania pracy. Wszak galer już nie ma. To i szanse na prace - choćby i te ciężkie, drastycznie spadły. Recesja obnażyła kły godne Nosferatu i gryzie już całą tę umęczoną planetę naszą. Niczym wielkie jabłko jonatan.
A przecież wszyscy chcemy przetrwać. Uniknąć losu wagabundów tudzież ulicznych latających holendrów, przecinających wysypiska w poszukiwaniu strawy, odzienia i umeblowania.
W dodatku te plamy na słońcu, szemrane ruchy obu biegunów i najgorsze: pogróżki Majów na rok przyszły.
Może Nosferatu odstąpi.
A może nie. Może uczyni z Ziemi żałosny ogryzek, który zetrze się między asteroidami... W każdym razie póki co chcemy pracy. Nawet nie chcąc jej - bo wielu Ziemian leni się i pożąda hamaka wraz ze służbą i wachlarzem - chcemy jej. Taki paradoks. Nie chcąc pracy, bardzo jej chcemy. A że jest o nią trudno, niech wskaże choćby poniższa historia, której autorką jest JA to ja.
Uwaga: z innymi opowiadaniem i poczuciem humoru Ja to ja (Jego to jego? ONEGO to onego?... a tak naprawdę to JEJ że hej!) można zapoznać się, uchylając furtkę do blogu http://widzeiopisujecie.blog.onet.pl/ Każdy, kto jest podglądaczem z natury, ten zajrzy. Ja zajrzałem.

Autor: Ja to ja
Z serii: rozmowy

- Dzień dobry.
- Dzień dobry. W czym mogę pomóc? - pyta facet.
- W sprawie ogłoszenia o pracę - odpowiada kobieta.
- Ach, tak. Proszę usiąść - proponuje i prawą ręką wskazuje obrotowe krzesło, stojące po lewej stronie biurka.
- Mam CV!
- Dobrze, proszę pokazać.
Kobieta podaje facetowi kartkę papieru.
Facet bierze CV. Niby czyta, ale co chwilę odrywa wzrok od kartki i patrzy w ścianę. Fakt, ściany mają ładny kolor, są czyste, nawet zawieszone są na nich obrazy. Po prostu wypas. Więc widok takich ścian musi sprzyjać myśleniu. Musi natchnąć, a facet ewidentnie potrzebuje natchnienia. Tylko po co?
Facet ściąga brwi. Bawi się twarzą. Wpuszcza w poliki powietrze, po czym wypuszcza. Wydaje przy tym dziwne dźwięki, jakby... Ekspresja, ma bardzo ekspresyjną twarz. A ta mimika. Ho ho... Nagle wytyka język. Czy to gest kulturalny, czy tak wypada robić? Niech robi, pewnie się skupia. Po chwili skupienia wznosi oczy ku górze. Pewnie myśli. Tak, to znak myślenia. A może wznosi modły do swego Boga. Palcami gładzi brodę. Czyżby coś knuł? Po 15 minutach milczenia w końcu przemiawia.
- Nie, nie... - artykułuje.
- Słucham? - pyta kobieta nieco zdziwiona.
- Ma pani bogate CV, ale nie.
- Dlaczego?
- Podoba mi się, ale nie - oświadcza stanowczo.
- Nie rozumiem? - pyta, zbita z tropu kobieta. Myślała, że kwalifikacje ma wystarczające.
- Ja też nie rozumiem, ale nie, nie mogę
- Mógłby pan mówić jaśniej.
- Skoro pani nalega, to już mówię Poszukujemy młodej, wykształconej kobiety, która zna dwa języki obce...
Kobieta nie wytrzymuje, wchodzi facetowi w słowo. Zaczyna się bronić:
- No, ale ja jestem wyksztalcona i znam języki obce, nawet 4.
- Właśnie, tu jest problem, bowiem wymagamy znajomości dwóch...
- Ale chyba lepiej, że znam więcej?
- Niekoniecznie. Mam tu napisane, że mają być dwa. Więc, chyba sama pani rozumie... Ale pozwoli pani, że skończę. O ile kwestię języków mógłbym obejść. Musiałbym tylko pogrzebać w przepisach, na pewno jest jakiś hak, który roztrzygałby tę kwestię na pani korzyść,to już kwestia doświadczenia zawodowego jest nieruszalna.
- Dlaczego? Przecież mam pięć lat doświadczenia...
- Za mało.
- Po studiach od razu zaczęłam pracę, więc chyba dość sporo lat doświadczenia, jak na osobę w moim wieku.
- No własnie, jeszcze pani wiek.
- 29 lat to za wiele? - pyta zdziwiona.
- Chyba jednak tak..
- Jak to?
- Potrzebujemy 25 letniej osoby po studiach, znającą dwa języki obce, dwa - podkreślam, nie cztery i mającą 15 lat doświadczenia...
- Pan chyba oszalał! - krzyczy kobieta.
- Ja?
- No, a kto?
- No, na pewno nie ja. Czego pani chce, to przecież pani nie spełnia wymagań, nie ja. Więc może to pani oszalała!
- Taki Pan mądry? To życzę powodzenia w poszukiwaniu odpowiedniej kandydatki. Na pewno znajdziecie - oświadcza ironicznie. Po czym wychodzi i trzaska drzwiami.
- Och - wzdycha facet. - Nie nadałaby się
, za mało w niej wiary.

***

9 komentarzy:

  1. A swoją drogą, JA to ja, brzmi to jak historia całkiem z życia wzięta. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wstęp godny Mistrza. Chylę czoła :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ja to ja??????? ciekawe......

    dobry tekst! salut

    OdpowiedzUsuń
  4. Wstęp się sam wykształcił, do świetnej historii. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Liczę, że niebawem pojawi się kolejna "rozmowa". Fajnie się czyta...:-)

    OdpowiedzUsuń
  6. No tak to jest, jak pracodawcy mają za pełno w doopie...:) 5 za tekst i za pomysł - odlotowy na ful wypas! ;)))

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja się chyba wybiorę do portu i sprawdzę, czy nie zacumowała jaka galera zabłąkana w czasie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Galera jak galera, ale Latający Holender...? :)))

    OdpowiedzUsuń
  9. Ale na Holendrze kiepsko chyba płacą. Czytaj: wcale. I chyba nawet nie karmią...

    ;)

    OdpowiedzUsuń