poniedziałek, 19 marca 2012

Obcy w trzewiach czyli piąta historia konkursowa

Ponieważ ostatni manewr uszedł mi bezkarnie - piechota pruska się nie pojawiła, a i o powtórnym zbombardowaniu Kalisza raporty nie nadeszły - dziś znów na wstępie zaproszę do lektury.

Ku przestrodze!

Nadesłała: Ewa 126p
Dieta-horror


Tik –tak… tik-tak... i już marzec, czyli zaczyna się, za chwilkę ciepło, słońce... i będę zmuszona zrzucić płaszcz… i znowu to samo. Jak się pokazać??? Lekkie sukienki i super-krótkie szorty. Marzenia o bikini. Och… A ja ciągle z tą samą wagą.Jaką??? Dużo za dużo, jak prawie każda kobieta!!!
Ja znowu staję na wagę i 30 dag więcej. O, Matko!!!
Co robić? Co robić? Mogłabym być troszkę lżejsza, bo przecież ten medialny pęd na ,,SZCZUPŁE- ŁADNE”, zgrabne. Te co mają: miłość, dzieci, pracę i wszystko poukładane ślicznie jak w pudełeczku. Ja też tak CHCĘ!!!
Już od ponad dwóch lat mnie nikt nie tulił… nie biorę pod uwagę moich trzydziestu pięciu pluszowych misiów. A zegar tik-tak biegnie, pędzi, gna. Za chwilkę magiczna ,,40”–tka i ,,Dzwony” przestaną już bić na pewno. Na samą myśl o diecie robi mi się słabo. Stosowałam już wszystkie: proteinową, kopenhaską, kapuścianą, South Beach, Montignaca, Cembridge... Brrr…
I nic; trzy w dół i pięć w górę.
Nie, nie, tabletki też wypróbowałam… Lear Xtem, Thernalean, Hydroxycut, Lipotrim... po tym ostatnim prawie wyłysiałam, a kilogramy te same…
Ale, ale - przeglądając najpoczytniejszy elegancki magazyn dla kobiet ,,Boska”, natrafiłam na wspaniałe ogłoszenie: ,,Schudnij z Nami do 7 kilogramów dziennie”. OOOOOO… Wreszcie coś dla mnie, tylko ta cena 1800 zł za opakowanie, hmm, trochę dużo.. ale czego nie robi się dla piękna.
Wyciągnęłam skarpetę z oszczędnościami i pobiegłam na pocztę, teraz wypada tylko czekać na magiczną przesyłkę. Jeszcze chwilkę i będę PIĘKNA i SZCZUPŁA… i oczywiście ciągle mądra…

Wreszcie przyszło. Otwieram, łykam tabletkę i biorę do ręki ulotkę. Tak właśnie w tej kolejności Kto by czytał ??? najpierw…
I co??? Dowiaduję się ,że właśnie połknęłam JAJA TASIEMCA… YYYY. Akt desperacji ??? Cóż, może to ohyda, ale jeśli doprowadzi do upragnionego... WARTO!!!

Mijają dwa tygodnie… chyba zaczynam słabiej widzieć i zdarza się, że mówię od rzeczy…
Za to waga magiczne 48 kg!!!
Och wreszcie będę szczęśliwa…

Po trzecim tygodniu wzrok słabnie jeszcze bardziej samopoczucie ulega pogorszeniu.
Nie wytrzymuję!

Diagnoza medyczna : usunąć pasożyta natychmiast , poprawi to kondycję ogólną ale wzroku i rozumu już nie….

