czwartek, 17 listopada 2011

Videosnajper: Pociągi, herosi i pingwiny

Jako, że przypadł mi w darze aż tydzień wolnego, sprawiłem sobie nieco większy niż zazwyczaj kontakt z filmem. Bądź co bądź kino wymyślano także dla zrelaksowania, a skoro listopad sam w sobie nie relaksuje aż tak bardzo - ciemnym niebem, niskim ciśnieniem i wichurami - wsparłem się filmami.

W cyklu filmowych recenzji - do których zaleca się podejść z psychiatrycznym przymrużeniem oka - swoje swobodnie kąśliwe lubo życzliwe opinie naprzemiennie wyrażają Autor i zarejestrowani Goście Lwów.
*****film, który wstrząsnął jestestwem Recenzenta. Może nawet zmienił jego życie. A jeśli nie wstrząsnął, to przydał endorfiny przydającej husarskich skrzydeł i buławy hetmana Pioruna-Radziwiłła. Pięć gwiazdek zawsze będzie notą skrajnie subiektywnej miary. Ale też wcale tego nie ukrywamy. Jedno jest pewne: jeśli podzielasz tę królewską notę za dany film, nadajesz na tych samych falach, co Recenzent. Intrygujące i niebezpieczne...

****film wyborowy, znakomity i unikalny jeśli nie z powodu niepowtarzalnego scenariusza, to z przyczyn wywołanych emocji albo refleksji. Bardzo dobre kino, które ubarwia - a może wzbogaca życie znużonych wyzwaniami Ziemian. Trzeba obejrzeć! Bo będziemy sprawdzać. Osoba przyłapana na zignorowaniu tego emisyjno-odbiorczego obowiązku natychmiast pod pręgierz. A potem na pal. Z pala zaś pod plandekę żuka i karna wywózka na Ganimedes (księżyc Jowisza).

***film dobry, choć nie powala i do ukłonu dziękczynnego dla twórców nie zachęca. Wszak nie są Rujewitami i nie popisali się dziełem rewolucyjnym. Ale rozrywka nie potrzebuje ambicji na miarę "O obrotach ciał niebieskich"! Warto obejrzeć - bo warto się odprężać i czas umilać. Polecamy.

**jeśli marnować czas, to pytanie w jaki sposób. Bo można na przykład schodzić z karbidówką do studzienki ściekowej i poszukiwać monet średniowiecznych. Albo ujść misyjnie w Bieszczady i oczyszczać je z perzu, rdestu i trampów północnoamerykańskich. Przy czym czynności takie miałyby więcej sensu niż obejrzenie tak ocenionego filmu. Pod rozwagę.

*niektórych heretyków palono, niektórych obwieszano rzymskim sposobem na słupach sieci trakcyjnej, innych uczono pływać kraulem po uprzednim upchnięciu ciała w podomkę ze smoły ostudzonej. Dziś heretyków s nie goni, a oni kręcą filmy.

płaskie EEG. Obejrzenie tego filmu, ewidentnie martwego już od pierwszych linijek scenariusza, grozi także widzowi zatrzymaniem akcji mózgu, serca i trzustki, którą w ramach "podciągnięcia filmu" będzie się z desperacją zasypywać snickersami bądź kulkami Lindta. Zaprawdę szkoda fal mózgowych. Jedyny pożytek z posiadania kopii filmu, jaki widzimy, to wyświetlić go na telebimach w przypadku inwazji Marsjan. Może litościwie (lub ze zniesmaczenia) odwołają podbój i odlecą.


