wtorek, 8 listopada 2011

Upiory i cukier

Czy więcej było upiorów, czy jednak cukru w ową noc deszczową, halloweenową? Dobre to pytanie... Czy bardziej grożą człowiekowi upiory, czy jednak cukier właśnie? Frapujące to pytanie...
W Halloween zmierzyliśmy się i z upiorami, i z cukrem.
Ten drugi okazał się - jak zwykle - nad wyraz przebiegły. Pozwoliwszy nabrać się garściami do niewoli, pokusił, zmysłami zawładnął - i żołądki bezpardonowym Blitzkriegem przejął...
Na zdjęciu widok być może niepokojący - ale w czasie Halloween różni goście w progi przybywają. Ten trafił na Irish Breakfast. Zaprawdę dobrze trafił...




Naturalnie mieliśmy swoją własną, odpowiednio
drapieżną dynię, która osłaniała włości.
By nastrój się pogłębił, obejrzeliśmy przed wyjściem coś adekwatnego - przebój z lat 80. - Ghostbusters.











Szkielety i koty wokół grobu, w którym leży...
No, zgadnijcie kto. W każdym razie ciepło, sucho, i jeszcze warta przyboczna!








Po 18.00 padło hasło do montowania ekipy. Ciekawe, jak odnieść charakter owej ekipy do krzyża widocznego na prawo od czarownego
kapelusza spiczastego?...









To nie miejsce morderstwa. To wymyślna dekoracja halloweenowa. Z wnętrza nie wychynęła ręka uzbrojona w zakrwawiony nóż, lecz w kosz pełen cukierków.

Co prawda... nikt przecież nie wie, co tam się w środku działo.









Diabeł w pełni rozgrzany, wręcz chciwy akcji. Marny los tych, którzy odmówią poczęstunku i zignorują potęgę trójzębu...
Na szczęście nie znaleźli
się tacy.












W Irlandii zdarza się, że ktoś drzwi nie otworzy, bo ma serce zwietrzałe jak ten marcepan, co zaginął na strychu 600 lat wcześniej... To tak jak w Polsce - też nie wszyscy uśmiechają się na ulicy... [pod ten ponury żart podkładam śmiech Jabby, pana na zamku na Tatooine]. Ale przypadek to zaiste rzadki - mniej więcej, jeden marcepan na trzy ulice... Być może w Polsce też jest relatywnie: jeden nieuśmiechnięty przypada na trzy ulice... Ciekawe, że znów słychać śmiech Jabby.
W każdym razie tam, gdzie ciała rozmaite - czy to dyniowe, czy szkieletowe - rozwieszono, wizyta miała szczególnie serdeczny charakter. Jest bowiem czysto logiczną regułą...














...że tam, gdzie domy są z wyraźnym zaangażowaniem przystrojone, tam jest prawdziwe serce dla Halloween.





Diabeł najwyraźniej wciąż budzi respekt w cywilizowanym jakoby społeczeństwie. Niezależnie bowiem od swojej wysokości, szerokości i ciała ciężkości - no i głowy rożkości - zbiera oczywiste obfite żniwo.
Żniwo, nad którym spędziliśmy krótką chwilę, rozważając otwarcie cukierni, i dłuższą (ale nie aż tak bardzo dłuższą) chwilę - dokonując masowej eksterminacji łupów.
Albo też - eksterminacji dokonał na nas przebiegły cukier.
Ale w Halloween można z nim poprzegrywać, czyż nie?

8 komentarzy:

  1. Hmmm... w tym naszym kraju nikt nie usmiecha się na ulicy, twarze są zazwyczaj ponure, zacięte, spięte. Jak ktoś się uśmiecha, to musi co niespełna rozumu. Kiedy wreszcie to się zmieni? Czemu w naszym życiu jest tak mało radości?

    OdpowiedzUsuń
  2. Część ludzi można wytłumaczyć z tego ponuractwa - żyje się im ciężko, pod kreską. Polskie urzędy też spraw nie ułatwiają... Ale ta dysproporcja zdecydowanie jest zbyt duża. I to naprawdę uderza: pobędziesz trochę na Zachodzie, potem na polskiej ulicy uśmiechniesz się do kogoś, a ten spojrzy na ciebie jak na Marsjanina lub socjopatę z pasów zerwanego...

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj myśle,że i w naszym kraju, za pare latek wszyscy beda się uśmiechać w halloween, przynajmniej jak zapadnie zmrok! Małymi krokami i do nas przybywa tracycja " Cukierek albo psikus".
    W rodzinnym mieście Doktora Marcela, ktore jest nie duże zresztą,Mińsk Mazowiecki, w tym roku wyszły na ulice pierwsze odważne zuchy. Śmierć, duch i trzeci niezidentyfikowany przezemnie potworek dzielnie pukały w drzwi zaskoczonych mieszkańcow. A warto też dodać, że i psikusy były przednie: smarowanie klamek od drzwi olejem albo mazanie drzwi czerwoną szmikną! Na szczęście słodyczy podobno więcej było niż psikusów:-)

    OdpowiedzUsuń
  4. No to się rozkręciło. ;)
    I nikt nie przeganiał z kropidłem? ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Doktorze, trochę serca dla pogan!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Pogan? W tym głupim kraju słowo poganie ma wydźwięk pejoratywny i staram się go nie używać. Czy nie można napisać "wierzący inaczej"??? :)))

    OdpowiedzUsuń
  7. Pewnie, że można! Określenia "poganin" użyłem oczywiście w żartobliwym znaczeniu - sam jestem szczęśliwie pogański od... hm, będzie ze 600 lat! ;)

    OdpowiedzUsuń