poniedziałek, 23 stycznia 2012

Ironia a Kopciuszek

Jak wiecie, jestem zwolennikiem humoru czarnego, ironii, szyderstwa w słusznej sprawie (ha, wygodne wytłumaczenie dla kpiarza, czyż nie?), a najwspanialszy rodzaj literatury to dla mnie taki, który objawia coś, co nazywam refleksyjnym sarkazmem. Dlatego w kółko Macieju czytam Alistaira MacLeana. A oprócz niego Koontza, Cobena, Niziurskiego... Nawet Tytusy czytam ku generowaniu przyjemności z ironii mistrza Chmiela.
Do czego zmierzam? Otóż uważam sarkazm refleksyjny czy ironię literacką za całkiem typową dla mężczyzn. Rzadko trafiam na kobietę operującą kpiną przenikliwie lub refleksyjnie, rzadko trafiam na kobietę torpedującą talentem parodystycznym.
Co nie wynika z żadnych ułomności - nazwijmy już umownie mężczyzn ułomnymi, widocznie jakieś życiowe potknięcia na skórkach od banana takimże sarkazmem odreagowują...
Hm, to ile ja mam tych potknięć?...
Kobiety i mężczyźni różnią się po prostu w doborze narzędzi komunikacji. Kobiety używają zazwyczaj narzędzi mniej ząbkowanych - i dobrze. Dobrze. Zaprawdę z uznaniem wdzięcznym to mówię, bo jestem absolutnym adoratorem i wyznawcą kobiet. Pamiętajmy, że taki Lew jestem, co wciąż gotowy jest ucałować dłoń kobiety, a nawet wszelkie inne partie ciała, które kobiety są skłonne do ucałowania podsunąć w ramach dyplomacji.
Dyplomacja, jak wiadomo, nie jest wolna od ograniczeń.
I tu dochodzimy do meritum. Otóż od czasu do czasu napotykam kobietę operującą ujmującym stylem ironii i parodii. Jestem wtedy olśniony i marmur pod statuę zamawiam. Serio.
Poniżej zamieszczam opowiadanie napisane przez Ja to ja. Jest to parodia Kopciuszka.
Czy może jego wariacja.
Albo wymuszony realiami naszych czasów remake.
Albo... Albo prawda. Cała zatajona prawda o Kopciuszku.
Zwróćcie uwagę na słowotwórczość i całą stylistykę autorki. Ja zwróciłem. Dlatego przeczytałem Kopciuszka drugi raz.
Zapraszam do lektury, do tej całej zakopconej prawdy o Kopciuszku.

