niedziela, 4 grudnia 2011

Kolejne opowiadanie Ja to ja...

...a w nim nic innego, jak kolejna obserwacja z życia. Ciekawe, że ja dokonałem takiej samej. Co więcej, nie trzeba tygodniami przemierzać setek kilometrów, by takich obserwacji dokonać.
Niestety.
Polki przedwojenne były tak samo piękne i wrażliwe na całusy jak Polki dzisiejsze.
I chyba tak samo jak dzisiejsze doceniały, gdy im mężczyźni poprawiali poduszki...
Choć trzeba mieć na uwadze, że mężczyzna poprawiający poduszki kobiecie, uruchamia właśnie strategiczną operację Nastrój i Podbój.
Może tylko Polki przedwojnia lepsze były w robieniu swetra na drutach. Dziś ta urzekająca umiejętność rzadsza jest od kości dinozaurowych, które wciąż się przecież znajduje.
W każdym razie przedwojenne kobiety porzuciły swe kobiece zajęcia w chwili próby, sięgając po manierki, bandaże i granaty. Trwając przy rannych nawet, gdy grzebało to ich szanse.
Ślubując w płonących ruinach, pod bombami.
Niezwykłe to były kobiety.
A dzisiejsze?
Dzisiejsze też są niezwykłe. Kobiece serce jest szlachetne. Zwłaszcza w chwili próby.
Której nie życzę aż tak bardzo.
Niech troski polskich kobiet będą tak nikłe, że rozwieje je poprawianie poduszek. Tego bym chciał.
Tak, Polki są niezwykłe... Choć może nie wszystkie równie bardzo. Bywa niezwykłość mniej magnetyzująca.
Rozumiecie: mniej inspirująca do poprawiania poduszek.
Może części kobiet (i mężczyzn, ma się rozumieć) przeszczepiono omyłkowo serce jesiotra?
Lub umysł?
Hm. Przecież wypadki chirurgiczne się zdarzają. Kobietom, mężczyznom, rysiom...
Bo jak ocenić serce i umysł kobiet z historii Ja to ja?
No chyba jest to jakiś jesiotrowaty rozmiar.
Co nie znaczy, że mam coś przeciw jesiotrom. Wszyscy zasługują na miłość.
I wszyscy jej potrzebują. Dziewczęta rozprawiające poniżej wyraźnie też.
Inna sprawa, że kobiety-jesiotry zawsze będą o wiele bardziej nieszkodliwe, i o wiele bardziej urocze - mimo wszystko - niż mężczyźni z taką przypadłością...
Tak to już jest. Niestety.
Ja nie tylko nie zaprzeczam. Ja oddycham z ulgą.
Zapraszam na seans.

Nadesłała: Ja to ja
Tabula rasa... czyli nic!