Kapitan Ameryka: Pierwsze starcie ****
akcja/komiks USA 2011
Kapitan Ameryka to film, który można chyba gatunkować jako film komiksowy. Ja w każdym razie tak sobie gatunkuję. Nie każdy lubi ten rodzaj filmów - to oczywiste. Niektórzy grzmią o tym, że brak im przesłań na miarę 10 Przykazań, że ogłupiają, mącą w głowie, że to herezja i lucyferianizm może? A ja spytam, co z poczuciem humoru? Co z przygodą? Rozrywką, która oderwie od kłopotów z wybuchającym bojlerem czy komornikiem forsującym drzwi za pomocą palnika acetylenowego?...
Polecam Kapitana... serdecznie wszystkim tym, którzy od takiej herezji nie stronią. Bardzo dobra scenografia, efekty i klimat. Całość pokrzepiona muzyką Alana Silvestriego. Muszę podkreślić dwie inne zalety, które windują film jeszcze wyżej. Po pierwsze: zastanawiałem się, jaki pomysł mają filmowcy na tarczę, która stanowi część (nie do odrzucenia!) ekwipunku bojowego Kapitana - jak pokażą ją w użyciu tak, by nie tylko nie zdawała się kulą u nogi, ale i nie czyniła nieprzekonujących, groteskowych wrażeń. Wyszło doskonale.
Po drugie - i to szczególnie podkreślam, bo zawsze a zawsze zwracam na to uwagę - film rozgrywa się w latach 40. i urzeka ogromnym zadbaniem o wystrój i sprzęt z epoki. Każdy szczegół - nie dacie rady wyliczyć ich przy jednym seansie. Warto zwrócić uwagę na scenę bójki w bocznej uliczce. Wąski wylot na główną ulicę tylko w trakcie tej walki ukazuje całe mnóstwo różnych samochodów i postaci, wzmacniających ważny przecież efekt autentyczności. Szkoda, że polskim filmie o przedwojniu mniej aut z epoki przejeżdża przez cały seans, niż w tej jednej scenie bójki...
Polecam Kapitana... . Tym bardziej, że nie tylko za Amerykę - którą de facto jest... - walczy.

**** Informator
Thriller/dramat USA 1999
Film z serii człowiek kontra korporacja. To długa seria w kinie, ale - niestety - jeszcze dłuższa w życiu. Uwielbiam ten gatunek. To cała, zimno obnażona prawda o naszej rzeczywistości. Rzeczywistości, która kiedyś, dawno temu, splotła się ze strasznym rodzajem krakena: z hipokryzją. Ten kraken otwiera drzwi do wszelkich mroczności, jakie tylko mała grupa ludzi może sprawić dużej grupie ludzi.
W rolach głównych Russel Crowe i Al Pacino. Rozumiecie sprawę.
To film na faktach. Dla mnie zawsze - już na wstępie - dokłada to gwiazdkę każdej produkcji.
A teraz krótko:
wyobraźcie wszelkie możliwe zalety, jakie tylko może mieć film.
Informator ma je wszystkie.
Wyobraźcie sobie wszelkie możliwe wady, jakie tylko może mieć film.
Informator nie ma żadnej z nich.
Obejrzyjcie ten film.

X-Men: Pierwsza klasa ****
SF/akcja/komiks USA 2011
Muszę wyznać, że miałem ogromny poślizg z odkryciem serii X-Men. Drużyna bardziej lub mniej (czasem dużo mniej) szlachetnych mutantów zaczęła podbijać świat w roku 2000, a mnie jakoś... nie ciągnęło do nich. Może sprawiała to niechęć do mutacji jakaś? Może bałem się, że do widzów-heretyków dołączę? Trzy części X-Men leżały sobie w koszyczku wiklinowym bardzo długi czas, a ja obdarzałem je spojrzeniem powłóczystym lub chłodnym - których to spojrzeń nie wieńczył seans. Aż do dnia, w którym nieznanego pochodzenia impuls (pozaziemski? Laboratoryjny?) kazał mi po film sięgnąć.
Nie mieszajmy do tego banalnego znaczenia faktu, że byłem od tygodnia sam w domu i wszystkie inne filmy zdążyłem obejrzeć.
W ciągu doby obejrzałem wszystkie trzy części.
Wciągnęło mnie i przestałem bać się mutacji. O niektórych zacząłem marzyć.
Część najnowsza również nikogo z Was, drodzy towarzysze w herezji (to jest: fani filmów komiksowych) nie zawiedzie. Może jest nawet najlepszą. Ma wysoki poziom akcji, scenografii, aktorstwa, dramaturgii, Kevina Bacona, a i pod względem muzyki czy humoru nie da się filmu ugryźć. Oczywiście zachęcam, ujawniając tylko (recenzje, które ujawniają za dużo, są równie fatalne, co trailery, które są - są! - za długie i za dużo z treści filmu ujawniają), że historia rozgrywa się przed znanymi dotąd częściami, a w akcji ujrzymy poza mutantami armię amerykańską i sowiecką.

