piątek, 16 marca 2012

Cień glonojada albo czwarte opowiadanie chorobotwórcze

Dziś wykonam niedozwolony przez prawo Prus Wschodnich manewr fanaberyjny i najpierw zaproszę do lektury, a potem się sam rozpiszę.
Zapraszam do lektury.


Nadesłała: Re-Eunice
Spotkanie wieczorne

Miejsce akcji
: stary garaż przerobiony na klub bilardowy.
Osoby: panowie w średnim wieku.

Scena I

- Pozwólcie Koledzy, że przedstawię Wam mojego druha, który zapragnął uczestniczyć w naszych wieczornych, cotygodniowych spotkaniach.
- Witamy, witamy. Domyślam się, że kolega ma dość zdrowego stylu życia, który, na co dzień fundują Nam nasze nadopiekuńcze panie. Proszę się rozgościć. Tu można palić ile się chce, pić na tyle żeby o własnych siłach bezpiecznie wrócić do domu, ale przede wszystkim jeść tłusto i niezdrowo.
- Tak. Proszę spojrzeć drogi.. Jak masz na imię?
- Paweł.
- Świetnie, ja jestem Jasiek.
- Grzesiek.
- Maniek.
- Witek.
- A, więc spójrz Paweł, oto nasz koszyczek składkowy, w którym są same pyszne i podobno niezdrowe smakołyki. Chipsy, boczek, ogórki konserwowe, śledzie w pomidorach, wiśniówka, salceson. Swoją drogą koledzy dziś mamy mieszankę jedzeniową dość wybuchową.
- Jasiu, więc nie jedz tylko pij. Mamy kilka rodzajów piwa. Zapal sobie.
- O tak, Grzesiu cały tydzień poranne biegi, a na śniadanie owsianka. Tak nisko upadłem. I to tylko i wyłącznie dla świętego spokoju.
- A ja jem codziennie surówki z dużą ilością selera.
- Ha, ha, ha
- Z czego się śmiejecie koledzy? Wiem, wiem, podobno seler to afrodyzjak, ale ja na przykład lubię seler.
- Ależ oczywiście Witku, to, dlaczego dziś do koszyczka przyniosłeś tłusty boczek?
- Bo boczek też lubię.
- A Ty Pawle, czym jesteś, na co dzień uszczęśliwiany?
- Słuchajcie, mam już dość. Moja żona ma obsesję na punkcie kiełek. Na śniadanie i na kolację mam do kanapek kiełki. Patrzę w jej piękne oczy i zjadam to zgrzytające mi między zębami paskudztwo. Brrr…
- Ha, ha, ha… Nie ma to jak młoda żona!
- Napij się Paweł. Rozgość się. Nie lubisz grać w bilard to włącz ten stary telewizor, zaraz będzie mecz. Oddychaj wolnością i swobodą.
- I dymem z papierosów.
- Częstuj się, polecam chipsy, zaraz się lepiej poczujesz.

Scena II
- Cześć Jasiu!
- Cześć Witek!
- Cóż to, sam dziś jesteś w klubie? A gdzie reszta?
- Reszta bractwa poległa. Polegli rażeni grypą, niestrawnością i kłopotami z sercem. Wyobrażasz sobie, jak teraz ich kobiety zareagują na tę sytuację. To koniec naszej wolności.
- Nie kracz, nie kracz.

Scena III
- Witajcie Koledzy. Nareszcie w pełnym składzie.
- Cześć Grzesiu. Już jesteś w formie?
- O tak , już wszystko w porządku, ale pomysł, żeby przekąską dla wiśniówki był śledź w pomidorach nie był dobry. Koledzy to naprawdę nie był dobry pomysł.
- Słyszeliśmy o Twoich kłopotach. Zerknij do koszyczka dzisiaj.
- Koledzy, co się dzieje? Przynieśliście owoce, nowalijki.
- Właśnie czekamy, że może Ty tradycyjnie dorzucisz dziś chipsy. Co tam Grzesiu trzymasz?
- Ja? No cóż, dziś mam ziarna słonecznika.
- To rzeczywiście już po Nas.;)
$$$