- Cześć, Krycha, kopę lat.
- Cześć, Jaaaadzia.
Jadzia rzuca się Kryśce na szyję. Najwyraźniej jest uradowana tym niespodziewanym, aczkolwiek wczesniej umówionym dzięki esemesom spotkaniem. Całuje Kryśkę, obejmuje, przytula się do niej. Wykorzystuje całą gamę dostępnych powitań, powiązanych z czułostkami.
Cały ten kabaret trwa nie dłużej niż 4 minuty. W końcu Jadzia ( po upływie tego czasu) wypuszcza Krychę ze swoich ramion, ta w szale próbuje dostarczyć płucom utracony tlen, który uleciał pod wpływem nagłego, aczkolwiek mocnego ścisku.Tamta zaś, po wyjściu z ramion koleżanki, zamiast zacząć rozmowę, robi zdziwioną minę, jakby nagle coś sobie przypomniała, albo jakby coś nagle do niej dotarło i podrażniło neuron, po czym pod wpływem tego podrażnienia wprawiło szarą komórkę w ruch, która uderzając od wewnątrz w powierzchnię twarzoczaszki dała o sobie znać, a więc skłoniła do refleksji. Po czym, pod wpływem tego niespodziewanego impulsu, pyta Kryśkę:
- A co to jest kopa?
- No, że kopa, czyli dość sporo. A sporo, czyli sześćdziesiąt.
- Ale że nogą sześćdziesiąt ?
- A czym, ręką?
- Kryśka tak się cieszę, że Cię spotkałam - Jadzia przerywa filozoficzny wywód na temat kopy. - Dawno się nie widziałyśmy. Jejku, kiedy ostatnio?
- W poniedziałek - mówi Krycha.
- No tak, to aż trzy dni. Ależ żeś się zmieniła.
- Ty też się zmieniłaś. Ale wyglądasz pięknie jak zawsze. Mów, co tam u ciebie, jakieś zmiany?
- Och, tak wiele się pozmieniało przez ten czas. Nie jestem już z Michałem. Przez chwilę byłam z Marcinem, ale on oplem jeździł, więc sama rozumiesz. Do tego, uważaj Kryśka, teraz nastąpi najśmieszniejsze, on miał telefon bez kolorowego wyświetlacza, starą nokię. Więc sama rozumiesz. Teraz jestem z Maćkiem, ale nie wiem, jak długo z nim pobędę, po ten z kolei kupił sobie Nike z wyprzedaży, za 320 zł. Nie wiem czy długo wytrzymam z takim facetem, no i z tymi butami za marne grosze... A co u ciebie?
- Skumaj, że ostatnio założyłam sobie konto na Nk i zgadnij kto zaprosił mnie do swoich znajomych?
- Nie wiem, mów. Proszę, nie trzymaj mnie w takim napięciu.
- Jacek, ten przystojniak z naszej klasy...
- Jeju, Krycha. Ale z ciebie szczęściara. A swoją drogą tak wiele czasu minęło od skończenia szkoły...
- No. Jadźka to aż trzy miesiące. Ale ten czas szybko leci. Ciekawe, czy poznałabym jeszcze jakieś osoby z naszej klasy, Jacka o mało co bym nie poznała. Zdradziła go ta jego fajna koszulka. Jeju, on ją cały czas ma.
- Oj Krycha, tak się cieszę, że cię widzę. Aaaaaa....!!!!!!!!!!!!!
- Ja też. Aż mam ochotę krzyczeć z radości.... jeju, jeju.....!
- Wiesz co?
- No nie wiem, mów coś tam znowu wymyśliła!
- Tak sobie pomyślałam o maturze.
- Ojeja, pamiętam...
- Może zorganizowałybyśmy jakieś spotkanie po latach, tak dla uczczenia tego wydarzenia?
- No ale to dopiero kilka miesięcy minęło, więc nie może być po latach.
- No wiem , wiem, tak mi się tylko powiedziało. Przecież wiadomo, ile minęło... Więc?
- Super pomysł, Jadźka. Ja się piszę... Tylko trzeba rozesłać wici na Nk
- Moja mama jest krawcową, jakieś nici na pewno ma, więc roześlę... Ale jak to się robi? Nie znam jeszcze tej aplikacji...
- Nie nici, tylko wici. Po prostu napisz do wszystkich wiadomość i wyślij.
- Kurcze, Krycha, tak się cieszę, że znowu zobaczę wszystkich. Powspominamy maturę, szkołę... Swoją drogą wiele się od tego czasu pozmieniało na świecie, w Europie, w Polsce. Japonię podobno do Europy przenieśli.
- Bzdura.
- Jak to, sama widziałam. Właśnie w tej Bzdurze...
- Jadźka, co ty gadasz...To nie tak.
- A jak?
- Inaczej. Żadnej Japonii nie przenosili. W ogóle nie da się załadować państwa na przyczepę i przenieść.
- Podobno z niczego czegoś też nie zrobisz, a jednak kryzysem chcą kryzys ratować...
- Oj Jadźka, Jadźka...
- Co Jadźka? A o tym, że Mickiewicz był astronomem też nie słyszałaś?
- Że co?
- No to, co słyszysz i widzisz. Po co było cztery lata do szkoły chodzić, uczyć się, jak to już wszystko i tak się zmienia.
- Nic się nie zmienia...
- Nie? To słuchaj dalej.
- No.
- Podobno zmienili głównego bohatera "Dziadów". Chyba znów przeszedł jakąś przemianę. Zmienił się w Konrada Wallenroda, czy kogoś tam. W ogóle to połączyli dwie książki w jedną, a my co? Musieliśmy się męczyć z tym Sienkiewiczem i czytać dwie książki.
- Mickiewiczem.
- Nie ważne, zwał jak zwał...
- Ważne.
- Dla mnie nie. Ważne, że wiem, że... No właśnie tego też nie wiem.
- Jadźka, dla ciebie wiedza nie jest ważna?
- Pewnie, że nie. Nigdy nie była. Maturę mam, więc po co mam pamiętać to, o czym bredzono w szkole średniej, tym bardziej, że ta wiedza jest elastyczna. Wciąż się zmienia. Na studia się dostałam, magistra zrobię. Może i doktorat jakiś machnę, więc po co mi wiedza?
- Co?
- No co, nie mogę?
- Możesz, możesz... Ale, że co, sztuka dla sztuki?
- Jaka sztuka? Wiedzę sztuką uczynili?
- Nie, ale może powinni. To jak z tym spotkaniem?
- Roześlę te nici i jakoś to będzie
- Tak, jakoś to będzie. Zawsze jakoś jest...
- No to pa i pamiętaj, że, jak mawiali filozofowie starożytni, najważniejsze jest tabula rasa...
- No tak starożytni..., czysta, ale nie pusta...A poza tym "Człowiekiem jestem i nic, co ludzkie nie jest mi obce", czyli z łaciny Cogito ergo sum. :)