Nadesłała: Ja to ja
Kopciuszek

Każdy zna ( jeśli nie osobiście to pośrednio) Czerwonego Kapturka, co szedł do babci i zapodział się w lesie, bo wilk i takie tam sraty pierdaty.
Każdy również zna, a jeśli nie zna, to chociaż kojarzy Kopciuszka, tego od zgubionego pantofelka, który z soczewicą i makiem w kuchni szalał, potem haloweenową dynie przerabiał i takie tam srele morele.
Każdy miał styczność z królewną śnieżką i siedmioma jej przyjaciółmi.
Dziwi mnie tylko to, że takie opowiastki dzieciom czytają. O Teletubisie to się omal nie zagryźli, a ona i ich siedmioro, to już nikomu nie przeszkadzają. E tam, świat idzie z postępem.
Każdy kiedyś te bujdy czytał. Każdy bez względu na wiek, bo i mali i duzi, i młodzi i wcześniej urodzeni.
Ale co z tego? Szczerze pisząc to nic z tego nie wynika, ale nie miało wynikać...
Jedno tylko napiszę, świat bajek nie musi być taki bajeczny, jak nam się pozornie wydaje, nie musi być również taki tendencyjny jak Nad Niemnem i w końcu nie musi być taki prosty i jednoznaczny jak zostaje nam przedstawiany...
Wszyscy domownicy strzelistego pałacu jeszcze słodko spali, przerzucając się z lewa na prawo, wędrując po tajemniczych ścieżkach snów, tylko ten kocmołuch - Kopciuch pałętał się po włościach hałasując naczyniami i tym, co w tych naczyniach miał, czyli produktami przebieralnymi.
Kopciuszek, jak co dzień rano siedział w kuchni i zmagał się z miską maku i soczewicy.
Soczewica na prawo, maczek na lewo, miska na środku, między nóżkami
– podśpiewywał sobie przy pracy, ot tak, dla hecy, żeby nudno nie było. Co tam podśpiewywał, darł się wniebogłosy jakby w pałacu znajdował się sam. Zawsze tak robił. Każdego ranka ryczał jak najbardziej ryczliwe lwy, budząc wszystkich domowników. Jakoś niespecjalnie przejmował się narzekaniami śpiących pozostałych, którzy dzień w dzień prawili mu nudne kazania.
Jednak, ani prośbą, ani groźbą. Nic nie działało. Najzwyczajniej w świecie Kopciuszek miał ich wszystkich w głębokim poważaniu, czyli gdzieś, lecz nie wiadomo gdzie.
W pałacu, oprócz wyżej przedstawionej, choć jeszcze nie do końca i nie w całości , pannicy mieszkali także, ojciec król, który mało kiedy był obecny w królestwie, ponieważ pracował na zagranicznych dworach jako pseudo król. Dorabiał sobie do królewskiej, jakże niskiej pensji.
Mieszkała także druga żona króla ze swoimi dwiema, jakże pięknymi córkami.
Pierwsza żona króla, czyli matka Kopciuszka zmarła dość dawno, czyli dawno.
I tak sobie mieszkali całą piątką, częściej jednak czwórką i żyli sobie razem, a jakoby osobno, czyli z sobą bez siebie.
Dwie przyrodnie siostry, nie lubiły Kopciuszka, bo tak trzeba było, bo tak chciały biedronki. Zresztą nie wiem czy się lubiły czy nie, ale domniemam, że nie, mając na uwadze niegdyś czytaną lekturę.
Więc się nie lubiły.
Na imprezy razem nie chodziły.
Śniadania razem nie jadały.
Soczewicy od maku wspólnie nie oddzielały.
Ogólnie poruszały się wszędzie w oderwaniu od siebie, czyli osobno.
Kopciuszek, jak co dzień rano grzebał się w kulkach i kuleczkach mniejszych. Po co? Nikt tego nie wiedział.
Może lubił, może chciał, może po prostu miał taką ochotę, ot co i już.
Grzebał się, podśpiewywał – a nie, przecież darł się jak stare prześcieradło – i stukał garami.
Pierwsza, na dźwięk hałaśliwy, bezlitośnie i do tego bez zabezpieczenia gwałcący uszy, obudziła się macocha. Otworzyła oczy. Na wpół śpiąc usiadł na wielkim łożu. Rozejrzała się dookoła.
Niczego jednak nie zauważyła, bo oczy były na wpółotwarte, a więc prawie zamknięte, ale czy zauważyć chciała?
Niczego godnego spojrzenia nie spostrzegła, za to doskonale usłyszał ten napastujący głos.
W końcu to on wyrwał ją z objęć Morfeusza. Nie, nie, ona nie zdradzała króla. Czyżby?
Wkurzyła się. Zeszła na dół. Stanęła w kuchennych drzwiach.
Chciała krzyknąć, już nawet rozdziawiła gębę, ale to rozdziawienie okazało się zaledwie ziewnięciem.