*********

Obcy w trzewiach

Ano właśnie. Ile historii, tyle spojrzeń na choroby. Z tych wszystkich jaskiń, do których odważnie wrzuciliśmy pochodnie ze światłem rozpoznania, wyłania się ponury stwór konkluzji: chorujemy na własne życzenie.
Niestety.
Albo ściągamy chorobę mentalnym autosabotażem, albo przedłużonym pławieniem się w stresach, albo fatalną dietą.
Lub tą nonszalancją sasuatcha quebeckiego.
Dieta i życie szczęśliwe (to jest: z pozytywną aurą, optymizmem, życzliwością do otoczenia i dostępem do snickersów Ice Cream) to dwie nogi golema, który ma na imię Zdrowie. Zdrowie, podkreślam, a nie jakiś Pneumokok czy Bronchiplodok.
Taki golem jest nie do zatrzymania i niezłomnie kroczy w stronę słońca. Taki golem rozbije w pył czeskie golemy z gliny i srebra, jeśli fikną i burkną.
Bo na zdrowie i pełne biopole nie ma mocnych.
Dieta jest ważna, bo decyduje o witalności i opancerza system odpornościowy tak samo jak nastawienie mentalne. Zatem odżywiając się właściwie, mamy z głowy 50% roboty. Pokpiwając tę sferę robimy nic innego, jak redukcję armii obronnej swego jestestwa o 50%.
Lipa.
Lipa, powiadam.
Nic zatem dziwnego, że mnóstwo kobiet z determinacją poszukuje diety, która podwoi ich energię i przyda zgrabnej sylwetki. Tyle, że jak wskazuje mini-horror Ewy 126p, te poszukiwania często wiodą w manowce, jeżowce, a nawet w
barszcz Sosnowskiego.
Z którego zupy nie należy przyrządzać.
Nawet w Wigilię Wszystkich Zmarłych.
Doszły mnie słuchy o różnych próbach dietetycznych, przy czym odwaga kobiet zafrapowała mnie głęboko. Mam bowiem wrażenie, że niektóre z tych sposobów zabiłyby pół armii Sparty i wytrzebiły słonie Hannibala szybciej niż marsz alpejski. Nazwy z opowiadania Ewy 126p brzmią niepokojąco i czynią gumę z więzadeł kolanowych, może nawet przyjdą do mnie w nocy w miejsce strzyg i południc, z którymi gram czasem w makao, by zrekompensować bezsenność.
Ale i tak bardziej grozą wieje od innych, hm*,
diet, które sprowadzają się do połykania robali arabskich, meksykańskich czy amazońskich, faszerowania się mefedronem tudzież amfetaminą - co kojarzy mi się trochę z nalotem napalmowym na własną organiczność - czy picia octu.
Co zrobił na przykład bohater mojej ulubionej książki
Gruby. Książkę napisał ceniony przeze mnie pisarz Aleksander Minkowski (kolejny wspaniały owoc PRL-u!), a jest ona o tyle fascynująca -do dziś po nią sięgam - że nie da się jej czytać nie jedząc.
No nie da się.
Nie da!
Więc osoby rozglądające się za dietą i marzące o ciele zmysłowym i starogrecko zdefiniowanym ostrzegam. RĘCE PRECZ OD TEJ KSIĄŻKI - jak by to powiedział przekornie pisarz Van Helsing, skądinąd wart polecenia i to bardzo.
Trzeba mieć naprawdę spory talent, by napisać książkę, której nie da się czytać nie jedząc, prawda?...
Sam tej zdolności nie posiadłem. Potrafię pisać historie, których nie da się czytać śpiąc. I to wszystko.
Ale to już coś.
A wracając do diety. Dziewczyny drogie! Po co wpuszczać między trzewia pełzająco-paczkujące potwory, jeśli jest jedna-jedyna 100%-owo niezawodna dieta, która codziennie wymiecie z ciała pół kilograma tłuszczu i złogów, i to bez głodowania, robienia pompek i rozbijania sobie czaszki o pułap sufitu, gdy trampolina uczyni psikus?
Jest to
dieta witariańska, która sprowadza się do spożywania wyłącznie surowych warzyw, owoców, nasion, orzechów, kiełków. Nic więcej nie jest potrzebne - precz z cukrem, mięsem i tasiemcem!
Który może osiągnąć 25 centymetrów długości i wychylić się na świat w momencie tak niestosownym jak składanie przysięgi małżeńskiej.
Albo skauta USA.
Tudzież
kanadyjskiego konnego.
Co więcej ta dieta czyni uderzające zmiany w ciągu tygodni. Co rekomenduję, bo witarianizmu, weganizmu i wszelkiego antypotworyzmu sam zakosztowałem.
To działa!
I to w pełnej zgodzie ze zdrowiem.
Golem ani się nie potknie.
A co, jeśli ktoś koniecznie chce schudnąć w ciągu doby? Wszak czasy mamy pędu i dynamizmu...
No cóż, jest wyjście. Też 100%-owe.
W takim przypadku należy połknąć
embrion Obcego**.

*a wręcz: hmmm.
**patrz: ilustracja. Rekomendacja sama w sobie.

40 komentarzy:

  1. Tasiemiec zamawiany przez internet... Grypa przesyłana pocztą, wąglik przez radio i głupota przez telewizję- wszystko już było...A co będzie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie jeszcze niejedna głupota Nas zaskoczy...

      Usuń
    2. p.s. Obcy w Supersamie a Predator w piwnicy...

      Usuń
  2. Ło matko! Nie wierzyłem, że to jest możliwe, a jednak... Głupota i owczy pęd podyktowany modą, to straszna rzecz. Jeżeli idzie o mnie, to przeszedłem dwukrotnie cud-dietę i schudłem z 85 do 60 kg w ciągu - uwaga: DWÓCH MIESIĘCY!!!
    To był rozwód. bezsenne noce, hektolitry kawy i papieros za papierosem. Niemal zero jedzenia. I stres, stres, stres... To plus - utrata wagi. A minus - po trzech miesiącach zawałek, na szczęście lekki, dwa tygodnie w szpitalu i powrót do pracy.

