środa, 12 grudnia 2012

Autor się dickensuje...

...co musi tłumaczyć go z winniczkowej aktywności. Ale dickensowanie jest ważne, a sprowadza się w tym wypadku do kończenia poważnych prac (na wysokości) nad polską wariacją Opowieści wigilijnej.
Dickensa Karola, rzecz jasna.
Historia będzie nie tylko osadzona na ziemi polskiej, ale też na tyle inna, by mnie chichot mistrza z grobu nie dobiegł. Taki potępieńczo-szyderczy, za plagiat.
Nie mniej podobieństwo i odwzorowanie, i szczerze objawione zainspirowanie jest. Bo jest też moja wersja hołdem dla mistrza Dickensa. Powieść, którą stworzył, jest ponadczasowym, odpornym na czas i kule majstersztykiem skompresowanych refleksji, przewartościowań i endorfin o aromacie niepowtarzalnym, bo świątecznym. 
Absolutnie hołduję i podziwiam rosnąco.
Oczywiście wszelkie nadesłane przez Gości Lwów historie z tradycyjną ochotą zostaną opublikowane.
Skąd zaś ten impuls cały na takie właśnie opowiadanie? A czy to wiadomo? Impulsy przychodzą skądś i płyną sobie dokądś - tylko na moment zatrzymując się w naszym jestestwie, podnosząc włosy, wybałuszając oczy do formy  gruszek ussuryjskich, czynią z ciała jakiegoś obijającego się między meblami kalmara - i w czasie tej fazy zelektryzowania coś tworzymy. Właśnie jestem takim zelektryzowanym kalmarem.
Przyznam, że w każde święta oglądam średnio 3 wersje filmowe Opowieści wigilijnej. Najlepsze z nich, śmiem rzec, to Scrooged z Billem Murrayem i klasycznej formuły Scrooge z Alberetem Finneyem i sir Alekiem Guinessem. 
Wracam zatem do prac na wysokości, nie stroniąc od hełmu ze zbiorów militarno-montażowych mojego syna.


2 komentarze:

  1. Wysłałem Ci opowiadanie - jedno ze starszych, bo nie mam czasu na pisanie nowego.... Pozdrówki!

    OdpowiedzUsuń