Rzuciła zatem Kopciuszkowi tylko, albo i aż złowrogie spojrzenie, prawie takie jakie rzuca Jarek Donaldowi, po czym nic nie mówiąc powędrowała w stronę czajnika elektrycznego, który znajdował się na parapecie i wstawiła wodę na kawę.
Kolejne obudziły się siostry, obie naraz. Zawsze wszystko robiły naraz. Chodziły z dwoma facetami na raz. Robiły... no właśnie... Na raz wystarczała im zgrzewka piwa.
Na raz, na dwa, świat za uszy dziś złap....
Siostry, podobnie jak matka otworzyły oczy. To chyba normalne zachowanie przy przebudzeniu tudzież obudzeniu, albo dobudzeniu.
Podniosły się. Zanim jednak nastąpiło podniesienie dokonane, rzeczywiste, nie iluzoryczne przyjęły postawę wpółsiedzącą. Potem siedzącą, na koniec stanęły na sztorc, czyli w tym momencie nastąpiło podniesienie no i na koniec, aby dopełnić cały ten mechanizm wstawania, popędziły do kuchni wyprostowane, czyli w pozycji pionowej. A co, miały się czołgać?
Weszły, obie naraz, jakby były zsynchronizowane. Spojrzały na siedzącego w rogu kopciuszka. Starsza bardzo się skrzywiła na widok tak hańbiący i upokarzający. Kogo? Nie wiem...ale fajnie brzmi. Po czym poszła uczynić to, co przed minutami uczyniła ich matka.
Druga zaś stanęła w odrętwieniu i na parę chwil zatrzymała się w pozycji nieruchawej, przyglądając się pracy kopciuszka.
Na widok Kopciuszka jakby oczy jej się zaświeciły, jakby ślina z ust poleciała, jakby się wzdrygnęła, ale nie z powodu obrzydzenia, przestraszenia czy też z powodu jakiejś negatywnej, wyzwalającej wzdryganie, emocji. Wzdrygnęła się, sama nie wiedziała czemu, ale to było przyjemne wzdrygnięcie, połączone z miłym uczuciem, które znienacka pojawiło się w okolicach żołądka, łechtając go w sposób delikatny, wyzwalający, uf...
Stała tak kilka chwil, gapiąc się nie wiedząc czemu, nie wiedząc po co, nie wiedząc nawet jak długo. Jednak jak tylko Kopciuszek odwzajemnił spojrzenie, oblała się rumieńcem, spuściła głowę i powędrowała w stronę matki i siostry, czyli już teraz do stołu.
Kawa była gotowa. Zresztą śniadanie również, tak więc trzy panny zasiadły do stołu i zaczęły objadać się tym, czym pałac bogaty, mlaskając przy tym jak...małe różowiutkie świnki.
Kopciuszek, choć kopciuszkiem był, czyli można by wywnioskować w zupełnym oderwaniu od lektury, że jakoby bez manier dobrych błąkał się po świecie, to jednak „ O zachowaniu się przy stole”, czyli o wierszu pochodzącym z czasów średniowiecza wiedział wszystko, a cały tekst miał w jednym paluszku. O, w tym, małym.
Poza tym, był niebywale wyczulony na dziwne odgłosy wydobywające się z gęby podczas jedzenia. Nienawidził mlaskania. Wkurzało go to strasznie mocno. Dlatego usłyszawszy pierwszy mlask, wstał i udał się do swojego pokoju.
Wyjście Kopciuszka zauważyła jedynie młodsza siostra i tylko ją to zaniepokoiło. Logicznie rzecz ujmując, pozostałych członków zaniepokoić nie mogło, bo nawet nie spostrzegli jej oddalenia się. A skoro nie spostrzegli to zjawisko owe nie mogło wyzwolić w nich żadnych emocji ponieważ nie mogło oddziałać na nich coś, czego oni nie czuli, nie widzieli. Bo choć ogólnie zajście zaistniało, to w ich świadomości go nie było. I takie tam....
Reszta jakoś mało wyczulona była na pojawianie się i znikanie przybranej siostry czy też przysposobionej niechętnie córki, dlatego byli ślepi na jej być czy też nie być.
Spokojnie zatem sobie siedziały i objadały czym chata bogata, mlaskając przy posiłku w rytm marszu żałobnego.
Młodszą dziewczynkę bardzo zmartwiło to nagłe, notabene ceremonialne wyjście, z gwałtownym jakoby zdenerwowaniem podyktowanym rzuceniem misek, aż dziw bierze, że tamte niczego nie słyszały. Czyżby wczesnoporanne zgwałcenie uszu dało się we znaki?
Tamtą zaniepokoiło, ale niewiele mogła zrobić. Domyślała się co spowodowało to nagłe podniesienie ciśnienia i eksplodowanie, tyle że niewiele mogła uczynić z tą wiedzą.