    Drugi raz cud-dietę miałem dzięki trzymiesięcznemu romansowi, tak intensywnemu, że spadłem z wagi o 15 kilo. W dzień praca, w nocy - sami wiecie... Odchudziliśmy się oboje - moja partnerka i ja. Ale warto było... :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A efekt jo-jo???Wystąpił???;-)

      Usuń
    2. A co to za efekt??
      AiR: tak, drugi sposób zdecydowanie milszy niż ten pierwszy.
      I ta sarmacka krew wrząca... ;)

      Usuń
    3. AiR, ten Twój drugi sposób bardzo mi się podoba. ;)
      Chociaż słyszałam, że gimnastyka przez godzinę dziennie i dieta 1500 kalorii też daje efekty.;)))

      Usuń
    4. Efektem jojo Drogi Autorze nazywamy wahania wagi związane z odchudzaniem. Ale w przypadku dotyczącego Air...może wystąpiły dwa efekty jojo;-)))
      ... oby tylko serce wytrzymało...;)

      Usuń
    5. Bo to się chyba do tego samego sprowadza, a przyjemniej.

      Usuń
    6. Serce ma nie wytrzymać romansu? Wytrzyma. ;)))

      Usuń
    7. Efekt jo-jo wystąpił - to znaczy po jakimś czasie powróciłem do swej lekkiej nadwagi. Serce wytrzymało, zresztą rzuciłem alkohol w 1986, a papierosy w 1990 i jak na razie - odpukać - nie mam większych problemów, poza oczywiście normalnymi problemami zdrowotnymi mojego wieku 50+. Tylko że musiałem pójść na wcześniejszą emeryturę, co atoli już jest osobną historią.

      Usuń
    8. Re-Eunice: i ja tak sądzę. ;)
      AiR: emerytura to więcej czasu na łapanie serc opadających z wiosenną mżawką. ;)

      Usuń
  3. Ewo 126p, ja preferuje jednak polkniecie jaj Obcego. Trzeba tylko regularnie usypiac go formaldehydem (lyzka na noc) i szkod nie narobi a tluszczyk znika:)
    A opowiadanie- genialne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co z procesem dorastania /Obcego/?...

      Usuń
  4. Dr Seth, dziękuję pięknie za komentarz.. a co do formaliny ,kilkuprocentowy jej roztwór świetnie ,,działa" na urodę -konserwuje;)

    OdpowiedzUsuń
  5. opowiadanie świetne Ewa126P, ale zważywszy na Twoją figurę -jaja tasiemca i jaja Obcego zupełnie zbędne. Czekam na kolejne opowiadania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję pięknie..wrodzona skromność nie pozwala mi na odniesienie się do powyższych słów;)dziękuję raz jeszcze i pozdrawiam serdecznie...

      Usuń
    2. Aczkolwiek admirał Sylur powiadał, że skromność to rodzaj przeziębienia.
      ;)

      Usuń
    3. Muszę poważnie;))) porozmawiać z Admirałem i to natentychmiast;))))ewa 126P

      Usuń
    4. Z admirałem Sylurem? Na jaki temat? Bo on dość wybredny jest, rzadko w miejscu usiedzi. ;)

      Usuń
    5. To będę za nim chodzić;)))aaaa to już powiem tylko jemu...

      Usuń
    6. Chodzić za nim? On zazwyczaj lata po orbicie i podpala sputniki wrogów... Ale może go złapiesz w końcu. :)

      Usuń
    7. Jeśli lata po orbicie to raczej łatwizna..;)czasoprzestrzeń??...byłoby tylko troszkę trudniej
      Admirale bądź czujny;)

      Usuń
    8. Wszystko w porządku. Masz tylko jakieś pół tryliona konkurentek.

      Usuń
    9. ???????OOOOO To Prawdziwa Olimpiada...;)))

      Usuń
    10. Z drugiej strony... Kavior nie tyle PRZEBIERA, co ZGARNIA, więc... więc jest OK. :)

      Usuń
  6. Redakcja programu "Miasto Kobiet" (TVN Style) poszukuje bohaterek, które jako formę odchudzania wybrały "dietę tasiemcową". Jeśli zażyłaś tabletkę z głową tasiemca, proszę napisz do mnie na: k.niemkiewicz@tvn.pl 502555156

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy napisałabym to com napisała ????raczej nie;)pozdrawiam Miasto Kobiet Ewa 126P

      Usuń
    2. Przyznaj się, że coś tam z pamiętników wyciągnęłaś. Bo i tak się dowiemy.

      ;)

      Usuń
  7. A niby w jaki sposób się dowiecie????:)))
    p.s. tak wyciągnęłam królika z kapelusza;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale czy ta dieta działa?

      Usuń
    2. A czy Pani na pewno jest posiadaczką fiata 126p? Bo jeśli nie, to awatar jest zuchwalstwem i przestępstwem, które podlega ściganiu.

      Usuń
    3. Jak najbardziej ściganiu... i np.do Tower ją!!!

      Usuń
  8. ??????Chcesz wypróbować czy polecić;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja rekomenduję dietę z embrionem Obcego. Wypróbowana, stu%owa skuteczność.

    OdpowiedzUsuń