czwartek, 19 kwietnia 2012

Wilki i Spartanie 3

Kiedy porównuję mojego syna z sobą w jego wieku, wypada mi to blado.
Blado dla mnie.
Dla niego przeciwnie. Cały się złoci.
Bowiem ja w wieku lat siedmiu byłem małym, milczącym wypłoszem, który odważnie do prawda chwytał za kredki, a nawet za książki – ale wobec obcych trochę się mumifikował.
Mój syn jest śmiały.
Nie – zuchwały. To nie. Bywa zdystansowany, a nawet cofnięty za drugą linię.
Ale nie z lęku, lecz ze spokojnego wyboru. Bo nie ma chęci. Bo obserwuje.
Bo jest charakterny, a nie sztuczny.
Ale śmiały jest także.
Czy nie jest dowodem śmiałości wyprawa sześciolatka do przedziału konduktorskiego, by z najwyższą powagą zapytać:
- Czy jest wagon restauracyjny?
Bez zająknięcia.
A ta lekcja pokory, którą ów sześciolatek sprawił jednemu z memu kamratów, który wpadł z wizytą niezapowiedzianą? Ów towarzysz, nazwijmy go Dariuszem Perskim, zasiadł przy herbacie i bułeczce, by rozciągnąć wokół stołu monolog anakondowy na temat zwierząt i ich występowania.
Uwagi domowników zbijał raczej szermierczo, bez roztrząsania i grzecznej reakcji. Sześcioletni Wilk przyglądał mu się, przysłuchiwał, by w końcu rzec z uśmiechem:
- Ten Darek to się zachowuje jak nauczyciel.
Po czym dobił oszołomionego gościa błyskawicznym pchnięciem:
- A czy wiesz, co to jest ocelot?
Dariusz Perski nie wiedział. Mój syn mu objaśnił.
Nauczyciel może mieć sześć lat, a lekcja pokory posolić dżem na bułeczce – warto mieć to na uwadze.
We mnie wciąż mało jest tej pokory, co jednoznacznie potwierdza nieustanne dziwienie się elokwencji mego dziecka. Tak, wciąż się dziwię, do kaduka.
Na szczęście: podziwiam znacznie bardziej. I zawsze, z niemalejącym smakiem, delektuję. Jak dziś rano, gdy syn zaznaczył gładko i bez zająknięcia:
- Zminimalizowałem zdanie.
Ha. Takież małe te radości ojcowskie, a takie Appalachy z nich wystają i chmurom żartobliwie grożą.
Promienny syn to promienny ojciec. Oczywista reguła.
Działa całkiem tak samo w odwrotnym ustawieniu.
Dwa Wilki Szczęśliwe.
Małe szczęście ma w sobie coś magicznego.
Coś magicznego niezwykle.
Otóż małe szczęście jest zawsze szczęściem wielkim.
Prawda?
Gdy Kuba miał dwa lata, wszedł o poranku do basenu z zimną wodą i popatrzył na mnie wzrokiem tak spokojnym, jakby brał właśnie zwykłą kąpiel, codzienną w koszarach Sparty.
Gdy miał lat pięć, w tym samym basenie ratował osy. Oczywiście ze mną. Duży Wilk zawsze jest blisko Małego.
Miłość to radość i czuwanie.
Dużego Wilka nad Małym.
Może i Małego nad Dużym?...
I obu połączonych porozumieniem Wilków nad mniejszymi stworzeniami ich świata.
Radość i czuwanie.
Trzymaliśmy straż ratunkową nad tym wielkim dla os akwenem dzięki kutrowi plastikowemu i pobierakowi do ryb akwariowych. Każda z ocalonych os wynoszona była z troskliwym ceremoniałem z wody i przenoszona na ciepły, rozzłocony słońcem parapet okna tarasowego.
Tam ocalone stworzenia delikatnie kładliśmy w słońcu, tym Generatorze Życia i Uśmiechu Bożego, po czym w napięciu lekkim, a wzruszeniu silnym i trochę niecierpliwej radości, czekaliśmy na osuszenie ich wszystkich.
Słońce przywracało osom moc, każdej jednej oddało uśmiech.
Każda jedna osa po upływie minuty lub dwóch zaczynała poruszać skrzydłami, skręcać ciałem na próbę sprawności, po czym ulatywała w słońce.
Może po nowy uśmiech.
Nigdy ich za wiele, prawda?
My, Wilki Szczęśliwe, odprowadzaliśmy je wzrokiem spełnienia, które zrodzić może tylko szacunek i zrozumienie dla Wspólnoty Jednego Świata.
Małe radości są potężnymi radościami. Z osami wymieniliśmy unikalny dar energii życiowego porozumienia. My zwróciliśmy je latu, one też dały nam coś w zamian.
Przez chwilę, owego lipcowego dnia, mieliśmy lekkość os.
Magiczny dar za mały gest.
Małe szczęście...