Młodsza od jakiegoś czasu bacznie obserwowała Kopciuszka, była nią wyraźnie zainteresowana. Na jakiej płaszczyźnie? Ciężko stwierdzić, ale na pewno na płaszczyźnie płaskiej, niezbyt pagórkowatej. Raczej autostrada, niźli kostka brukowa.
Patrzyła na nią co dzień, w zamyśleniu. Rozmarzała się w tym swoim patrzeniu. Lubiła to, lubiła to uczucie, które wówczas pojawiało się gdzieś w środku.
Musiała jednak ostrożnie poruszać się po niszy zapatrzenia i nie zdradzać się przed nikim ze swoją orientacją w terenie, a raczej na obszarze zajmowanym przez Kopciuszka.
A tamte nadal jadły, jadły tak długo, póki nie skończyły, ot logika...
- Zdejmij tę spódniczkę, bluzkę i zmyj makijaż z gęby – krzyknęła matka do starszej córki. - Tak na szkolna dyskotekę nie pójdziesz! Wyglądasz jak ku....- kontynuowała swój grzeczny, moralizatorski wywód.
- Nie krępuj się, no powiedz jak wyglądam? - zachęcała matkę do szczerości i do odkneblowania gęby. Chciała, aby choć raz wypowiedziała się otwarcie i wprost, a nie wędrując na opkędyk... - - - Marsz na górę, albo wybij sobie tańce z tego pustego łba – krzyknęła, czyli nie dała się sprowokować. Zachowała się jak rasowa matka. Grzecznie, delikatnie, aczkolwiek pokazała, że jest stanowcza.
Dziewczyna po tych słowach wzięła dupę w troki i pomaszerowała jak sprawny żołnierz w stronę schodów. Weszła na górę, spojrzała w lustro i wówczas uświadomiła sobie, że jednak matka miała rację.
Wyglądała jak kurczę pieczone, dlatego czym prędzej przystąpiła do przebiórki i zmywania tapety z ryjca.
Kiedy starsza czyniła zabiegi mające doprowadzić ją do stanu używalności, młodsza siedziała na swoim łóżku i bacznie przyglądała się siostrze. Ta na początku nie zwracała uwagi na gapiącą się w odrętwieniu małolatę, jednak kiedy chwilunia zapatrzenia zaczęła przedłużać się w chwilę natrętnego gapienia, zareagowała, ale złością.
- Co się gapisz? - zapytała, po czym wbiła gały w siostrę. Uczyniła podobnie jak ona.
To, ostre i znienacka rzucone zapytanie wybudziło patrzącą z letargu. Trochę nawet ją speszyło. Czuła, że płonie żywcem, że spala się ze wstydu. Zamurowało ją, zdołała z siebie wykrztusić zaledwie, jedno słowo.
- Przepraszam – powiedziała, po czym wstała z łóżka i wyszła z pokoju.
Kiedy zamknęła za sobą drzwi i stanęła w holu nie wiedziała, co dalej z sobą począć. Chciała zejść do kuchni, ale kuchnia o tej porze - zbliżała się godzina siedemnasta - przerażała ją. Od zawsze bała się ciemności, samotności i wielkich przestrzeni.
Chciała pójść do matki, ale matka wieczorami nie życzyła sobie żadnego towarzystwa, chyba że wibratora lub mężczyzn, którzy w tajemnicy przed córkami wkradali się do jej sypialni, by robić z nią różne rzeczy, niedostępne dla oczu małolat. Czyli, czytali razem książki, poskramiali węża, czyścili kominy itp.
Stała samotnie, pogrążona w zamyśleniu kilka minut, które dla niej zdawały się być wiecznością, długą, niekończącą się chwilą oczekiwania. Zastanawiania się nad podjęciem decyzji, którą, wbrew pozorom, trudno było podjąć. Zresztą zbyt wiele alternatyw nie miała do wyboru. Mogła, albo stać jak głupek, albo wrócić do pokoju. A że w pokoju siostra była, to cofnięcie się do tyłu i wrócenie się z powrotem ( celowy zabieg ) odpadało, najzwyczajniej w świecie nie wchodziło w grę, czy to chińczyk czy monopol. Każda z nich odpadała.
Stała zatem w korytarzu, zakryta płaszczem ciemności i myślała, albo myślenie udawała. Kiedy tak stała, odgrywając swoją rolę, jakże wdzięczną i odpowiedzialną - słupa soli - naprzeciwko otwarły się drzwi drugiego pokoju, z którego wynurzył się Kopciuszek.
Nawet nie spostrzegł postaci, stojącej zaledwie kilka centymetrów od siebie. Ciemność była tak ciemna, jakoś niezwykle ciemna tego dnia, że zdołała zaciemnić całe pomieszczenie i swą ciemnością objąć także całą postać ukrywającej się.
Kopciuszek, teatralnie rypnął drzwiami, tak że nawet ciemność na moment się rozwiała, zdradzając tym samym skrywaną tajemnicę, ale choć tajemnica została ujawniona na moment, to i tak nie została zauważona, ani tez spostrzeżona przez bystre oczęta przebieracza maku i soczewicy.