*** Kod nieśmiertelności
thriller/SF USA 2011
Jestem fanem thrillerów, może i zresztą ich fanatykiem. Od zawsze - może od Uciekającego pociągu? - jestem szczególnym miłośnikiem thrillerów, których akcja rozgrywa się w pociągu. A może jest tak dlatego, że od małego - chyba już dwuletniego berbecia - podróżowałem pociągami sporo i daleko, potem jeszcze więcej i dalej - i miłość do kolei pozostała we mnie do dziś. Po takim zatem filmie jak Kod nieśmiertelności obiecywałem sobie sporo i rzeczywiście mnie nie zawiódł. Film ma swoje przekazy - być może każdy je ma, ja jeden odczytałem sobie na pewno: fobie przed bombami masowego zniszczenia/uśmiercenia długo nas jeszcze nie opuszczą, a skoro tak - to nie opuszczą też kina. Kod... trzyma w napięciu i z całą pewnością warto go obejrzeć.

Spider-Man 3 ****
akcja/S
F/komiks USA 2007
I znowu Mar vel. Marvel umilił mi ten tydzień, to mu trzeba oddać. Co prawda Spider-Man 3 jest filmem tak już nieświeżym, że gdyby go zamienić na chleb żytni, to... Ale to cały ja. Nie szturmuję premier ze szczególnym zacięciem, co sprawia, że nawet całkiem głośne filmy stanowią seans dla moich oczu 10, a nawet i 15 lat po swej premierze... Co jednak wcale nie musi umniejszać przyjemności z tego seansu. I wcale też nie musi oznaczać, że przez owe 15 lat nie myślę o nich ciepło, obiecując spotkanie w możliwie szybkim terminie.
Co można zarzucić Spider-Manowi 3? Prawdopodobnie można zarzucić mu wtórność. Ale mnie do tego nie mieszajcie - ja nie jestem zwolennikiem krytykowania wtórności jako takiej. Trzeba wszak pamiętać, że Ziemia jest stara; koło inspiracji i zapożyczeń rośnie, ale koło oryginalności i unikalności wprost przeciwnie. Poza tym: co miałby robić poczciwy Peter Parker, jeśli nie przerzucać się na niciach pajęczych między nowojorskimi wieżowcami? Pełzać rynnami w kostiumie zaskrońca rybołowa? To film komiksowy, to film o Człowieku-Pająku, i pewne rzeczy są zwyczajnie niepodważalne i nieuniknione.
Spider-Man 3 zaskoczył mnie jednak. Oferując klimat trochę jak z filmów z lat 80., gdzie dynamiczna akcja mieszała się z liryką. Spider-Man jest silnie liryczny. Zaskoczyło mnie to - wszak to film komiksowy, heretycki - ale nie zmarszczyło brwi. Przeciwnie, spodobało mi się to.
Co więcej, przywykłem do reguły pierwsze pół filmu bardzo dobre - drugie dobre lub słabe, a tymczasem (i tak samo jest z Kapitanem Ameryką) tu uraczono mnie regułą-niespodzianką: pierwsze pół filmu dobre - drugie bardzo dobre.
A jeśli ktoś będzie twierdził, że czwartą gwiazdkę dołożyłem filmowi za Bryce Dallas Howard, to... to... będę zaprzeczał.
Z niewzruszoną twarzą.
Jak to ukrytą pod maską pajęczą.

