poniedziałek, 19 marca 2012

Szóste opowiadanie chorobotwórcze i... dwie dziurki w nosie, konkurs zakończony

Po przerzuceniu kilku wątków chorobowych, i to w jednym przypadku, w całkowitym oderwaniu od powierzchni Ziemi, wracamy do macierzy tematycznej. Do grypy.
Wszak to od niej sprawa tego zuchwałego konkursu się zaczęła. Zuchwałego - bo grypie i innym wirusom zwyczajnie zagraliśmy na nosie. Ba, wyzywająco a chełpliwie zaciskaliśmy na tym chorobliwym nosie metalowe żabki zdjęte z zasłon. I co? Zachorowało się komuś?
Podobno Ja to Ja się podziębiła, ale nie wzięła udziału w konkursie, więc punktów grypie nie przyznajemy. Zresztą Ja to Ja już zdrowa i nawet wykpiwa smoki:
http://www.eioba.pl/a/3on7/przygoda-dziewisacza
Grypa została całkowicie pokonana, zdekapitowana i zapakowana w foliowe woreczki firmy Imosanto (po genetycznie zdemoralizowanych nasionach wierzby płaczącej). Woreczki zostaną wniesione na pokład Antonowa i rozprute szpikulcami do lodu nad Oceanem Arktycznym.
Nie jest po prawdzie wskazane sztucznie wydłużać post wieńczący ten ryzykowny - mimo wszystko - temat, bo już wibracje słowa choroba mają swój wpływ na podświadomość. Lepiej powtarzać do znudzenia słowa w rodzaju szczęście i alleluja!, to wibruje przyjemniejszymi skutkami.
Nim zaproszę do ostatniego utworu, chciałbym tylko jedno rzec.
O tym całym golemie*.
Tak, równo rozłożone siły w nogach - zdrowie i pozytywne myślenie - stanowią o jego sile i swobodnym odpieraniu chorób...
Ale tak naprawdę wystarczy jedna, jedyna, najpotężniejsza broń.
Zakochanie.
Ta broń więcej znaczy niż najbardziej inkrustowana szabla polsko-węgierska czy cały szpaler sowieckich gazów** z organami Stalina***.
I w sumie nawet dieta nie jest tak bardzo istotna. Zakochany człowiek jest tak opancerzony, że może wyjść boso, w piżamie acz bez szlafmycy, na zamieć i ani kichnie.
Ba, twierdzę, że taki człowiek może z nonszalanckim gwizdaniem przespacerować się pod eskadrą Lancasterów, pozbywających się awaryjnie 1000 kilogramów bomb!
I jeść salceson z cukrem sześć razy dziennie.
Tak chroni miłość, święty pancerz.
A zatem? Rozejrzyjcie się. Wiosna przynosi nie tylko zielone liście, ale i czerwone serca. Pełno ich wokół, krążą i szukają sobie podobnych. Na Ziemi trwa specyficzny czas rozpadu starych struktur. Upadają coraz bardziej nieudolne, skompromitowane organizacje - nawet szacowne WHO obnażyło się machlojkami w kwestii szczepionek - ale i... nie najlepiej dobrane związki.
Dziś nie wystarczy korzystny układ materialny i namiętność, by związek przetrwał próbę czasu. Układy pleśnieją, a chemie są ulotne, bardzo ulotne... To, czego szukają dziś samotnicy, to dusz podobnych sobie - w widzeniu świata, odczuwaniu natury, poszukiwaniu głębin i esencji...
Rozpadów przybywa, być może frapuje Was ta częstotliwość. Cóż, jeszcze jeden proces ewolucji człowieka. Kiedyś pierwszy raz wyciosał maczugę z kwarcytu, a potem pierwszy raz poderwał dzięki niej kobietę na randkę, przywaliwszy jej tuzin razy w czaszkę...
Która była raczej twardsza niż te dzisiejsze, nękane napojami gazowanymi i cukrem.
Jaka epoka - takie karesy.
Dziś dusze szukają podobnych sobie, a priorytetem jest ZROZUMIENIE. Jeśli zrozumiesz duszę napotkanej osoby, a ona Twoją, rozumiesz emocje i odbicia jej przeżyć, a ona Twoich - wszystko jest jasne.
Właśnie powiew wiosny przyniósł ci na dłonie czerwone serce unikalnej miary.
Na związek nowej, nieznanej mocy.
Duchowej eksploracji nowej ery cywilizacji.
A wtedy - już dziś to prorokuję - związek nie pokryje się mchem, a chemia nigdy nie ulotni.
I tego Wam wszystkim życzę. Może już dziś? Może jutro?...
Życzę tego, sam wychodząc na łowy, do których szykowałem się od tygodni z respektem dla wagi sytuacji i profitów. Mam trójząb, sieć, paralizator, maczugę z krzemu i młot z ołowiu, oliwkę jojoba (podobno świetlista skóra oczarowuje kobiety...), miskę z mizerią (...a zapach ogórków je zniewala), chloroform, minę przeciwczołgową, kuszę morską, bombardę genueńską, noże motylkowe Wing Tsun, piłę łańcuchową, watykańską halabardę, nepalski kukri, piastowski Szczerbiec, mosiężny pastorał, kolczatkę, kaganiec, miotacz płomieni, zapasową gąsienicę do Shermana i gniazdo szerszeni.
Zabezpieczone gumą arabską.
Tak wyposażony wierzę w sukces.
Owszem, wyda się Wam może tego ekwipunku lekki nadmiar, trójząb zadziwi, gąsienica zafrapuje... Ale jestem zdeterminowany, by jakieś wiosennie zawirowane serce pojmać i usidlić.
Ileż można przytulać serca Lindta??
Noo... dobre dwie minuty, potem na rękach rozlewa się kakao.
Tak. Moi drodzy. Zima uciekła, grypa rozbita na kogel-mogel. Jest wiosna.
Zakochiwać się!!
*golem - to nic innego jak człowiek z gliny. Do czasu przejścia przez terytorium Czech armii sowieckiej były jeszcze podobno golemy żelazne i srebrne. Te pierwsze poszły na części do pobiedy, a drugie na noże, widelce i menażki dla rosyjskich oficerów. W każdym razie golem z gliny jeszcze się ostał. Wytwór czeski. Słowacy twierdzą, że czechosłowacki.
**nie mówimy tu o jakimś iperycie rozpylanym w celu anihilacji armii brytyjskiej, lecz o solidnej sowieckiej ciężarówce.
***organy****. Dokładnie. Nie mylić z organami*****.
****no oczywiście, że chodzi o katiusze!
*****no cóż, dajmy już spokój temu Stalinowi...