Kopciuszek oddalił się, a młodsza siostra skorzystała z okazji i wślizgnęła się do nieswojego pokoju. Zapomniała jednak o szkolnej dyskotece.
Zasnęła wtulona w poduszkę Kopciuszka, o czym śniła. Lepiej nie wspominać, ale sen był przyjemny. Niczym katalizator, przyspieszył bicie serca. Prężyła się, wzdychała, ale to był zaledwie sen...
Starsza zmyła makijaż, przebrała się i powędrowała w stronę szkoły. Przed placówką spotkała kilku swoich znajomych, którzy mimo tego, że impreza jeszcze nie zaczęła się, całkiem nieźle się bawili, a to za sprawą sfermentowanego soku babuni.
Młodsza, również miała znaleźć się na szkolnej dyskotece, w końcu była uczniem, tak samo jak starsza, tyle że uczyła się w klasie niżej. Zasnęła jednak i nie zdążyła przybyć.
Kopciuszek, również otrzymał zaproszenie, jednak przybyć nie mógł. Musiał przebierać ten swój mak i soczewicę.
Starszej, nieobecność sióstr była nawet na rękę. Po pierwsze dlatego, że wyznawała zasadę wszędzie razem, ale bez Kopciuszka. Po drugie, zawsze to o dwie mniej, w wyścigu do celu, czyli w wyścigu do najprzystojniejszego chłopaka w szkole, o którego biły się wszystkie dziewczyny.
Czyżby rzeczywiście o dwie mniej? Czy ona aby czytała lekturę?
Kopciuszek siedział w kuchni i wrzucał kulki i kuleczki do odpowiednich misek. Starała się zachowywać cicho. Nie chciał powielać zachowania wczesnoporannego. Nawet nie podśpiewywał sobie. Nie tłukł mocno miskami, po prostu siedział sobie w cichości w kącie i robił to, co każdy Kopciuszek robić musiał.
Nie ubolewał nad tym, że nie może pójść na dyskotekę. Szczerze, to nawet zapomniał o tańcach, hulankach i swawolach. O tak, swawole i rozpasanie, o tak.
Nie czekał również na żaden cud. Bo i po co miał czekać. Nie wyczekiwał żadnych wróżek, elfów, smerfów itp., którzy uczyniliby dla niej te wszystkie rzeczy, jakie ktoś tam uczynił dla biednej dziewczyny, smutnej, zrozpaczonej i samotnej. Ona zrozpaczona nie była. Zapewne nie była świadoma kim jest.
Czyżby również pominęła lekturę. Oj! Ta dzisiejsza młodzież, niczego już nie czyta.
Siedziała sobie zatem w kąciku, cicho jak mysz pod miotłą, nieświadoma niczego, a już na pewno nieświadoma tego, co miało się za chwilę wydarzyć.
Przebierała te nieszczęsne nasionka.
Kiedy zapada noc, wszystko, jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki się uspokaja i cichnie. Kiedy świat opanowuje ponura aura, to wraz z nią rządy rozpoczyna nieznośne milczenie nocy. Wówczas każdy, nawet najmniejszy szelest jest pięciokrotnie głośniejszy niż za dania. Wyraźniej słyszalny niż w południe.
Dlatego, kiedy trzasnęły któreś z ośmiuset czterystu pięćdziesięciu ośmiu drzwi, to dziewczyna, aż podskoczyła ze strachu, tak intensywnie odczuła huk.
Zaczęła rozglądać się po kuchni w poszukiwaniu kogoś, kto mógłby za chwilę wyskoczyć nie wiadomo skąd, wpędzając ją tym samym do grobu, tyle że żadnego dowcipnisia nie spostrzegła. Skoro nikt nie pojawił się w przeciągu kilku sekund, musiało to oznaczać, ni mniej nie więcej, że trzasnęły drzwi na osiemdziesiątym pietrze, co w konsekwencji oznaczało, że zanim nieznajomy czy też znajomy dojdzie do kuchni, by się przedstawić, minie kilkanaście chwil. Kopciuszek powrócił zatem do pracy.
Trzask, który tak bezlitośnie obszedł się z Kopciuszkiem, który tak bezczelnie ją potraktował, gwałcąc ją po samo strzemiączko i kowadełko, rzeczywiście dochodził z daleka. To macocha, zmęczona pracą, wyrzuciła swego przyjaciela z sypialni. Przyjaciel znajdował się w dziwnym stanie.
Stan mężczyzny, podobny był do stanu człowieka po spożyciu i użyciu. Mogło to być niestety tylko złudzeniem, bowiem każdy, po dogłębnej lekturze, po wnikliwej analizie dzieła, tak właśnie mógłby wyglądać i takie, niedzisiejsze sprawiać wrażenie.