**** Niepowstrzymany
thriller/życie USA 2011
Wydawało by się, że do ucieczki rzucają się tylko ludzie i antylopy gnu. Otóż nic podobnego. Pociągom też zdarza się czmychnąć...
Jak już powyżej się zdradziłem, mam słabość do pociągów - tak do jazdy nimi, jak śledzenia dreszczowców kolejowych na ekranie. Niepowstrzymanego przyjąłem zatem niczym dar szczególnej urody. Zaprawdę. Nie dość, że dar zawierał w sobie Denzela Washingtona (a ja z Denzelem filmy biorę w ciemno, choćby na dnie studni z workiem płóciennym na głowie)... nie dość, że po wielkich budynkach i samochodach - których mnóstwo w innych filmach - pozwalał podziwiać wielkie amerykańskie pociągi (reflektory lokomotywy są na wysokości głowy ludzkiej, co sugeruje, że nie o trasę Gdańsk-Gdynia tu chodzi)... nie dość, że wręczył ciekawemu widzowi - którym byłem - sporo wiedzy na temat systemu operowania pociągami i kontrolującej ich rozkład technologii (wiedzy nigdy za wiele)...
...to jeszcze trzymał w nieprzerwanym napięciu od pierwszej minuty po sam koniec.
Polecam nie tylko dróżnikom!


Święty interes *
komedia (?) Polska 2010
Milion dolarów *
komedia (?) Polska 2010

Moi drodzy. Te dziwne, frapujące - by nie rzec: frustrujące twory, pozwoliłem sobie wrzucić do jednego worka. Drzewa, wodę i prąd należy oszczędzać - być może przestrzeń cybernetyczną także.
Dwa razy w roku mam atak szaleństwa. No cóż, zdarza się i mnie. Może zresztą zdarza się wszystkim. Niektórzy wychodzą wtedy na rynek miasta z siekierą, niektórzy rozlewają kanistry benzyny pod kopułą katedry... Ja robię coś straszniejszego.
Zapominam o swojej traumie, nabieram zaufania - i znów sięgam po polską komedię.
Dwa razy w roku mam taki właśnie atak szaleństwa.
Dwa razy w roku wpędzam się w traumę.
Wciąż szukam lekarstwa, by dalszych szaleństw uniknąć.
Cokolwiek napiszę o tych komediach, będzie pasować do większości (bardzo większościowej większości) polskich komedii, nakręconych w ostatnich latach.
Dlatego napiszę krótko: polscy scenarzyści mają sprawdzony pomysł na wypełnianie własnych i swoich tworów ubytki. Jest to odpychający wulgaryzm i epatowanie mniejszą lub większą porcją tyłków i biustów. Doprawdy smutne, a nawet dramatyczne. Nie silę się na separowanie tych dwóch filmów. Postrzelam sobie ze springfielda do obydwu naraz:
scenariusz słaby. Gra aktorów drętwa. Brak zdolności do pisania śmiesznych dialogów. Wulgarny język! Masowo-taśmowo-obsesyjnie.
W polskich komediach częsty jest motyw patologii. Ludzie są dziwni. O ile w amerykańskiej komedii to bawi, o tyle w rodzimej irytuje i odpycha. To w ogóle nie jest zabawne. Jak określić komedię, która dźwięk pozwalający odróżnić śmiech od płaziego skrzeku wyciąga z krtani widza dwa razy w ciągu seansu?
Święty interes złym pomysłem nie był. Szybko jednak dało się zauważyć, że - non-stop, scena po scenie - wszystkim piętrzą się jakieś kłopoty. Szkoda tylko, że towarzyszą temu krzyki, warknięcia i rosnące napięcie. I bluzgi. Perypetie u Amerykanów bawią. U Polaków męczą i wkurzają.
Za jeden jasny punkt obu połączonych zgrzebnym worem filmów uznaję tylko Andrzeja Grabowskiego i jego rzeczywiście zabawne i urocze disco-polo. To za mało, jak się wydaje.
Obawiam się tylko kolejnego napadu szaleństwa.
Polską komedię wsadzono na Titanica. Ja ten pokład opuszczam.
Nie będę jednak kończył tej recenzji w tak mrocznym cieniu. Polskie komedie są bardzo zabawne i chętnie po nie sięgam.
Po te przedwojenne i te "socjalistyczne".