Służba ratownicza została zawieszona, gdy Wilki wezwano na obiad. Po półgodzinie wróciliśmy nad basen. W wodzie unosiły się trzy osy. Wszystkie wydobyliśmy natychmiast.
Jedna uleciała po minucie.
Druga po trzech.
Trzecia została na parapecie i po pięciu minutach padł na nią cień. Słońce zaszło.
- Nie żyje, biedna – rzekł ze smutkiem Mały Wilk.
- Zostawimy ją tu – powiedział Duży. - Wiatr po nią przyjdzie i zabierze do nowego świata.
Przez dziesięć minut czekaliśmy na ten wiatr, a potem odwróciliśmy się od okna.
Słońce wciąż było skryte za chmurami.

*

Latem 2007 roku mój syn miał 2.5 roku i poczucie humoru, które pokrywało lukrem serce.
Gdy rozkładałem parasol nad ogrodowym stołem, Kuba pojawił się nagle i rzekł:
- Co tu kombinujesz? Nie kombuj.

Na początku września Kuba został pochwalony przy obiedzie przez mamę.
- Jestem dumna z ciebie – podkreśliła mama.
- Baba Gosia też? I Wiola? - dociekał Kuba. - I Robert? I dziadzia Wiesio? I Kiepski? I Marian?*
*Paździoch z Kiepskich.

Mały Wilk jest żartownisiem, ale nieobce mu jest poczucie troski. Pewnego dnia rzekł:
- Mama, nie masz pracy?! Martwim się, że nie masz pracy.

Jesienią 2007 mój syn popadł w cokolwiek obsesyjne oczekiwanie na Świętego Mikołaja. Temat był codzienny. Napisał do niego list, ale w tej niecierpliwości zaraz go zjadł. Potem przez kilka godzin podkreślał, że będzie na Mikołaja czekać w salonie. Na pytanie, co chciałby od niego dostać w prezencie, ożywił się:
- PACKE DO MUCHUCH! Taką, jak ma Królik, żeby muchy packować.
W sektorze wyobraźni, pragnień i satysfakcji dziecięcych rozciągają się wielkie prerie. Najwyraźniej w sercu Świętego Mikołaja też. Kuba dostał packę.


Mój syn jest rzeczowy i konkretny. Potrafi okazać powściągliwość brytyjskiego oficera. 7 października zadzwoniłem do niego (był w Polsce na wakacjach z mamą), aby przekazać radosną nowinę:
- Kubuniu! Kupiłem ci klocki! Jak wrócisz, będziemy budować!
- Dobra.
Tu - wszak stęskniony i rozentuzjazmowany tym wspólnym powitaniem - rozgadałem się na temat różnych budowlanych projektów i budowli, aż w końcu mama Kuby z litością ucięła:
- On już poszedł...

Jak w wielu chłopcach, w Małym Wilku drzemie instynkt Wojownika. Starałem się limitować ilość zabawek o charakterze wojennym i w ogóle taki charakter zabaw, z czym był ten problem, że sam taki instynkt posiadam. Mimo to często kończyłem zabawę słowami „Za dużo walczenia/walki”, co oznaczało przejście do czegoś w rodzaju Muminków lub Kubusia Puchatka.
W pierwszy dzień Bożego Narodzenia Mały Wilk odebrał telefon od dziadka, by z przejęciem wymienić otrzymane prezenty:
- […] zbroję i miecz, ale za dużo walki […].