Mężczyzna, oczywiście sprawiał wrażenie nietrzeźwego z powodu wyczerpania studiami, jakich się podjął razem z macochą. Ale czy rzeczywiście nietrzeźwym był?
Facet, pomimo domniemanego stanu, wyglądał dość komicznie. Praca, jaką wspólnie wykonywał z przyjaciółką, pomimo tego, że odzierała człowieka z sił witalnych, wymagała jeszcze od niego przywdziania specjalistycznego stroju. Była to praca specjalna, więc i wymagała specjalnego wykonania piętrowego, no i w specjalnej osłonie ciała. Ach!
Mężczyzna chciał wydostać się z pałacu, jednak aby to uczynić, musiał pokonać kilka tysięcy schodów. W takim stanie? Leciał jak Ikar, do momentu pewnego. Później już tylko spadał, wydobywając z siebie dziwne dźwięki. Auć...
Po pierwszym, dosyć przyciszonym auć nastąpiło już tylko głośniejsze auć i zwięczenie, czyli buuuuum. I na ten hałas również Kopciuszek aż podskoczył.
Kilka minut po wielkim upadku, facet pojawił się w drzwiach do kuchni, ledwo co trzymał się na nogach. Spostrzegł Kopciuszka, siedzącego w rogu i nagle, jakby sobie coś przypomniał roześmiał się na całe gardło:
- Cha, cha...- śmiał się bez opamiętania.
Kopciuszka przestraszyło nieco dziwne zachowanie nieznajomego. Facet, pomimo tego, że wiedział zdenerwowanie i przestraszenie Kopciuszka nie zaprzestał śmiechów, a wręcz przeciwnie, zaczął śmiać się jeszcze głośniej.
- Cha, cha....to śmieszne – powiedział mężczyzna. - Jak na ciebie patrzę, przypomina mi się ta bajka, no jak to szło – zaczął się zastanawiać. Nawet uczynił gest na myśliciela, zaczął delikatnie gładzić sobie brodę – no już wiem – powiedział po chwili namysłu – wyglądasz jak Kopciuszek.
Dziewczyna chciała się bronić, ale za brakło jej odwagi. Zresztą może rzeczywiście wyglądała jak Kopciuch.
Mężczyzny, który pojawił się w przebraniu wróżki, nie najlepsze sprawił pierwsze wrażenie, a wręcz przeciwnie, skojarzył jej się...lepiej to przemilczeć tak jak cały bełkot faceta przemilczała ona.
- Gdzie masz karocę? - zapytała po chwili. Wciąż nie mógł się uspokoić.
Kopciuszek ignorował te głupie pytania.
- Ej! - krzyknął – masz tu kluczyki do mojego maluch – rzucił w stronę dziewczyny, kluczyki do których przyczepiony był mały brelok, w kształcie...oj,oj. - Wprawdzie to nie kareta, ale zawsze cztery koła.
Dziewczyna zgrabnie uchwyciła kluczyki w locie, po czym wbiła się głębiej w kąt. Przypomniała sobie również o szkolnej dyskotece, więc teraz, kiedy miała samochód, pomyślała, że mogłaby pojechać.
- Ale Ty brzydka, brudna i śmiesznie ubrana jesteś – kontynuowała swój monolog, wciąż się śmiejąc. - Może zechciałabyś mój kubraczek? - zapytał, po czym zdjął strój i podobnie jak kluczyki, rzucił w stronę Kopciuszka.
Ubranie również złapała z gracją niepodobną Kopciuszkowi i włożyła je na siebie.
Samochód, i teraz to ubranie coś uzmysłowiło dziewczynie...
Facet odszedł, a ona pojechała na dyskotekę.
Imprezy szkolne, niespecjalnie zaliczyć można do zabaw udanych. Młodzież trochę tańczy, trochę pije, trochę robi to, czego robić nie może, i tak zlatuje te kilka godzin...
Kopciuszek wrócił do domu, jak tylko wybiła godzina 21.30, zresztą nie tylko on. O godzinie 22.00 na sali gimnastycznej było już pusto. Muzyka przestała grać i zgaszono wszystkie światła. Uczestnicy zabawy rozeszli się do domów w mgnieniu oka. W tym samym mgnieniu, zapewne już spali, albo co najmniej układali się do snu.
Kopciuszek, jak tylko wszedł do domu, od razu skierował kroki do swojej sypialnie. Starsza siostra uczyniła podobnie.
Kopciuszek wszedł do pokoju i pierwsze co uczynił, to pozbył się dziwacznego stroju, który niestety nie podziałał na kolegów z klasy, tak jak podziałać powinien - podziałał natomiast na jakąś tajemniczą osobę, która wodziła za nią pożądliwym wzrokiem.
Kopciuszek zdjął kubraczek i położył się do łóżka, które okazało się być już puste.
Żeby wszystko odbyło się jak w bajce, okazało się, że dziewczyna zgubiła na sali różową spinkę do włosów. Była to jej ulubiona spinka, zawsze przyczepiała ją sobie do włosów, nigdzie się bez niej nie ruszała.