Cień glonojada czyli o chojractwie słów kilka

Opowiadanie Re-Eunice trafia akuratnie w ciekawy nurt chorobowy. Otóż jakaś część z tych podstępnych, szerzących eksterminację i okupację zastępów chorobowych, przybywa w nasze organiczne progi trochę na życzenie. Życzenie oczywiście nasze.
Co wynika z tytułowego chojractwa. Niespecjalnie czuję się powołany, delegowany, artykułowany i nuncjuszowany, by ocenić jak to jest z chojrakowaniem u kobiet. Prawdopodobnie całkiem niezły chojrak siedział w Valerii, wielkiej miłości Conana z Cymerii. A inne? No nie wiem.
Wiem jak jest u mężczyzn. Chojrak tkwi w większości z nich, przy czym rozmaicie jest naturalnie z jego wielkością. Czasem ma rozmiary szopa i charyzmę surykatki. Tacy panowie rzadko zostają generałami armii, a jeśli zostają, to ku upadkowi tej instytucji.
Podobno chojrak mieszkający w Napoleonie miał wielkość sasquatcha quebeckiego, co zresztą wyjaśnia dlaczego niezbyt rosły cesarz porażał rozmówców nawet tak hardych jak pruscy czy rosyjscy oficerowie - o albiońskich wysokonosach nie wspominając.
Otóż każdy z mężczyzn rzuca cień na miarę swego symbionta-chojraka. Tak, tak, moje panie. Jeśli chcecie coś wiedzieć o gotowości, męstwie czy po prostu zuchwalstwie swych wojowników, rzućcie dyskretnym okiem na ich cień.
Oby nie był to cień glonojada.
Aczkolwiek cienia sasquatcha nie życzę tym bardziej. Nadmiar chojractwa sprowadza zawały serc lub wczasy na Elbie.
Cień Bruce'a Lee podobno strącił z orbity kilka Wostoków i Apollinów, o czym być może Robert Leśniakiewicz wspomni kiedyś w którejś ze swoich książek.
Tak, chojractwo jest charakterne, ale kłopotliwe. Wszak to ono każe odmawiać czapki z pomponem w styczniowy mróz i gorącej herbaty z miodem spadziowym po listopadowym joggingu. Zatem tu jest dzisiejsze meritum: chojrakując, często uchylamy bramy wirusowym hordom łupieżców. Przedłużając chojrakowanie, odmawiamy kontruderzenia medykamentycznego, potęgując tylko własne spustoszenia.
Czy zatem chojractwo mija się z rozumem? No cóż, często, jeśli nie przeważnie.
Opowiadanie Re-Eunice dużo mówi o jakości tego chojractwa. Bowiem nawet na pozór zatwardziałe, napoleońsko harde typy mogą błyskawicznie zmięknąć, gdy spadną na nich cięgi. Jak w powyższej historii, bardzo życiowej i wymownej.
Bodaj dwa dni temu cięgi tego rodzaju, za niefrasobliwość i chojractwo, spadły na Arnolda Boczka, w moim upodobanym serialu Świat według Kiepskich.
A na mnie? Cóż, jeśli czytaliście Epicką opowieść o wojnie z grypą, to coś już wiecie...
Ale mój cień nie strąca Wostoków i indyjskich satelitów. Ani nawet nie jest quebeckiej rangi.
Ot, jest to cień rosomaka. W sam raz. Familijnie kontrolowana drapieżność.
Bardzo sobie chwalę swój cień.

23 komentarze:

  1. Miś :-Cześć jeż, co jesz?
    Jeż:- ....!
    Miś:-Co jesz jeżyku?
    Jeż wkurzony: -Co niedźwiedź misiu?

    OdpowiedzUsuń
  2. Re-Eunice - szacun, ale zgadzam się z przedmówcami - to można (i trzeba) rozbudować! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Odsłona pierwsza: mąż je na śniadanie płatki na mleku...Pełne SF...nawet bez S.

    OdpowiedzUsuń
  4. nie ma jak nowalijki i ziarenka słonecznika :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kochani, niedosyt to odczucie dobrze mi znane, więc mogę powiedzieć, że Was rozumiem i postaram się przy następnym konkursie zrehabilitować. Pod warunkiem, że Pan Lew da mi jeszcze jedną szansę. ;)
    Ewo, mój mąż lubi owsiankę, ale pod warunkiem, że ja robię śniadanie. Ostatnio jednak namiętnie zajada się frytkami. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do śniadania, to wolę tradycyjne na dobry początek dnia. Osobiście wolę musli z mlekiem na kolację, doskonale się po tym śpi...

      Usuń
    2. AiR, co to znaczy tradycyjne śniadanie?

      Usuń
    3. Jak dla mnie to kubek herbaty, chrupiące bułeczki i gotowane jajko w kieliszku po wódce.
      No, z tym kieliszkiem to zażartowałem - ale taki właśnie zestaw widzę jako tradycyjny. :)

      Usuń
    4. Tradycyjne śniadanie, to dwa jaja na masełku - jesienią z kurkami - i do tego razowa albo biała bułeczka plus kawa. Od złej biedy może być bułka z szynką lub/i serem plus jakaś sałatka jarzynowa... To jesienią i w zimie W lecie serek ze szczypiorkiem, rzodkiewką i cebulką albo jajeczko na miękko. No i pomidory oraz ogórki! Same, w sałatce, czy jak kto woli! papryka też! - szczególnie czerwona, bo zielonej używam do kremu pieczarkowego, ale to już inna bajka - obiadowa...

      Usuń
    5. Jedyne, co mogę powiedzieć, to... KIEDY MNIE UGOŚCISZ? ;)

      Usuń
    6. Zawsze ak do mnie wdepniesz na swej drodze... :)

      Usuń
  7. Zajada się frytkami?... Bardzo irlandzkie, a wręcz very Irish.
    Re-Eunice, oczywiście, że wszelka szansa stoi otworem - wszak wyrażone opinie nie stanowiły krytyki, lecz niedosyt sprawiony świetnym pomysłem. :)
    PS - z Lwem łatwo się dogadać; paczka snickersów stanowi o dyplomatycznym sukcesie. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie zrobię zapas snickersów, przed Twym spotkaniem autorskim drogi Lwie. ;)))

      Usuń
    2. I jak duży zapas to by oznaczało? ;)

      Usuń
    3. Na pewno między 30 a 50 sztuk. ;)

      Usuń
    4. Tylko przechylmy się delikatnie w stronę 50-tki. ;))

      Usuń
  8. W trakcie czytania zaczęłam z przerażeniem myśleć, że może też nieco katuję mojego lubego tym całym zdrowym odżywianiem i że o zgrozo w jego myślach królują czipsy, frytki itd... Już oczyma wyobraźni widziałam go na spotkaniu tego klubu ;)) Ale chyba nie jest aż tak źle :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiedzmy sobie szczerze: ratujesz mu skórę. :))

      Usuń