Pingwiny z Madagaskaru *****
animacja/komedia/rewelacja 2008-2011 USA
Na koniec, by obłoki ciemne do reszty rozwiać, chcę tym wszystkim, którzy jeszcze tej rewelacji nie odkryli, pokazać rzecz unikalną. Oczywiście film Madagaskar znamy wszyscy. To niewątpliwe. Czy jednak wszystkim odkrył się serial Pingwiny z Madagaskaru?
Bo warto - i głową moją za to ręczę - niezależnie od wieku, statusu, wyznania, położenia geograficznego czy dostępu do złóż, odkryć sobie ów serial. Zaprawdę, powiadam Wam.
Wartość serialu tworzy nie tylko scenografia, znane z kina pingwiny (i lemury!) i cały wytworzony klimat.
Generator mocy serii stanowi humor.
Humor błyskotliwy, cięty, czarny, absurdalny.
Wyborny, wysokoalpejskiej rangi.
Jak to humor amerykański.
Ja osobiście salutuję liderowi pingwinów Skipperowi, który wpada do serca widza błyskawicznym - prawdopodobnie z premedytacją wyszkolonym - susem. I zostaje tam na dobre.
Salutuję jemu, ale salutuję też Grzegorzowi Pawlakowi, którego głosem Skipper planuje, rozkazuje i... rozbraja.
Pingwiny czekają na Was na kanałach Nickelodeon i Comedy Central. Zajrzyjcie do nich, jako i ja zaglądam.
Codziennie!

10 komentarzy:

  1. Oj,oj. Polskie "komedie" tylko jedną gwiazdkę dostały :D:D.

    Zrekompensują to sobie ilością grających w tych produkcjach "gwiazd" polskiego kina :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Być może. Ja się cały czas zastanawiam, jaki jest rzeczywisty cel nakręcania, hm, komedii, w Polsce. Musi być jakieś drugie dno...
    ...skoro pierwszego brak.
    Ale nie zastanawiam się aż tak bardzo, by sięgnąć po komedię krajową przez następne pół roku.

    OdpowiedzUsuń
  3. ja szczerze polecam fajna komedię,nie polską w każdym razie: "Lock,stock and two smoking barrels" z 98roku!!! Polski tytuł to chyba "Porachunki"-ale nie jestem pewna, piętek sobie nie dam za to uciąć!!! a te filmy wyżej to tylko pingwiny mi podpasowały, niestety:(

    OdpowiedzUsuń
  4. "Pingwiny" ponad wszystko, doktorze, zatem w porządku. Proszę wrócić do zajęć.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ostatnio obejrzałem wreszcie "Anioły i Demony" wg. powieści Browna. Nieźle zrobiony i trzymający się książki - dla mnie ****. No i przede mną jeszcze najnowsza wersja "Conana Barbarzyńcy" - z tego, com widział daję ***. Jednak co Arnie, to Arnie!

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak, też miałem opóźniony zapłon z "Aniołami..." i też przyznaję ****. Najnowsza wersja "Conana..." też mi jeszcze się wymyka - może jutro się uda. Ale to prawda - wersja z 82 jest warta przynajmniej ****. Już za samą muzykę!

    OdpowiedzUsuń
  7. "Conana" możesz ściągnąć z Chomikuj.pl - są tam wszystkie wersje.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nic z tego ni rozumem łeeee..... wiochom jedzie!!!!

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak brzydko pachnie, to trzeba maseczkę założyć.
    Albo włożyć głowę do beczki z chlorem.
    ;))

    OdpowiedzUsuń