Od razu spostrzegła zaginięcie przedmiotu, bowiem głowa stała się nad wyraz lekka. Owszem, lekką bywała, ale tylko i wyłącznie w odpowiednich godzinach. W tej, w której poczuła lekkość powinna była być ciężką.
Smutno zrobiło jej się na duszy i na sercu z powodu tej, jakże cennej zguby. Zaczęła szlochać. Starała się jednak płakać w cichości, aby nikogo nie obudzić. Lała łzy, chlipała i rozpaczała.
Niemiłą atmosferę, która opanowała niszę Kopciuszka, wyczuła młodsza siostra. Ona, jakoś mocniej czuła, jakoś mocno wyostrzała zmysły kiedy w grę wchodziło życie, szczęście przybranej siostry.
Usłyszała cichy skowyt. Wywąchała zapach, a może smród rozpaczy, dlatego postanowiła zapukać do przeciwległych drzwi, by sprawdzić co się dzieje.
Uderzyła w drzwi prawą ręką, zaciśniętą w pięść. Musiała ją zacisnąć, bowiem trzymała w niej mały, ale jakże cenny przedmiot.
Po chwili usłyszała ciche, mało co dosłyszalne proszę. Nacisnęła więc na klamkę, otworzyła drzwi i weszła do środka.
Kopciuszek leżał na łóżku w pozycji dość kuszącej. Tfu...
Wolnym krokiem do niego podeszła. Szła, bardzo i to bardzo wolno powłócząc nogami. Cały czas patrzyła się w jej stronę. Nie umiała oderwać od niej wzroku. Kopciuszek był taki...inny niż inne, nie to żeby...
Podeszła do niego. Delikatnie chwyciła jej dłoń, po czym położyła na niej spinkę.
Kiedy Kopciuszek zobaczył, co otrzymał od siostry, uśmiechnął się. Uśmiech był prawdziwy, szczery, wyrażał szczęście. Ale na twarzy oprócz uśmiechu, zaczęło malować się również zdziwienie. Pojawiły się pytania.
Po pierwsze: Dlaczego ona, przecież jej nie lubiła?
Po drugie: Skąd ma spinkę, przecież nie było jej na szkolnej dyskotece?
Po trzecie: Dlaczego tak się poświęca i naraża matce, przecież wie, że nie mogą się widywać, rozmawiać ze sobą?
Wiele pytań zaczęło zaprzątać głowę Kopciuszka, ale każde z nich pozostawało bez odpowiedzi.
Dziewczyny dość długą chwilę trwały w bezruch i w milczeniu.
Jedna leżała, druga stała, ale żadna z nich nie miała odwag się odezwać. Ciszę dopiero przerwało proste słowo,które już dawno należało wypowiedzieć, a które wyszło z ponętnych ust pożądanej: - - Dziękuję – powiedział Kopciuszek i wymownym ruchem ręki wskazał przybranej siostrze skrawek łóżka.
Dziewczyna od razu zrozumiała o co chodzi. Usiadła.
Siedziały razem patrząc sobie w oczy. Ich spojrzenia byłe inne niż spojrzenia zwykłych koleżanek, znajomych. W ich spojrzeniu było coś więcej niż tylko zrozumienie, szacunek, wdzięczność i podziw. To spojrzenie wyrażało pewną głębie uczucia. Oczy błyszczały i mrugały w rytm innej miłości - miłości zakazanej, ale równie pięknej jak miłości powszechne. Obie czuły coś dziwnego. Obie czuły, że coś je ku sobie przyciąga, jakaś niewidzialna siła pożądania. Coś pchało je do siebie. Broniły się, choć bronić się nie chciały.
Żadna nie była na tyle gotowa, aby uczynić ten pierwszy decydujący krok. Bały się?
Młodsza, zaczynała czuć w podbrzuszu delikatne muśnięcia skrzydła motyla. Dziwne było to uczucie, do tego nieznane, ale bardzo przyjemne. Jeszcze nigdy nie miała okazji doświadczyć, tego co doświadczała w tej chwili. Zaniepokoiła się.
Kopciuszek również czuł inaczej niż zawsze. Mocniej, intensywniej. Miał ochotę wpić się w usta siostry, tak czerwone, soczyste, wyrażające miłość i jednocześnie symbolizujące prawdziwe szczęście. Arkadia...Safona....Uniesienie...
Siedziały milcząc. Nie miały odwagi zadziałać. Stać je było tylko na to, aby w myślach podróżować po najciemniejszych ścieżkach wyobraźni...
Odeszły, to znaczy młodsza opuściła pokój. Onieśmielała ją ta krępująca cisza, a także ta wędrówka w nieznane.
Kopciuszek pozostał sam. Nadal czuł to napięcie i dziwną chęć doświadczenia prawdziwej głębi i pełni. Tamta czuła podobnie.
Nienasycenie, głód, niezaspokojenie...
Kopciuszek, jak co dzień rano siedział w kuchni i zmagał się z miską maku i soczewicy....
***