Acz przedtem jeszcze raz obśmiejmy przeciwnika:

Nadesłał: Skalny Kwiat

Wojna z GRYPĄ…

images

Raz jeden tylko grypsko złapałam

w życiu swym wówczas się załamałam.

Grypsko to właśnie taka cholera –

gnębi tragicznie i wewnątrz szpera.

Nie tylko trzewia trzebi z żywności,

nie tylko łamie od wewnątrz kości,

to jeszcze ogień w człowieka wlewa

i chłodnym potem ciało oblewa.

3

Człek nieprzytomny na sofie leży

mąż z basenikiem na siusiu bieży,

kontakt ze światem ograniczony,

jak kukła człowiek pomiętolony.

1

Na nic się zdają tabletek stosy

medi - syropów wszelkich żłopanie;

tu nie poradzi lekarz konował -

tu rządzi Grypsko, mój mości panie.

images5

Dopiero wówczas gdy trzy dni miną

jest jakaś szansa na walkę z winną –

gdy człek przytomnym znowu się staje

i wirusowi walkę wydaje!

images4

Wówczas na kuchni rosół pyrkoce –

on nas na duchu wznosi wysoce,

siłę do boju w ciało wprowadza -

wraz z cytrynówką duszy dogadza.

Potem sięgamy po imbir z czosnkiem

by do herbaty z miodem je dodać,

wraz z goździkami i cynamonem

konkokcję taką warto zapodać.

images2

A wieczorową porą łóżkową

apiterapię aplikujemy:

spiritus z kitem pszczelim mieszamy

i zdrowie wznosząc, do dna pijemy!

propolis

Tylko gdy złączysz terapii wiele

z tradycji Szeptuch naturo - zielnych,

i do babcinych receptur sięgniesz –

masz szansę wrócić do Łask Niedzielnych.