Inspirowane i ściągnięte trochę z programu Matura to bzdura.

18 komentarzy:

  1. Co na to Ewa Łokuciejewska?

    OdpowiedzUsuń
  2. No tak...To są oficjalne dyrektywy- wiedzę mają zastąpić umiejętności...

    OdpowiedzUsuń
  3. opisujesz kobiety jako idiotki to naprawdę żałosne

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytanie ze zrozumieniem jest darem...

    OdpowiedzUsuń
  5. "Kobiety są gorące..." - jak śpiewa Norbi, a od siebie dodam tylko tyle, że zawsze doskonale mi się pracowało z kobietami, a to dlatego, że swoją pracę traktowały na serio, sumiennie i dokładnie. Cenię je BARDZO wysoko.

    OdpowiedzUsuń
  6. W historii Ziemi liczba wojen wywołanych przez kobiety będzie z kolei BARDZO niską.
    A ja muszę powiedzieć, że niesłychanie ujmuje mnie u kobiet zdolność ironii. Bo zawiera nie tylko przenikliwość - ale, mimo wszystko - ciepło.
    Lecz i tak najbardziej cenię kobiety za to, że nie bacząc na warunki, przygarniają ranne wiewiórki czy borsuki.
    I że - świadome strategii czy nie - pozwalają nam poprawiać te poduszki. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Oczywiście mówiąc o kobietach, które wywołały wojny, mam na myśli złe królowe i podstępne cesarzowe... Mniej lub bardziej baśniowe... Kto tam wie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jestem kobietą (chyba :D:D) i jakoś nie uważam, że jestem idiotką...wszystko zależy od podejścia i na tym zakończę, bo nie chcę dać się ponieść:)
    Fajny samochód, a może pani samochodowa.
    A gdzie jest zyg zag mc queen? :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zyg Zag pojechał w lasy pensylwańskie ładnego świerku szukać. ;)

    E, nie ma co się ponosić, Ja to ja. Niektórym brak dystansu i minimalnego pola siłowego do konfrontacji z ironią. Trudno. Widać, że nożyce w stół uderzyły.
    A przecież grudzień. Wypada się uśmiechać, przytulać, poduszki sobie poprawiać!

    OdpowiedzUsuń
  10. Właśnie i motyw poduszek zagościł :) Cudnie bo klimatycznie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. No, jakoś od wczoraj o tych poduszkach myślę...
    Niebezpieczna jest literatura i jej komentowanie... ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Kto by pomyślał, że literatura w złą stronę pójdzie :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Właśnie. Ale jakoś nikt nie jest chętny zawracać z tej złej drogi. ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Zabawny tekst...Ja to ja... taki wspaniały gatunek powinien mieć swoją nazwę i hasło w Wikipedii ...)))))))pozdrawiam ewa

    OdpowiedzUsuń
  15. Anonimowy: Dzięki :)
    A jeśli chodzi o ironię, to zgadzam się w stu %, z tym, że głupcy, z tym że nie pojmują ...

    OdpowiedzUsuń
  16. Nic dodać, nic ująć - zatem biorę się za tosty i zieloną herbatę.

    OdpowiedzUsuń