22 komentarze:

  1. "Kopciuszek miał ich wszystkich w głębokim poważaniu, czyli gdzieś, lecz nie wiadomo gdzie."
    "...matka Kopciuszka zmarła dość dawno, czyli dawno."
    "...żyli sobie razem, a jakoby osobno, czyli z sobą bez siebie."
    I tak dalej, i tak dalej... Humor brytyjski, humor nemejski. Ja to ja: za taki talent 2 pity należy wypełnić.
    Co miesiąc.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ekstra...
    Wiesz co? Przypominasz mi w swym stylu Urbana - tak TEGO Urbana i jego "Felietony z pieprzem i solą", a to jest pochwała, bo Urban jest mistrzem ironii i ciętego dowcipu, o czarnym humorze już nie wspominam. Można go nie lubić, można nienawidzeć, ale trzeba mu przyznać jedno - jak chce komuś dopieprzyć, to potrasi to zrobić. Ty też. :))) I tak trzymaj.

    OdpowiedzUsuń
  3. Owszem, Urban jęzorem ciął jak szablą!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że Cię nie obraziłem...???

      Usuń
    2. Ja na przykład bym się nie obraził. ;)

      Usuń
    3. Ja na przykład też nie :)

      Usuń
    4. Przyznaj się. Urban się nie dowie.

      Usuń
    5. Obawiam się jednak, że może się dowiedzieć...przecieki i te sprawy, nie zaryzykuję :)

      Usuń
    6. Dobrze mówisz. Urban stoi tu przy mnie i obserwuje Twoje działania.

      ;)

      Usuń
    7. " A to feler westchnął seler" :)

      Usuń
    8. Mówi, że spoko, okej i gitara. Tylko masz mu karton soczewicy wysłać. Dziwne w sumie trochę.

      Usuń
    9. No, ale ja nie mam soczewicy, ani kartonu...Kopciuszek ma. Rzeczywiście, dziwne te jego prośby, czy też żądania. Hm...

      Usuń
    10. Zostawmy to. I tak się zdarza.

      Usuń
  4. ...bardzo fajne! boki zrywać!!! Ja to ja,a moze inne bajki też wyjdą tak świetnie??? kto wie,kto wie:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Trzy świnki to by było coś :)hi hi

    OdpowiedzUsuń
  6. No to do dzieła. Ja to ja: "Trzy świnki". Dr Marcel: "Cztery nutrie".



    :)

    OdpowiedzUsuń
  7. A Lew, hm...O dwóch takich co ukradli księżyc :p

    OdpowiedzUsuń
  8. Hm, dość oklepane... Chyba było 1357 remake'ów...
    Może "O czterech takich, co pluton spijali"?

    OdpowiedzUsuń
  9. Do dzieła! Akademie czekają!

    OdpowiedzUsuń