Z Zielnika Czarownicy :)

Nalewkę propolisową robimy w następujący sposób: pół litra spirytusu mieszamy z 5 do 10 deko kitu pszczelego i przez 14 dni co pewien czas wstrząsamy butelką. Następnie odcedzamy (można przez lejek z gazy lub bibułę) i wlewamy do naczynia z ciemnego szkła lub trzymamy w ciemnym miejscu, jeśli butelka jest ze szkła jasnego. Nalewka jest doskonała przeciwko przeziębieniom, anginom i innym wirusowym infekcjom. Profilaktycznie, dorosły człowiek może przyjmować 2 razy dziennie po 25 kropli, a dziecko tyle kropli na cukrze ile ma wiosen. :)

Gdy łapie mnie grypa lub inne przeziębienie, to nie czekam, tylko wieczorem kieliszeczek nalewki na bezdechu wypijam, grube skarpety na stopy naciągam i Chyc, pod pierzynkę. Potem gorącą herbatkę imbirowo-korzenną z cytryną i miodem sączę, czytając dobrą książkę. Nie wiedząc kiedy, oczy same się zamykają, a sen propolisem wzmocniony, leczy wyzute z sił ciało…

© Skalny Kwiat

(obrazki zapożyczone z Internetu)

19 komentarzy:

  1. Szacowny Autorze! Zapomniales o NAJSKUTECZNIEJSZEJ obronie- mianowicie o szczypawicy, wzglednie szczypawce (skorek pospolity (Forficula auricularia)! http://www.ddd-abramowski.pl/materialy/robaki/2e.jpg :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. I co z tą szczypawką, doktorze? Zjeść czy dać się uszczypnąć?

    OdpowiedzUsuń
  3. I jedno i drugie :))) Byle wiosennemu przesileniu się nie dać i przypadkiem podstępnego wirusa nie wpuścić, gdy organizm taaaaaaaaaaaaki osłabiony po zimie... Aha, no i Marzankę utopić w rzece jakiejsik, koniecznie, jak to grypsko w nalewce propolisowej:)))

    OdpowiedzUsuń
  4. A' propos Golema, to jest to wytwór czeski, a dokładnie robot zbudowany z gliny przez rabina Jehudiego (Lwa albo Loevego) ben-Becalela - zob. film "Królewski piekarz". W całej sprawie jest polonicum, bowiem rabbi Loeve potem wyjechał z Pragi Czeskiej do Poznania, gdzie został Naczelnym Rabinem "wielkiej i potężnej (jeszcze wtedy) Polski"...

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja pamiętam nieco inny przepis, a mianowicie: sok cytrynowy, liście aloesu, miód i spirytus 95% zmieszane ze sobą w wagowym stosunku 1 : 1 : 1 : 1. Liście aloesu przepuszcza się przez blender, żeby puściły sok i miesza się ta masę z miodem i spirytusem oraz sokiem z cytryny, dokładnie miesza (nie wstrząsa) i odstawia na 24 h do lodówki. Stosowanie - 25 g przed snem. Efekt - w nocy zmieniasz dwie - trzy piżamy, ale na rano jesteś jak "klatka pełna ptasząt" jak mawiają na Nowej Zelandii...

    OdpowiedzUsuń
  6. Jsames Bond woli jednak Martini wstrzasniete (nie mieszane). Ale wracajac do Golema, nalezalo go ozywic, wkladajac mu w usta kartke z magicznym zakleciem. Niestety, do tej pory nikt nie wie jakim. Coz za strata :( Moze pomagalby w sekcjach.
    A co do szczypawki, trzeba ja wsadzic sobie do ucha, i wtedy jest sie chronionym przez caly rok xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tyle zaklęcie, ale jeden z cytatów (ale który???) z Tory. To jest inna wersja tego samego mitu. Może w przyszłości postaram się przełożyć z czeskiego książkę na ten temat.

      Usuń
  7. No cóż. Lepsza szczypawka niż zaskroniec, mimo wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  8. A stare przysłowie pszczół mówi,że połknięcie jednej kotki z bazi wierzbowej zapewnia zdrowie przez cały następny rok;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Odpowiedzi
    1. Pewnie ;)co roku w Wielkanoc sprawdzam...;)

      Usuń
  10. A podobno zakochanych grypa nie dosięga. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to jest oczywiste i medycznie uzasadnione! Zakochani mają zwiększoną odporność... - właściwie na wszystko!

      Usuń
    2. Na wszystko oprócz namiętności. Ten wirus jest nie do odparcia. ;)

      Usuń
    3. Ten wirus to wyjątek.Kto ,by mu się opierał.;)

      Usuń
    4. Oczywiście,że nie ;)))
      Zakochanej duszy
      żadna grypa nie ruszy :D

      Usuń
  11. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń