piątek, 10 lutego 2012

Konkurs chorobotwórczy

I znów w czasie autorskich urodzin ogłasza się konkurs. Przecież rok temu był już urodzinowy. A teraz znowu. Może dlatego, że Autor ma czelność kolejny raz obchodzić swoje urodziny.
19 lutego Autor ma właśnie urodziny, nie mylić z bolszewickimi imieninami* czy zaślubinami z morzem. Nie jest dokładnie określone, czy będzie feta i jeśli tak, to z czego złożona. Autor jest skromny i być może całą celebrację ograniczy do skrytej ucieczki na poddasze, gdzie sam na sam ze swą żądzą skonsumuje 12 snickersów Ice Cream.
I tak, do końca lutego, Lwy czekają na Wasze opowiadania, fraszki tudzież sonety, Drodzy Goście.
Jaki temat? Otóż jak zwykle łaskawym okiem patrzą Lwy na historie przede wszystkim zabawne, może i makabryczne. Ale też nikt w nemejskim zakątku nigdy nie miał nic przeciw tonom filozoficznym i refleksyjnym... Jedyna klauzula: opowiadanie powinno zawierać ton/motyw chorobowy.
Tak właśnie. Co nie jest niczym trudnym, zważywszy, że w lutym nie brak ludzi z katarem, bronchitem lub dyfterytem, co generuje wenę. Nie ma żadnych większych usztywnień, moi drodzy - wystarczy, że bohater opowiadania będzie pociągał nosem, klął na ból gardła czy zdradzał uzależnienie od gripexu... A to, czy w czasie zmagania z chorobą (lub... roznoszenia jej) będzie strzelał do koniokradów w Montanie, czy porywał Chorwatki w jasyr, to już pole wyłącznie pomysłu i woli autorów...
Sam trzon historii - całkowicie dowolny, a i sensownych przesłań na miarę Platona nikt nie wymaga.
Równie dobrym pomysłem jest felieton na temat własnych sposobów na walkę z chorobą.
Będzie i nagroda, zresztą całkiem chorobotwórcza, a przynajmniej dywersująca układ odpornościowy: opakowanie snickersów.
Snickersów Normal. Lodowych Autor nie obiecuje; musiałby obłożyć przesyłkę półtonowym odłamkiem lodowca. A one i bez tego się roztapiają, znikają, rozwadniają... Jedno z proroctw mówi, że gdy rozpuszczą się góry lodowe, to polska linia brzegowa Bałtyku zawita pod Bydgoszcz. Hm, do dziś nie możemy odżałować legendarnej Winety, a tu jeszcze Trójmiasto ma wessać w głębiny? I ulubioną przez Autora Karwię, gdzie oscypki z grilla najlepsze na linii brzegowej Europy?...
Wracając do sprawy: zwycięzca wyłoniony przez tradycyjnego sędziego szylkretowego, otrzyma granat antyimmunologiczny pyszniejszy niż inne.
Autorskim zdaniem, w każdym razie.
Nie wiem, co Wy, drodzy Goście, ale Autor zrobiłby wiele dla paczki snickersów...
Zwłaszcza lodowych, które są 1600 razy smaczniejsze od nielodowych.
Poniżej postu Autor miał szczery zamiar zamieścić adekwatne opowiadanie z wątkiem chorobowym, które ostatnio wygrzebał w gnieźnieńskiej bazie podczas porządków. Porządki na strychu, w piwnicy i w wieżyczce działa przeciwlotniczego zawsze pozwolą coś wygrzebać. Jeśli nie manuskrypty, to szkielety obwieszone hakenkreuzami. I tak Autor przerzucił kilka starych zeszytów, w którym znalazł pastisz Titanica - Giantic (który dobrze pamiętał i myślał o nim), publikowane ostatnio Przygody Ostronosa w parku z lutego 2005 (które sobie przypomniał po pierwszym akapicie) oraz epicką opowieść o wojnie z grypą, zatytułowaną Wojna z marca 2005 (której zaprawdę tworzenia nie pamięta i była to spora niespodzianka z tej przeciwlotniczej wieżyczki). Dwa ostatnie opowiadania (Giantic został napisany w 98-mym) są całkiem zwariowane, co należy tłumaczyć radosnym obłędem Autora po narodzinach jego syna (styczeń 2005).
Obłęd zresztą nie do końca przeminął mimo upływu siedmiu lat.
Epicką opowieść o wojnie z grypą Autor zamierzał załączyć do niniejszego postu jako dobry omen chorobotwórczości. Niestety, kiedy już przepisał stron z zeszytu 13, jakiś nieopatrzny ruch palcem skasował całą tę mozolną pracę. Wojnę zdmuchnęło.
Autor jest psychiatrycznie zrezygnowany takim autosabotowaniem dwudniowej pracy i publikację Wojny przekłada na przyszły tydzień.
Tym bardziej, że przez kilka kolejnych dni będzie zajęty: w poniedziałek wsiądzie w aeroplan i pomknie wyściskać Małego Lwa 1700 razy.
Bo taki jest chyba przelicznik na dwa dni wizyty.
A Was, drodzy Czytelnicy, Lwy serdecznie namawiają do pisania o chorobie... w zdrowiu.
Tym bardziej, że te snickersy to zaprawdę dobra rzecz.

*Autor sobie żartuje a dworuje, nic przeciw imieninom nie ma... choć ich nie obchodzi.

4 komentarze:

  1. Zglaszam radosnie udzial! :) Nawet juz chorobe wymyslilem!

    OdpowiedzUsuń
  2. Wysłałem... Mam nadzieję, że się będzie podobało. :)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Nadesłałam... o grypsku wierszydło czy też balladę o zmaganiu się z wirusem przebrzydłym...:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie zostanie ów dar antygrypi zmarnowany. :)

    OdpowiedzUsuń