Pod koniec grudnia uznał, że rodziców można na wszystko naciągnąć, pod warunkiem, że obudzi się ich rano i zaskoczy dynamizmem prośby. Gdy tak się stało, cały słowotok zakończył:
- Okej? Gitara? Gra muzyka?

Pierwsza miłością mego syna, krótką, acz silną, była rysunkowo-cartoonowa Kimkolwiek.
Na początku 2008 roku wujek Oskar pouczył Kubę:
- Nie wolno walczyć.
- Z kim?
- Z kimkolwiek.
Na co szczerze zdziwiony Kuba:
- Kimkolwiek to moja żona. Ja z nią nie walczę.

Marzenia miał Mały Wilk zawsze konkretne.
- Kiedyś popłyniemy statkiem – obiecałem mu.
- Ja popłynę rekinem!

A nowymi słówkami w styczniu i lutym były:
wiełołyb - wieloryb
ocenał - ocean
nożyczek - nóż
wienski – większy

12 lutego Kuba miał humor średni i przez telefon wyżalił się babci:
- Ja nie wiem, dlaczego w moim basenie mieszka robak. On nas kocha, ale ja jestem zły... - I w jednym ciągu dodał (skargę?): - Księżyc ścigał się z nami po całym mieście.

Prawdopodobnie odziedziczył po mnie to cokolwiek dziwne poczucie humoru, by nie rzec: kpinę.
13 lutego zapytał:
- Mama, dlaczego mieszkamy w Ballinie, w Gnieźnie, w Poznaniu, w Chorzowiu?
- Kuba, my nie mieszkamy w Chorzowie.
- Aha – odrzekł Kuba i oddalił się.

Kilka dni później bawiliśmy się wyciętymi z papieru Muminkami. W pewnej chwili zwróciłem się do syna:
- Kubusiu, idę zrobić coś do jedzenia.
- Dlaczego? - spytał bez zachwytu, bo źle znosił moje wycofanie z zabawy.
- Bo zgłodniałem. A ty?
- Ja nie zgłupiałem.

25 lutego, przy naciąganiu synowi rajtuzów, spytałem:
- Czy ty nie umiesz podciągać tych paluchów, kiedy ci coś nakładam?
Na co Kuba, samokrytycznie, ale też niespecjalnie przejęty, odrzekł:
- One naprawdę są jakieś dziwne.

Kościotrup – kościoprut
Przyrząd do puszczania baniek mydlanych – bąbelkowość

W marcu doniósł babci przez telefon:
- Tata kupił mi syrop czarodziejskowy, różowy.

W kwietniu usłyszałem z usta Małego Wilka komplement rzadkiej rangi:
- Nigdy nie miałem lepszego tatusia!

W tym samym miesiącu poprosiłem syna:
- Kuba, opowiedz bajkę.
Na co on bez namysłu zaczął:
- Dawno temu żył sobie pewien straszny potwór. On zjadał: liście, pająki, żółwie...

Mój syn od początku zapowiadał się na człowieka uczciwego. Gdy 1 maja wychodziłem do pracy, poprosiłem go:
- Bądź grzeczny i słuchaj mamy.
- Nic pewnego – odparł szczerze.

Drugiego maja rozciągnąłem się na łóżku, gdyż mama Małego Wilka obiecała mi masaż.
- Połóż się, zmruż ślipie – polecił.

Pewnego razu Kuba doniósł o zranionym palcu.
- Podmuchaj – poradziłem.
- Nie mam ognia – pożalił się.

W czerwcu dokonał odkrycia, które mnie zaniepokoiło. Już prawie zasypiał, gdy nagle poruszył się, spojrzał na mnie przytomniej i zauważył:
- Jakie ty masz oczy crazy-frogowe...

Na lotnisku w Dublinie nie zabrakło mocnych akcentów. Na przykład Mały Wilk stwierdził dramatycznie:
- Wymieram z głodu.

A chwilę później miła pani przedstawiła mu się:
- Jestem Bogusia.
- Nie znam tego słowa – wyznał szczerze.

I powiem wam, że już trzyletni Mały Wilk zdradza swoje wilcze cechy. Na przykład przewrotność, której ofiarą padłem w lipcu 2008, gdy nieco zaczepnie rzuciłem do mego smyka:
- Jak jest, knypek?
Na co natychmiast odparł:
- Jak jest, pierdek?
Rozbrojony tym kontrnatarciem wyciągnąłem rękę:
- Piona, bracie!
- Piona, pierdek!

Ale, jak już wcześniej rzekłem, Mały Wilk był i jest śmiały i charakterny. O czym świadczą słowa, które wyrzekł, gdy zaczął chodzić do przedszkola:
- Ja nie chcę płakać, ja wiem, że jestem superbohaterem, ale to mi się samo płacze.


*

Zresztą czyż nie superbohaterowie piszą takie historie?...

Wielka tajemnica Greków

zaczeło się tak że persowie napadli Greków persuw było milionuw grecy nie mogli dać rady muśeli wezwać spartan pszyszło 300 spartan dzielnie walczyli persowie zaproponowali spartanom się poddać ale spartanie woleli iść do toalety żartuje!!! woleli zgnić jak banan dobra woleli zginonić honorowo i zginęni lecz Grecja MIAŁA TAJEMNICE NAGLE NA POMocc!!!!!! pszyszły minotałry z toporami cyklopy z maczugami kollosy z srebra metalu i z złota i do tego centałry z łukami ale jeszcze armia egipska z anubisami sfinksami czlowiekami-skorpion i z krulowom egiptu kleopatrom i 500 sprtan ale na pomoc persom persowie to iran ale dawno temu nazywali się persami wienc na pomoc persom pszyszła armia irku i vikingowie z olbżymami z lodu z ognia i trole kture miały 2 głowy i olbżymy ale grecka armia i egipska była silniejsza i pokonali ih i te dwa kraje zaatakowali te 3 kraje i je podbili i tak się koniczy ta historia


*

Małe szczęście ma w sobie coś magicznego.

Coś magicznego niezwykle. Otóż małe szczęście jest szczęściem wielkim.
A skoro tak - jaki jest sens nadawania mu rangi, ciężaru i wielkości?
Mojego syna uczę spokoju i ufności - gdy te przekaże się wszelkiemu stworzeniu, które stanie nam na drodze, można zaznać cudu. Być może każde zwierzę tej planety ma swój cud, który może odebrać człowiek.
Osy przekazały nam lekkość i przybliżyły słonce.
Mojego syna uczę miłości, gdyż jest ona siostrą odwagi. Osy napotkane w domu zapraszam na dłoń, by wskazać im drogę do słońca.
Jeśli jednak czuję spokój, odwagę i miłość, to dzięki inspiracji.
Inspirację czyni mi Mały Wilk.
Mój syn.

W wodzie unosiły się trzy osy. Wszystkie wydobyliśmy natychmiast.
Jedna uleciała po minucie.
Druga po trzech.
Trzecia została na parapecie i po pięciu minutach padł na nią cień. Słońce zaszło.
- Nie żyje, biedna – rzekł ze smutkiem Mały Wilk.
- Zostawmy ją tu – powiedział Duży. - Wiatr po nią przyjdzie i zabierze do nowego świata.
Przez dziesięć minut czekaliśmy na ten wiatr, a potem odwróciliśmy się od okna.
Słońce wciąż było skryte za chmurami. Ale nim uczyniliśmy krok w stronę basenu, wyszło z powrotem. Obróciliśmy głowy, by znów spojrzeć na parapet.
Osa poruszyła skrzydłami, po czym poderwała się do lotu.
W złotym słońcu osy karmiły się jego uśmiechami.
Nieco niżej, pod złocistym rojem, ojciec i syn wykonali swój taniec Wilków Szczęśliwych.

4 komentarze:

  1. Czyli nie jest z Wami źle. I tak trzymajcie! Swoja drogą dzieci są fascynujące. No i mają niesamowite pomysły. Ale są bardzo inspirujące - wiem coś o tym...

    OdpowiedzUsuń
  2. ja tez jestem superbohaterką, a to mi się samo płacze...

    OdpowiedzUsuń